Maryś Puch czy Winnie Ille Pu? Puchatek na językach

Tomasz Pindel
22.02.2020

„Tōż prawie po słodach schodzi Ecik Niedźwiedź, gich, gich, gich, na zadku swojij gowy, za Krzisiym” – czyż zdanie to nie brzmi znajomo, a zarazem, hmm, jakoś jednak inaczej? I jedno, i drugie jest prawdą: tak zaczyna się „Kubuś Puchatek” Alana Alexandre’a Milne’a, tyle że w nowym, niedawno wydanym przekładzie na śląski.

Maryś Puch czy Winnie Ille Pu? Puchatek na językach

„Niedźwiodek Puch” i „Misiu Szpeniolek”

Pod koniec minionego roku poznańskie wydawnictwo Media Rodzina przyszykowało nie lada gratkę, która pewnie z miejsca stała się choinkowym hitem na Śląsku i w Wielkopolsce: oto bowiem ukazały się dwa nowiusieńkie przekłady klasycznej książki o przygodach Puchatka, Prosiaczka i całej reszty – na śląski i na gwarę wielkopolską. Za śląską wersję – zwącą się „Niedźwiodek Puch”, przy czym imię misia brzmi Maryś – odpowiada Grzegorz Kulik (który ma już na swoim koncie nieco przekładów na ślōnski jynzyk), natomiast zwielkopolszczenia – opatrzonego intrygującym mianem „Misiu Szpeniolek” – dokonał Juliusz Kubel (akurat na święta byłem w Poznaniu i widziałem, że książka pyszniła się dumnie na wystawach przynajmniej kilku księgarń). Dodatkowym atutem tych edycji – ogromnie w tym przypadku ważnym – jest dołączona do książki płyta z nagraniem całości tekstu. Bardzo słuszna decyzja, bo dla nie-Ślązaków i nie-Wielkopolan to jednak spora gratka móc nie tylko zobaczyć tekst, ale usłyszeć, jak tak naprawdę brzmi.

Takiego językowo-regionalnego pakietu kubusiowego jeszcze u nas nie było, acz pamiętać trzeba, że wcale nie są to pierwsze tego rodzaju próby. Już od 2015 roku kaszubskie mamy i tatusiowie mogą czytać swoim pociechom „Miedzwiôdka Pùftôka”, wydanego nakładem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Gdańsku – przepraszam: w Gduńsku – w przekładzie Bożeny Ugowskiej. Rok później światło dzienne ujrzała łemkowska wersja językowa arcydziełka Milne’a „Вiнi Пy”, za którą odpowiada Piotr Krynicki, a wydała oficyna Lemko Tower. Ta ostatnia edycja jest, niestety, prawdziwym białym krukiem, ponieważ znaczna część nakładu, wraz z całymi archiwami wydawnictwa, spłonęła w pożarze: łatwiej zdobyć można płytę z nagraniem tekstu.

Edycje te wpisują się w ogólnoświatowy nurt tłumaczenia Kubusia Puchatka nie tylko na języki oficjalne, główne, czy jak je tam nazywać, ale także na te, które ograniczają się do mniejszego terytorium i często nie mogą pochwalić się dużą wydawniczą obecnością. Trend ów zapoczątkował niejaki Alexander Lenard i jest to historia dość zdumiewająca.

„Kubuś Puchatek” pisany łaciną

Otóż pan ów urodził się w 1910 roku w Budapeszcie jako Lénárd Sándor, był z zawodu lekarzem, ale z powołania – poetą i generalnie człowiekiem literatury. Sporą część życia spędził w Austrii, z której po hitlerowskim Anschlussie uciekł do Włoch, a po wojnie wyniósł się za ocean i osiadł w brazylijskim stanie Santa Catarina. Tam imał się różnych zawodów, między innymi uczył łaciny, mierząc się z klasycznym problemem wszystkich łacinników, którzy pracują z dziećmi. Jakim by fanem Juliusza Cezara, Cycerona czy Owidiusza się nie było, nie sposób zaprzeczyć, że pisane przez nich teksty dla większości młodocianych okazują się śmiertelnie nudne. Toteż zamiast katować podopiecznych nieśmiertelną frazą „Galia est omnis divisa in partes tres…”, Lenard wpadł na pomysł, by przetłumaczyć na język starożytnych Rzymian Kubusia Puchatka właśnie (którego to Węgrzy też znają i kochają, jako„ Micimackó”, w przekładzie Frigyesa Karinthy’ego, swoją drogą bardzo ciekawego pisarza). Bezsprzecznie zdania w rodzaju „Minime, sed ego… ego… Ior, folliculum rupi” („Nie… Tylko balonik… Ach, Kłapouszku, ja go pękłem!”) brzmiały ciekawiej niż ten osławiony podział Galii na części trzy, przez co Winnie Ille Pu, wydany pierwotnie własnym sumptem, z czasem stał się światowym bestsellerem.

Reklama

Kolejne wersje zaczęły się sypać i tak mamy dziś Kubusia w esperanto (w którym to języku Słoń, jak chciała Irena Tuwim, tudzież Heffalump, którą to wersję wypromowały disneyowskie kreskówki, nazywa się Hefelanton), po szkocku („Hullo, are ye steekit?” – pyta Królik wzdętego w wejściu do nory Kubusia), po bretońsku („Pegen brao eo beza eur goumoulenn” – śpiewa sobie Kubuś uczepiony balonika, ale czy tu też jest mowa o chmurce, zabijcie mnie, nie wiem!) czy w bodaj sześciu wariantach niemieckiego (między innymi w palatynackim – jako Puh-Bärle Winnie – i dolnoniemieckim – jako Puh-Boor Winnie).

„Kajko i Kokosz” w wersji spod samiuśkich Tater

Nie jest to jednak czcza zabawa wydawnicza, obliczona na zainteresowanie kolekcjonerów (którzy, oczywiście, cieszą się ogromnie; wiem, co mówię!), tylko sprawa znacznie poważniejsza. W epoce, w której mniejsze języki wymierają niczym gatunki zwierząt i roślin, publikowanie w nich książek może stanowić znakomitą szczepionkę zapobiegającą temu zagrożeniu. A jeśli na dany język przełożymy utwór powszechnie znany i lubiany, to i zainteresowanie będzie większe. „Kubuś Puchatek” należy do uprzywilejowanej grupki dzieł, które stały się swoistym magnesem przyciągającym nowe przekłady. Podobnie jak „Mały Książę” czy – w świecie komiksów – „Asteriks” (czytałem, przepraszam: oglądałem kiedyś starogreckie wydanie Asteriksa na igrzyskach olimpijskich i towarzyszyło mi wówczas poczucie głębokiej stosowności). Podobne ambicje przyświecały także wydawnictwu Egmont Polska, które parę lat temu wypuściło trzy tomy Kajka i Kokosza: „Szkoła furganio” po śląsku, „Na latowiskù” po kaszubsku oraz „Ogromniasto gońba” w wersji góralskiej. Dzięki takim inicjatywom możemy zdać sobie sprawę, że lingwistyczna rzeczywistość naszego kraju jest znacznie ciekawsza niż niejednemu by się wydawało.

A przy okazji: kiedy „Kubuś Puchatek” po góralsku właśnie? Pięknie by się prezentował jako harnaś z ciupagą i z Prosiaczkiem w baranim kaftanie u boku, hej!

Oryginalna ilustracja Ernesta Sheparda do książki Winnie the Pooh

Fotografia otwierająca: kadr z filmu https://www.youtube.com/watch?v=LUhapiC-Reo

Reklama

komentarze [23]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

105
12
21.02.2020 11:36

Zapraszam do dyskusji.


2
0
23.02.2020 15:59

Hefelanto jak coś. Hefelanton to biernik.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

568
0
22.02.2020 10:26

W Chinach mówią na niego Xi Jinping.


1173
332
22.02.2020 12:43

Mam nadzieję, że podobne projekty będą pojawiać się w polskich księgarniach częściej i w ten sposób przeciwstawiać się rozpowszechnionemu negatywnemu nastawieniu do języków i gwar mniejszości.
Wystarczy spojrzeć za Odrę, aby pokazać, jak mocno zacofanym w takich zagadnieniach krajem była dotychczas Polska: "Asterix" został już przetłumaczony na 29 (sic!) języków i gwar...

więcej

380
129
22.02.2020 12:56

Fantastyczna inicjatywa!
Ta prawie zaginiona wersja łemkowska powinna być jak najszybciej odtworzona, dopóki są jakieś egzemplarze - takie tam zadanko dla ministra kultury, który tak często nie ma pomysłu, na co przeznaczyć kasę.
Są jeszcze gwary środowiskowe, np. ta spod celi, to by był dopiero odleciany Puchatek ;) - to zadanko dla pensjonariuszy w razie nudy i nadmiaru...

więcej

568
0
22.02.2020 15:48

Jak to nie ma pomysłu? Na TVP z misją szerzenia kultury disco polo i tureckich telenowel poszły 2 miliardy. :)


2749
605
22.02.2020 19:45

Te dwa miliardy są także na radio i moją ukochaną dwójkę.


6311
501
22.02.2020 20:22

Ale głównie na promocję pisu, kampanię dudy i wylewanie gówna z ekranu.


3134
148
23.02.2020 11:47

"(...) takie tam zadanko dla ministra kultury, który tak często nie ma pomysłu, na co przeznaczyć kasę"

No to jako pracownik kultury (poniekąd) tylko wyjaśnię, że ostatnio wszyscy pracownicy kultury otrzymali podwyżki od ministerstwa. Z wyrównaniem za poprzedni rok (czyli tak jakby wstecz). Finanse MKiDN może i idą na reklamę ale nie są częścią budżetu TVP, wiec może z tym...

więcej

2749
605
23.02.2020 13:18

Mnie cieszy teatr telewizji na którym się kiedyś wychowałam. Dla ludzi tak jak ja z małych miasteczek jest to ważne. Oprócz tego TVP Kultura, bo mogę czasami zobaczyć operę i balet, a także ciekawe koncerty nie disco polo.


7092
3055
23.02.2020 18:55

@sulibrat - ja też jestem od kilku miesięcy pracownikiem kultury (nie poniekąd:)) - i jakoś żadnej podwyżki nie dostałam, ani ja, ani żadna z osób z mojej branży.

Może dlatego, że bezpośrednio podlegamy samorządowi, a tu się nie rozdaje kasy lekką ręką. I wcale nie mam o to żalu - u nas na nagrody i premie trzeba faktycznie zapracować.


380
129
24.02.2020 17:04

@sulibrat
Ministerstwo wspiera wiele cennych inicjatyw, nie rozliczam budżetu tej instytucji, ponieważ nie mam do tego kompetencji. Jednakowoż samo nagłaśnia te najbardziej polityczne i tym samym samo sobie robi czarny PR. Słuszna podwyżka płac dla pracowników kultury nie jest inicjatywą kulturalną lecz obowiązkiem pracodawcy wobec pracownika, żeby mu zapewnić egzystencję....

więcej

3134
148
25.02.2020 14:10

Nie wiem czy wszystkie jednostki kultury dostały podwyżki, w mojej dostali wszyscy.

Ministerstwem kieruje minister wybrany z partii rządzącej, zatem nic dziwnego, że chwalą się pod swoich wyborców :/

Tym samym ani bym nie piał z zachwytu na cześć MKiDN ani bym nie pognębiał w czambuł.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

821
307
22.02.2020 16:02

Jest już "Kubuś Puchatek" oraz "Książę Szaranek" po poznańsku :). Fantastyczny pomysł. Może uda się "zatrzymać" gwarę miejską i sprawić, że nie będzie ona obciachem. Że będziemy dumni. Gwary utrzymują najwięcej naszych zabytków językowych. Z dialektów wielkopolskiego i małopolskiego wyszedł nasz język narodowy. Nauczmy się szanować naszą kulturę jak inne narody, a nie...

więcej

93
17
29.02.2020 10:48

Gwara może być obciachem tylko dla ludzi ograniczonych, nie ma sensu o tym dyskutować. Nawiasem mówiąc nie mam zielonego pojęcia jak się ma śląski do gwary miejskiej (co to w ogóle jest nie wiem). Śląski jest tam, gdzie żyją Ślązacy, i na wsi, i w mieście.
Oczywiście każdy Ślązak powinien zadbać aby jego dzieci mówiły też pięknie po polsku. I akurat przekład Ireny Tuwim,...

więcej

821
307
29.02.2020 13:47

Gorąco popieram to co piszesz :). Tłumaczenie Ireny Tuwim jest niedoścignione. Decenił je nawet sam autor, pozwalając naszej tłumaczce z misi zrobić misia :). Początkowe trochę jak jeż podeszłam do tej naszej wersji, ale po wysłuchaniu uznałam, że ma też swoje walory.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

1594
275
22.02.2020 16:15

Ekstra, z przyjemnością bym posłuchała. Ja polecam Małego Księcia po śląsku... rewelacja :)


102
79
22.02.2020 20:10

Ja z Poznania, więc wezmę się za wersję po wielkopolsku, mam to w planie od paru tygodni, a teraz się zmotywowałam. Ale wiecie, czytałam Małego Księcia w gwarze wielkopolskiej i ubawiłam się setnie. Gwara dodała tej książce wiele uroku i komediowego blasku. Polecam


49
43
23.02.2020 21:28

Niestety, ale jak na razie śląski nie ma statusu języka, a tekst sugeruje, że tak...


4336
74
24.02.2020 10:39

Coraz częściej słyszę ostatnimi czasy, że to już nie dialekt, a język, w dużej mierze zapewne sami Ślązacy przyczyniają się do rozpowszechniania tej teorii, co w gruncie rzeczy nie jest niczym złym przecież, mają do tego prawo, a skoro chcą, to co w tym złego? Już nawet na Wikipedii dodano artykuły tłumaczone na śląski.


49
43
24.02.2020 19:41

Ja bym chciał być ptakiem :)


1173
332
25.02.2020 10:24

@Legeriusz: Tylko populacja, która używa danego idiomu, ma prawo do decyzji, czy jest to dla niej język czy tylko gwara. Istnieją języki używane przez mniejszą ilość ludzi i/lub różniące się mniej od języka większości obywateli danego kraju, niż to jest w przypadku Ślązaków (języki kaszubski i waloński na ten przykład). Nie chodzi tutaj o dyskusję akademicką, ale o...

więcej

Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

3849
3611
25.02.2020 18:13

A ja słyszałem, kiedyś chyba Mały Książę po Wilanowski.Bylo to takie miłe


zgłoś błąd