Może niech lepiej przepadną, czyli rozważania futurystyczne

Tomasz Pindel
04.12.2013

Podczytuję sobie ostatnio – bo jest to lektura raczej nadająca się to czytelniczego drobienia, jak to rzeczy typu leksykonowatego mają w zwyczaju – Księgę ksiąg utraconych Stuarta Kelly’ego i jest to lektura z pozoru dość przygnębiająca. Autor bowiem skupia się na opowieściach o książkach, które do naszych czasów nie dotarły, bo albo gdzieś przepadły w dziejowej zamieci, albo zostały niedokończone, albo w ogóle utknęły na etapie planów.

Przykrość tej lektury bierze się z prostego faktu: uświadamia nam ona, jak bardzo ulotne są dzieła literackie (i wszelkie inne). Choć teoretycznie literatura ma akurat dziś najlepiej, bo przecież jest multiplikowalna do woli i wartość jej nie ma nic wspólnego z konkretnym egzemplarzem (zatem o ile skucie z Kaplicy Sykstyńskiej fresku załatwia go na amen i zostają jedynie pamiątki w postaci zdjęć itp., to jak długo przetrwa choćby jeden egzemplarz książki, to dzieło pozostanie dostępne w pełnej krasie), choć zatem z książkami jest akurat nieźle, to i tak zdarzało im się przepaść na dobre. A przywiązanie do idei wieczności dzieła – te wszystkie non omnis moriar czy exegi monumentum, że zaryzykuję łacinę – mamy jednak mocno wpojone.

Można się oczywiście pocieszać tym, że teksty, które przepadły, w znakomitej większości wywodzą się z epok dawnych, kiedy to albo druku nie było, albo znacznie mniej rozpowszechniony. Dzisiaj egzemplarzy może być tak wiele i na tak różnych nośnikach, że przecież jakiś powinien przetrwać. Cóż musiałoby się zdarzyć na świecie, żeby szlag trafił wszystkie egzemplarze Alchemika Coelho, których jakieś grube miliony walają się po całym globie, a w sieci fruwają miriady cyfrowych kopii. Musiałoby dojść do jakiejś apokaliptycznej awarii wszelkich sprzętów zasilanych prądem i zarazem epidemii błyskawicznie żrących papier grzybów z kosmosu, a i tak pewnie coś by gdzieś się ostało.

Z drugiej strony właśnie ta masowość może być niepokojąca. Ile książek z takiej masy jest w stanie przetrwać i trafić w ręce następnych pokoleń? Czy rzeczywiście będą to same arcydzieła – a w każdym razie to, co przyszłe epoki za takowe uznają, bo przecież często aktualne hity okazują się zupełnie nieciekawe z perspektywy dekad i stuleci? Jak zadziałać tu może selekcja?

Przykro się robi na myśl, że być może to, co dziś uwielbiamy, nie będzie czytane przez naszych potomków, przepadnie gdzieś na dobre. Ale tu właśnie uważna lektura …. przynieść może pociechę. A konkretnie epizod z Menandrem.

Tenże Menander (ok. 342-291 p.n.e.) był jednym z najsłynniejszych starogreckich dramaturgów, owianym absolutnie niesamowitą sławą i wychwalanym przez współczesnych i następców pod same niebiosa. Sęk w tym, że jego dzieła zaginęły co do jednego – o co w owej epoce nie było trudno, wiadomo – kolejne pokolenia musiały zatem zadowolić się zachwytami tych, co dzieła Menander widzieli i gorzko żałować.

Aż stał się cud: odnaleziono utwory nieznanego dotąd klasyka. Fascynaci rzucili się na lekturę i… okazało się, że na tle ówczesnej literackiej produkcji literackiej, dramaty te prezentują się raczej nędznie, nic w nich nie porywa i nikt nie jest w stanie pojąć, skąd takie zachwyty i cała ta legenda. Słowem tajemniczy geniusz, kiedy przestał być tajemniczy, to i nie geniuszem się okazał. Bywa, że zaginione dzieło lepsze jest od odnalezionego.

Czyli może nie ma tego złego – i tak dalej? Acz i tak zżera mnie, przyznaję, ciekawość, co też z dzisiejszej listy arcydzieł będzie cenione przez czytelników za lat dwieście lub trzysta…

_______________________________________
Polecamy także inne artykuły Tomasza Pindla:

Nie kochajmy się, czyli potyczki niekoniecznie branżowe
O zawartości soli w zupie
Jeszcze jeden, zapewne równie czczy, elaborat o lekturach szkolnych
Co widzi osioł, czyli wojna książkowa

Reklama

komentarze [3]

Sortuj:
1110
61
04.12.2013 20:13

Jesienny tekst...
A jaka jest dzisiejsza lista arcydzieł?
Z Polskich półek to ja wciąc myślę, że Miłoszewski ma szansę wielkim pisarzem być i przetrwać "chwilę", ale musi więcej pisać :)


1180
50
04.12.2013 15:35

Ja bardzo żałuję, że rękopis "Szostakowicza" Jerofiejewa ktoś mu ukradł w pociągu. Choć sam autor zapewne bardziej żałował dwóch butelek wódki, znajdujących się w tej samej siatce.


105
12
04.12.2013 14:22

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd