Kłamstwo ma długie nogi. „Prawda” Toma Phillipsa

Bartek Czartoryski
06.03.2020

Słyszeliście zapewne nie raz i nie dwa powiedzenie, że jeśli fakty się nie zgadzają, to tym gorzej dla nich. Ba, przecież nie byłoby literatury, gdyby wszyscy pisarze trzymali się kurczowo historycznych kronik i zaprzedali swoją wyobraźnię szczegółowym opracowaniom. O ile jednak skłonni jesteśmy łyknąć jak pelikany niemal każdą beletrystyczną blagę – i to bardzo chętnie – tak problem zaczyna się, kiedy coraz sceptyczniej spoglądamy na nagłówki gazet i kilkukrotnie musimy filtrować newsy z telewizji. Słowa fake news i postprawda służą już niemalże do opisania naszej epoki, a wynalazek i powszechność internetu tylko sprzyja dynamicznemu rozprzestrzenianiu się kłamstwa, ściemy i blagi. Tyle że według brytyjskiego dziennikarza i speca od weryfikacji danych, Toma Phillipsa, autora wydanej u nas niedawno „Prawdy. Krótkiej historii wciskania kitu”, ludzkość ściemniała od swojego zarania. I ściemniać nie przestanie.

Kłamstwo ma długie nogi. „Prawda” Toma Phillipsa

Zwykle przecież reagujemy pełnym politowania śmiechem, przeglądając stare ryciny przedstawiające, dajmy na to, egzotyczne zwierzę którego zdjęcie znamy od dawna z książeczek dla dzieci narysowane przez anonimowego skrybę, który jego opis usłyszał od siostrzeńca kolegi pewnego podróżnika pływającego przed laty na statkach handlowych. Stąd już nie tak znowu daleko do bezrefleksyjnego przepisywania informacji z Wikipedii, bez kłopotania się nawet o sprawdzenie podanego źródła i zweryfikowania, czy aby przypadkiem autor notki czegoś nie pokręcił. Obieg informacji niekiedy przypomina przez to globalną zabawę w głuchy telefon i kłamcami stajemy się czasem nawet nieświadomie. Cóż, Radio Erewań ciągle nadaje!

Prawda. Krótka historia wciskania kitu Tom Phillips

Wszyscy kłamią

Phillips w swojej książce nie tyle piętnuje nasze ludzkie słabości (choć tu i ówdzie, nie bez słuszności, wytyka pewne praktyki oskarżycielskim paluchem), co omawia mechanizmy stojące za naszymi skłonnościami do szerzenia ściemy. Według autora wszyscy kłamią – łącznie i z nim samym, bo przecież, jak ujawnia na samym początku, podczas pisania tej książki nie ustrzegł się paru potknięć – co nie jest znowuż taką karkołomną tezą. Odpowiada bowiem za to chociażby nasze nielubiące krytyki i niezdolne do przyznania się do błędu ego, upór albo myślenie życzeniowe każące nam modelować rzeczywistość pod siebie. Ale „Prawda” nie jest tytułem roszczącym sobie prawo do psychologizowania. Phillips podaje chociażby ciekawe przykłady jeszcze z epoki pierwszych gazet – początku XVII stulecia – kiedy to żądza poznania kolejnych nowinek ze świata była tak przemożna, iż ówcześni cierpieli na odmianę dzisiejszego FOMO (czyli strachu przed tym, co nas omija, z ang. fear of missing out), choć trzeba uczciwie przyznać, że zdecydowanie łagodniejszą od obecnej.

Reklama

Stało się to nie tylko przedmiotem krytyki ze strony ówczesnych prześmiewców, ale i źródłem problemu, bo chcąc zapewnić czytelnikowi ciągłość atrakcji, zaczęto wyolbrzymiać albo nawet i preparować drukowane newsy, czym ostatecznie musiały zająć się władze, grożąc za podobne praktyki surowymi karami. A jako że jedna gazeta bezmyślnie kopiowała od drugiej, narodziło się zjawisko dobrze nam dziś znane.

Krótka historia tabloidów

Pamiętacie kultowe już „Skandale”? Był to gazetowy periodyk z kompletnymi pierdołami o dzieciach-nietoperzach, wydarzeniach z życia Elvisa i Hitlera, którzy nadal żyją sobie gdzieś za oceanem, młodzi jak dawniej, z przepisami na leki na raka przywiezionymi przez obcych i autentycznymi zdjęciami prosto z piekła. O ile jednak (chyba) nikt nie traktował tych wyssanych z palca informacji poważnie, tak kiedy w XIX wieku jedna z nowojorskich gazet wypisywała bzdury o tajemniczych, nieludzkich rasach żyjących na księżycu, opatrując materiał prasowy stosownymi sztychami, nie bardzo wiedziano, co z tym zrobić i co na ten temat myśleć. A redaktorzy kuli żelazo, póki gorące, publikując coraz to nowe rewelacje. I tak pojawiły się brukowce.

Phillips nie oszczędza przedstawicieli swojego fachu, wyrzucając im nierzadko nawet nie tyle intencjonalne posługiwanie się półprawdami, co prokurowanie rzekomo autentycznego materiału. Bo jak żyć z myślą, że lwia część tego, co wiemy o Kubie Rozpruwaczu, to prawdopodobnie dzieło nadgorliwego dziennikarza, który preparował materiały, aby podnieść sprzedaż gazety i wypromować swoje nazwisko? Cóż, można też rzec, że nierzadko tak wykuwała się popkultura.

Portret pisarza Toma Phillipsa

Gregor MacGregor. Człowiek, który wymyślił sobie kraj

Phillips jednak nie ogranicza opisanego powyżej zjawiska do świata prasy, bynajmniej, bo ściemniacze pojawiali się wszędzie tam, gdzie weryfikacja podawanych przez nich fałszywych informacji była z oczywistych przyczyn utrudniona. Pisze chociażby o podróżnikach i geografach chcących zamaskować swoje globtroterskie niepowodzenia wyssanymi z palca bajkami i wymyślonymi mapami tych części świata, które rzekomo odwiedzili. Dlaczego? Aby nie narażać kruchego ego. Lecz wszyscy oni mogą jedynie buty czyścić niekwestionowanemu mistrzowi oszustwa, niejakiemu Gregorowi MacGregorowi, który… wymyślił sobie kraj i naciągnął mnóstwo ludzi na inwestycje na nieistniejącej ziemi, tym samym tworząc swoistą piramidę finansową. Jak udowadnia ów przykład, nie jest to wynalazek nowoczesnego szachrajstwa, który, niestety, nie traci na popularności. Podobnie bezczelne podszywanie się pod osoby szlachetnie urodzone, a co za tym idzie cieszące się zaufaniem społecznym – proszę sprawdzić w Google, ile takich przypadków zarejestrowano w ostatnich tylko latach. Zdziwicie się. I nie chodzi o wysyłających do nas spam nigeryjskich książąt, lecz o grubsze przekręty. Ale jako ciekawostkę dodam, że ludzie faktycznie nabierają się nawet na te bezceremonialne oszustwa. Sam znałem osobę, której partner po otrzymaniu klasycznego maila od afrykańskiego prawnika oferującego grubą kasę za drobny przelew tak się tą perspektywą podniecił, że pobiegł przegadać to z doradcą finansowym.

Reklama

Uparcie powtarzane kłamstwo staje się prawdą

Phillips sporo miejsca poświęca zwyczajnym kanciarzom, którymi kieruje żądza zysku, opisując ich machlojki, ale pod koniec nie oszczędza też rządzących. Chyba trudno o grupę cieszącą się mniejszym zaufaniem społecznym niż politycy. Już informacja na okładce mówi, że amerykańskiemu prezydentowi Donaldowi Trumpowi naliczono przeszło bzdurę na minutę przemowy. A patrząc na jego spore szanse na tegoroczną reelekcję, chyba znajduje potwierdzenie inne powiedzenie o kłamstwie: że powtarzane uparcie staje się prawdą. Phillips, choć pisze z humorem i opiera się na anegdotach, raczej nie uspokoi tych z nas, którzy mają nadzieję, że nagle będziemy mówić prawdę, tylko prawdę i samą prawdę. Nic bardziej mylnego. Umocni tylko nasze przeświadczenie, że natury ludzkiej nie da się zmienić, i jak kłamaliśmy, tak kłamać będziemy.

Reklama

komentarze [2]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

40
0
06.03.2020 09:21

Zapraszam do dyskusji.


0
0
09.03.2020 21:40

Czy to książka na poziomie książek Harariego?


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

zgłoś błąd