Między „Jokerem” a „Irlandczykiem” stoją „Małe kobietki”. Oto nowoczesna literatura oscarowa

Marcin Waincetel
09.02.2020

Być może najważniejsza, a z całą pewnością najpopularniejsza nagroda filmowa na świecie przyznawana jest historiom o bardzo nietypowym rodowodzie. Często o podniosłej, jak i kontrowersyjnej tematyce, bo przecież do grona tytułowych bohaterów dopisać należy jeszcze „Jojo Rabbita” i „Dwóch papieży”. Kto ma największe szanse na tegoroczną statuetkę? Oto filmy nominowane do Oscara w kategorii „scenariusz adaptowany”.

Między „Jokerem” a „Irlandczykiem” stoją „Małe kobietki”. Oto nowoczesna literatura oscarowa

Adaptacja, czyli wierny przekład czy twórcza zdrada?

Reklama

Próby przełożenia języka literatury na poetykę kinowego medium bywają problematyczne. Filmowi artyści muszą mierzyć się z zupełnie inną formą. Szacunek, czasami wręcz nabożne uwielbienie wobec pierwowzoru, nie ułatwia zadania. Równocześnie pojawia się chęć modyfikacji materiału źródłowego. W procesie adaptacyjnym najistotniejsza jest sztuka przełożenia istoty dzieła. Przecież najczęściej scenariusze stanowią parafrazę literackiego oryginału. Choć nie zawsze.

Książę zbrodni…

Niezwykle interesujący jest w tym kontekście „Joker”, który już teraz jest największym wygranym nominacji – zyskał w sumie 11 szans na statuetkę. Historia największego przeciwnika Batmana pozostaje fascynująca na kilku niezależnych płaszczyznach. Największe zachwyty wzbudza oczywiście aktorska kreacja Joaquina Phoenixa, który w niepokojąco autentyczny sposób odtworzył obraz psychopatycznego klauna. Film Todda Phillipsa został również nominowany za najlepszy scenariusz adaptowany. Choć fabuła nawiązuje do tradycyjnych opowieści o tej postaci, chociażby do „Zabójczego żartu” Alana Moore’a i Briana Bollanda, jest od nich całkowicie niezależną historią. Aczkolwiek przyznać trzeba, że komiksowy rodowód pozostaje zauważalny nie tylko dla fanów gatunku.

„Uznałem, że jego narodziny są warte zbadania w filmie, bo nikt tego wcześniej nie zrobił. Nawet w kanonie nie istnieje formalnie uznana wersja jego początku. Dlatego wraz ze scenarzystą Scottem Silverem napisaliśmy wersję historii o złożonej i skomplikowanej postaci, o tym, jak się zmienia i… spada w otchłań” – przyznał Phillips, reżyser oraz współautor scenariusza, który w swoim filmie nawiązywał również do kinematograficznych perełek, choćby do „Taksówkarza” Martina Scorsese.

…i złota mafia

Scorsese jest zresztą kolejnym twórcą z szansami na Oscara. Wszystko za sprawą „Irlandczyka”, niezwykłego projektu zrealizowanego we współpracy z Netflixem. Być może za jakiś czas to właśnie ten film będzie traktowany jako klucz do zrozumienia twórczości amerykańskiego reżysera. Monumentalne dzieło, w którym wystąpiły żywe legendy aktorstwa – Robert De Niro, Al Pacino czy Joe Pesci – to wielowątkowa saga opowiadająca o zorganizowanej przestępczości w powojennej Ameryce.

Przewodnikiem po zbrodniczej rzeczywistości jest dla nas Frank Sheeran, weteran II wojny światowej, specjalista od szemranych interesów i zabójca na zlecenie, który pracował dla mafijnego bossa Russella Bufalino. Sheeran to postać autentyczna, dlatego tym bardziej interesująca. Książka spisana piórem Charlesa Brandta powstała na bazie rozmów z niejednoznacznym kryminalistą. A przecież tematyka oscylująca wokół zbrodni i polityki, prawa i bezprawia, moralnych odcieni szarości to coś, co przedstawiciele Akademii lubią, a także cenią, czego dowodem oscarowy „Ojciec chrzestny”.

Kadr z nominowanego do Oscara filmu Irlandczyk

Naturalna siła kobiet

Wielkie uczucia – romantyczna miłość, siostrzane przywiązanie, troska o rodzinę i ojczyznę – stanowią o sile „Małych kobiet”. Głównymi bohaterkami powieści Louisy May Alcott są cztery siostry, które pod nieobecność ojca walczącego w wojnie secesyjnej wychowuje samodzielnie matka. Ekranizacja napisana i wyreżyserowana przez Gretę Gerwig („Lady Bird”) zdobyła aż sześć nominacji do Oscarów. A trzeba przypomnieć, że w oscarowym sezonie 1932/1933 w kategorii najlepszy scenariusz adaptowany film na podstawie tej książki zdobył nagrodę.

Warto podkreślić, że Gerwig posłużyła się nie tylko prozą, ale również korespondencją, którą pozostawiła po sobie Louisa May Alcott, co pozwoliło odtworzyć nieco bardziej współczesny obraz sióstr March.

„W postaci Jo jest rebeliancki duch i nadzieja na życie ponad to, co dyktuje ci płeć i co dyktują ci inni. To ta dziewczyna, która posługuje się męskim imieniem, to ta dziewczyna, która wie, że jej przeznaczeniem jest pisanie, jest ambitna, jest wściekła, jest w niej wszystko, z czym tak łatwo się utożsamić. W jakimś sensie daje nam zachętę, aby się nie bać, aby się odważyć” – podkreśla Greta Gerwig.

Filmowe widowisko to szlachetne kino kostiumowe, w którym podjęto zagadnienie wolności, miłości i rodziny. Wartości niezmiennych od dekad.

Kadr z filmu Małe kobietki, reż. Greta Gerwig

Hitlerowska wariacja

Wojna – niezależnie od czasu, miejsca, motywów – przynosi prawdziwą grozę. Traumę, z którą radzić sobie muszą jej uczestnicy, ale również następne pokolenia. Mierzenie się z tak trudną problematyką jest niemałym wyzwaniem, którego podjął się Taika Waititi, twórca filmu „Jojo Rabbit”, szalonej adaptacji książki „Niebo na uwięzi” Christine Leunens. Ślepy nacjonalizm, młodzieńcze uczucie, walka z opresyjnym systemem, ujarzmianie rodzącego się szaleństwa – oto tematy przewodnie prozy, której bohaterem jest Johannes, gorliwy członek Hitlerjugend, dorastający w latach 40. w Austrii po aneksji przez Trzecią Rzeszę. Szczególna relacja, jaka połączy go z Elsą, żydowską dziewczyną chowającą się w jego wiedeńskim domu, stanie się rewolucją w postrzeganiu świata przez młodzieńca.

„Książka jest bardziej dramatyczna, choć ma komiczne chwile. Ale czułem, że jeśli zamierzam poradzić sobie z tym tematem, muszę wnieść własną osobowość i styl. To oznaczało więcej elementów fantastycznych i oczywiście więcej humoru, tworząc rodzaj tańca między dramatem a satyrą – podkreślał Waititi.

Dzieło nowozelandzkiego reżysera to nieszablonowe, odważne spojrzenie na wielką lekcję historii.

Współczesna duchowość

Pytania związane z wiarą, działaniem instytucjonalnej religii, próba zmierzenia się z absolutem, zrozumienie istoty humanizmu. Tematy niezwykle istotne, niełatwe do zrozumienia, ale – paradoksalnie – bardzo atrakcyjne jako motyw przewodni filmowej historii. Choć „Dwóch papieży” to również opowieść o czymś bardziej przyziemnym, prozaicznym. O przyjaźni, sztuce porozumienia oraz prowadzenia dialogu.

Spisana piórem Anthony’ego McCartena książka jest prowokująca, dowcipna i wzruszająca. Nowozelandzki pisarz do perfekcji opanował zresztą uniwersalną formę, która jest czymś atrakcyjnym zarówno dla publiczności, jak i krytyków. Dowodem niech będzie choćby „Teoria wszystkiego”, oscarowy film, do którego McCarten opracował scenariusz. Podobny sukces może spotkać również „Dwóch papieży”, bo to na podstawie książki powstał film w reżyserii Fernanda Meirellesa („Miasto Boga”, „Wierny ogrodnik”, „Miasto ślepców”), z Anthonym Hopkinsem i Jonathanem Price’em w rolach głównych. Refleksyjne kino opowiadające o współczesnej duchowości.

Oscar dla literatury

Być może najważniejsza, a z całą pewnością najpopularniejsza nagroda filmowa na świecie przyznawana jest historiom o bardzo nietypowym rodowodzie. Literacki wzorzec pozostaje jednak niezmiennie atrakcyjny dla współczesnych mistrzów kina. Czy wygranym okaże się książę zbrodni? A może gangsterska historia Ameryki? Czy współczesna duchowość i naturalna siła kobiet przemówi do wyobraźni członków akademii? A kto wie, może stanie się to za sprawą wojny w bardzo nietypowym wydaniu… Tak czy owak, literatura znów będzie obecna na gali. I znów żyje – na kartach z papieru i wielkim ekranie. Kameralna. A jednak majestatyczna. I to prawdziwa siła ponadczasowych historii.

Fot. otwierająca: zdjęcie z planu filmu „Irlandczyk”, Netflix

Reklama

komentarze [4]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

345
3
04.02.2020 11:04

Zapraszam do dyskusji.


1696
221
09.02.2020 13:59

Z wymienionych oglądałam tylko "Irlandczyka" i "Dwóch papieży". "Irlandczyk" zdecydowanie za długi, 3,5 godziny, nie wiem, jak ktoś w kinie mógłby na nim wytrzymać. My oglądaliśmy w TV, ale od połowy już nieuważnie. A "Dwóch papieży" ze świetnymi odtwórcami głównych ról, ale nijakie, konwencjonalne, ugładzone, bez kontrowersyjnych tematów. Żaden z nich według mnie nie...

więcej

2731
587
09.02.2020 16:01

Ja oglądałam tylko "Irlandczyków", świetnie kreacje aktorskie. Miałam jednak wrażenie, że scenariusz został napisany aby zatrudnić te kiedyś wielkie gwiazdy. Zdecydowanie za długi i w ten sposób staje się jednostajny i nudny.


3806
3568
09.02.2020 16:37

Dla mnie chyba,takie filmy są za trudne.Ostatnio na CDA, oglądałem Topielica Klątwa LaRonny,oraz Zakonnica z Uniwersum Obecność


zgłoś błąd