Reklama

Coś nas trzyma za kołnierz i zawraca – wywiad z Ingą Iwasiów

LubimyCzytać
04.10.2019

O odkrywaniu swojej seksualności, rolach społecznych, działaniu i płynącym z niego spełnieniu z Ingą Iwasiów, autorką „Kronik oporu i miłości”, rozmawia Zofia Prudens.

[Opis wydawcy] Kobieta, społeczeństwo, miłość.

Wobec tego, co dzieje się w Polsce, bunt staje się naturalną reakcją. Ale Ruch, który współtworzy główna bohaterka, prowokuje również brutalną ingerencję obcych ludzi w jej starannie odseparowane życie. Czy oddanie prywatności jest ceną, którą trzeba zapłacić za wątpliwy przywilej bycia długo wyczekiwaną liderką?

Co przytrafiło się mnie i światu – analizuje narratorka-kronikarka, podążając do źródeł swojego niesprecyzowanego lęku. Próbując zrozumieć proces zanikania relacji i poczucia jakiejkolwiek wspólnoty społecznej, bezustannie powraca do pogmatwanych rodzinnych wspomnień oraz analizuje swoje nieudane związki.

Napisane pełnym smutku i ironii językiem „Kroniki oporu i miłości” są bardzo osobistą książką w dorobku Ingi Iwasiów. Impulsem do stworzenia tej „rozsypanej kroniki” stało się uczestnictwo w demonstracjach, które angażowały dziesiątki tysięcy Polek i Polaków. Efektem jest przejmująca diagnoza stanu naszego społeczeństwa i kobiecego ducha w obliczu dramatycznie nabrzmiewających konfliktów politycznych.

Zofia Prudens*: Główna bohaterka pani powieści „Kroniki oporu i miłości”, Małgorzata, jest aktywistką, kobietą zaangażowaną, a mimo tego czasami zmęczoną, wątpiącą w sens zaangażowania. Dlaczego?

Inga Iwasiów: Małgorzata należy do mojego pokolenia. Powiedziałabym, że to nie jest jej pierwsza rewolucja, więc ma prawo czuć się zmęczona. Zależało mi na pokazaniu osoby, która nie ma oczywistej od pierwszych stron powieści determinacji, ale mimo zniechęcenia, wątpliwości i autoironii, a także lęku i poczucia osaczenia, podejmie wyzwanie. Wiele z nas tak działa, liderowanie ruchom społecznym, przywództwo wymaga siły, ale moim zdaniem słabi też mają rolę do spełnienia. „Słabi”, ponieważ siłę postrzegamy jako przebojowość, określony sposób bycia, tymczasem gdzieś w tle, na zapleczu funkcjonują kobiety i mężczyźni niepasujący do tego obrazka, a mający niemałe zasługi dla wspólnoty.

Czym dla pani jest aktywizm? Jak go pani definiuje?

Jako reagowanie i postawę etyczną. Przeciwieństwo egoistycznego indywidualizmu.

Czy nie jest tak, że nawet w swojej postępowej organizacji Małgorzata jest uwięziona w patriarchalnym modelu, w którym to kobiety są spychane do roli kronikarek, sekretarek, a działanie, wielkie idee i wielkie decyzje należą do mężczyzn?

Ja bym nie uważała w tym przypadku roli kronikarki za drugorzędną. Moim zdaniem bez pisania, czy szerzej: bez opowiadania, nie uporządkujemy rzeczywistości. Małgorzata współtworzyła w przeszłości kilka organizacji, w tym feministyczne. Na czele Ruchu stoi Iza, siostrzenica byłego męża. Dookreślam spowinowacenie obu kobiet, gdyż relacje w „przybranych” rodzinach są w powieści ważne. Mąż odszedł od Małgorzaty, ale „zostawił” babcię i dzieci siostry. Międzypokoleniowa więź wiele dla nich znaczy. Mężczyźni oczywiście istnieją w Ruchu, ale dziewczyny mają więcej do powiedzenia. Oczywiście z patriarchalnymi nawykami Małgorzata walczy cały czas – w pracy, podczas spotkań, które prowadzi. Wydaje mi się, że tak mniej więcej sprawy wyglądają: kobiety mają pomysły, wkładają mnóstwo pracy, a na scenie pojawiają się mężczyźni.

Jest więc sens – zwłaszcza z perspektywy kobiety – spalać się w działaniu społecznym? Mamy jedno życie, większości problemów i nadużyć nie powstrzymamy, nie rozwiążemy… Może więc lepiej przejść przez życie, nie angażując się w jakąkolwiek wspólnotę polityczno-społeczną, w której nie na wszystko mamy wpływ i nie wszystko od nas zależy?

Na coś mamy wpływ, choćby na małe rzeczy w najbliższym otoczeniu. Co znaczyłoby „przeżyć życie”? Ja korzystam z każdego dnia, proszę mi wierzyć – czuję się spełniona, sporo czasu poświęcam przyjaciołom, rodzinie, spacerom, ulubionym rozrywkom, choć też bardzo dużo pracuję. Nie chcę uronić niczego ze świata, wyłączyć jakiegoś kanału. Nie chcę, żeby ktoś decydował za mnie o wszystkim, podczas gdy ja będę zadowoloną konsumentką wszelkich dóbr czy nawet wartości. Pełnię czuję, gdy się wypowiadam – przez pisanie, ale też przez udział w demonstracjach. Powiedziała pani „nie wszystko zależy” – a więc jednak coś zależy. Warto w to coś włożyć wysiłek.

W powieści ukazuje pani m.in. ewolucję orientacji seksualnej głównej bohaterki – przeszła przez związek heteroseksualny, z którego ma dziecko, aby później odkryć, że bardziej pociągają i fascynują ją kobiety. Dużo zna pani takich historii ze swojego otoczenia?

Oczywiście, znam takie historie, a także odwrotne. Bywamy biseksualne. Często też młode kobiety, przynajmniej w moim pokoleniu, wychodziły za mąż, bo inny scenariusz nie wydawał się realny, a potem spotykały miłość życia.

Dzisiaj osobom nieheteronormatywnym jest w Polsce łatwiej?

Dużo się zmienia. Na tegorocznym Marszu Równości w Szczecinie widziałam wiele par młodych dziewczyn. Mimo nagonki na LGBT i związanych z nią dramatów, zwłaszcza młodych ludzi, łatwiej jest się określić w rodzinie, w środowisku.

Jak ocenia pani obecną sytuację kobiet w Polsce i na świecie? Czy ruchy feministyczne zwyciężyły? A może i w Polsce, i na świecie to wciąż zbyt daleko idące twierdzenie?

Dużo zmieniło się na lepsze, ale czasem mam wrażenie, że coś nas trzyma za kołnierz i zawraca. I w Polsce, i na świecie, dodajmy, choć ostatnio w Polsce odczuwam dotkliwie ten ruch wstecz. Wróciły konserwatywne modele kobiecości, zakładające, że kobieta powinna się realizować przede wszystkim jako matka. Edukacja nie kładzie nacisku na równość. Przemoc wobec kobiet nie spotyka się z dostatecznym potępieniem i przeciwdziałaniem. Sam feminizm, przezywany „ideologią gender”, pełni rolę straszaka.

Ten powrót do konserwatywnych postaw i idei widzi pani i odczuwa również wśród kobiet? Może tylko w wielkomiejskiej bańce go nie zauważamy?

W wielkomiejskiej bańce także wiele kobiet woli model, w którym stoi za męskimi plecami. To jest ciekawe i powinno być zbadane przez socjologów, bo jednocześnie kobiety świadomie domagają się równości w takich kwestiach, jak płace, awans itp. W modelu konserwatywnym są przekonane, że mają w tych dziedzinach równość, a tylko otoczka jest patriarchalna. To paradoksalne, gdyż bez postulatów feminizmu także ekonomiczne podporządkowanie kobiet nie zostałoby opisane.

Czy pani zdaniem powieść zaangażowana staje się w dzisiejszych czasach jedyną formą literatury, która jest w stanie skłonić ludzi do głębszej refleksji i zmian?

Chciałabym, żeby tak było, ale skoro czytelnictwo spada, a czytający wybierają przede wszystkim literaturę popularną, rozrywkową, nie możemy spodziewać się, że powieść zmieni Polskę. Może stać się pretekstem do dyskusji, a to już bardzo wiele.

Jak i kiedy narodził się pomysł na „Kroniki oporu i miłości”?

Nie pamiętam jednego takiego momentu, ale chyba już w trakcie pracy nad nową prozą, jeszcze niezatytułowaną, wypowiedziałam podczas spotkania Regionalnego Kongresu Kobiet w Słupsku dwa lata temu myśl, że powieść o naszych czasach nie może być linearnym ciągiem fabularnym, musi oddawać niepokój, chaos, namiętności. Powiedziałam, że może kronika pisana „na barykadzie” byłaby dobrym wyjściem. Sam tytuł zmieniałam wiele razy. „Kroniki…” są moją najdłużej pisaną i przerabianą książką, bo wdzierało się w nie życie.

Co było dla pani najtrudniejsze w tworzeniu tej powieści?

Chyba łączenie epizodów, bo całość ma skomplikowaną, niechronologiczną strukturę. Zdradzę jej podstawę: otóż czasem teraźniejszym jest w tej powieści spotkanie autorskie z Afirmatorem Życia. Podczas tego spotkania, jak bywa (przynajmniej ja tak mam), bohaterce przychodzą do głowy różne wspomnienia, skojarzenia. Opowiada nam o nich podczas dwóch godzin spotkania, siedząc w tym czasie na scenie. Jednak w paru miejscach, żeby dać czytelnikom wgląd w ciąg dalszy, sugeruję, co się wydarzy, jaką decyzję podejmie Małgorzata. Trudny emocjonalnie był też wątek relacji z matką.

„Kroniki…” są pani szóstą powieścią (po nominowanej do Nike i Nagrody Literackiej Gdynia „Bambino”, a także „Ku słońcu”, „Na krótko”, „W powietrzu” i „Pięćdziesiątce”). Jaki jest pomysł na kolejną? O czym chciałaby pani jeszcze napisać, o czym opowiedzieć?

Chciałabym napisać książkę „Widok z okna w podróży służbowej”, łączącej fotografie instagramowe z minifabułami. Jeśli znajdę wydawcę na taki eksperyment. Od pewnego czasu zamieszczam zdjęcia z hashtagiem #widokzoknawpodróżysłużbowej w mediach społecznościowych. Bawi mnie to i nasuwa wiele pomysłów na opowieści.

*Zofia Prudens – dziennikarka, freelancerka.

Reklama

komentarze [13]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2461
4
03.10.2019 10:01

Zapraszamy do dyskusji.


549
0
04.10.2019 14:14

Grubo - feminizm, aktywizm, biseksualizm i patriarchat. Tylko ekologii brakuje. :D


104
9
04.10.2019 14:44

To jest ciekawe, ze jak się czyta wywiad z Iwasiów, to wychodzą z niego te same wątki, co z książek. Z tą różnicą, że w książkach jest to zupełnie inaczej obrobione, literackie, podane niebezpośrednio..


7031
3024
04.10.2019 16:52

Bo literatura piękna i dziennikarstwo to nie to samo.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

524
234
04.10.2019 14:55

Mam nadzieję, że pisząc "bywamy biseksualne" ta pani ma na myśli siebie i swoje koleżanki aktywistki, a nie kobiety w ogóle.
Powołując się na słowa z wywiadu, nie chcę żeby ktoś decydował za mnie.
Ja nie bywam.
Jestem zadowoloną, monogamiczną, heteroseksualną nie-aktywistką, a mimo wszystko kobietą i na zmianę frontu jakoś się nie zapowiada.
Dlatego proszę panie...

więcej

7031
3024
04.10.2019 16:50

Nigdy nie mówi nigdy:)


1375
17
04.10.2019 22:16

Myślę, że nawet mając na myśli ogół kobiet, ludzi czy nawet naczelnych, można powiedzieć i napisać "bywamy", nie uchybiając tym słowem takim przedstawicielom grupy, którzy osobiście wcale nie bywają. Bo takie "bywanie" oznacza tylko występowanie pewnej ilości "bycia", ale bez określania, jak to bycie jest pomiędzy elementy zbioru rozdzielone. "Bywanie" oznacza jakby...

więcej

416
323
05.10.2019 16:38

Moniko, bardzo dobrze powiedziane. Widać teoria mnogości (zbiorów) przydaje się i w budowaniu sformułowań językowych. Nie zawsze się zgadzam z Twoimi semantycznymi analizami, ale tym razem popieram w niemal 100%.


1564
258
05.10.2019 18:42

popieram też - i Monikę i Carmel - przyznam przy tym, że nie zawsze mam siły wczytywać się w wypowiedzi Moniki ale w tym przypadku wręcz z przyjemnością przeczytałam wyjaśnienia oczywistości :))


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

66
14
04.10.2019 15:11

Dziękuję za tę rozmowę! Bardzo interesujący wywiad, dający do myślenia... W którą strone zmierzamy? Dobrze, że literatura reaguje na rzeczywistość. Pisarka porusza ważnych tematów, podobnie jak w swoich książkach.
Potrzeba nam więcej takich książek i kobiet!

 Kroniki oporu i miłości Kroniki oporu i miłości

więcej

7031
3024
04.10.2019 16:48

"Dużo zmieniło się na lepsze, ale czasem mam wrażenie, że coś nas trzyma za kołnierz i zawraca. I w Polsce, i na świecie, dodajmy, choć ostatnio w Polsce odczuwam dotkliwie ten ruch wstecz. Wróciły konserwatywne modele kobiecości, zakładające, że kobieta powinna się realizować przede wszystkim jako matka. Edukacja nie kładzie nacisku na równość. Przemoc wobec kobiet nie...

więcej

549
0
04.10.2019 18:41

Można jeszcze dodać, że łamana jest Konstytucja!!!111!one


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

53
7
05.10.2019 17:43

 Kroniki oporu i miłości Kroniki oporu i miłości

To o czym mówi w wywiadzie Iwasiów jest dobrym wprowadzeniem do nowej książki Autorki. Przeczytałam "Kroniki" i uważam, że to kolejna bardzo dobra powieść.


zgłoś błąd