Zmyślnie zmyślone żywoty pisarzy

Bartek Czartoryski
02.03.2019

Chyba wszyscy możemy się zgodzić co jednego: pisarz jest od wymyślania. Czasem jednak wyobraźnia posunie się za daleko, tudzież zdradziecki zmysł marketingowy podpowie to i owo, i do pary ze sprzedaną czytelnikom fabułą dorzuca taki delikwent wyssaną z palca opowieść o sobie samym. A raczej o tym, kim chciałby – lub uważa, że powinien – być, żeby wypromować swoją książkę i osobę, torując sobie tym samym drogę na szczyt list bestsellerowych pozycji z danego tygodnia czy, jeszcze lepiej, miesiąca.

Cel, oczywiście, uświęca środki, bo nawet jeśli przyjdzie potem leżeć krzyżem i wypłakiwać się u Oprah (historia prawdziwa), to miliony na koncie zostaną. Łzy zawsze można otrzeć po drodze do banku. Zresztą i czytelnik wybaczy, bo przecież kupuje opowieść, nie pisarza – więc dlaczego by trochę nie nazmyślać? Pytam, oczywiście, z lekkim sarkazmem, bo chyba każdy pracuje na swój image, mniej lub bardziej szczery, a kultura popularna nie tylko na to zezwala, lecz także się tego domaga. Dlatego druga powieść Dana Mallory'ego, który – jak mniemam, bazując, rzecz jasna, jedynie na relacjach prasowych i wypowiedziach samego autora – cierpi na zaburzenia skłaniające go do patologicznego kłamstwa i mitomanii, wyjdzie bez przeszkód, jak zaplanowano, choć pisarza złapano na wygadywaniu bzdur.

Mallory, który na „Kobiecie w oknie”, wydanej pod pseudonimem A.J. Finn, zarobił krocie i pewnie do końca życia mógłby bąki zbijać, całymi latami opowiadał kocopoły, nie tylko czytelnikom, lecz także swoim bliskim. O samobójstwie brata, o chorobie matki, o doktoracie na Oksfordzie. Trzeba jednak zadać pytanie, czy nas to obchodzi? A powinno? Odpowiedź nie jest prosta. Można przecież czytać, nie zwracając uwagi na biograficzny kontekst danej powieści, zwłaszcza jeśli mowa o sezonowym przeboju, przez który szybko przemkniemy i o którym najpewniej zapomnimy. Owszem, to, czego się dowiemy o autorze, może mieć niebagatelny wpływ na nasz odbiór tekstu, żaden nie powstaje przecież w próżni. Stąd oburzenie niemałego grona czytelników na Jamesa Freya, autora stylizowanej na pamiętnik z odwyku książki „Milion małych kawałków”, który opowiadał wszem i wobec o swoim uzależnieniu i licznych upadkach, które, jak się okazało, było mocno podkoloryzowane. Frey długo utrzymywał, że napisał prawdę i tylko prawdę. Gdy jednak wyszło szydło z worka, autor przepraszał na wizji u Oprah Winfrey, nowe wydania opatrzono stosownym, napisanym z pokorą wstępem, a wydawca oferował zwrot pieniędzy niezadowolonym. Tych okazało się niewielu. Powieść obroniła się mimo skandalu, a Frey nie utracił swojej rynkowej pozycji i parę lat później wydał jeszcze lepiej sprzedający się „Jasny słoneczny poranek”, choć od tamtej pory nie może odzyskać dawnej literackiej formy. Problem ten był jednak poważniejszy i bardziej złożony niż sprawa Mallory'ego, który napisał thriller, nie rzekomy pamiętnik, a jeśli dzieło nie nawiązuje bezpośrednio do biograficznej blagi, grzech wydaje się lżejszy. Oczywiście takich bezczelnie zmyślonych relacji było na przestrzeni lat całe mnóstwo i pozostaje jedynie zapytać, ilu nie udało się zdemaskować? Oraz powrócić do kwestii: czy dla czytelnika jest to naprawdę tak istotne? A tutaj ilu czytających, tyle odpowiedzi.

Tyle że to nadal problem natury etycznej. Pisarz może, ba, powinien ściemniać, lecz kiedy z premedytacją oszukuje czytelnika, nawet jeśli temu nie robi to różnicy, bo obchodzi go jedynie książka, niesmak pozostaje. Frey to i tak małe piwo. Margaret B. Jones, czyli Margaret Seltzer, opisała trudne dzieciństwo, rzekomo swoje, czyli dziecka mieszanej rasy, które przystąpiło do gangu – mimo tego, że sama jest biała i wychowała się w zamożnej rodzinie. Wydawcę o wszystkim powiadomiła siostra autorki, która swoją decyzję motywowała nie kwestiami merkantylnymi, ale chęcią udzielenia głosu maluczkim. Pisarka Misha Defonseca wymyśliła sobie z kolei żydowskie korzenie i opisała swój wojenny exodus, podczas gdy faktycznie mieszkała wtedy w Brukseli. Za swoje kłamstwa musiała zapłacić wydawcy ogromną rekompensatę. Clifford Irving natomiast zmyślił spisaną przez siebie autobiografię milionera Howarda Hughesa, licząc, że znany z niechęci do wystąpień publicznych samotnik nigdy pofatyguje się, aby wyjaśnić zainteresowanym, że... nigdy nawet nie spotkał się z autorem. Irving trafił za to za kraty na prawie półtora roku. Mallory'emu to nie grozi.

Ten ostatni przypadek to chyba największy kaliber i wydaje się nieprawdopodobne, by ktoś zdecydował się na podobną bezczelność, a jednak. W tym świetle gierki Freya i Mallory'ego wydają się nieszkodliwym ekscentryzmem (Seltzer i Defonseca dopuściły się poważniejszych przestępstw), lecz – powtórzę – ostatecznie ocena należy do czytelnika, bo to on zdecyduje, czy mimo posiadania pewnej wiedzy będzie chciał po daną pozycję sięgnąć. Każdy musi to rozstrzygnąć w zgodzie ze sobą. I jestem pewien, że za rok Mallory znowu będzie na szczytach księgarnianych list.

Reklama

komentarze [18]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

40
0
01.03.2019 16:56

Zapraszam do dyskusji.


672
68
02.03.2019 11:20

Jestem jedną z tych osób, które niespecjalnie interesuje pisarz jako jednostka (chyba, że mowa o poezji, bo wtedy osoba autora ma w moim odczuciu dużo większy wpływ bezpośredni na treść). Nie czytam więc biografii, nie szukam informacji, ot, jak jestem ciekawa jakiegoś aspektu z życia pisarza, wchodzę na Wikipedię i zwykle znajduję wszystko, czego mi trzeba. Ale martwi...

więcej

1375
17
02.03.2019 14:22

Jest różnica pomiędzy "kreowaniem wizerunku", który nie ma nic wspólnego z twórczością, a okłamywaniem czytelnika co do tej twórczości właśnie.
Nic mnie nie obchodzi wygodne bądź trudne dzieciństwo autora, jeśli pisze zwyczajną fikcję i nie próbuje jej sprzedawać jako dokumentu. Tak samo nie obchodzi mnie narodowość, kolor skóry, przekonania religijne i orientacja...

więcej

85
82
02.03.2019 15:14

Gdy pod oknem stawał trubadur, to było wydarzenie. Słuchało się wyśpiewywanych historii, a o wykonawcy wystarczała informacja, że ów przybył z daleka.
Ale kiedyś trubadur to był rarytas, a teraz i opowiadaczy i przekazywanych przez nich historii jest tyle, że się w Empiku półki uginają.
Zawsze więc będą autorzy, których książki, z uwagi na jakość, będą bronić się same.
I...

więcej

8915
87
02.03.2019 16:55

Inny przykład, znany w Polsce: Antoni Gronowicz, autor m. in. dwóch biografii: God's Broker: The Life of John Paul II i Greta Garbo (pol. 1995), napisanych rzekomo na podstawie kontaktów osobistych autora z tymi postaciami. Wybuchł skandal, był proces sądowy zakończony wyrokiem, szczegółów już nie pamiętam. Oszust i megaloman, choć trzeba mu przyznać, że propagował polską...

więcej

621
575
02.03.2019 22:21

A co powiedzieć o Sumlińskim, który opisuje fakty, wydarzenia, sprawy, ale okazuje się, że np. wkłada w usta polskich polityków wypowiedzi innych pisarzy?
http://kompromitacje.blogspot.com/2016/01/sumlinski-plagiator-patologiczny.html


2674
555
02.03.2019 23:12

Mnie zbytnio nie interesuje autor, ale książka którą stworzył i ją oceniam. Lubię i czytam Myśliwskiego, Ishiguro i innych, ale nie interesuję się ich życiem. Oni po prostu są dobrzy i nie potrzebują chwytów marketingowych aby ich czytać. Jeżeli autor potrzebuje chwytów marketingowych i całej otoczki reklamy,promowania własnej osoby żeby ktoś sięgną po jego książkę to dla...

więcej

1946
1219
03.03.2019 06:08

MAsz rację. Lubię słuchać wywiadów z panem Myśliwskim, bo to człowiek, który nie mówi wiele o swoich książkach i wydaje się zwyczajny. Dopiero, gdy czytamy książki to widzimy jaka to głębia, jaki talent. Widać jakby przez kontrast wielkość literatury. Że zwykły człowiek, a niezwykłe książki.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2003
27
02.03.2019 23:13

Chyba ktoś się tutaj zainspirował tematem odcinka Czytu Czytu z 20 lutego ;)


47
41
03.03.2019 02:09

Zmysłowski?


490
133
03.03.2019 18:24

Jak się nazywał ten koleś z Wysp Owczych? ;)


1375
17
04.03.2019 20:08

No właśnie takich nie znoszę! Książek kolesia z Wysp Owczych czytać ani myślę. Książki tego samego kolesia z Polski mogłabym rozważyć, oczywiście gdybym spodziewała się po nich jakiego takiego poziomu. Może kiedyś z ciekawości sprawdzę którąś z najlepiej ocenianych. Albo z czytelniczego masochizmu jego wycieczkę na pole SF. A może nie. Ale na pewno nie kupię. A tych z Wysp...

więcej

490
133
05.03.2019 15:18

Branża fantastyczna jednoznacznie odradza "Chór dawno zapomnianych głosów".


1375
17
05.03.2019 20:19

Jestem tego w pełni świadoma. Jeślibym po to sięgnęła, to tylko w celu nabijania się z nieudolności autora, bo na pewno nie z nadzieją na fajną lekturę. I właśnie dlatego rozważam toto, w opozycji do jakiegoś najlepszego kryminału, bo po najlepszej nawet książce tego autora nie spodziewam się żadnej najlepszości, więc ryzykuję, że jeśli nie będzie tak denna, by było się z...

więcej

Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

zgłoś błąd