Pokolenie Stephena Kinga

Bartek Czartoryski Bartek Czartoryski
07.09.2019

Można gadać, co się chce, ale przed Stephenem Kingiem, tak jak i przed Pennywise'em, nie ma ucieczki. Dziecięce strachy po latach prześladują dorosłych i nie trzeba nawet sięgać po książki, aby poznać historie o nieumarłych kotach i morderczych klaunach. Bo mamy kino.

Pokolenie Stephena Kinga

Dziecięciem będąc, przez całe lata myślałem, że Stephen King to jakiś facet z Hollywood, może reżyser, a może producent, bo był okres, kiedy mój ojciec nałogowo i hurtowo znosił z wypożyczalni kasety z „nowym filmem Kinga”. Jako że rodzice byli cokolwiek liberalni, jeśli chodzi o dobór oglądanych przeze mnie rzeczy, nie wyganiano mnie z pokoju, kiedy leciały horrory, nie musiałem iść spać, nie obejrzawszy do końca kolejnej taniochy o potworach granej po nocy, i nie zasłaniano mi oczu, jak pani na ekranie szła pod prysznic. Stąd adaptacje powieści i opowieści Kinga demoralizowały mnie od małego, na długo przedtem, zanim urocza pani bibliotekarka (będąca jedynym powodem, dla którego do tak zwanej osiedlowej chodzili ze mną koledzy z bloku) uznała, skądinąd błędnie, że jestem dość dojrzały, aby pozwolić mi brać książki z działu dla dorosłych. I tak właśnie na okładce jakiegoś wymiętego wycierusa, upchniętego na dolnej półce, zobaczyłem znane mi nazwisko. Zdziwiony, pojąłem, że z tym Kingiem (jak dziś pamiętam, że obok stał Lovecraft, po którego sięgnąłem sporo, sporo później, odkrywając zupełnie inny wymiar literatury) to chyba jednak jest nie tak, jak myślałem. Do stojącego przy drzwiach biureczka owej uroczej pani bibliotekarki podreptałem grzecznie z nieznanym mi tytułem – „Miasteczkiem Salem”.

Chciałbym powiedzieć, że lektura odmieniła moje życie, ale nie, bynajmniej, bo mój starszy brat nie miał zbyt dobrego zdania o nowo odkrytym przeze mnie mistrzu grozy, preferując, jako amator ciężkiego grania i lekkiego horroru, krwawe i nierzadko ociekające seksem literackie ekskursje takiego Mastertona. Stąd i ja, sugerując się jego opiniami, dłuższy czas spoglądałem na powieści Kinga niezbyt przychylnym okiem. Ale tylko mniej więcej do momentu, aż samodzielnie odkryłem „To” i „Misery”, które zamiotły mną podłogę. Co i tak nie zmieniło faktu, że przynajmniej do głębokiego liceum King istniał dla mnie przede wszystkim jako przedstawiciel medium audiowizualnego, dostawca treści dla kina. I dopiero kiedy moja świadomość czytelnicza osiągnęła wyższy poziom, zrozumiałem, że to nie tak, i doceniłem jego niewątpliwy kunszt. Z biegiem lat poznałem oczywiście pisarzy znacznie ciekawszych, ze sprawniejszym piórem, po prostu lepszych, choć niekoniecznie tak kusząco przystępnych, i moje zainteresowanie jego bibliografią ze zrozumiałych przyczyn zmalało. Lecz i tak za każdym razem, przy okazji premiery nowej książki Kinga, bez żalu odkładam aktualną lekturę i robię sobie chwilę przerwy na Króla.

Bo chyba żaden inny pisarz związany z gatunkiem grozy, może poza rzeczonym Lovecraftem, nie miał takiego wpływu na popkulturę i ukochane przeze mnie kino, które, co również zrozumiałem dopiero po osiągnięciu jako takiej dojrzałości, zrobiło z Kinga panią lekkich obyczajów. Rzecz jasna przesadzam dla czystego efektu publicystycznego, ale przypomina mi się przeczytana niegdyś wypowiedź autora, który zdziwił się niemożebnie, słysząc, że nakręcono ileś tam sequeli „Dzieci kukurydzy”, kiedy jego króciutkie opowiadanie ze zbioru „Nocna zmiana” dało się przeczytać podczas posiedzenia na toalecie. I nie budowałbym na bazie tej dykteryjki argumentu, że to, och, ach, dowód na prawdziwy geniusz Kinga, skoro z tych zaledwie kilkudziesięciu stroniczek dało się wycisnąć aż pierdylion adaptacji – nic bardziej mylnego. To jedynie świadczy o obrotności zarządzającego licencją i pewnym biznesowym cynizmie, choć nie jestem pewien, czy dzisiaj jeszcze kogokolwiek, tak jak mnie te ćwierć stulecia temu (z okładem), przyciągnie przed ekran sam napis „film oparty na motywach powieści Stephena Kinga”. Zdaję sobie sprawę, że może wybrałem złą porę na podobne wynurzenia, bo przecież od wczoraj hula już w kinach „To: Rozdział 2”, a ten pierwszy zarobił ponad siedemset amerykańskich baniek na całym świecie, co jest dla horroru wynikiem bodaj bezprecedensowym.

Pisząc te słowa, jestem jeszcze przed seansem, ale kilka tygodni temu miałem okazję zahaczyć o spotkanie z obsadą i obejrzeć parę scen, na których podstawie mogę wyciągnąć, rzecz jasna przedwczesną i, jak może się okazać, chybioną konkluzję, że będzie to jazda do potęgi. Pierwsi recenzenci narzekają co prawda na bolące po trzech godzinach seansu pośladki, a i sam obawiałem się tego, że reżyser Andy Muschietti zachłyśnie się sukcesem i przedobrzy, chcąc przebić samego siebie. Ale trzeba mu to oddać, że przynajmniej poprzednio sprawnie skompresował niełatwą przecież do przełożenia na film powieść Kinga i pozostał wierny nie tekstowi, a opowieści. A na to często sam zainteresowany się zżymał, mówiąc o filmach wyjętych z jego książek. Niemal legendarne są już przecież jego fochy na „Lśnienie” w ekranizacji Kubricka, ale King nigdy nie miał zbyt wysublimowanego gustu. Ba, namaszczona przez niego wersja telewizyjna, wyreżyserowana przez Micka Garrisa i niewolniczo trzymająca się powieści, okazała się zwyczajnym chłamem, a wyreżyserowane przezeń „Maksymalne przyspieszenie” przypadkiem kuriozalnym. Nie powiem, ciekawi mnie, jak King podchodzi do zbliżającej się adaptacji „Doktora Sen”, bo przecież już sam zwiastun wskazuje jasno, że będzie rypane z Kubricka, odtworzono nawet sceny z tamtego filmu i posłużono się oczywistymi cytatami. Dlatego zastanawiające jest, jak uda się połączyć adaptację drogiej pisarzowi książki, gdzie zawarł swoje osobiste boje z alkoholizmem, z tym kinematograficznym bękartem spłodzonym przez reżysera niekłaniającego się materiałowi źródłowemu. Ale to i tak będzie najmniejszy problem Kinga, bo wzmożone zainteresowanie Hollywood jego pisaniem, wynikające z komercyjnego (i, mniej, artystycznego) powodzenia filmu Muschiettiego, wygeneruje całą falę podobną do tej, która niedawno płynęła ze stolicy na Płock.

Chciałem nawet przywołać planowane na najbliższe miesiące i lata tytuły, ale jest tego tyle, że zrezygnowałem i posłużę się jedynie przykładem niedawnym, a mianowicie „Smętarzem dla zwierzaków”, który był mniej więcej tak samo cienki, jak lecący na napisach końcowych cover kawałka Ramones. Niby nic to dziwnego i powinniśmy byli zdążyć do tego przywyknąć, bo mój sentyment sentymentem, ale trzeba przyznać, że na jeden dobry „film Kinga” przypadały ze trzy szroty, albo i lepiej. Choć należy rzec uczciwie, że przez pierwszą dekadę adaptowania jego dzieł przez Hollywood miał praktycznie same świetne strzały, od frenetycznej „Carrie” Briana de Palmy i będącego mu po dziś dzień solą w oku „Lśnienia” aż do esencjonalnej „Christine” Johna Carpentera, poprzedzonej zresztą „Martwą strefą” Davida Cronenberga, twórcy ze środowisk niezależnych, który po raz pierwszy kręcił nienapisany przez siebie scenariusz. Pierwszoligowe nazwiska, pierwszoligowe filmy. Potem bywało różnie i, co znamienne, lepsze pomysły na adaptacje książek Kinga mieli z reguły reżyserzy, którzy sięgali po powieści stojące troszkę dalej od czystego horroru, dlatego pamięta się dzisiaj o „Stań przy mnie”, „Misery” czy „Skazanych na Shawshank”, a nie, dajmy na to, „Maglownicy”. Po części jest to zasługa lepszego materiału literackiego, a po części reżyserskiej finezji Roba Reinera i Franka Darabonta, którzy odnaleźli sposób na Kinga, wydobywając z jego prozy nostalgiczny obyczaj i rezygnując z nierzadko nieprzetłumaczalnej grozy. Nie chciałbym jednak wyciągnąć błędnego wniosku, że czystsze horrory są nieprzekładalne, bo przecież kłam takiej opinii zadają chociażby „Mgła”, „1408” czy niedawne produkcje Netflixa. Ale znowu, na każdy lepszy film przypada co najmniej kilka złych. A do tego mamy jeszcze seriale telewizyjne, do których, poza „Panem Mercedesem”, znacznie lepszym niż książki, nigdy nie miałem zbytniego przekonania. Może błędnie, ale to nie do końca moja działka.

A gdy tak patrzę na zarys fabuły nadchodzącego „Instytutu”, wydaje mi się, że sam mistrz horroru bacznie śledzi to, czym zachwycają się miliony, i podpatruje pewne rozwiązania z ekranu, bo fabuła zbliżającej się powieści jako żywo czerpie ze… „Stranger Things”. Które z kolei pełne było odniesień do dzieł mistrza horroru. Wnioski wyciągnijcie sami. Co będzie dalej? Powodzenie, jakim cieszy się „To”, wygenerowało opinie o renesansie Kinga, o kolejnej złotej erze adaptacji. I, jak mówiłem, choć historia uczy, że co druga będzie nadawała się jedynie do śmieci, to cieszy mnie to niezmiernie. Bo znowu, gdziekolwiek bym nie spojrzał, z którejkolwiek półki nie ściągnąłbym kasety… Rozmarzyłem się. Jeszcze raz. Którejkolwiek platformy streamingowej bym nie odpalił, tam mignie mi magiczny napis „na podstawie książki Stephena Kinga”, który pośrednio ukształtował mnie jako kinomana i czytelnika. Czyżby przyszedł czas na kolejne pokolenie?

Reklama

komentarze [127]

Sortuj:
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Silvery 13.09.2019 21:42
Czytelniczka

"a wyreżyserowane przezeń „Maksymalne przyspieszenie” przypadkiem kuriozalnym"

Cóż, nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że wtedy przypadał szczyt jego problemów z ćpaniem, a sam King przyznaje, że niewiele pamięta z tego okresu.

Nawiasem mówiąc, jestem w stanie zrozumieć, że King nie lubi Lśnienia - film jest dobry, ale to zupełnie co innego niż książka (i zmienia dość...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Rafał Brzask 13.09.2019 21:12
Czytelnik

Jeszcze trzy lata temu, chętnie uznałbym się za część pokolenia ludzi wychowanych na S. Kingu. Wyznać muszę, że w pewnym okresie, nie czytałem nic innego niż Króla – a jak wiadomo, ma on bogatą twórczość. Horrory oparte na książkach tego autora? – krzyknąłbym, że perełki.
Dziś już z całą pewnością nie mogę tak napisać. Pewnego razu sięgnąłem po autora z zupełnie innej półki...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Silvery 13.09.2019 21:38
Czytelniczka

Ale przecież wiadomo, że cała masa (jeśli nie większość) ogromnie popularnych osób tworzących różną fikcję niekoniecznie posiada mistrzowskie umiejętności. Co nie zmienia faktu, że sporo takich osób, w tym King, potrafi dostarczyć rozrywki. Zresztą bez przesady - kilka jego książek jest świetnych. A to, że większość jest po prostu poprawna warsztatowo, a i czasem powiela...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Rafał Brzask 13.09.2019 21:54
Czytelnik

Może właśnie wszystko się w tej formie rozrywki komplikuje – ale to już jak wiadomo temat rzeka. Tak czy inaczej, w dużej mierze się z Tobą zgadzam – polać bezsprzecznie :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Jagna 16.09.2019 13:01
Bibliotekarka

Poleć proszę zatem tych co kładą na łopatki, szukam nowych doznań :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Rafał Brzask 16.09.2019 15:23
Czytelnik

Chwilę zastanawiałem się, czy podawać propozycje tutaj, czy tylko napisać Ci, że podsyłam je wiadomością prywatną – żeby nie robić OT. Skoro jednak tak czy inaczej piszę tę wiadomość, to podrzucam kilku autorów oraz ich – moim zdaniem najlepsze książki – w tym miejscu (również dlatego, żeby nie było, że oto gość postuluje, że są lepsi od Króla, ale jak go zapytać o konkrety...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Jagna 17.09.2019 10:02
Bibliotekarka

Przyznaję się bez bicia, że zanim zadałam pytanie przejrzałam Twoich ulubionych autorów i wszystko stało się jasne :) Ciekawa byłam tylko których polecisz w szczególności i co konkretnie :) I dziękuję Ci za to :)

Do polskich pisarzy czaję się jak pies do jeża, muszę się przełamać ale czuję, że jeszcze nie dorosłam. Orwella za to uwielbiam, Poego nie znoszę ale Hemingway......

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Agnesto 13.09.2019 10:44
Czytelniczka

co do ekranizacji powieś•ci Kinga, to nie widzę w nich arcydzieł. Jedynie "Skazani na Shawshank" są świetnie oddane (dużo robią dobrze zagrane role i świetni aktorzy) lecz horrory w oparciu o książki Kinga to czasem absurd kinowy... rzecz gustu w końcu

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Jagna 13.09.2019 11:43
Bibliotekarka

"Skazani..." to przecież nie jest horror, więc podążaj dalej w takim właśnie obyczajowym kierunku jeśli chodzi o ekranizacje: Dolores Claiborne, Stań przy mnie, Misery, Zielona Mila, 22.11.63 (serial), Czarny cadillac, Sekretne okno ;)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
czytamcałyczas 11.09.2019 21:00
Czytelnik

Nie wiem,czy jestem Pokoleniem Kinga.Jeżeli,oto chodzi,że czytam.Kinga,to mogę być i pokoleniem Mastertona ,Cussler i Mroza./

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Jagna 12.09.2019 11:10
Bibliotekarka

Ja rozumiem to tak, że dorastając jako nastolatek zaczytywałeś się w jakimś autorze i "wychowałeś się" na jego książkach - ukształtowały Cię w jakiś sposób.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
tsantsara 12.09.2019 14:35
Bibliotekarz

Ale Mróz wydał pierwszą książkę w 2013 roku, to ile lat musiałoby mieć "pokolenie Mroza"? Wychowywać się na Mrozie (nomen omen - zimny chów?), czyli dorastać czytając jego powieści, mogą chyba tylko obecne nastolatki - no, może w porywach do jakiegoś 25 roku życia... Czyli pokolenie "young adult". Chyba, że jest taki "trynd", iż wychowanie obecnie, podobnie jak kształcenie...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Jagna 12.09.2019 16:46
Bibliotekarka

@tsantsara

Pokolenie Mroza właśnie się kształtuje :) I to kształtowanie zakończy się właśnie razem z osiągnięciem dorosłości bo wtedy właśnie człowiek już raczej ma wyrobione gusta i poglądy :)
Na przykładzie pierwszym z brzegu: pokolenie Instagrama to właśnie dzisiejsze dzieciaki i młodzież, która się na Instagramie obecnie wychowuje. Mimo, że sama go posiadam i korzystam...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
czytamcałyczas 12.09.2019 18:08
Czytelnik

Myślę,że jestem lepszym człowiekiem.Dzieki książka

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
tsantsara 11.09.2019 15:52
Bibliotekarz

Na stronach www można znaleźć zestawienia sfilmowanych dzieł Kinga - wygląda na to, że jest ich ponad 20... Obejrzałem z tego 5: Carrie (De Palmy, oczywiście), Lśnienie, Skazani na Shawshank, Zielona mila, Mroczna połowa - niektóre z nich wybitne. No i teraz obawiam się czytać. Na pewno nie chce mi się wracać do wątków, które znam z filmu, jeszcze w książce - choć wiem, że...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Jagna 12.09.2019 11:29
Bibliotekarka

Po obejrzeniu filmu czytałam To, Skazani na Shawshank, Ciało (film MEGA: Stań przy mnie) i chyba Łowcę snów, ale zupełnie nie załapałam wtedy, że znam już tę historię. Jakoś film wypadł mi z głowy. Czyli chyba nie był za specjalny :D
Ale za to jest mnóstwo świetnych ekranizacji po które sięgnęłam już po przeczytaniu i to jest fajne doświadczenie bo potrafią się kończyć...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
tsantsara 12.09.2019 14:22
Bibliotekarz

@Jagna
I jak Ci się czytało książki PO obejrzeniu filmów? Znajomość akcji nie przeszkadzała w lekturze? Bo to chyba obniża napięcie thrillera? Wiem, że film kończy się czasem inaczej, ale zastanawiałem się, czy w przypadku Kinga nie jest lepiej obejrzeć dobry film na motywach jego powieści, ZAMIAST czytać książkę.
Czyli zamiast "najpierw książka, potem film", akcja typu...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Jagna 12.09.2019 16:37
Bibliotekarka

Czytało mi się świetnie bo w książkach Kinga jest mnóstwo historii, wątków pobocznych, przemyśleń i wspomnień bohaterów - psychologia postaci jest niesamowita. To nijak się ma do filmów w których możemy tylko pogłaskać z wierzchu całą opowieść :)
Jeśli zależy Ci tylko na akcji i przeszkadza Ci fakt, że wiesz "co będzie dalej" no to faktycznie nie ma sensu. Za to jeśli...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
tsantsara 12.09.2019 20:08
Bibliotekarz

W ogóle mi nie zależy na akcji - obawiałem się tylko, że poza nią już nic tam nie będzie. W tym jednym opowiadaniu, które znam, o żadnej psychologii nie było mowy. Skoro tak mówisz, to spróbuję. Do Chandlera też się przemagałem i nie żałuję: jego kryminałów w ogóle nie powinno się filmować, bo tam chodzi o język, literaturę, ironię, pewien rodzaj literackiego klimatu, który...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Jagna 13.09.2019 11:36
Bibliotekarka

Kinga za to powinno się filmować i to jak najwięcej, ale to w książkach czai się cała głębia.
Opowiadanie? Ciężko oczekiwać trochę od opowiadania rozległej psychologii...
Za to jego historie mają warstwy, jak Ogry mają warstwy ;) Literacki specyficzny klimat jak w mordę strzelił, ale na siłę nie ma co.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
talia44 11.09.2019 09:45
Czytelniczka

Renax nie jesteś osamotniona.Ja też nie czytałam nigdy żadnej książki Kinga.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
konto usunięte
12.09.2019 15:03
Czytelnik

Użytkownik wypowiedzi usunął konto

talia44 12.09.2019 18:08
Czytelniczka

Planuję, bo chociaż jedną przeczytać by wypadało:))

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
konto usunięte
13.09.2019 05:51
Czytelnik

Użytkownik wypowiedzi usunął konto

Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
konto usunięte
11.09.2019 06:23
Czytelnik

Użytkownik wypowiedzi usunął konto

betsy 11.09.2019 09:24
Czytelniczka

Ja też nie czytałam! Ale za to oglądałam filmy. Chyba wszystkie najlepsze amerykańskie horrory są według jego książek.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Jagna 11.09.2019 13:20
Bibliotekarka

Nie czuj się - kupa ludzi nie czytała Kinga, więc tak się zastanawiam: chwalisz się czy żalisz? ;)

Pokolenie Kinga istnieje jak widać, tak samo jak np. pokolenie Harryego Pottera :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Mariusz 11.09.2019 19:39
Czytelnik

Jezu, ale Ci zazdroszczę! Tyle wspaniałych historii jeszcze przed Tobą! Tyle emocji.. śmiechu i łez...

:D :P

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
konto usunięte
12.09.2019 15:02
Czytelnik

Użytkownik wypowiedzi usunął konto

Jagna 12.09.2019 16:51
Bibliotekarka

@Renax

E, nieeee. Na pocieszenie dodam, że wśród moich czytających znajomych tylko mojego bliskiego przyjaciela namówiłam na Kinga i przeczytał ledwo jedną jego książkę :D To nie jest pisarz obowiązkowy - serio ;)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
konto usunięte
13.09.2019 05:51
Czytelnik

Użytkownik wypowiedzi usunął konto

Agnesto 13.09.2019 10:32
Czytelniczka

ja po KInga sięgnęłam dopiero 4-5 lat temu przy okazji świetnie nagranego audiobooka PAN MERCEDES - Pan Peszek rewelacyjny lektor, potem poszły następne części tej trylogii, ale reszta...
Nie ma obowiązku Kinga... albo ja przynajmniej czuję się z niego zwolniona;)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
tsantsara 13.09.2019 11:12
Bibliotekarz

@Renax
Nie sądzę, by nieznajomość Agaty Christie była ignorancją. Naprawdę można żyć i rozkoszować się literaturą najwyższych (lub jakichkolwiek) lotów, nie czytając A. Christie. Podobnie jak w ogóle można w pełni uczestniczyć w kulturze, nie czytając kryminałów, komiksów o superbohaterach czy literatury przygodowej. I tak pop kultura zafunduje nam sporo treści o tej...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
konto usunięte
14.09.2019 17:02
Czytelnik

Użytkownik wypowiedzi usunął konto

konto usunięte
15.09.2019 06:12
Czytelnik

Użytkownik wypowiedzi usunął konto

czytamcałyczas 10.09.2019 20:12
Czytelnik

Jednak umnię pierwsze miejsce ma Cujo.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Jagna 10.09.2019 18:38
Bibliotekarka

King był przez dłuższy czas pisarzem mojego życia, tylko o nim mogłam powiedzieć "ulubiony". Fascynacja ta jakiś czas temu już mi przeszła, innych książek i pisarzy przeczytałam setki i dziesiątki, więc zaczęłam porównywać i dorastać - wiadomo.

Stefan jest spoko, aczkolwiek nigdy go jakoś nie byłam w stanie postrzegać jako pisarza od horrorów. Dla mnie to były zawsze...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Mariusz 10.09.2019 20:17
Czytelnik

Super. Trafnie interpretujesz jego twórczość.

"aczkolwiek nigdy go jakoś nie byłam w stanie postrzegać jako pisarza od horrorów. Dla mnie to były zawsze obyczajówki z mrocznymi wątkami, z pojedynczymi wyjątkami oczywiście ale jednak :)"

Mam tak samo. Szkoda, że niektórzy oceniają go wyłącznie przez pryzmat ilości grozy w danej pozycji. :(

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
konto usunięte
11.09.2019 06:20
Czytelnik

Użytkownik wypowiedzi usunął konto

tsantsara 11.09.2019 15:11
Bibliotekarz

Mariusz jest zapewne kingofanem, ale ja co najwyżej kinofagiem, jeśli o Kinga chodzi...;)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
konto usunięte
13.09.2019 06:45
Czytelnik

Użytkownik wypowiedzi usunął konto

Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
czytamcałyczas 10.09.2019 16:03
Czytelnik

Carrie bardzo dobra

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
zgłoś błąd