Nieoczekiwana zmiana miejsc, czyli stare serie, nowi autorzy

Bartek Czartoryski
04.04.2020

Można przeczytać setki książek i przerobić nieliczone filmy, mieć się za speca, któremu nie umknie absolutnie nic, bo codziennie przedziera się przez gąszcz informacji, a i tak pewnego dnia coś znienacka wychynie zza rogu i da po łbie. Owszem, na tym przecież polega urok obcowania z dziełami kultury, ale myślę o dość specyficznym doświadczeniu, które, jak pozwalam sobie bezpiecznie założyć, na jakimś etapie przeżył niejeden i niejedna z nas. Chodzi mi o dość specyficzną reakcję, którą można by streścić słowami: „Kurde, to istnieje tego sequel?”.

Nieoczekiwana zmiana miejsc, czyli stare serie, nowi autorzy

Sam przeżyłem swojego czasu podobnie nieoczekiwane - i niekoniecznie wyczekiwane - olśnienie, dowiadując się, że istnieje, na przykład, kontynuacja „Chinatown” Romana Polańskiego (i to wyreżyserowana przez Jacka Nicholsona). Ale kino to jedno, a literatura drugie. Bo o ile nawet i autorski film rzadko kiedy należy do samego twórcy i hollywoodzkie studio może sobie robić z posiadanym tytułem i marką, co chce, z książkami nie jest przecież tak łatwo. Prawda?

Sequel sequelowi nierówny

Okładka książki Nic bardziej mylnego, i tu czekają niespodzianki. Bo Ira Levin po latach napisał sequel „Dziecka Rosemary”, Robert Bloch pociągnął dalej losy Normana Batesa, a Joseph Heller powrócił po prawie trzech dekadach do głównego bohatera „Paragrafu 22”. Ale podobne rewelacje to jedno, jest ich cała masa, co, oczywiście, nie czyni ich ani trochę mniej zaskakującymi. Łączy je jednak to, że zostały napisane przez tego samego autora czy autorkę. A nie jest to reguła. Istnieje bowiem jeszcze inna grupa powieści, i to niekoniecznie, nazwijmy to, apokryficznych, które wyszły nie spod pióra oryginalnego pisarza/pisarki, ale namaszczonego oficjalnie kontynuatora.

 

Reklama

Ba, są całe serie. Toć dopiero co Lee Child, czyli ojciec Jacka Reachera, od dawien dawna piszący przynajmniej powieść rocznie, ogłosił, że schedę przejmie po nim jego brat, przejmując nie tylko słynnego bohatera, ale nawet i równie słynne nazwisko. Jest to zjawisko może niezbyt powszechne, lecz niezmiennie ciekawe, bo pozwala nam postrzegać literackie dziedzictwo jako swojego rodzaju markę, istną, że też posłużę się wygodnym makaronizmem, franczyzę. Dana postać staje się swoistym znakiem towarowym, odkleja od pisarza i żyje własnym życiem. Toć przecież Robert Ludlum, klasyk literatury sensacyjnej, zdążył napisać jedynie trylogię o superszpiegu Jasonie Bourne’ie. Po jego śmierci Eric Van Lustbader, posiłkując się niekiedy pozostawionymi przez autora notatkami, wydał ich aż dwanaście. Oczywiście uprzednio pozyskując odpowiedni glejt od osób zarządzających prawami do spuścizny Ludluma.

Okładka książki A jest to istotne nie tylko z obiektywnych przyczyn prawnych. Bo o ile zaplanowany bodajże na dziesięć książek cykl „Millenium” rozpoczęty przez zmarłego Stiega Larssona nie mógłby być kontynuowany bez stosownych pozwoleń (pisarz i dziennikarz David Lagercrantz napisał kolejne trzy tomy), tak sytuacja ma się nieco inaczej, kiedy chodzi o wygaszone prawa autorskie. I Sherlock Holmes, i Piotruś Pan, i James Bond trafili już gdzieniegdzie (zależnie od kraju) do domeny publicznej, co nie wyrugowało jednak odautorskiej potrzeby ubiegania się o swojego rodzaju autoryzację. Stąd mamy „oficjalne” sequele prozy Doyle’a, Barrie’ego i Fleminga, oraz całe mnóstwo, no cóż, samowolek. Nie oznacza to wyższości pierwszych nad drugimi, lecz siłą rzeczy to na nich skupia się zainteresowanie. Ale przyjrzyjmy się bliżej wymienionym przypadkom.

Kanonowi oddajcie, co kanoniczne

Okładka książki Wybrałem je nieco na chybił-trafił, choć kierując się ikonicznym charakterem każdej z owych postaci, uznając, że są one niejako reprezentatywne. Zanim napisano zarówno autoryzowany, jak i kanoniczny (jedno z drugim, jak się okazuje, nie jest tożsame, o czym za moment) sequel powieści Barrie’ego, czyli „Piotrusia Pana w czerwieni”, w 2005 roku wydano przyklepany przez londyński szpital dziecięcy na Great Osmond Street, któremu angielski pisarz przekazał prawa do swojej twórczości, prequel. Opowiadał on o młodości kapitana Haka, ale od razu podkreślono, że nie jest to rzecz kanoniczna. Różni autorzy brali się za bary z dziedzictwem Barrie’ego, najczęściej pisząc reinterpretacje oryginału lub jego retellingi, częstokroć poruszając przy tym tematy zdecydowanie nieprzeznaczone dla małoletniego czytelnika. Nic dziwnego, że szpital zdecydował się nieco tu posprzątać i zlecić napisanie rzeczonej powieści, lecz na niewiele się to zdało. Do dzisiaj regularnie ukazują się kolejne publikacje, częściej dla dużych niż dla małych. Czyli mamy tu, krótko mówiąc, do czynienia z próbami rozszerzenia czytelniczej grupy docelowej. A od siebie dodam, że bodaj najlepszą wariacją na temat pozostaje komiks Regisa Loisela, wydany przed laty także i u nas, zatytułowany, po prostu, „Piotruś Pan”, i utrzymany w iściedickensowskim duchu.

Okładka książki Z Sherlockiem Holmesem sprawa jest równie ciekawa, bo już sam Doyle pisywał przy różnych okazjach opowiadania nienależące do ścisłego kanonu, a pastiszy, prequeli, sequeli i midqueli napisano tyle, że nie sposób nawet o nich opowiedzieć. Za paroma stały tuzy współczesnej światowej literatury, żeby napomknąć choćby o Michaelu Chabonie, Neilu Gaimanie i Stephenie Kingu, ale skupmy się na tych „oficjalnych”. Nie było ich znowuż tak dużo, bo strona internetowa prowadzona przez rodzinę Doyle’a podaje jedynie kilka zaakceptowanych przez siebie nazwisk pisarzy posługujących się licencją, między innymi są to Michelle Birkby, pisząca o przygodach pani Hudson i Mary Watson, eksplorujący młodość Holmesa pisarz Andrew Lane oraz bodaj najważniejszy z nich, bo bezpośrednio kontynuujący dzieło Doyle’a, Anthony Horowitz. Jego wydany kilka lat temu „Dom jedwabny” to nieodpowiedziana wcześniej przez Watsona sprawa, a powieść „Moriarty” analizuje konsekwencje śmierci Holmesa i tytułowego kryminalisty nad wodospadem Reichenbach. Horowitz, sprawnie naśladujący styl oryginału, wybrany został zresztą na kontynuatora dzieł Iana Fleminga i napisał dwie powieści z Jamesem Bondem. Przed nim sił próbowali i inni, pisano też o młodym Bondzie i o pannie Moneypenny, tym samym, tak jak i przy Holmesie, swoiście rozgałęziając markę i dostosowując ją do wymagań współczesnego rynku.

Reklama

Końca nie widać

Generalnie, patrząc z perspektywy merkantylnej, o to tutaj chodzi. O wykorzystanie dobrego pomysłu raz jeszcze, aby ten trafił do szerszego odbiory, kiedy już się nieco zużył. Powody artystyczne są, oczywiście, bardziej zróżnicowane, bo autorem może kierować towarzysząca od dawna, wypływająca z serca chęć przedłużenia żywotności lubianego dzieła, ambicja zmierzenia się z oryginałem, tudzież chęć poeksperymentowania z rzeczą dla popkultury istotną. Albo, rzecz jasna, nie mniej istotne motywy zarobkowe. Skutkować to może jednak rzuceniem nowego i świeżego światła na ograne motywy, tchnięcie nowego życia w, jakby się wydawało, dawno już uschniętego bohatera, ale i z drugiej strony eksploatować coś, co może i powinno zostać zapomniane; innymi słowy, resuscytację umarłego. Jakby nie było, popkultura remiksem żyje.

Okładka książki Kontynuacji swoich przygód doczekał się również Hercules Poirot (i to dopiero niedawno, Sophie Hannah pisze je od 2014 roku; do tej pory ukazały się trzy powieści), ale, o ile te można uznać za dość konwencjonalne i utrzymujące kurs wyznaczony przez oryginał, tak już kontynuacja „Dumy i uprzedzenia”, czyli „Śmierć przybywa do Pemberley”, wykonuje gatunkowy twist od obyczaju ku kryminałowi. Czyli tak też można. Ostatnią powieść Raymonda Chandlera dokończył za niego Robert B. Parker - i to prawie że bezszwowo - serię o Diunie ciągnął syn Franka Herberta, były też sequele „Rebeki”, „Wichrowych wzgórz” i „Ojca chrzestnego”, jedne oficjalne, inne niezupełnie, jedne lepsze, a inne gorsze. Jedno jest pewne: nic się nigdy naprawdę nie kończy.

Fotografia otwierająca: Kolumna z książek. Biblioteka Publiczna, Praga.

#czytamwdomu #kupujeksiazki

Reklama

komentarze [26]

Sortuj:
246
196
20.04.2020 23:54

Udane kontynuacje to niemal contradictio in adiecto.
Niemal, gdyż są wyjątki potwierdzające regułę.
"Łowcy Przygód" dalszy ciąg "Łowców Złota" Curwooda, mym zdaniem trafione.
"Przygody chemiczne Sherlocka Holmesa" zupełnie w stylu oryginalnych, a miejscami, mym zdaniem, nawet lepsze od części z nich.
Ostatnio poznałam "The Exploits of Sherlock Holmes" napisane przez syna...

więcej

175
152
07.04.2020 11:51

Dla mnie jak autor napisał książkę/serię, to tylko jego rzeczy czytam i nie interesują mnie kontynuacje napisane przez innych autorów, ponieważ dla mnie to jest kradzież czyjejś postaci. Nie ważne, że prawa zostały wykupione przez kogoś by mógł napisać kontynuację, po prostu jeżeli postać jest czyjaś to niech pozostanie jego. To on ją stworzył, to on się z nią zżył, to on...

więcej

663
596
06.04.2020 11:05

Modelowy przykład: Pan Samochodzik. Nie wiem ile dokładnie Nienacki napisał książek (zdaje się, że 15), ale obecnie "Panów Samochodzików" różnych autorów istnieje ok. 100.

Ja osobiście nie uznaję tego typu kontynuacji - rację bytu ma co najwyżej coś skleconego na bazie notatek autora, najlepiej przez kogoś z jego rodziny albo bliskiego przyjaciela. Cała reszta to skok na...

więcej

607
0
06.04.2020 15:47

Ja się jakoś od 15 lat przymierzam do przeczytania reszty Diuny w wykonaniu młodego Herberta i Andersona i coś się zebrać nie mogę. :)


1626
487
06.04.2020 15:56

Mam dokładnie tak, jak Armand_Duval. Pierwszy tom pióra syna Herberta obrósł już na moim stosie hańby mchem. A ja ciągle rozmyślam, czy to warto sobie niszczyć jedną z najbardziej epickich książek lat młodości...


3161
47
05.04.2020 12:36

Nie sądzę, żeby kiepskie kontynuacje zagrażały oryginałom. Rozumiem, że miłośnicy kultowych dzieł literackich, czy ich bohaterów, mogą chcieć zarówno o nich pisać, jak i o nich czytać, a potem znów wracać do swoich ukochanych pierwowzorów... Interesujące są dla mnie może nie tyle kontynuacje, ale nowe książki oparte na klasycznych motywach, prezentujące inne, oryginale...

więcej

620
93
06.04.2020 19:44

Co do "Pana Holmesa", to został nakręcony świetny film na podstawie książki, z rewelacyjnym McKellenem w roli głównej.


3161
47
07.04.2020 06:53

@Yardash - dzięki za informację, w takim razie muszę koniecznie obejrzeć film.


7089
373
05.04.2020 00:19

Ciekawy jest casus serii "Ania z Zielonego Wzgórza" bowiem tutaj mamy prequel czyli  Droga do Zielonego Wzgórza Droga do Zielonego Wzgórza oraz prequel prequela -  Maryla z Zielonego Wzgórza Maryla z Zielonego Wzgórza

więcej

7089
373
05.04.2020 00:04

A co do kontynuacji to mamy jeszcze:
-  Powrót Młodego Księcia Powrót Młodego Księcia czyli nastoletni  Mały Książę Mały Książę - to jeden z przykładów, tutaj tez jest cały wachlarz kontynuacji,

-  Powrót do Stumilowego Lasu

więcej

7089
373
04.04.2020 23:34

Kontynuacji swoich przygód doczekał się również Hercules Poirot (i to dopiero niedawno, Sophie Hannah pisze je od 2014 roku; do tej pory ukazały się trzy powieści), ale, o ile te można uznać za dość konwencjonalne i utrzymujące kurs wyznaczony przez oryginał (...)

Powieści Sophie Hannah o Poirocie są konwencjonalne i utrzymują kurs oryginału? Bardzo zabawne, ale zupełnie...

więcej

298
23
05.04.2020 17:13

Bardzo lubię książki p. Christie i dopiero z tego artykułu dowiedziałam się że jest kontynuacja historii Poirota 😊 właśnie szukałam takiego komentarza czy warto ją czytać, cóż chyba odpuszczę sobie😁


7089
373
07.04.2020 00:34

Moim zdaniem nie warto.
Więcej tutaj
https://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/5502/malo-podobny-sobowt...

Pozdrawiam :)


1114
114
04.04.2020 21:06

Jak nie masz własnych pomysłów, to pasożytujesz na cudzych.


2870
715
04.04.2020 20:24

Dla mnie to jest pójście na pewien rodzaj łatwizny. Po co mam coś nowego wymyśleć, jeżeli już istnieją tematy i postacie, które czytelnicy polubili. Jest to rodzaj podszywania się pod uznanych autorów, a mało wyrobieni czytelnicy mogą się nabrać.


4154
3914
05.04.2020 11:24

Ja się dałem nabrać.Ja jestem mało wyrobiony czytelnikiem.


2870
715
05.04.2020 12:33

Czasami wszyscy dajemy się nabrać, gdy nie zwrócimy uwagi na zmianę autora.


4154
3914
05.04.2020 13:05

To prawda ,dużo zdrowia.


620
93
04.04.2020 16:44

Jeśli chodzi o zaskakujące kontynuacje, to dla mnie prym wiedzie "Pierścień Mroku" Nika Pierumowa, czyli kontynuacja tolkienowskiego WP. Naprawdę ciekawa rzecz, dzieje się bodajże 300 lat po WP, bohaterowie eksplorują rejony śródziemskiego świata dalsze i mniej znane niż te, które zwiedzili Bilbo, Frodo i ekipa. No i w trzecim tomie dochodzi do sytuacji, która dla wielu...

więcej

zgłoś błąd