Reklama

Obłęd może dotknąć wszystkich. Wywiad z Justyną Kopińską

Ewa Cieślik
25.10.2019

Praca nad tą książką trwała kilka lat. Rozpisane akapity na końcu były przez Justynę Kopińską wykreślane, skracane do jednego zdania. Uważa ona bowiem, że o złu trzeba pisać w sposób lapidarny, zwięzły. Efekt – niedługa książka o dużej sile rażenia. Nie powieść, lecz reportaż fabularyzowany, w którym postaci są fikcyjne, ale zło prawdziwe.

[Opis wydawcy] Wstrząsająca opowieść o ZŁU absolutnym. Do młodego reportera docierają przerażające pogłoski o koszmarze pacjentów jednego z polskich szpitali psychiatrycznych. Jedyną szansą na zweryfikowanie ich wiarygodności jest wejście w sam środek zamkniętego świata, w którym ZŁO może pozostać zupełnie bezkarne.

Mistrzyni polskiego reportażu przez wiele lat rozmawiała z mordercami, policjantami, prokuratorami oraz psychiatrami, aby spróbować zrozumieć naturę ZŁA. Po publikacji jej tekstów przestępcy trafiali do więzień, a w prawie wprowadzano zmiany dotyczące bezpieczeństwa w instytucjach zamkniętych.

Nie każdą prawdę można opowiedzieć w reportażu. Ale nawet wtedy nie wolno milczeć. Dlatego Justyna Kopińska musiała, w zbeletryzowanej formie, powrócić do najbardziej potwornych miejsc, jakie poznała na swojej drodze.

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych zdarzeń i postaci jest przypadkowe i niezamierzone.

Ewa Cieślik: Nasz wywiad chciałabym rozpocząć od pani poprzedniej publikacji, która zdobyła tytuł Książki Roku lubimyczytać.pl w kategorii literatura faktu, publicystyka. Wszystko dzięki głosom użytkowników serwisu, czyli czytelników, którzy w ten sposób wyróżnili „Z nienawiści do kobiet”. Jak przyjęła pani tę wiadomość?

Justyna Kopińska: Zacznę od tego, że bardzo lubię państwa serwis. Zawsze gdy mam naprawdę zły dzień, wchodzę na podstrony moich książek na lubimyczytać.pl i czytam zamieszczone tam opinie. Są piękne i ważne, dodają sił. W komentarzach do „Polska odwraca oczy” niektórzy czytelnicy odnieśli się do mojej wizji Polski i świata, która do nich przemawia, lub pisali, że wyrwali się z marazmu, zmienili swoje życie. Ma to dla mnie bardzo duże znaczenie. Gdy teraz ukazał się „Obłęd”, również od razu sprawdziłam, jakie ma opinie, i niektóre udostępniłam na moim Facebooku. Jestem pisarką, która pisze dla ludzi – nie potrafiłabym pisać do szuflady. Ważne jest dla mnie powodowanie refleksji, zmiany w ludziach; przedstawianie mechanizmów zła tak, aby potrafili oni zauważyć moment, kiedy w nich samych rodzi się zło. Dzięki temu, że dostaję od mojego ulubionego portalu tytuł Książki Roku, zyskuję siły do dalszej pracy.

Bardzo miło to słyszeć, dziękuję w imieniu redakcji i pani czytelników korzystających z serwisu lubimyczytać.pl. A jest ich naprawdę wielu, bo miesięcznie nasz serwis odwiedzają ponad 3 miliony użytkowników. Ich opinie i recenzje są obiektywne, a przy takiej liczbie – naprawdę znaczące.

To prawda. Pomyślałam, że będę czasem udostępniała w moich mediach społecznościowych komentarze z lubimyczytać.pl, bo są tak wartościowe, że warto, by moi czytelnicy je przeczytali.

Warto przypomnieć, że jest pani laureatką wielu prestiżowych wyróżnień. Jako pierwsza Polka została pani nagrodzona „europejskim Pulitzerem”, czyli European Press Prize, na koncie ma pani także Nagrodę Dziennikarską Amnesty International, Nagrodę PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego, Grand Press czy Nagrodę Newsweeka im. Teresy Torańskiej. Wspominała pani o tym, że pisze dla ludzi, ale pani książki trafiają też w ręce krytyków, którzy później zasiadają w jury nagród i wybierają pisarzy, którym je wręczają.

Reklama

Niedawno, po festiwalu Pol’and’Rock, rozmawiałam z jedną z najlepszych pisarek w Polsce. Opowiadała mi o swoich piszących koleżankach, które nie spotkały się z merytoryczną krytyką, tylko z wyszydzaniem. Pisarze z reguły są bardzo wrażliwi i te pisarki po prostu przestały tworzyć, bo sobie z tym nie poradziły. Ja bardzo szybko – właściwie na starcie kariery pisarskiej – otrzymałam nagrody, zwłaszcza ważna była European Press Prize, wręczana przez cenionych redaktorów „Le Monde” czy „Guardiana”, którzy powiedzieli, że mój tekst jest na światowym poziomie (Justyna Kopińska została nagrodzona za „Oddział chorych ze strachu” – przyp. red.). Myślę, że właśnie dzięki temu uniknęłam wyśmiewania się ze mnie. Czasem gdy czytam recenzje krytyków książek koleżanek i kolegów, to widzę wyśmiewanie zamiast merytoryki. Może dlatego gdy chcę kupić nową książkę na przykład Ewy Wanat, wolę przeczytać opinie zwykłych czytelników niż krytyków – bo ci drudzy czasem oceniają prześmiewczo. Krytycy potrafią użyć np. sformułowania, że jakaś pisarka „nic nie wie o świecie”, albo opisywać zależności finansowe, jakie panują w małżeństwie, w którym jedna strona pisze. Takie słowa pojawiają się w recenzjach. Potem dochodzi do konfliktowych sytuacji, np. gdy jedna z najlepszych reżyserek w Polsce, którą bardzo cenię, na prywatnym spotkaniu, spostrzegłszy pewnego krytyka, powiedziała do niego przy wszystkich: „wyp*** z tej knajpy”. Z drugiej strony staram się też zrozumieć krytyków, którzy chcą przyciągnąć uwagę, używają ostrzejszych słów, by mieć lepsze zasięgi. Jestem przekonana, że to właśnie nagrody uchroniły mnie przed szyderczymi, niemerytorycznymi recenzjami.

Ale praca dziennikarki śledczej ma również swoje mroczne strony. „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?” oraz „Polska odwraca oczy” poruszały tematy tabu i na pewno nie zabrakło osób, które wolałyby, by nie ukazały się drukiem. Czy po publikacji niektórych tekstów spotkała się pani z nieprzychylnymi opiniami?

Wiele moich reportaży było głośnych, ale najwięcej e-maili i wiadomości – tysiące – otrzymałam właśnie po publikacji „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie”. To był jeszcze czas, kiedy miałam wystarczająco czasu, by odpisywać na te wiadomości. I w tej całej masie był tylko jeden negatywny e-mail – pozostałe były miłe, pełne wyrazów wsparcia. W tym reportażu starałam się dotrzeć do całego społeczeństwa i dlatego wybrałam na bohaterów dwóch chłopców, którzy nie nienawidzili sióstr, lecz traktowali je jak matkę, która ich zawiodła, zdradziła. Między innymi dzięki temu czytelnicy stanęli za ofiarami – i ci z lewej, i z prawej strony politycznej. A ten negatywny mail, który został do mnie wysłany, był zatytułowany: „A dlaczego nie zapytała pani czy Bóg wybaczy Romanowi Polańskiemu?”. Odpisałam temu panu, przedstawiłam swoje argumenty, on potem również wszedł ze mną w dialog… i w końcu też napisał mi miłe słowa wsparcia.

Skąd bierze pani pomysły na tematy, które chce poruszyć? I jak doszło do powstania „Obłędu”?

Jeżeli usłyszę coś, co mnie zainteresuje, to odczuwam objawy fizyczne, na przykład ciarki na plecach. Po tym, jak ukazał się „Oddział chorych ze strachu”, pisali do mnie salowi, pielęgniarki, pacjenci, lekarze. Jednak wiedziałam, że forma reportażu jest już przy tym temacie zamknięta – stąd plan napisania reportażu fabularyzowanego, opartego na fikcyjnych postaciach, ale zainspirowanego prawdziwymi mechanizmami i karami. „Obłęd” w żadnym wypadku nie jest powieścią. Powieść ma inną budowę, powinny tam być dygresje itd., natomiast dla mnie książka o złu wymaga lakonicznej formy. „Obłęd” pisałam trzy lata, a czwarty rok spędziłam na wycinaniu zbędnych fragmentów i skracaniu akapitów do jednego zdania. Dla kontrastu teraz piszę zupełnie inną książkę, na którą pomysł również wywołał we mnie fizyczne objawy. Piszę o miłości i wartościach. W Polsce obecnie coraz mniej myśli się o bliskości, wspólnocie. Ta książka jest inspirowana prawdziwą historią, a akcja będzie działa się we współczesnej Warszawie. Ją piszę już zupełnie inaczej niż „Obłęd” – tu będzie dużo słów, dygresji… Nowa książka będzie inna, poetycka, pełna barw, zaczerpnięta z tego, czym teraz żyję. Mam nadzieję, że również będzie miała siłę zmieniania rzeczywistości na lepsze.

Czytelnicy znają panią jako autorkę non-fiction, jednak w książce „Obłęd” pojawia się zarówno prawda, jak i fikcja. Czy to rodzaj eksperymentu z formą, czy raczej potrzeba wypowiedzenia się za pomocą odmiennych środków literackich?

To po prostu strach. W czasie dokumentacji reportażu boję się zranienia ofiar, staram się pisać ostrożnie, odpowiedzialnie. Natomiast tu chciałam zaznaczyć, że obłęd może dotknąć wszystkich – zarówno ordynatora, który znęca się nad innymi, jak i pacjentów czy osoby, które badają sprawę przemocy. Nie mogłabym tego tak przedstawić w reportażu, obawiałabym się, że mogę kogoś skrzywdzić. Dla mnie fikcja może być bardziej obiektywna niż prawda. W „Obłędzie” wszystkie postaci są fikcyjne, ale kary i mechanizmy prawdziwe.

Fabularyzowane reportaże czy też powieści faktu pisali już inni, by wspomnieć „Żeby nie było śladów” Cezarego Łazarewicza czy wydane całkiem niedawno „Dwunaste: nie myśl, że uciekniesz” Filipa Springera. Czy tworząc „Obłęd”, inspirowała się pani książkami tego typu?

„Obłęd” zaplanowałam w 2015 roku, to wynikało z mojej potrzeby i kontaktu z czytelnikami, natomiast w młodości bardzo inspirował mnie Truman Capote, postać zupełnie niezwykła. Potrafił on w „Śniadaniu u Tiffany’ego” wejść w świat elity, a w „Z zimną krwią” zgłębić mroczną rzeczywistość małej miejscowości. Pomijając już to, że czasem nie był etyczny w swoich działaniach i zdobywaniu informacji – o czym możemy się przekonać choćby oglądając film „Capote” – miał tak wielki talent! Inspirował mnie formą. Nie inspirowałam się polskimi pisarzami czy reportażystami. Z jednym wyjątkiem, Ryszarda Kapuścińskiego, autora książki „Cesarz”, którą też bym określiła jako reportaż fabularyzowany. Sam Kapuściński przedstawiał ją jako reportaż, z czego później wyniknęły różne problemy… Ważne jest, by w jasny sposób mówić czytelnikowi, czy dana publikacja to fikcja, czy prawda. Podkreślam więc, że „Obłęd” to reportaż fabularyzowany, by nikt nie kupił jej z myślą o powieści, bo jej tam nie znajdzie. Staram się być precyzyjna, by czytelnicy wiedzieli, że „Obłęd” to bardzo skondensowana forma, a nad każdym jego zdaniem i słowem bardzo uważałam.

Czy zatem cały kilkuletni proces pisania „Obłędu” różnił się znacząco od procesu powstawania reportażu?

Podstawą jest dla mnie zawsze dokładna dokumentacja. Oczywiście w beletrystyce również robi się research – na marginesie dodam, że w niektórych książkach widać, gdy dokumentacja została źle przeprowadzona, a pisarz nie ma pojęcia, o czym pisze i dokonuje pomyłek merytorycznych. Nie można napisać kryminału, jeśli się nie wie, na czym polega praca policjanta czy prokuratora – dlatego niektórym autorom to zupełnie nie wychodzi! Wyobraźnia nie wystarczy, trzeba jeszcze przeprowadzić głębokie badania. Jak Dostojewski – nie trzeba być mordercą, by napisać „Zbrodnię i karę”, ale trzeba zrozumieć zabójcę.

Bohaterem „Obłędu” jest Adam, reporter, który ma na koncie tekst, w którym zdemaskował generała-pedofila, a obecnie wikła się w sprawę nadużyć w jednym ze szpitali psychiatrycznych. Czy choć w pewnym stopniu ta postać jest pani odbiciem?

Nie, jeszcze nie. Możliwe, że zrobię to w przyszłości, jednak teraz bazowałam na wyobraźni, a także na wiedzy przekazanej mi przez kolegów policjantów, najlepszych w swoim fachu. Przed publikacją wysłałam „Obłęd” do grona autorytetów, osób, które mają ogromną wiedzę, erudycję, i które bardzo cenię. Część ich uwag oczywiście wprowadziłam. Powtarzała się pewna wątpliwość odnośnie do głównego bohatera i tego, czemu Adam nie sprawdził e-maila, którego dostaje na początku książki. Jednak wiem, że moi koledzy policjanci w analogicznej sytuacji również nie sprawdziliby takiej informacji, tylko rozpoczęli śledztwo. Inspirowałam się takim impulsywnym zachowaniem jednostek wybitnych w tym względzie.

W „Obłędzie”, którego fabuła dotyczy szpitala psychiatrycznego, nawiązuje pani do wątków znanych czytelnikom z reportażu „Oddział chorych ze strachu”. Czy dzięki napisaniu „Obłędu” mogła pani wyrazić własną opinię na temat tego, czym jest zło, jak je można zrozumieć i pokonać?

Do tej pory moje reportaże potrafiły zmienić rzeczywistość w Polsce, bo po ich ukazaniu się dochodziło choćby do zmian w prawie, zdarzało się, że przestępcy trafiali do więzień. To dla mnie bardzo ważne. Jednak teraz moim celem jest zmiana w ludziach, w społeczeństwie. Myślę, że jeśli ktoś przeczyta „Obłęd”, to będzie starał się być lepszym człowiekiem, będzie wyczulony na zło. Złu towarzyszy wiele mitów – na przykład przeświadczenie, że źli ludzie są brzydcy, gwałciciele są odrażający. W pracy reporterskiej spotkałam się z osobami, które znęcały się nad dziećmi czy osobami starszymi – i oni byli absolutnie czarujący, mieli szeroką sieć kontaktów towarzyskich, powiązań z sędziami, politykami… I ludzie w Polsce nie traktują ich jako złych. Chciałam uświadomić tę prawdę w „Obłędzie”. Pragnęłam również głośno zaznaczyć siłę, jaką w naszym kraju dają odpowiednie kontakty. Mieszkałam w Wielkiej Brytanii, w Stanach Zjednoczonych, w Kenii – tam siła kontaktów i pozycja społeczna nie daje takiej władzy, jak w Polsce. Osoba, która się znęca, potrafi wpłynąć na system sprawiedliwości choćby przez swoją sieć powiązań. Zakładając kitel lekarski, zakonny habit czy togę, niektórzy czują, że zaczynają żyć ponad prawem.

W „Obłędzie” opisuje pani świat powiązań, jakimi cieszy się ordynator szpitala, Alicja Wasny. Czy portretując środowisko, w którym się ona obraca – artystów, polityków, lekarzy – opisywała pani prawdziwych ludzi?

Część dialogów oparłam o to, jak wyglądają dialogi elit polskich miast. Niektóre postaci są oczywiście mieszanką różnych osób oraz mojej wyobraźni, ale zdarza się, że wypowiadają zdania, które padły w rzeczywistości i przytaczam je dosłownie.

Na końcu książki możemy przeczytać, że „niektóre z rozmów oraz przemyśleń bohaterów inspirowane są prawdziwymi wypowiedziami”. Ile w „Obłędzie” jest prawdy, a ile fikcji?

Trudno to ocenić. Najlepiej to chyba określić, mówiąc, że postaci są fikcyjne, ale mechanizmy zła są prawdziwe. Moim celem było, by czytelnik mógł spojrzeć twarzy zła prosto w oczy.

Reklama

komentarze [6]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

160
13
25.10.2019 14:10

Zapraszam do dyskusji.


1434
52
25.10.2019 19:34

Mądra i odważna kobieta. Chylę czoła.


80
46
26.10.2019 16:47

Muszę mieć tę książkę! Natychmiast!


3617
180
27.10.2019 10:21

Bardzo ciekawy wywiad. Wywiad, który rzuca dobre światło na jego bohaterkę i jej intencje a zarazem skłania do sięgnięcia po jej książki.


367
48
28.10.2019 06:43

Książka robiąca wrażenie. Zakończenie - nieoczywiste i zaskakujące. Dobra robota pani Justyno.


137
53
28.10.2019 09:43

Książka zakupiona, teraz czeka tylko jak skończę obecnie czytaną :)


zgłoś błąd