Reklama

W las stron – w stronę lasu

Tomasz Pindel
05.10.2019

Każda pora roku jest dobra, żeby wybrać się do lasu, ale to właśnie jesienią masowo zapuszczamy się w bory i puszcze – z przyczyn zasadniczo praktycznych, a przyczyny te noszą miano grzybów. Jeśli jednak akurat nie masz pod ręką sensownego lasu – albo właśnie masz i zamierzasz się doń wybrać – nie ma to jak odpowiednia lektura, żeby wprowadzić się w stosowny nastrój. Oto osiem propozycji z prawdziwego – wybaczcie tani koncept – lasu czytelniczych możliwości.

Niedawno na księgarniane półki trafiła najnowsza książka Radka Raka „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli”, której tytuł jest nie tylko długi, ale i bardzo trafny: celnie oddaje bowiem charakter tej soczystej powieści. Jest to rzeczywiście rzecz o słynnym chłopskim rebeliancie, przywódcy galicyjskiej rabacji z 1846 roku, kiedy to polscy chłopi urządzili miejscowej szlachcie krwawą łaźnię, z podpuszczenia i ku radości zaborcy. Tyle że – co tytuł jasno zapowiada – nie mamy tu do czynienia z powieścią historyczną, tylko z czymś w rodzaju historyczności baśniowej, z naciskiem na baśń właśnie. Długo mógłbym się rozwodzić nad urokami tej książki, tu jednak interesuje nas jej puszczański charakter: lasów jest w niej naprawdę sporo. Akcja toczy się na terenach dawnej Galicji, czyli ziemiach, na których kapryśne pagórki przechodzą w może nie za wielkie, ale tajemnicze góry, a wszystko to w znacznej mierze (te półtora wieku temu znaczniejszej) porośnięte było drzewami. Trzeba powiedzieć, że Rak ma rękę i czucie do opisów kniei: łączy przyrodniczą znajomość rzeczy z baśniową atmosferą, czuć wyraźnie leśmianowski klimat – i mam na myśli nade wszystko tego Leśmiana z „Klechd polskich”. Las jest tu tajemniczy, piękny, ale i niebezpieczny – i nie chodzi o zwykłe niebezpieczeństwa, jakie wędrowiec może napotkać, tylko o zagrożenia magiczne. Po takiej lekturze człowiek chodzi po lesie jak natchniony – ale i z dużym respektem.

W ogóle baśń dobrze pasuje do lasu, a las do baśni. Szczególnie widać to w folklorze ludów bardziej północnych niż południowych – u nas, jak najbardziej, ale przecież u Skandynawów być może jeszcze bardziej. Przepiękny i bardzo intrygujący las znajdujemy w „Ronji, córce zbójnika” Astrid Lindgren. Przecież niemal cała fabuła toczy się w wielkiej puszczy, która jest zarazem wspaniała – ach, te odkrywcze wyprawy Ronji! – jak i niebezpieczna, roi się wszak w niej od groźnych stworzeń (acz sympatyczne też się zdarzają). Ta mieszanka powabu i grozy zawsze wydawała mi się bardziej przekonująca niż choćby tolkienowski Fangorn, puszcza bardziej straszna niż zachęcająca. Tolkien jednak ewidentnie był hobbitem, który dobrze czuł się w otoczeniu łagodnych uprawnych pagórków…

Prawda, że pewna niedostępność lasu stanowi o jego atrakcyjności. Wszyscy doskonale pamiętamy wtłoczony nam do głów na którymś etapie edukacji fragment „Matecznik” z „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza, w którym mowa o skrytym sercu puszczy, gdzie kryje się wszelka zwierzyna – szkoda tylko, że zaraz potem owa fauna staje się celem ze swadą referowanego polowania… Zdecydowanie mniej znany jest za to cykl Antoniego Gołubiewa „Bolesław Chrobry”. Gołubiew w ogóle tak jakby wypadł z czytelniczego obiegu, rzadko kto po niego sięga. Wynikać to może zapewne z bardzo specyficznego stylu tego cyklu, autor bowiem stworzył własną wersję języka, mocno inspirowaną staropolszczyzną, co, przyznajmy, odbioru nie ułatwia – za to tworzy klimat. Pierwsza odsłona tej piastowskiej sagi nosi tytuł „Puszcza” i zawiera znakomity opis podróży bohatera przez taką knieję właśnie. Oczywiście ówczesne lasy niewiele miały wspólnego z tymi, po których dziś sobie spokojnie spacerujemy – to były prawdziwe puszcze, dzikie i niedostępne, a przeprawa przez nie wcale nie była łatwiejsza niż przez Amazonię chociażby.

Co do przepraw, inny fascynujący opis ekstremalnej wędrówki przez ekstremalny las serwuje nam Michael Punke w swojej „Zjawie” – głośnej za sprawą ekranizacji, ale, jak zwykle, książka w zestawieniu z filmem wypada lepiej (Hollywood jednak zawsze musi po swojemu zeszlifować nieoczywiste kanty). Historia jest prosta: poharatany przez niedźwiedzia traper zostaje pozostawiony przez towarzyszy na pastwę losu, ale wbrew przewidywaniom przeżywa i rusza w drogę. Rzecz dzieje się w Ameryce Północnej w pionierskich czasach, lasy ciągną się przez setki kilometrów, ludzkich osad jest jak na lekarstwo, a do tego część z nich należy do niekoniecznie życzliwie nastawionych Indian. Nasz bohater, sam i nawet bez noża, musi więc nie tylko się przemieszczać, ale jeszcze zdobywać pożywienie, nie zamarznąć, nie dać się zjeść wilkom ani złapać rdzennym wojownikom wrogo nastawionym do białych. Niesamowita historia – a do tego wydarzyła się naprawdę. Współczesny grzybiarz, który denerwuje się brakiem zasięgu w telefonie, z obrzydzeniem ściąga lepką pajęczynę z twarzy, a za największe nieszczęście uważa to, że mu kalosz utkwił w błocku, może w tej lekturze znaleźć głęboką inspirację.

Tak naprawdę w leśnej literaturze cały czas przewijają się dwa uzupełniające się wątki: zachwyt i groza. Takie same emocje budzi także największy (wciąż chyba jeszcze) las świata, czyli puszcza amazońska, której poświęcono mnóstwo książek, ale dwie z nich wyraźnie unaoczniają tę dwoistość.

Pierwsza – to „Podróż do źródeł czasu” Alejo Carpentiera. Jej bohater, bezimienny muzykolog, wyrusza do Amazonii w poszukiwaniu prymitywnych instrumentów muzycznych dla pewnego amerykańskiego muzeum. Im głębiej w las, tym bardziej zdaje sobie sprawę, że jego wielkomiejskie, nowoczesne życie jest jałowe i bez sensu, że to w puszczy człowiek tak naprawdę jest człowiekiem – a sama puszcza jawi mu się jako zupełnie niesamowite, niezwykłej urody zjawisko. To pean na cześć Amazonii, a zarazem arcyciekawa wariacja na temat mitu powrotu do natury. Na drugim biegunie stoi mało u nas znane dzieło kolumbijskiego klasyka José Eustasia Rivery „Wir”. Jego bohaterowie także zagłębiają się w puszczę, ale ta szybko okazuje się swoistym potworem, wielkim monstrum, które połyka ludzi, niszczy ich zdrowie i odbiera zmysły. Rzecz dzieje się w czasach boomu kauczukowego, kiedy to wydobywany z drzew kauczukowca sok uzyskiwał wysokie ceny, a bezlitośni plantatorzy ściągali siłę roboczą do lasu, i tam, z dala od cywilizacji, zakładali coś w rodzaju półniewolniczych obozów pracy. I to puszcza okazuje się najsurowszą strażniczką i murem niepozwalającym na ucieczkę.

No dobrze, nam jednak, przyznajmy, takie ekstremalne przygody w polskich lasach raczej nie grożą. Co nie znaczy, że nie może być ciekawie. Księgarnie co sezon zasypywane są coraz to nowymi atlasami, przewodnikami czy informatorami poświęconymi grzybom, ale w tym roku ukazała się naprawdę interesująca i nietypowa tego typu pozycja: mam ma myśli „Polowanie na grzyby. Od borowika do grzybowej” Zofii Leszczyńskiej-Niziołek. Znajdują się tu rozdziały o „atlasowym” charakterze, ale także sporo innego rodzaju tekstów. Autorka opowiada o swojej grzybiarskiej historii, dzieli się pasją i wiedzą, a wszystko to uzupełnia przepięknymi zdjęciami. Wydaje mi się, że to może być niezła lektura dla tych, którzy pasję tę podzielają – to oczywiste – ale i dla tych, którzy jej nie podzielają. To bowiem okazja, żeby zajrzeć do świata grzybowych maniaków, ale także odkryć, jak niesamowicie piękne mogą być grzyby – taki żyłkowiec różowawy albo kolczakówka piekąca to po prostu cacka – a tym samym przekonać się, że do lasu naprawdę warto się wybrać.

Albo o nim poczytać.

Reklama

komentarze [35]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

105
12
03.10.2019 10:35

Zapraszam do dyskusji.


3695
3458
05.10.2019 12:37

Uwielbiam las,z ośrodka często chodzimy po lesie.Widziałem sany,padalce.A nawet zbierałem podgrzybki.Ale temat to książki.Więc kilka podrzucę.

-Artur Urbanowicz Gałęziste
Tolkien Władca Pierścieni -był las ? Był
Andrzej Pilipiuk Zły Las.
Mateusz Rokicki Przeklęty Rycerz ,tam też są lasy
Albert Wass Czarownica Z Funtinel -lasy Karpat
Cykl Magnolia Grażyna Jeromin...

więcej

1924
1213
06.10.2019 06:21

Planuję przeczytać 'Zły las'. Ciekawa? Taka jak poprzednie?


3695
3458
06.10.2019 09:24

Owszem,bardzo mi się podobała.


2654
544
06.10.2019 13:48

"Zły las" jest zbiorem opowiadań, gdzie jedno z nich jest tytułowym i nie jest tam nawet współbohaterem las.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

7034
3026
05.10.2019 15:13

 Siekierezada albo zima leśnych ludzi Siekierezada albo zima leśnych ludzi i  Drwale Drwale - moje dwa pierwsze skojarzenia na temat lasu w literaturze.
Obie książki szczerze polecam, chociaż reprezentują zupełnie...

więcej

2332
47
05.10.2019 15:28

Las kojarzy mi się z dzieciństwem i czytanymi przez rodziców bajkami:
- pozornie przyjazny las z Czerwonego kapturka braci Grimm, w którym zły wilk czyha na niewinną dziewczynkę bardzo silnie oddziaływał na wyobraźnię;
- bajkowy zamieszkały przez krasnoludki las z Na jagody Marii...

więcej

1924
1213
06.10.2019 06:22

Książka Tessona jest ciekawa. Wiesz, że nakręcono film według tej prozy?


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

42
41
05.10.2019 16:18

Jacek Piekara - Alicja i ciemny las. Co prawda to drugi tom, ale nie szkodzi zupełnie. Sam zacząłem od drugiego (z pierwszego nic a nic nie pamiętam)


3695
3458
05.10.2019 20:26

Wiedzmin ,też sporo akcji w lesie


501
204
05.10.2019 21:21

Cykl "Kwiat paproci" Katarzyny Berenki Miszczuk
"Lato w Pensjonacie pod Bukami" - właśnie teraz czytam i wyobraźnia przenosi mnie na bieszczadzkie połoniny, łąki i w lasy :)
"Simona. Historia o niezwykłym życiu Simony Kossak" Anny Kamińskiej - Puszcza Białowieska jak żywa
To moje pierwsze skojarzenia z lasem.
Lubię las, jego zapach i promienie światła przebijające się...

więcej

1375
17
05.10.2019 21:47

Literaturę z drzewami porównywano już dawno. Czy to nie Kochanowski nazywał swoje fraszki "gałązkami"? Pewności nie mam, ale na pewno któryś z klasyków tak o swoich utworach powiadał.

Jak już wspomniano Tolkiena, to proponuję jego "Liść, dzieło Niggle'a", autobiografizującą opowieść o twórcy, który wyobrażał sobie las, malował drzewo, a zapamiętany został jako autor...

więcej

4911
7
06.10.2019 11:44

Las jest też bohaterem opowiadania Le Guin pod tytułem "Szerzej niż imperia i wolniej".


1375
17
07.10.2019 10:33

Dzięki za przypomnienie, niby drzewa i lasy widzę u niej niemal wszędzie, ale jak poszukiwałam utworów najmocniej z nimi związanych, takich z drzewami w roli głównej, to ten tytuł jakoś mi uleciał. A zaiste intrygujący to tekst.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

173
4
05.10.2019 23:12

Lasy u Tolkiena są wspaniałe, a Fangorn jest dokładnie taki, jaki powinien być. Nie zapominajmy też, że oprócz niego w fabule "Władcy" czy "Hobbita" pojawiło się parę innych lasów, w tym chociażby malownicze, piękne Lorien.


1266
156
05.10.2019 23:55

Chyba znów wybiorę się do stumilowego lasu, jakiś hefalumpów poszukać, no ostatecznie mogą być grzyby albo lwyby.


6627
330
06.10.2019 13:58

Smutna wiadomość jest taka, że hefalumpy to wymysł Disneya, nie  Alan Alexander Milne Alan Alexander Milne, czyli kino, nie literatura.

A co do lasu:
- Stumilowy Las - w przekładzie  Irena Tuwim Irena Tuwim w  Kubuś Puchatek. Chatka Puchatka

więcej

1266
156
06.10.2019 19:12

Wiesz to dziwne bo ja z ho-honiami czy sosoniami (jak sam na nie mówiłem) czyli właśnie hafalumpami spotkałem się w książkach o Puchatku. Może zbyt dawno je czytałaś?
Dla mnie to już zawsze będzie stumilowy las, Kubuś Puchatek, na słoiku zaś jak drut napisane będzie mjut, miło będzie chmurką być, a czasem wyruszyć na biegun północny.
I aż dziwne, że nie przypłaś się do...

więcej

2654
544
06.10.2019 20:36

Wybiorę się z Tobą na lwyby. Dla mnie to też stumilowy las.


6627
330
06.10.2019 20:57

Czytałam niedawno. A Ty?
Słoń (ho-hoń) faktycznie pojawia się na chwilę zarówno w pierwszym, jak i drugim tomie przygód Puchatka, tylko że... go nie ma. Istnieje tylko jako koncept Prosiaczka.
W oryginale angielskim nazywa się w rzeczy samej "Heffalump", w polskich przekładach nie znajdziemy tego słowa.
Ponadto w książce występuje w postaci epizodycznej w liczbie...

więcej

1266
156
06.10.2019 22:46

Łasic też nie ma, co wcale nie przeszkadza w ich poszukiwaniach. A sosoni było całe mnóstwo i wszystkie żywiły się miodkiem, co coponiektórym spać nie dawało.

Się nie czepiam tylko lelektryzuję i ja to bardzo szanuję.

Zatem na lwyby, a może nawet i na grzyby, w Stumilowy młody Las, na lwyby z wyobraźnią spędzić czas :)

Przepastne? ;)


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

zgłoś błąd