Nie konkurujemy z Netflixem. Nasz „Wiedźmin“ to film fanowski – mówi Jakub Nurzyński

Adam Jastrzębowski
21.11.2019

Gdy rozpoczynał pracę nad swoim filmem, jeszcze nikt nie wiedział, że Netflix wyprodukuje serial na motywach powieści Andrzeja Sapkowskiego. Dzięki zbiórkom crowdfundingowym wraz z zespołem podjął się stworzenia pełnometrażowego filmu fanowskiego osadzonego w wiedźmińskim uniwersum. W rozmowie z lubimyczytać.pl Jakub Nurzyński, reżyser „Pół wieku poezji później”, zdradza, na kim był wzorowany wiedźmin Lambert, kogo zobaczymy na ekranie oraz jak udało mu się przekonać do współpracy Zbigniewa Zamachowskiego i innych profesjonalnych aktorów.

Adam Jastrzębowski: „Pół wieku poezji później” to twoja pierwsza produkcja fantasy?

Jakub Nurzyński: W zeszłym roku kręciłem film postapokaliptyczny z Jerzym Nasierowskim, na jeden z konkursów filmowych robiłem też film sci-fi. Lubię kreować światy.

Wydaje się to bardziej czaso- i pracochłonne niż produkcja, której akcja toczy się w realnym świecie. To przecież chociażby kwestia efektów specjalnych, bez których nie wyobrażamy sobie filmu fantasy. 

Reklama

Nie ukrywam, że  nudzi mnie robienie filmów współczesnych. Nawet mój dyplom na uczelni, którą muszę w końcu ukończyć, będzie filmem futurystycznym – w klimatach Orwella i serialu „Black Mirror”. Gdy potrzebuję współczesnego świata, wystarczy, że wyjdę z domu, wtedy mogę go oglądać do woli. Przy filmach fantasy dużym problemem jest otoczenie. Bo scenografia to jedno, ale – zwłaszcza dysponując określonym budżetem i nie kręcąc w warunkach studyjnych – problemem często okazują się… lokacje. Zarówno gdy pracowaliśmy na planie „Pół wieku…”, jak i przy scenach do dokumentu fabularyzowanego „El Greco”, które kręciłem miesiąc temu, to chcąc mieć w kamerze szerszy plan, mierzyliśmy się z tym, że w kadrze widzimy słupy, reklamy, trakcję elektryczną. I chociaż zdjęcia do „Wiedźmina” powstawały w skansenie w Kuligowie, warowni wikingów Jomsborg czy na zamku w Iłży, to i tak zdarzało się, że w tle wystawały słupy czy wiatraki. Można to próbować wymazywać w postprodukcji, ale wtedy jest szansa, że utonie się w dłubaninie. Staraliśmy się tak kadrować, by tego problemu nie było. 

Pytając o efekty specjalne, miałem na myśli te bardziej spektakularne, komputerowe. Czy na przykład Lambert będzie używał znaków?

Pokazaliśmy niektóre wiedźmińskie znaki, w tym – pozwolę sobie na spojler – jeden, który Lambertowi się nie udał. Ale też nie tylko ze strony Lamberta możemy się ich spodziewać. Poza tym będzie magia, czarodziejki, jak również kultowa kula ognia. Ale na pewno nasz film nie jest przeładowany efektami.

Jak gdzieś czytałem nie będzie smoka.

Tak, i to zarówno takiego gumowego, jak i niegumowego. Nie będę ukrywał – nasz film nie skupia się na walce z potworami. Robienie potworów jest bardzo skomplikowane. Nawet oglądając hollywoodzkie produkcje, czasami czuję zgrzyt. Aby animacje się udały tak dobrze, jak w większości sezonów „Gry o tron” czy we „Władcy Pierścieni”, potrzebne są naprawdę duże możliwości i jeszcze większe pieniądze.
Ale myślę, że fani będą zadowoleni.

A jak się układała współpraca ze Zbigniewem Zamachowskim? 

To z oczywistych względów najczęściej pojawiające się pytanie. Zbyszka przekonałem scenariuszem. Nie byłem wtedy jeszcze w szkole filmowej, studiowałem w Krakowie filmoznawstwo. Udało mi się znaleźć do niego numer telefonu, a gdy wysłałem mu długiego smsa z wyjaśnieniem, to do mnie oddzwonił. Spotkaliśmy się i… wszedł w projekt. To był pierwszy aktor tego kalibru, którego poznałem prywatnie, i do dzisiaj najbardziej znany z tych wszystkich, z którymi miałem okazję współpracować jako reżyser.

Praca z nim na planie to świetne doświadczenie. Nie trzeba było się zastanawiać – jak często dzieje się, gdy pracuje się z naturszczykami lub ze studentami – w jaki sposób coś przekazać, by osiągnąć zamierzony efekt. W przypadku Zamachowskiego przy prostszych scenach wystarczyło powiedzieć wprost i Zbyszek to po prostu robił. To bardzo ułatwiało pracę. Podobnie było z Mariuszem, Kamilą, Marcinem i Magdą. Praca z profesjonalnymi aktorami była jedną z lepszych decyzji.

Czyli to was odróżni od fanowskich produkcji? 

Myślę, że są dwie rzeczy, które nas odróżniają od większości fanfilmów, nie tylko tych wiedźmińskich. Po pierwsze, udało się skomponować w większości profesjonalną obsadę i nawet jeśli pojawiają się aktorzy niezawodowi, to nie były to decyzje powodowane brakiem znajomych aktorów, tylko wybory artystyczne. A druga rzecz to rozmach – chociaż nie chciałbym zabrzmieć buńczucznie. Zawsze, gdy oglądam filmy fanowskie, są one w jakiś sposób uproszczone. Przykładowo, mój ulubiony „Demon's Bridge”, nakręcony przez grupę czeskich kaskaderów, ma świetną choreografię walki. Widać, że niektóre sceny są wyćwiczone co do centymetra – i to jest super. Ale fabuła tam była prosta, wszystko działo się w jednej lokacji. Większość fanfików opiera się tylko na jednym wątku, czy to właśnie walk, czy świetnego miejsca akcji. U nas ta wielość wątków i bohaterów sprawia, że dla widza będzie to ciekawe półtorej godziny. No i akcja nie odbywa się w jednym miejscu. Czy to był dobry zabieg, przekonamy się już niedługo.

Dokładnie trzydziestego listopada.

Tak, w godzinach popołudniowych. Oficjalna premiera odbędzie się na warszawskich targach fantastyki. Po czterech latach film będzie oficjalnie dostępny – od razu, w całości, na naszym kanale na YouTube. 

Właśnie, cztery lata. Informacja o tym, że kręcicie film oparty na prozie Sapkowskiego pojawiła się szybciej niż informacja o tym, że Netflix przygotowuje swój serial.

Gdy my zaczynaliśmy myśleć o filmie i kontaktowaliśmy się ze wszystkimi zainteresowanymi, to był to przełom lata i jesieni 2015. Wówczas mówiło się o hollywoodzkim filmie „The Witcher” w reżyserii Tomka Bagińskiego. Wydaje mi się, że historia naszego filmu jest dłuższa niż netflixowego serialu. My nie jesteśmy polską odpowiedzią na amerykański serial. Stąd też nie lubię porównywania naszej produkcji i tej netflixowej. „Pół wieku poezji później” to czyste fan fiction, a serial jest adaptacją książek

Reklama

Pierwsze plany udostępnienia filmu to 2018 rok…

Faktycznie, premierę przekładaliśmy więcej niż raz. Nie udało się jej dotrzymać z kilku powodów. Dokładnie tych samych, dla których kręcimy ten film przez cztery lata. W maju 2018 roku nie mieliśmy nawet dokończonych zdjęć. 

Czyli chodzi o pieniądze…

Razem z naszym wkładem finansowym i pieniędzmi ze zbiórek mieliśmy budżet w wysokości 100 tys. złotych. W polskich, normalnych warunkach wystarczyłoby to na góra dwa dni na planie filmu fantasy. Zresztą realizacja jednego odcinka „Ojca Mateusza” jest około 4 czy 5 razy droższa. 

Film sfinansowaliśmy głównie z trzech zbiórek publicznych. Po pierwszej akcji crowdfundingowej odkryliśmy, że nasz projekt zaczyna sam żyć wśród fanów. Kamieniem milowym było pojawienie się w ekipie Zbyszka Zamachowskiego. Od tego momentu wszyscy zaczęli nas traktować poważnie. Zaczęły się także pojawiać nowe możliwości – zgłosił się do nas specjalista od efektów specjalnych, a także świetny choreograf walk, który nie był fachowcem od walki średniowiecznej, tylko takiej jak w grach wiedźmińskich, która po prostu ciekawiej i dynamiczniej wygląda w kamerze. 

Ale chodziło nie tylko o pieniądze. Jest to film non-profit i trzeba było na planie filmowym dograć terminy około 30 czy 40 osób. A w trakcie kręcenia scen w karczmie nawet 80 osób musiało znaleźć czas, który mogą poświęcić na ten projekt. Nieprzypadkowo większość dni zdjęciowych odbywało się w wakacje. 

Czy twoi aktorzy znali twórczość Andrzeja Sapkowskiego?

Zamachowski – wiadomo, był już Jaskrem. Mariusza Drężka wprowadzał syn, który był wielkim fanem gier. Ale nie wszyscy znali wcześniej sagę wiedźmińską. I to było dla mnie i scenarzysty ciekawe doświadczenie: jak ich wprowadzić w ten świat. A najtrudniej było z tymi, którzy nie dość, że nie czytali „Wiedźmina”, to jeszcze nie lubią fantasy.

To skąd oni się w tej produkcji znaleźli? 

Oto wyzwanie. Ile jest filmów fantasy w Polsce? Jak często aktorka ma szanse założyć suknię czarodziejki? Chodzić w ciężkich butach, walczyć mieczem? Ile jest okazji, by rzucać zaklęcia? 

Ale rozumiem, że ty, jako reżyser, Wiedźmina masz w małym palcu.

Czytałem sagę, oglądałem film i serial Telewizji Polskiej. Widziałem i czytałem różne fan fiction. Ale co ciekawe, bardzo późno zabrałem się za prozę Sapkowskiego. Większość robi to w liceum, a ja dopiero w wieku 19 lat, na studiach. Stąd zupełnie inaczej to potraktowałem niż ci, którzy czytali te książki 4, 5 lat wcześniej. Miałem już jakiś ogólny ogląd o świecie, wiedzę, a co za tym idzie możliwość wyłapania kontekstów, bo to właśnie kontekstami i cytatami z kultury Sapkowski się karmi. Wraz z trzecim i czwartym sezonem „Gry o tron” wiedźmińska saga walnie przyczyniła się do zawalenia przeze mnie sesji na studiach. Wtedy też napisałem scenariusz filmu. Tak jak wspominałem, był to czas, kiedy pojawiły się informacje o rozpoczęciu planowania prac nad hollywoodzkim filmem. Uznałem, że się go nigdy nie doczekam… i sam go zrobię.

Wasza produkcja będzie dostępna w telewizji?

Ani w kinach, ani w telewizji. To jest produkcja non profit. Dzięki temu możemy ją zrobić bez większych przeszkód, ale samo założenie nie pozwala nam na czerpanie zysków. I to nie jest tylko kwestia właścicieli praw majątkowych. Skoro my wszyscy pracowaliśmy przy filmie za darmo, to byłoby nietaktem, gdyby okazało się, że ktoś na tym filmie zarobił, a ktoś inny nie. 

Czy „Pół wieku poezji później” zostanie przetłumaczone na inne języki?

W tej chwili mamy 100% dialogów przetłumaczonych na języki angielski i rosyjski. Może się uda i do czasu premiery będą również dostępne tłumaczenia na czeski oraz holenderski. Razem chcielibyśmy dobić do 10 języków. 

Wyczuwasz presję społeczności fanowskiej?

Każdy, kto robi coś dla fandomu, czuje na sobie taką presję. Na szczęście do nas trafia najwięcej tej pozytywnej. W końcu tak jak mówi podtytuł, jest to „film od fanów dla fanów”. I jakkolwiek by to coelhowsko nie brzmiało, to taka jest prawda. My, jako fani, zrobiliśmy dla innych fanów film. Gdyby nie wsparcie społeczności, gdyby nie te ciepłe słowa i gdyby nie ponad 20 tys. obserwujących nasz fanpage, to nie wiedzielibyśmy, dla kogo kręcimy ten film. Poza tym, że chciałem go sam obejrzeć, to uważam, że filmy robi się dla ludzi, i fajnie, by widowni się również podobały.

Wasz film nie jest adaptacją książek. 

Nasza historia wyszła od tego, że zdecydowaliśmy się na bohatera – i że nie będzie to Geralt. Moim zdaniem on jest już wyeksploatowany na wszystkich polach. Świetna kreacja Żebrowskiego, Jacek Rozenek jako głos w grze, oczywiście książki, komiksy. Dajmy mu w spokoju odpoczywać na Wyspie Jabłoni. Stąd zdecydowaliśmy się na Lamberta. Co ciekawe, gdy zaczynaliśmy, to jeszcze nie ukazała się trzecia część gry i on nie był nawet trzecioplanową postacią. Zdecydowaliśmy się na kogoś bez konkretnego wizerunku. Potem wybraliśmy Triss, bo byłem fanem ich nieokreślonej relacji. Z tego wyrosła reszta fabuły, zastanowiliśmy się, o czym będziemy opowiadać – czyli o wiedźmińskim powołaniu. U nas nikt nie ratuje świata, nie ma wielkiej bitwy. 

Czy będziecie kontynuowali wiedźmiński projekt? Może na kanwie innego wątku?

Skłamałbym, gdybym powiedział, że nigdy nie myśleliśmy o tym, co by było, gdybyśmy mieli zrobić drugi film. Ale ten projekt jest na tyle angażujący, że nie braliśmy jeszcze tego pod uwagę na poważnie. 

Od porównań Geralta do Lamberta nie uciekniesz.

Niestety, wiem.

To zatem spytam. Którego Geralta będzie przypominał wasz bohater? Czy bardziej to będzie Michał Żebrowski, czy raczej netflixowy Cavill? 

Wydaje mi się, że żaden z nich. Odnośnie do podobieństwa do Geralta, mogę powiedzieć chociażby o… kolorze włosów. Lambert będzie miał szpakowate włosy i białą brodę. No i Geralt miał długie, spięte włosy, a Lambert – krótsze. Nie sądzę, bym inspirował się postacią Geralta, a raczej marvelowskimi bohaterami, którzy z początku są szorstcy i złośliwi.

Dwa czy jeden miecz na plecach? 

Reklama

Dwa, dwa. Nie ukrywam, że w wielu momentach inspirowaliśmy się grą. Wizerunek mężczyzny z dwoma mieczami na plecach jest na tyle utarty w popkulturze, że nie ma już co z tym walczyć. Faktycznie książkowy wiedźmin miał jeden, a ten z gier dwa. My skorzystaliśmy z tego związanego z grą. Licentia poetica.

Największym wyzwaniem w pracy reżyserskiej jest to, by ten film zaakceptował widz, który nie zna „Wiedźmina”. Oczywiście nie jest to film dla tych, którzy nie lubią fantasy. Ale chciałbym, aby ci, którzy dopiero zaczynają z fantastyką, też mogli czerpać z tego frajdę. Czy ta ilość odniesień, easter eggów – a tych napchaliśmy sporo – nie będzie powodowała niezrozumienia konkretnych scen u mniej zorientowanych widzów. 

Gdy sam czytałem „Wiedźmina”, to miałem frajdę, gdy znajdowałem odniesienia do baśni, legend, historii czy do polityki. A ktoś niemający tej wiedzy po prostu rozumiał fabułę opowiadania. Ale nie miał tego przyjemnego momentu podczas czytania, gdy nagle myślisz sobie: „o, wiem, skąd to jest”. Tak miałem niedawno, czytając „Trylogię husycką”, notabene również Sapkowskiego, gdzie znalazłem fragment nawiązujący do Joanny d'Arc.

Co trzeba przeczytać, by te smaczki w filmie wyłapać?

Oczywiście gry i książki Sapkowskiego, a poza tym pomoże ogólne orientowanie się w polskiej kulturze szlacheckiej. A z pisarzy? Klasycy. Sienkiewicz, Tolkien. Warto również znać malarstwo Grottgera. Przy konkretnych scenach inspirowaliśmy się różnymi rzeczami.

Fotografie w tekście, w tym otwierająca: Cezary Pomykało

Reklama

komentarze [15]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

49
14
19.11.2019 15:50

Zapraszam do dyskusji.


1315
32
21.11.2019 18:24

To bardzo ciekawa inicjatywa, wielki szacun dla wszystkich w nią zaangażowanych, że im się chciało.


520
230
21.11.2019 19:39

Nie miałam pojęcia o tym projekcie! Dzięki LC za rozpropagowanie! :D


683
0
21.11.2019 19:55

Nie wiem czemu, ale ja ostrożnie podchodzę do hollywoodzkiej wersji Wiedźmina... Boję się, że istota słowiańskości się w nim zagubi... Ale pożyjemy.... Zobaczymy... A co do projektu pana Nurzyńskiego, to jest jedna wielka zagadka, która kusi żeby ją odkryć... Życzę powodzenia projektowi i z chęcią zobaczę efekt finalny...


463
53
21.11.2019 20:14

Ciekawe jest to, że w "Wiedźminie" słowiańskości jest w zasadzie tyle co kot napłakał. Przynajmniej jeśli mówimy o książkach.


554
0
21.11.2019 22:47

Jakiej słowiańskości? Saga to historia oparta na mieszance mitów celtyckich, germańskich i nordyckich (w "Sezonie burz" nawet japońskich), a w opowiadaniach na baśniach Andersena i braci Grimm. Słowiańskość to się chyba objawia tylko w zamiłowaniu do mocnych trunków wśród bohaterów. ;)


1941
1217
22.11.2019 07:41

Zaciekawiłam się.


235
235
23.11.2019 18:05

Ale jak nie ma potworów ani ratowania świata, to może wyjść po prostu obyczajówka. Tak, czy owak, z chęcią obejrzę. Lamberta i Triss nie od dziś darzę sympatią. Podobnie Jaskra.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

286
39
22.11.2019 11:24

Czekam z niecierpliwością na ten film! Filmy od fanów dla fanów mają ta jedną cudowną cechę - praktycznie nie ma w nich zgrzytów jeżeli chodzi o nawiązania do książek czy gier.


2785
572
22.11.2019 22:11

Wywiad z moim kolegą Nurzynem na LC to bardzo miłe zaskoczenie.


710
99
24.11.2019 12:51

jak ja bym chciała zrobić film fanowski swojej książki :(


273
25
24.11.2019 15:49

Wow! Ale super inicjatywa! Bardzo się cieszę, że LC wstawiło ten artykuł, będę czekać na film z niecierpliwością.


1202
182
28.11.2019 10:49

W ogóle nie słyszałam o tej inicjatywie! I szczerze mówiąc pogrzebałam teraz i zwiastuny wcześniej dostępne (zwłaszcza nr 1 na filmwebie) niesamowicie mi się podobają. I widać w tym filmie klimat Wiedźmina! I to niebywałe jak za o ile mniejsze pieniądze można zrobić coś tak fajnego. Osobiście podchodzę bardzo sceptycznie do netfliksowego serialu, nie podoba mi się jego...

więcej

1941
1217
01.12.2019 07:03

Piszą w abstrakcie, że premiera dzisiaj.


zgłoś błąd