Cel uświęca środki. Rozmowa z Jakubem Żulczykiem

Bartek Czartoryski
25.11.2019

Jakub Żulczyk miał rządzić światem przed trzydziestką. Udało się nieco później. Żulczyk to obecnie jeden z najpopularniejszych polskich pisarzy – ma na koncie bestsellerowe „Ślepnąc od świateł” i przebojowe seriale telewizyjne napisane dla dużych stacji. Z pisarzem rozmawiamy o jego powieści „Czarne słońce”, która jeszcze przed premierą dorobiła się miana obrazoburczej.

[Opis wydawcy] W ojczyźnie przyszłości wrogowie pozbawieni są wszelkich praw. A wrogiem jest każdy Inny, każdy Obcy. Odgrodzona od dogorywającej Europy, rządzona przez Ojca Premiera Wielka Polska nigdy nie zostanie zalana przez hordy uchodźców, nie będą panoszyć się w niej zdrajcy i degeneraci.

Za eliminację odpadów ze społeczeństwa odpowiedzialny jest Gruz, lider neonazistowskiej bojówki, chodzące wcielenie absolutnego zła, człowiek mordujący dla samej przyjemności zabijania. Realizacja kolejnego rządowego zlecenia brutalnie przeorze mu świadomość i zmieni całe życie.

Okrutna, wywrotowa, „antypolska” powieść autora „Ślepnąc od świateł” jest efektownym zderzeniem literackich gatunków – thrillera, dystopii, kryminału noir, powieści drogi, dramatu psychologicznego i zaskakującej książki o miłości. Prowokując do granic możliwości, Żulczyk tak naprawdę oferuje głęboko humanistyczną opowieść o wielkiej duchowej przemianie.

Bartek Czartoryski: Muszę ci się przyznać, że kiedy skończyłem czytać „Czarne słońce”, poczułem ulgę.

Jakub Żulczyk: Dlaczego?

Bo to nieprzyjemna lektura.

Czemu nieprzyjemna? To znaczy domyślam się, ale chcę usłyszeć to od ciebie.

Mam się za człowieka o mocnych nerwach, ale nieraz to, co się tam dzieje, jeśli chodzi o nagromadzenie przemocy i tego, co mojemu światopoglądowi niemiłe, mnie nokautowało.

Jak na ten moment, sądząc po tym, co piszą do mnie czytelnicy, consensus odbiorczy jest taki – na początku przez książkę trzeba się przebić, ale potem, kiedy w fabule następuje zwrot akcji i Gruz spotyka Alfę i Nahlę, ludzie zaczynają rozumieć, że „Słońce…” to nie tylko, jak napisał do mnie jeden pan, „koszmar KODziarza w stylu Rambo”. Ogólnie odbiór książki jest dużo lepszy, niż myślałem. Sądziłem, że więcej osób się od niej odbije. Ale czy to przyjemna lektura? Na etapie, kiedy już byłem pewien swojego pomysłu i tej przerysowanej, gwałtownej konwencji, jej bezkompromisowości i tego, jak należy ją opowiedzieć, dużą część swojej energii pisarskiej poświęciłem temu, żeby „Czarne słońce” było również wciągającym czytadłem. Do tej pory zwykle koncentrowałem się na tym, aby nadać moim książkom pewną subtelność, aby te moje popowe historie ubogacić i opowiedzieć od środka, przez emocje, zamieścić jakąś krytykę świata i tak dalej. Tutaj ta krytyka wybiła się na pierwszy plan, razem z totalnie przerysowanym, komiksowym światem przedstawionym. Musiałem skupić się na plocie, zrobić tak, aby książkę dało się w ogóle przeczytać.

Sporo tym samym ryzykowałeś, pisząc taką powieść.

Tak, ale też dobrze się bawiłem, przekraczając swoje własne granice. Nieraz zapalała mi się czerwona lampka, że to czy owo jest zbyt ostre, zbyt mocne, zbyt poj***ane, zbyt bluźniercze, ale diabełek z drugiego ramienia podpowiadał mi, że dokładnie tak trzeba to zrobić. Pojechać po bandzie, bo nikt inny się na to nie zdobędzie.

Moje poczucie ulgi wynikało też z konstatacji, że jeśli tak ma wyglądać świat, to z chęcią zobaczę jego koniec.

Reklama

Stoimy twarzą w twarz przed różnymi widmami – zbliżającej się i namacalnej rozpierduchy ekologicznej, której trzeba jak najszybciej zapobiec i z którą łączy się mniejsza lub większa awaria całego cywilizacyjnego systemu. W skrócie, mamy to nieszczęście żyć w ciekawych czasach. A tymczasem w Polsce babrzemy się w archaicznych politycznych pohukiwaniach, kłócimy się o podręczniki do historii, o memy, o kształt zbiorowej mitologii. A zaraz może nie być fajnie, jesteśmy na krawędzi ekologicznego alarmu, nierówności społeczne są coraz większe, tracimy zaufanie do instytucji ekonomicznych, społecznych, jesteśmy coraz bardziej wyizolowani, podzieleni, coraz łatwiej nami manipulować, obserwować. Bez zastanowienia się pozwoliliśmy naszemu życiu narzucić system punktowy za pomocą mediów społecznościowych, przenieść mu się na usługi, na gospodarkę. Ludzie są sfrustrowani, wyczerpani, w tym odradzają się fanatyzmy jako ideologie porządkujące rzeczywistość, dające bezpieczeństwo. Poczułem głęboką potrzebę zabrania głosu w sprawach, które, jak uważam, są dzisiaj bardzo ważne, ale nie zamierzałem pisać książki na zlecenie konkretnej strony aktualnego konfliktu politycznego. Zresztą uważam, że toczy się on nie tylko pomiędzy dwoma obozami. Zrozumiałem, że skoro mam bardzo różnorodne grono czytelnicze, którego nie da się przypisać do konkretnej grupy wiekowej, klasowej czy światopoglądowej, to mogę napisać coś, co będzie odebrane bardzo szeroko, po wielu stronach tego konfliktu. A skoro mam coś takiego zrobić, to muszę sięgnąć głębiej, pod spód tych wszystkich światopoglądowych wojenek, które prowadzimy. Zająć się esencją i sprawić, że ludzie trochę się zastanowią. I wydaje mi się, że jeśli ja, Jakub Żulczyk, autor powieści popowych, dość gwałtownych, mam popchnąć czytelnika, aby choć na chwilę zadumał się nad światem i spojrzał poza to, co znajduje się w promieniu dziesięciu metrów, muszę użyć ostrych środków. Bo inaczej nikt mnie nie posłucha. Nie jestem autorem, który potrafi napisać wysublimowaną, wysokooktanową artystycznie książkę, dlatego musiałem pojechać po bandzie, zrobić odbiorcy istne pranie mózgu i wykorzystać cały arsenał swoich brudnych broni pisarskich. Cel uświęca środki.

Sam nie odebrałem twojej powieści jako książki politycznej, mimo że mówisz o teokracji, o wizji Polski faszystowskiej. Ma ona dla mnie przede wszystkim wydźwięk humanistyczny.

Bardzo mnie to cieszy.

Gruza z kolei odebrałem jako człowieka, który nie posiada motywacji per se, tylko czysto pretekstowe powody, i jakby nie zabijał dla faszyzmu, zabijałby w imię czegoś innego.

Brak zaufania, brak odpowiedzialności za dobro wspólne, przede wszystkim za przyrodę i środowisko naturalne, brak poczucia zbiorowości i obowiązku za siebie samego, szacunek dla siebie bez względu na narodowość, tożsamość płciową i seksualną – to nie są problemy polityczne, ale egzystencjalne i humanistyczne. Bo jeśli uważam, że jeśli na przykład dbanie o środowisko to sprawa, od której zależy moje i twoje przetrwanie, to nie jest to problem lewicy czy prawicy, ale humanizmu. I dlatego chciałem się zająć nie polityką, lecz ogólnoludzkimi wartościami. Ale wiedziałem też, że powieść, w której głównym bohaterem byłby jakiś szlachetny Kapitan Ameryka naprawiający świat, nie przekonałaby absolutnie nikogo. Ani ciebie, ani mnie. Dlatego stworzyłem Gruza. Chciałem pokazać, jaka jest alternatywa dla humanizmu, jak wygląda ta straszna kontrpropozycja, niezależna od opcji politycznej.

Ale musiałeś sobie jednak zdawać sprawę, że, czy chcesz tego, czy nie, niejeden czytelnik odczyta „Czarne słońce” jako wypowiedź przeciwko rządzącym. To chyba nieuniknione.

Na pewno momentami jest to satyra na populizm polityków, na mariaże z Kościołem, na cyniczne wykorzystywanie mowy nienawiści, flirty ze skrajną prawicą. Tylko jedno ale. Obóz rządzący robi mnóstwo rzeczy źle, bagatelizując kwestie środowiska naturalnego, cynicznie szczując na siebie ludzi, demontując kulturę i instytucje zaufania publicznego, ale nie wydaje mi się, żeby PiS czy Kaczyński sami w sobie stanowili zagrożenie. To jest myślenie krótkoterminowe, to powrót do narracji i napierdalanek kolesi zatrzymanych w rozwoju trzydzieści lat temu. Polityka PiS-u to nie jest zło autonomiczne, tylko pewien symptom. Świat nie wygląda jak w „Gwiezdnych wojnach”, że w polityce masz po prostu siły dobra i zła. Nie należy walczyć z PiS-em, tylko z nierównościami społecznymi, z destrukcją środowiska, z izolacją ekonomiczną i tak dalej. Gdybym wycelował tę książkę w aktualnych rządzących, to odebrałbym jej termin przydatności do spożycia. Bo ile jeszcze będzie PiS rządził? Cztery lata? Osiem lat? W końcu się zmieni, rozpadnie, przekształci. A tak w ogóle to wyzwania, które stoją przed nami jako obywatelami kuli ziemskiej sprawią, że podział na lewicę i prawicę jeszcze za naszego życia straci znaczenie. Zobaczysz, wartości jeszcze dziś określane jako lewicowe staną się po prostu wartościami humanistycznymi. To będzie wybór między przetrwaniem a nihilizmem, bo przetrwać można tylko w szacunku i współpracy z drugim człowiekiem.

Fajnie, że o tym mówisz, bo podobne myśli kołatały się w głowie podczas lektury, ale jednak kwestie światopoglądowe są dla wielu nienamacalne, niemierzalne, a przez to mniej istotne i spychane na drugi plan przez codzienne problemy gospodarcze i ekonomiczne.

Ale to wszystko jest połączone. Czytałem reportaż o Amazonii, gdzie ktoś pojechał i zrobił wywiad z drwalami, którzy wycinają ten las. I facet, prosty chłop, powiedział, że on wie, że niszczy środowisko, lecz to dla niego jedyna droga, żeby zarobić jakiekolwiek pieniądze. Ale dlaczego właściwie on tych pieniędzy nie ma? Bo nie ma sprawiedliwości ekonomicznej? Bo doprowadziła do tego rabunkowa gospodarka? Bo gdzieś jest błąd systemowy? Bo on, jako robotnik, jest eksploatowany tak samo jak ten las, bo jest kolejnym surowcem do wyssania? A ochrona środowiska to nie jest namacalny program? Samo spacerowanie po dużym mieście jesienią sprawia, że wzrasta ryzyko zawału i zachorowania na raka płuc, jakbyś palił co najmniej dziesięć fajek dziennie. I namacalne są też zaj***ane śmieciami skwery, trawniki w każdym polskim mieście wyglądają, jakby przed chwilą odbył się tam Open'er.

Gadamy cały czas o poważnych sprawach, a twoje korzenie twórcze, czego się nie wypierasz, sięgają kina klasy B, komiksów i tak dalej. Czy łatwo ci jest, jako pisarzowi, te dwa światy połączyć? Poważne kwestie z niekoniecznie poważnie traktowaną sztuką?

Reklama

Mam w głowie kompletny miszmasz kulturowy, jestem dzieciakiem wychowanym na przegrywanych kasetach wideo z bazaru, gdzie dostawało się za jednym zamachem „Krwawego mściciela 5” i „Siódmą pieczęć”. Niskie zawsze mieszało mi się z wysokim. Pamiętam księgozbiór mojej mamy, który oglądałem jako dziecko. Mama układała książki alfabetycznie i obok siebie stali Follett i Faulkner, Ludlum i Lampedusa. A ja jeszcze czytałem sobie „Thorgala” i Pismo Święte z obrazkami. Przy pisaniu „Czarnego słońca” czytałem Hannah Arendt i komentarze filozoficzne do Apokalipsy, ale i ogromną ilość komiksów z DC i Marvela, mnóstwo „Batmana”. Gruz jest też trochę zainspirowany bohaterami komiksowymi, takimi jak Lobo czy Bane. Popkulturowy sposób opowiadania jest mi bliski i chyba w każdej mojej książce biorę taką konwencję, żeby przy jej pomocy spróbować coś powiedzieć.

Myślę jeszcze o Gruzie i zastanawiam się, czy wierzysz, że istnieje granica przebaczenia. Jest to koncept blisko związany z myślą chrześcijańską, którego również w książce dotykasz.

Nie wierzę w teologię chrześcijańskiego powszechnego zbawienia, wydaje mi się, że działa ona na ludzi demoralizująco. Nie kupuję tego, że możesz narobić strasznego gówna w życiu, ale kiedy wyznasz grzechy, to dostąpisz łaski pańskiej. Wierzę w prawo przyczyny i skutku, tak zwaną karmę. Że bierzesz odpowiedzialność za swoje czyny. Zdajesz sobie sprawę z prostych rzeczy, że gdy rzucisz szklanką o ścianę, to ona się rozbije, że akcja powoduje reakcję. I każdy twój ruch ma jakiś wpływ na kształt przyszłości. Powiedziałbym, że wierzę w przebaczenie, ale nie w uniewinnienie. Bo musisz ponieść konsekwencje tego, co zrobiłeś, zawsze. Nie ma od tego odwrotu.

Fotografia otwierająca: Zuza Krajewska

Reklama

komentarze [15]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

40
0
25.11.2019 12:53

Zapraszam do dyskusji.


117
23
25.11.2019 17:41

W każdym wywiadzie prowadzący sugerują że ta książka wprowadza jakiś pierdolnik uczuciowo - myślowy dla czytającego. Nie wiem czemu ma to służyć? Od zarania dziejów wiadomo, że właśnie to jest rolą dobrej literatury...🤔🤔🤔
Lubię twórczość Kuby i z przyjemnością sięgnę po " Czarne Słońce" . Jak mnie sponiewiera za bardzo to sobie Blankę Lipińską zapodam do równowagi, albo...

więcej

339
165
28.11.2019 16:20

masz rację w całej swej ksiązkowej rozciagłości;) ja też sięgnę i sam się przekonam, czy ją jestem w stanie przeczytać i jak ją odbiorę. Żulczyka cenię, dlatego nie chcę zawczasu skreślać cokolwiek jego autorstwa


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

1650
204
25.11.2019 18:30

Mądry facet, zgadzam się z nim, sięgnęłabym po niego, gdyby nie taka ilość przekleństw!


554
0
25.11.2019 19:29

"kiedy wyznasz grzechy, to dostąpisz łaski pańskiej"

Ekspertem od chrześcijaństwa nie jestem, ale czy oprócz wyznania grzechów do osiągnięcia zbawienia nie jest tez potrzebna szczera skrucha i żal za grzechy? Takie słowa w ustach kogoś, kto próbuje uchodzić za poważnego pisarza trącą zwyczajnym gimboateizmem.


203
16
25.11.2019 19:59

Wydaje mi się, że on to tak specjalnie, ignorancko uprościł, żeby jeszcze bardziej podkreślić swój lekceważący stosunek do sakramentu spowiedzi.


2670
552
26.11.2019 11:31

Zapomniałeś o najważniejszym: zadośćuczynieniu lub pokucie.


554
0
26.11.2019 14:56

Tak jak napisałem - żaden ze mnie ekspert. Na mszy poza ślubami i pogrzebami nigdy nie byłem, więc nauki KK są mi obce, niemniej jednak coś mi się o uszy obiło.


2670
552
26.11.2019 16:14

@Armand_Duval I Ci się dobrze o uszy obiło. Ja też nie jestem żadnym ekspertem.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2670
552
26.11.2019 11:53

"Powiedziałbym, że wierzę w przebaczenie, ale nie w uniewinnienie. Bo musisz ponieść konsekwencje tego, co zrobiłeś, zawsze. Nie ma od tego odwrotu." - to jest całkowicie zgodne z teologią chrześcijańską ( żal za grzechy, wyznanie i zadośćuczynienie czyli poniesienie konsekwencji i naprawa swoich win). Jeżeli coś się krytykuje, to lepiej się zapoznać z tym co się krytykuje....

więcej

32
14
28.11.2019 09:40

Zgodne z teologią chrześcijańską jest też twierdzenie, że kobiety nie mogą pełnić funkcji kapłańskich, bo z natury jako istoty pośrednie mają służyć mężczyznom (św. Augustyn) i że powstają z uszkodzonej spermy (św. Tomasz).

Co do odpuszczenia grzechów - to kapłan posiadając moc udziela rozgrzeszenia już w konfesjonale dzięki czemu wyspowiadany może od razu przystąpić do...

więcej

Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

212
33
26.11.2019 18:55

Karma to jest Boska sprawiedliwość. Niestety same nazewnictwo Karma odrzuciło z tego wszystkiego Boga aby bylo niekontrolowanym zdarzeniem samym w sobie. Tego pragną niedowiarki i będą tak bredzić za każdym razem kiedy ujrzą następstwa swoich złych zachowań.


19
8
27.11.2019 00:10

Brzmi mocno głupawo.


1941
1217
27.11.2019 07:45

To ja się chciałam spytać autora o tę odradzającą się ksenofobię, która moim zdaniem odradza się w całej Europie. Jak Pan myśli, co napędza co. Czy nienawiść w ludziach napędza język 'mowy nienawiści" czy 'mowa nienawiści' powoduje ferment? Jak Pan myśli?


2670
552
27.11.2019 18:04

Może dokładniej według Wikipedii. Karma w dosłownym tłumaczeniu "praca" lub "działanie". W buddyzmie i hinduizmie jest to przyczyna w rozumieniu przyczyna- skutek. Z punktu widzenia filozoficznego, czyny tworzą przyszła doświadczenia i przez to każdy jest odpowiedzialny za swoje życie, cierpienie i szczęście które sprowadza na siebie i innych. W hinduizmie jest to bardzo...

więcej

zgłoś błąd