Rodzima groza - jak straszą polscy autorzy? 6 powodów, aby poznać specjalistów od horrorów

Marcin Waincetel
31.10.2020

Strach przed tym, co nieznane. Koszmarna rzeczywistość, w której egzystują zarówno demony, jak i ludzie – prawdziwie przerażające potwory. Lokalny koloryt, popkulturowe nawiązania, specyficzny nastrój, makabra, czarny humor i obyczajowe refleksje. Polscy twórcy literatury grozy potrafią tworzyć niezwykłe opowieści. Poznajcie świat rodzimego horroru, w którym niemożliwe nie istnieje.

Rodzima groza - jak straszą polscy autorzy? 6 powodów, aby poznać specjalistów od horrorów
Reklama

Czy powinniśmy szukać polskich następców Edgara Allana Poe, H.P. Lovecrafta, a może Stephena Kinga? Nadwiślańscy autorzy świadomie wykorzystują dorobek największych mistrzów, odnoszą się do królewskiego dziedzictwa, ale jednocześnie sami poszukują własnego stylu, warsztatowych narzędzi, odrębnej filozofii, dzięki której mogą zapisać się w zbiorowej świadomości fanów. W budowaniu świata przedstawionego na wzór rzeczywistości często wykorzystuje się odwołania do legend, baśni, zapomnianych wierzeń, jak i współczesnych tematów, które przerażają, prowokując do refleksji.

Narodziny zła – jak zdefiniować horror?

Horror to fantastyka grozy. Artystyczna wizja zbudowana z lęków, strachów, fobii, ale też fascynacji przed tym, co nieznane. Jak zatem dokładnie zdefiniować grozę jako gatunek literacki? Czym w tym kontekście wyróżnia się polski horror? Do odpowiedzi na tak postawione pytanie zaprosiliśmy kilku autorów, którzy nie boją się formalnych eksperymentów, jak i poruszania tematów ze sfery tabu, dając wyraz erudycji, jak i niezwyczajnej wrażliwości.

lek na lękŁukasz Radecki to popularny pisarz związany z literaturą grozy i science-fiction, muzyk, ceniony redaktor. Autor zbioru poezji „Ad Noctum”, opowiadań „Kraina bez powrotu: Opowieści niesamowite”. Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr. wydał zbiór „Lek na lęk” (2011), a z Robertem Cichowlasem „Pradawne zło” (2014). Radecki zauważa, że sformułowanie precyzyjnej odpowiedzi na postawione powyżej pytanie jest sztuką niezwykle trudną, zwracając uwagę na bardzo istotne rozróżnienie:

„Po wielu latach badań i poszukiwań dochodzę do wniosku, że dziś wiem znacznie mniej i jeszcze trudniej jest zdefiniować grozę jako gatunek literacki, szczególnie, że często jest to określenie tożsame z horrorem. I już w tym momencie zaczyna się rozgraniczanie, bo jedni zauważają, że to jedno i to samo, drudzy za grozę uważają opowieści niesamowite, a za horror te bardziej krwawe, brutalne. Sam skłaniam się ku temu, że nie każda groza jest od razu horrorem i odwrotnie, choć pewnie brzmi to wykluczająco” – doprecyzowuje Łukasz Radecki.

Reklama

Wskazuje równocześnie, że istnieje miejsce na brutalne i makabryczne horrory, absolutnie perwersyjne horrory ekstremalne, które przekraczają granice dobre smaku. Przekraczanie granic to może być również wyznacznik jakości. Wspomniany autor dał zresztą niezwykły popis swojego stylu wraz z Robertem Cichowlasem na kartach „Miasteczka”. Do tytułowej miejscowości na Mazurach trafił nękany twórczą niemocą pisarz Marcin Lanowicz, który postanawia wraz z żoną odpocząć. Tyle tylko, że potencjalny azyl okazał się piekłem na Ziemi.

gałęziste urbanowicz„Gdybyśmy chcieli sztywno trzymać się definicji, to grozę można definiować jako gatunek, który ma na celu wywołanie przede wszystkim poczucia strachu i niepokoju w związku z opowieścią z elementami niesamowitymi” – tłumaczy nam Artur Urbanowicz, autor „Inkuba” i bestsellerowej powieści „Gałęziste”, określanej jako emocjonujący thriller rozgrywający się na baśniowych ziemiach Suwalszczyzny. W opowieściach grozy można ze sobą bowiem splatać tematykę mityczną, nadprzyrodzoną czy nawet naukową, aby dodatkowo zracjonalizować strach. Brzmi zaskakująco?

Dziwno, dziwniej, najdziwniej – sztuka eksperymentowania

Naszą czytelniczą definicję horroru w umiejętny sposób wzbogaca Dawid Kain, polski pisarz horroru, groteski i bizarro-fiction, poeta i eseista, który na rynku pojawił się za sprawą powieści „Prawy, lewy, złamany”.


„Osobiście rozumiem pojęcie grozy w literaturze szerzej niż jest to zazwyczaj przyjęte, a to dlatego, że wywołanie strachu czy niepokoju poprzez wpuszczenie do realnego świata istot czy tworów zaburzających naturalny porządek jest dla mnie niewystarczające. Sądzę, że groza tkwi już w tym <>. A zadaniem literatury grozy powinno być zwracanie uwagi czytelnika na to, co mu zagraża: czy to obecnie czy też w bliskiej przyszłości”, mówi Kain.

kain prawy lewy złamanyI to też jeden z czynników, które faktycznie warunkuje sposób czytania, ale również pisania opowieści grozy. Warto zwrócić tutaj również uwagę na nazwisko Wojciecha Guni, który w wytworny sposób nawiązuje do literatury spod znaku weird fiction, czego dowodem jest między innymi zbiór „Początek”. Iście kafkowska atmosfera, filozoficzne rozważania, zakrzywienie rzeczywistości – groza i filozofia. Całość określana jest jako wielki finał, wieńczący dzieło danse macabre, gdzie pośród szarpania i kotłowania rozpadają się ludzkie formy, zlewając się we wrzącą, broczącą krwią, poskręcaną kupę mięsa i żył. Do określonej stylistyki nawiązują też inni twórcy, którzy wzięli udział w publikacji „Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction”, gdzie można znaleźć teksty wspomnianego wcześniej Wojciecha Guni, ale także Pawła Matei, redaktora portalu Carpe Noctem, jak i wielu innych twórców młodego pokolenia, którzy dali swój głos. Bo przecież liczy się forma. Choć wiadomo, że sercem opowieści jest też ludzki strach.

Psychologiczny wymiar szaleństwa…

sablik windaNa interesującą kwestię w kontekście definiowania grozy zwraca uwagę Tomasz Sablik, debiutujący niedawno na rynku autor „Windy”, który zdążył już podbić serca czytelników.

„Dla mnie osobiście groza praktycznie nigdy nie wynika z nadnaturalnych zjawisk, a właśnie z zepsutych ludzkich umysłów, które fascynują mnie od lat. Groza to szerokie pojęcie, może nachodzić na historie obyczajowe, często nierozłącznym jej kompanem jest ludzki dramat. Ten lęk jest tak naprawdę wszędzie. Strach, napięcie towarzyszy nam przy większości książek, tylko my, autorzy grozy, staramy się̨ trochę uwypuklić właśnie ten aspekt”, tłumaczy Sablik.

„Winda” to historia opowiadająca o czającym się w miejskich zaułkach mroku, o zaginionej dziewczynie; o młodym chłopaku, który zobaczył więcej niż powinien; o starej, bezdomnej kobiecie, która widzi coś, czego nie widzą inni, oraz o walczącym z własnymi demonami taksówkarzu.

darda jedna krewBo też warto zwrócić uwagę, że w książkach odwołujących się do fantastyki grozy liczą się nie tylko demony z różnych legend, folkloru, zapomnianych sag, ale również to, co jest związane z czysto ludzkim doświadczeniem. Strachem, fobiami, lękiem, traumą, na co umiejętnie zwraca uwagę również Stefan Darda, który w nieprawdopodobnie sugestywny sposób potrafi zobrazować ludzkie dramaty osadzone w bardzo konkretnej rzeczywistości. Sekrety zapisane w „Domie na Wyrębach”, gdzie znajduje się dom z bali, ogień pod kuchenną płytą, cisza za oknami. Idylla? Prawie. Nieznana siła przestawia rzeczy w zamkniętym domu, zmieniając też charakter egzystencji. Niebagatelną rolę u autora odgrywa też tradycja, czasami wyjątkowo mroczna, co zapisano w literackim obrazie „Jednej krwi” – w niewielkiej bieszczadzkiej wiosce miały miejsce dramatyczne wydarzenia, po których nieboszczykom zaczęto przed pochówkiem odcinać głowę i przebijać pierś metalowym zębem brony. To też inny wymiar szaleństwa i ludzkiego dramatu.

…lokalny folklor i ciekawość, która prowadzi do piekła

„Myślę, że moja miłość do horrorów wzięła się z głęboko zakorzenionej ciekawości cechującej gatunek ludzki” – wskazuje Artur Urbanowicz, jeden z najpopularniejszych twórców grozy w Polsce, który zdaje się parafrazować słynne przysłowie mówiące o tym, że „ciekawość to pierwszy stopień do piekła”. Urbanowicz dodaje:

„Lubimy wiedzieć, a gdy stykamy się z nieznanym, automatycznie poszukujemy odpowiedzi. Literatura grozy, szczególnie ta opowiadająca o zagadnieniach nadprzyrodzonych, porusza tematy, których nasz umysł jeszcze nie jest w stanie pojąć, co intryguje i przyciąga. Nieznane to to, czego nie rozumiemy, i chcąc nie chcąc musimy sobie dopowiadać, co jest jego sednem, co jest w nim ukryte. A szukanie odpowiedzi, czyli uczta dla wyobraźni, to przynajmniej dla mnie, jako odbiorcy grozy, ogromna frajda”.

inkub urbanowiczW jego „Inkubie”, jednej z najbardziej nieoczywistych powieści osadzonych w formule mroku, akcja rozgrywa się na Suwalszczyźnie, gdzie za kilka dni pojawi się zorza polarna. W Jodoziorach, małej wiosce na prowincji, zostają znalezione spopielałe zwłoki małżeństwa. Wśród lokalnej społeczności miejsce to owiane jest złą sławą, słynie ze szczególnego nasilenia przemocy, chorób, zaginięć i samobójstw. Mówi się też o zjawiskach nadprzyrodzonych – niezidentyfikowanym zielonym świetle, odgłosach niewiadomego pochodzenia, a także o nawiedzonym domu. Bo też tajemnica – sekrety zapisane w symbolach, życiowych doświadczeniach, nieoczywistych wyborach i legendach – dodatkowo wzmacniają napięcie, jakie może towarzyszyć nam w czasie lektury.

Lokalny wymiar może być też określony przez konkretną perspektywę – na przykład świat widziany oczami dorastających bohaterów, co wykorzystał Robert Ziębiński, niezwykle świadomy twórca, znawca popkultury i autor „Dnia Wagarowicza”. Można powiedzieć, że książka stanowi owoc popkulturowych poszukiwań – impulsem do sięgnięcia po pióro był bowiem dla autora seans „Tarantuli”, kultowej w pewnych kręgach produkcji Jamesa Arnolda. I choć twórca w świadomy sposób przeplata różne cytaty z innych dzieł, to istotą jest jednak polskie serce. Pisarz wskazuje wprost na intencję, z jaką przystąpił do kreślenia swojego literackiego koszmaru:

„Przyszedł mi do głowy pomysł: a gdyby tak opowiedzieć historię o potworze w realiach konającego socrealizmu? Znaleźć pomysł na opowieść zanurzoną po łokcie w polskiej rzeczywistości tamtego okresu, która będzie historią, jakiej wówczas nie można było opowiadać? Weźmy żołnierza wyklętego, który walczy z potworami. Dodajmy radzieckich naukowców. I milicjantów…”.

Choć groza przeraża, to może być równocześnie źródłem spokoju. Swoistego ukojenia. Zaskakujące?

Ucieczka w niebezpieczny świat – groza jako terapia?

„Groza czy horror, jako gałąź szeroko rozumianej rozrywki, zawsze trąciła mi z lekka sadomasochizmem. Nie chodzi mi tu bynajmniej o jakieś wycieczki w kierunku Markiza de Sade, ale relację nadawca – odbiorca. Przecież strach, ta groza właśnie, to uczucie, którego w normalnym życiu unikamy jak ognia” – deklaruje Jakub Bielawski, autor „Ćmy”, który przebojem zaznaczył swoją obecność na fantastycznym poletku opowieści spod znaku zła. „Czy to jest normalne, aby szukać niepokoju? Psychologowie twierdzą, że jak najbardziej, jeszcze jak. Że oswajanie lęku pozwala nam sobie lepiej z nim radzić. Paradoks? Dla mnie literatura grozy to literatura nocy i jakkolwiek banalnie to nie zabrzmi, proszę mi wierzyć, jestem w tej sprawie niezwykle skrupulatny i pryncypialny. Czytam równolegle dwie książki, dzienną i nocną” – zaznacza autor, który uważa, że zatarcie granicy pomiędzy jawą a snem wzmacnia doznania płynące z lektury.

bielawski ćmaI być może właśnie z takiego podejścia narodziła się „Ćma”. Akcja osadzona jest na dolnośląskiej prowincji w pierwszych latach XXI wieku. Poniemieckie miasteczka więdną w posępnym cieniu Gór Sowich, gdzie wychował się zresztą Bielawski. W miejscu, gdzie ludzie odwracają wzrok od zachodzącego słońca, przyjdzie im spojrzeć w puste oczy ciemności. Jakie sny będą śnić, kiedy miast kołysanki usłyszą tylko cichy szelest łuskowatych skrzydeł tysięcy ciem? W nieco podobny sposób swoją wizję kreśli Tomasz Sablik, autor wspomnianej wcześniej „Windy”, w której nie do końca jasne jest to, gdzie kończy się sen, a gdzie zaczyna jawa. Czy pod cienką warstwą dostrzegalnej rzeczywistości kryje się inny, przerażający świat? Czy zło przejawiać się może w dobrym uczynku przypadkowo napotkanej osoby? Przewodnikiem w tym świecie jest Robert Rot. To cichy taksówkarz, którego dni wypełnia praca i życie rodzinne. Pod fasadą spokoju skrywa swoje słabości, silne migreny doprowadzające go na skraj agonii i paraliżujący lęk przed windą, którą mija za każdym razem w drodze do swojego mieszkania.

Melancholia i makabra, czyli tajemnice zła

grzędowicz księga jesiennych demonówSzczególnym wyróżnikiem grozy jest też makabra łącząca się z melancholią, poczucie niespełnienia – na przykład miłości – ze strachem przed śmiercią. Nieśmiertelne motywy zapisano między innymi w „Księdze jesiennych demonów” spisanych piórem Jarosława Grzędowicza, jednego z najbardziej uznanych twórców rodzimej fantastyce. Autor w prowokujący sposób zadaje pytanie o wiarę w to, co teoretycznie nie może zaistnieć. Bo przecież większość ludzi nie wierzy w demony. Niesłusznie, zdaje się dopowiadać wszystkowiedzący narrator. Demony istnieją. I potrafią zniszczyć twoje życie. Tylko dlatego, że na kogoś musiało paść. A może kiedyś wszedłeś w ich sfery lub po prostu zwróciłeś na siebie ich uwagę zbytnim optymizmem? Może uśmiechnąłeś się w złym momencie? A teraz dziwisz się, że życie wali ci się na głowę... Kwestie związane z fatum, złym losem i przeznaczeniem, uobecniają się w zaskakującej i wytwornej formie.

święty wrocławIstotny jest symboliczny przekaz, ale również miejsce, kontury świata, w którym osadzono historię. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę między innymi Łukasz Orbitowski, autor „Świętego Wrocławia”. Mieszkańcy wrocławskiego osiedla Polanka odkrywają, że mury ich bloków zbudowane są z czarnej substancji. Pod tapetami czai się coś nienazwanego i przerażająco fascynującego. To horror mówiący o izolacji, społecznym więzieniu, emocjonalnych kajdanach, strachu przed tym, co nowe i nieznane. Na znaczenie tej prozy zwraca nam uwagę Łukasz Radecki, zaznaczając, że wyróżnik polskiego horroru pojawił się tak naprawdę „kilkanaście lat temu, gdy dzięki Łukaszowi Orbitowskiemu czy Jakubowi Małeckiemu groza wkroczyła na blokowiska. Przez moment próbowaliśmy skorzystać z naszego dorobku kulturowego”. Co ciekawe, do Wrocławia – w mrocznej odsłonie – zabrał nas również Konrad Możdżeń w debiutanckiej powieści „Chodź ze mną”. Autor otwiera przed czytelnikami świat tajemnic, zapomnianych zbrodni i sił przejmujących władzę nad ludzką duszą i rozumem. Przedstawia rzeczywistość, w której historia przeplata się z teraźniejszością, a zdrowy rozsądek z szaleństwem.

Strach, który wzbogaca duchowość

Chcemy się bać, a może bardziej oswajać swoje lęki. Odkrywać to, co nieznane, przekraczać granice. Co zatem wyróżnia tych twórców, którzy reinterpretują grozę po nadwiślańsku? Jakub Bielawski zaznacza:

„Myślę, że wszechobecna szarość, smutek i syf. O ile amerykańska groza zanurzona jest w kolorowym, nowoangielskim październiku to u nas bezdyskusyjnie panuje schyłkowy listopad. Jest mokro, buro, zimno, a ludzie śmierdzą starą szafą i potem. Orbitowski, Ćwiek czy Gunia, oni wszyscy okraszają grozę takim arcypolskim, charakterystycznym dla ostatnich trzech dekad poczuciem smutku i beznadziei”. 

Reklama

I to właśnie lokalny koloryt jest ciekawy, bo przez dobrze znane miejsca, określoną rzeczywistość, w której rodzimy się, żyjemy i umieramy, możemy w prowokujący sposób pytać o to, co dla nas ważne. W wymiarze naszego ziemskiego życia, jak i tego, co czekać może na nas w innym wymiarze. Jeśli ten wymiar jest prawdą. Artur Urbanowicz zwraca wagę na to, że dobry horror powinien być również po prostu dobrą opowieścią, która „dostarcza rozrywki i emocji, a także zmusza do refleksji i ubogaca odbiorcę intelektualnie i duchowo”.

Strach przed tym, co nieznane. Koszmarna rzeczywistość, w której egzystują zarówno demony, jak i ludzie – prawdziwie przerażające potwory. Lokalny koloryt, popkulturowe nawiązania, specyficzny nastrój, makabra, czarny humor i obyczajowe refleksje. Polscy twórcy literatury grozy potrafią tworzyć niezwykłe opowieści. Warto oswoić strach, aby poznać czasami makabryczne, czasami melancholijne piękno horroru.

Fot. otwierająca: Unsplash.com (Roman Denisenko)

Reklama

komentarze [11]

Sortuj:
24
14
03.11.2020 22:35

"Domofon" Miłoszewskiego. Po przeczytaniu przez kilka tygodni z duszą na ramieniu do bloku wchodziłam.


207
193
05.11.2020 10:23

Aż taka straszna? To też muszę przeczytać


207
193
01.11.2020 09:00

Darda (poza jednym "gniotem") bardzo dobrze się czyta. Aczkolwiek czy to są horrory? Raczej delikatna groza z mrocznym klimatem i co ważne - akcja zawsze osadzona w polskich miejscowościach, malowniczo opisanych


1455
69
31.10.2020 15:28

Artur Urbanowicz oraz Stefan Darda zdecydowanie innych na razie nie czytałem


3063
0
31.10.2020 15:13

Wojciech Gunia, ktoś chyba słabo ogarnął temat, jeśli go brakuje w tym zestawieniu.


584
0
31.10.2020 19:04

Ktoś chyba nie czytał z uwagą bo autor jest wymieniony z imienia i nazwiska.


3063
0
02.11.2020 14:24

Autor zasługuje na prezentację książki jak pozostali a nie nazwisko małym druczkiem w czyims cytatcie. Ale moze nie zapłacili.


71
35
31.10.2020 14:09

Gdzie jest wzmianka o Stefanie Grabińskim, ja się grzecznie pytam? ;)


4081
3841
31.10.2020 13:29

Z panem Dardą to różnie bywa ( u mnie ) Gałeziste mam w domu.I owszem,jest moc.
A ja bym dodał też panów Łukasz Radecki ,Robert Cichowlas ,Tomasz Czarny,Marcin Piotrowski.


244
43
31.10.2020 12:07

"Święty Wrocław", "Horror show", "Tracę ciepło", "Szczęśliwa ziemia" to bardzo dobre książki, ale chyba jednak wolę Orbitowskiego w "zwyczajnym" wydaniu. Ma świetny styl, trafne obserwacje na temat ludzi i ich zachowania, no i poczucie humoru. Czytać jego powieści to czysta przyjemność :-)
Niestety tego nie mogę powiedzieć o Stefanie Dardzie. Miałam ochotę przeczytać jakiś...

więcej

350
3
29.10.2020 16:00

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd