Wojna serca z rozumem, czyli King kontra Kubrick

Bartek Czartoryski
16.11.2019

„Czy wierzysz w boga?”, miał zapytać Stanley Kubrick, kolejny już raz niespodziewanie dzwoniąc po nocy do Stephena Kinga. Sam będąc sceptykiem, koncept życia pozagrobowego uważał za cokolwiek fascynujący. Tyle że panowie kompletnie nie zgadzali się co do meritum – tam, gdzie King szukał źródeł lęku, Kubrick znajdywał nikłą nadzieję na przetrwanie duszy.

Reklama

Siedząc na brytyjskiej prowincji, z dala od miejskiego zgiełku, szukający inspiracji Kubrick czytał niemalże wszystko, co mu podrzucano. A „Lśnieniem” był zachwycony. Tyle że King, choć przy każdej okazji powtarzał, że gdy sprzedaje prawa do opowieści, przestaje ona wtedy należeć tylko i wyłącznie do niego, nie byłby zapewne zadowolony, gdyby powiedziano mu, jak się ta przygoda zakończy. Bo Kubrick, owszem, z miejsca zabrał się do kręcenia filmu na podstawie dopiero co ukończonej książki, lecz nie uznawał jej za powieść wybitną. Bynajmniej. Spodobała mu się jedynie fabuła, reszta mało go interesowała. King odebrał to jako afront, który boli go do dzisiaj.

Miłe lśnienia początki

Bo „Lśnienie” było dla niego projektem istotnym z paru przyczyn. Nie dość, że trzecia powieść niespełna trzydziestoletniego pisarza mogła umocnić jego pozycję na rynku – choć redaktor odradzał mu pisanie kolejnego horroru, aby uniknął zaszufladkowania – to jeszcze pośrednio miała opowiadać o jego zmaganiach z alkoholizmem. Spragniony chwili oddechu King, nie chcąc kopiować settingu znanego z jego poprzednich książek, wybrał się z żoną i synem na swoistą wycieczkę krajoznawczą. Jesienią 1974 roku rodzina trafiła do Colorado, do leżącego u stóp Gór Skalistych miasta Boulder, gdzie akurat kończył się sezon. Kingowie byli jedynymi gośćmi ogromnego hotelu, co było przeżyciem niecodziennym. Wybudzony ze snu przez gwałtowny koszmar, młody pisarz usiadł na łóżku, zapalił papierosa, i zanim zgasił kiepa, już miał wymyślony fabularny szkielet powieści. A przynajmniej tak chce legenda. Kim jesteśmy, aby jej nie wierzyć?

Kubrick odmówił pracy z Kingiem nad scenariuszem szykowanego filmu. Nie chciał, żeby cokolwiek wpłynęło na jego odbiór powieści i zniweczyło mu plany. Ostatecznie pod „Lśnieniem” podpisał się do spółki z pisarką Diane Johnson, co musiało być, jak idzie się domyślić, policzkiem dla autora adaptowanej powieści. Kubrick nie krył, że zamierza dokonać istnej dysekcji książki i wydestylować z niej to, co uważał za cenne, przy jednoczesnym przekreśleniu całej reszty. Nie miał bowiem zamiaru stricte ekranizować Kinga. Nie oglądając się na nikogo, chciał nakręcić swój film.

Z Kingiem, ale bez Kinga

Powieść okazała się bestsellerem. Choć pierwotny nakład wyniósł jedynie pięćdziesiąt tysięcy egzemplarzy, miękka oprawa sprzedała się znacznie, znacznie lepiej. Kubricka nie zrażała jednak myśl ani o ewentualnym niezadowoleniu grona czytelniczego, ani zrzędzenie Kinga, który niby powtarzał, że nic mu do tego, lecz głośno wyrażał swoje niezbyt pochlebne zdanie na temat szykowanego projektu. Pisarz nie krył bowiem, że chciałby zobaczyć kogoś innego na stołku reżysera i że inaczej wyobrażał sobie Jacka Torrance'a, który w jego wersji jest swoistym everymanem, a nie człowiekiem o szalonym licu Jacka Nicholsona. Kubrick jednak rozmawiał z Kingiem i zapytał go o zdanie, kiedy przyszło do zakończenia. Pisarz uważał, że to, które się ostatecznie ostało, nie ma żadnego sensu, a reżyser rozpatrywał jeszcze inne, z opętanym Hallorannem kończącym dzieło i mordującym Danny'ego i Wendy oraz przyjazdem następnej rodziny do upiornego hotelu. Ale autor mógł mówić, co chciał, a Kubrick i tak zrobił po swojemu.

George A. Romero, prywatnie przyjaciel Kinga, po wyjściu z kina kręcił nosem, mówiąc, że to, co przed momentem zobaczył, nie miało nic wspólnego ze Steve'em. Recenzje były przeciętne, a wpływy średnie. Kubricka i aktorkę Shelley Duvall nominowano do Złotych Malin. Kusi, aby czym prędzej powiedzieć, że King tryumfował, ale trudno posądzać go o podobną małostkowość. I choć ostatecznie „Lśnienie” swoje zarobiło, a z czasem doceniono film jako arcydzieło gatunku, autor powieści nigdy tej adaptacji nie polubił, zarzucając jej chłód, niezrozumienie postaci, emocjonalną pustkę i odmienną wrażliwość artystyczną Kubricka, która gryzła się z materiałem wyjściowym. I myśli te kąsały Kinga przez prawie dwadzieścia lat, aż sam zrealizował swoją ekranizację książki.

Jeśli chcesz, żeby coś zostało zrobione dobrze…

Szczęśliwie realizację miniserialu King powierzył Mickowi Garrisowi, autorowi dobrze przyjętego telewizyjnego „Bastionu”, zapewne pamiętając swój okropny debiut reżyserski, „Maksymalne przyśpieszenie” z 1986 roku. Scenariusz miał niby gotowy, leżał bowiem przez cały ten czas odłogiem, odrzucony niegdyś przez Kubricka, który nadal dzierżył prawa do powieści. Pisarzowi udało się namówić studio na ich odkupienie, po czym, sprawując niemal niepodzielną kontrolę artystyczną do spółki z Garrisem, przygotował sześciogodzinną adaptację. Która, dodajmy, miała naprawić to, co rzekomo schrzanił Kubrick. Zdawałoby się, że po latach King dopiął swego.

Tyle że łopatologiczna dosłowność serialu i paranoiczne przywiązanie do wyjętych z książki, często rujnujących dramaturgię detali tylko uwypukliło wyjątkowość kinowej adaptacji „Lśnienia”. Lecz na tym King nie poprzestał, bo przecież zapowiadany latami sequel jego powieści, „Doktor Sen” z 2013 roku, niemal ostentacyjnie odcina się od filmu Kubricka i podkreśla istnienie tej historii wyłącznie na płaszczyźnie literackiej: Hallorann przeżył, hotel Panorama doszczętnie spłonął, a Danny Torrance jest, jak jego ojciec, i sam autor, alkoholikiem. Stąd zaskakująca, choć nie z komercyjnej perspektywy, wydaje się decyzja Mike'a Flanagana, reżysera filmowej adaptacji rzeczonej powieści, że jego „Doktor Sen” będzie kontynuacją i powieści Kinga, i… dzieła Kubricka.

A King, co jest może jeszcze bardziej zdumiewające, nie rozsierdził się i nie rzuca talerzami, tylko pomysłowi przyklaskuje, przekonując, że Flanagan ma jego błogosławieństwo. Panowie na każdym kroku zaznaczają, że projekt ten jest co prawda adaptacją powieści, lecz umiejscowioną na tle pamiętnej adaptacji Kubricka. Filmem inkluzywnym, a nie wykluczającym. Studio uwierzyło, że coś się z tego urodzi – ba, zlecono nawet rozpoczęcie prac nad spin-offem o Hallorannie – krytycy pochwalili, teraz tylko publika musi zagłosować nogami. Jak skończy się ta runda? Jeszcze nie wszystko stracone, panie King.

Reklama

komentarze [9]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

40
0
15.11.2019 14:28

Zapraszam do dyskusji.


3716
3478
16.11.2019 10:44

Ja zawsze uważałem,że książka stoi nad filmem.Co do ekranizacji Kinga.Kiedyś lat temu ze 20.Był taki na Jedynce,serial na podstawie jego książki.Ktoś może pamięta ?


0
0
16.11.2019 22:25

Bastion, Sztorm stulecia lub Szpital Królestwo. Ten ostatni raczej nie, bo scenariusz napisany przez Kinga specjalnie dla telewizji (zresztą na podstawie innego scenariusza), ale Bastion (powieść) i Sztorm stulecia (powieść - scenariusz) to ekranizacje. Rola Colma Feore - ciarki po plecach.


246
84
20.11.2019 09:42

Był, trzyczęściowy mini serial na podstawie książki "Lśnienie" i bardziej przypadł mi do gustu niż film Kubrick'a.
Do teraz nie wiem czym kierował się Stanley przekręcając wszystko (prawie) w swojej interpretacji książki.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

509
116
16.11.2019 22:48

Jest niesłychaną rzadkością, kiedy na podstawie wybitnej książki powstaje doskonały film i według mnie dzieje się tak wyłącznie wówczas, gdy reżyser nie ogranicza się do prostej ekranizacji. Musi też być artystą i musi dać coś od siebie. Tak powstały „Ojciec chrzestny”, „Lśnienie”, „Lot nad kukułczym gniazdem”, „Blade Runner” i parę innych. Więc według mnie King powinien...

więcej

83
1
17.11.2019 16:35

Książkę Kinga Lśnienie bardzo mi się fajnie czytało. Firm Kubrica jest świetny, serial żałosny, na nowy film sie nie wybieram bo trailer po prostu opowiedział całą historię - szkoda czasu.


270
59
18.11.2019 10:28

Właśnie wczoraj byłam na filmie Doktor Sen i muszę przyznać że bardzo mi się podobał. Na pewno zadowoli fanów horrorów i Kinga. Świetny film,doskonała reżyseria i gra aktorów.
Wspaniała kontynuacja Lśnienia Kubricka


184
6
19.11.2019 12:39

Nie lubię zestawiać filmów z książkami, bo to inne medium. Szczególnie gdy mam do czynienia z luźną adaptacją. Ba, wolę gdy reżyser przedstawia własną interpretacje. Można dzięki temu przeżyć historię na nowo.
W każdym razie fakty są trzy:
1. Lśnienie Kinga to dobra książka.
2. Lśnienie Kubricka to filmowe arcydzieło.
3. Miniserial to kiczowaty gniot.


1293
335
22.11.2019 17:34

Jak dla mnie film to bardziej horror, a książka w większym stopniu dramat, bo w filmie trudno by było wcisnąć cały kontekst związany z problemami bohaterów, a książka dosyć dokładnie uzasadnia tok wydarzeń. Oba twory się sprawdziły w swojej roli, jednak to pierwowzór dostarczył mi więcej przemyśleń i emocji. Zostanie ze mną na dłużej niż film, który jest ładnie zrobiony, ma...

więcej

zgłoś błąd