Przepis na szczęście. Rozmowa z Sylwią Kubik o książce „Nasze niebo“

LubimyCzytać
13.11.2020

Przed nami jesienno- zimowe chłody i okres świąteczny. O tym, dlaczego warto pielęgnować tradycję, o wspólnym przygotowywaniu świątecznych potraw i nawiedzaniu grobów, a także o niezawodnym przepisie na doskonałą powieść z Sylwią Kubik rozmawia redaktorka jej książek, Magdalena Kędzierska-Zaporowska.

Przepis na szczęście. Rozmowa z Sylwią Kubik o książce „Nasze niebo“

[Opis wydawcy] Pełna ciepła i humoru opowieść o wyjątkowej wsi i jej nietuzinkowych mieszkańcach. „Nasze niebo” to trzecia część docenionego przez czytelników cyklu powiślańskiego. Tym razem do grona mieszkańców Brzozówki dołączają pensjonariusze domu spokojnej starości. Podczas gdy seniorzy mierzą się z trudnymi wspomnieniami przeszłości, kolejne pokolenia próbują znaleźć w Brzozówce kawałek własnego „nieba”.

Czytelnicy zafascynowani smakami i zapachami Powiśla z pewnością nie zawiodą się i tym razem. „Nasze niebo” na czas jesiennych i zimowych chłodów ukrywa się pod dachami gospodyń, które z miłością wszystkich karmią i ogrzewają ciepłem domowego ogniska. Skorzystajcie z ich zaproszenia!

Magdalena Kędzierska-Zaporowska: Nasze niebo to trzecia część twojej powiślańskiej sagi. Czytelnicy, którzy znają poprzednie powieści – Pod naszym niebem i Miłość pod naszym niebem – wiedzą już bardzo wiele o zakątku Polski, który w swojej twórczości opisujesz, a więc o Powiślu. Ale pewnie wciąż jeszcze wiele osób nie wie, gdzie jest Powiśle i czym wyjątkowym się charakteryzuje. A to – jak sama mówisz – twoje miejsce na ziemi.

Reklama

Sylwia Kubik: Mam nadzieję, że dzięki moim książkom je poznają! Powiśle to rzeczywiście moje miejsce na ziemi. To tu od urodzenia mieszkam, pracuję, a teraz piszę. To teren między Warmią a Żuławami, najbardziej znany z zamku w Malborku, choć niesłusznie. To przepiękne okolice, z mnóstwem zabytków, w tym z zamkami w Sztumie i Kwidzynie, z licznymi pałacykami i dworkami, pozostałymi po niemieckich właścicielach, którzy po wojnie musieli opuścić te tereny.

To wyjątkowe miejsce było świadkiem niełatwej historii, która swój ślad zostawiła nie tylko w zabytkach, ale i w kuchni. Kuchnia to niezwykle ważna część wszystkich twoich książek, czytelnicy twierdzą wręcz, że do ich czytania nie można się zabierać, będąc głodnym. A ponieważ akcja „Naszego nieba” toczy się jesienią i zimą, tym razem kusisz wszystkich smakami i zapachami jesiennych przetworów, grzybów zbieranych przez główną bohaterkę, a w końcu potraw bożonarodzeniowych. Kuchnia to jednak tylko tło naszego życia. Dlaczego dla ciebie jest tak ważna?

Każdy z nas kojarzy dom z jedzeniem, z zapachami obiadu, ze wspólnymi posiłkami. Jedzenie spaja domowników i w moich książkach też tak jest. Czytając opowieść o życiu bohaterów, w wyobraźni odczuwamy smaki i zapachy ich domów, co pozwala nam poczuć się w tych powieściowych rodzinach jak u siebie. Myli się jednak ten, kto myśli, że „Nasze niebo” pachnie tylko piernikami! Okładka być może sugeruje, że to książka bożonarodzeniowa, choć tak naprawdę to książka jesienno-zimowa, która przeprowadza czytelnika powoli od ostatnich jesiennych zbiorów, przez doświadczenie listopadowej zadumy, a potem przez tradycje adwentu i przygotowań do Wigilii.

„Nie zabrakło i aksamitek, tak często pogardzanych i niedocenianych. U siebie też miała całe rzędy tych kwiatów. Suszyła ich płatki na napary ziołowe, robiła maceraty i przepyszne octy domowe. Taki zwykły, specyficznie pachnący kwiat, a miał tak wiele leczniczych zastosowań. Pozory mogą mylić, zarówno w odniesieniu do ludzi, jak i do kwiatów”, frag. książki „Nasze niebo”.

No właśnie – mamy prawdziwy wysyp powieści bożonarodzeniowych, trudno jednak nazwać tak twoją książkę. Często podkreślasz – podobnie jak książkowa Karolina – że dla ciebie najważniejszym punktem końcówki roku jest święto Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny.

Rzeczywiście to moje ulubione dni – zarówno pierwszy, jak i drugi listopada. Moi bohaterowie, tak jak ja, przygotowują się do nich starannie i bardzo je przeżywają. Oczywiście nie chodzi tylko o umycie pomników i wystawianie mnóstwa chryzantem oraz zniczy, ale o pamięć o naszych zmarłych. 1 listopada nie tylko idziemy na cmentarz, żeby sobie „postać przy grobach”. Cała moja rodzina tego dnia się spotyka przy obiedzie, wspominamy naszych bliskich, a wieczorem „kolędujemy” po cmentarzach. W tym roku bardzo mi tego brakowało, dlatego z rozrzewnieniem sięgnęłam pamięcią do opisu tego dnia, który zawarłam w książce. Jeden z głównych bohaterów tak jak ja tęsknym okiem spoglądał w stronę cmentarza, na którym wyjątkowo nie mógł być.

kubik niebo

To prawda, że twoja książka, mimo że daleka od pandemicznej rzeczywistości, za sprawą historii Stefana okazała się wyjątkowo aktualna. Ale mnie wzruszyło jeszcze coś innego – to, jak na obchody święta zmarłych reagują najmłodsi bohaterowie, których twoi czytelnicy już pokochali w poprzednich częściach cyklu powiślańskiego. Myślę, że po przeczytaniu „Naszego nieba” ta miłość będzie jeszcze większa. Czy twoje córki też tak przeżywają te dni?

Reklama

Przeżywają i bardzo się cieszę, że udało mi się je przekonać, że to nie Halloween jest fajne, ale właśnie nasza polska tradycja „kolędowania” po grobach. Do naszych rodzinnych zwyczajów należy wieczorne odwiedzanie wszystkich okolicznych cmentarzy, na których leżą nasi bliscy, i zapalanie zniczy na ich nagrobkach. Zawsze przy okazji rozglądamy się wokół i patrzymy, na którym grobie jest ciemno. Moje córki same wyszukują takie miejsca i zapalają na opuszczonych mogiłach znicze. Często są to już zapadnięte groby, jedynie z krzyżem, bez tabliczki. Chciałabym, żeby przynajmniej tego jednego dnia także tym opuszczonym duszom towarzyszyła modlitwa.

Modlitwa to ważne słowo dla twoich bohaterów. Mimo że na co dzień ich życie toczy się swoim zwyczajnym rytmem, wciąż są takie dni, kiedy spotykają się wszyscy w kościele. To nie jest popularny motyw w powieściach obyczajowych. Tobie udało się bardzo autentycznie i nienachalnie pokazać to, czym dla społeczności takiej wsi jak Brzozówka są tradycje religijne. Czym wiara jest dla zwykłych ludzi…

Myślę, że udało się to dlatego, że wciąż rozumiemy, czym jest Kościół. To nie tylko hierarchowie, ale przede wszystkim my, wierni. Na wsi kościół to wciąż centrum życia. To w kościele się spotykamy podczas najważniejszych uroczystości. Wspólnie o niego dbamy. Na potrzeby powieści niczego nie zmyśliłam – naprawdę mamy dyżury porządkowe, naprawdę wspólnie dekorujemy kościół na święta, naprawdę podrzucamy proboszczowi ciasta. I naprawdę potrafimy ze sobą rozmawiać, nawet o trudnych sprawach. Ja sama nieraz się z księżmi spieram! Ksiądz Karol nie jest tak zupełnie wymyślony, ma wiele cech księży, których spotkałam w życiu. Myślę, że dzięki temu, że nawiązujemy z naszymi duszpasterzami takie normalne, codzienne relacje, nasi księża lepiej poznają nasze problemy i są bliżej ludzi. Spieramy się, ale i wspieramy.

„Ogień, który teraz roztacza wokół siebie światło i ciepło, za kilka chwil zagaśnie, przypominając o tym, że i ludzkie życie – nawet takie, które obdarzało innych wyjątkowym światłem i ciepłem – kiedyś się kończy”, frag. książki „Nasze niebo”.

Skoro już wspomniałaś o dbaniu o kościół i dekorowaniu go na święta, warto wspomnieć też o innych, nieco zapomnianych tradycjach, które pięknie opisujesz. Chyba w żadnej powieści obyczajowej nie znajdziemy tak literackiego i wzruszającego opisu porannego wyjścia na roraty.

Trudno mówić o świętach w Polsce, zapominając o tych tradycjach. Myślę, że wielu czytelnikom przypomni się, jak zrywali się z łóżka głęboką nocą, by po ciemku, z lampionem dotrzeć do kościoła. Zapomnieliśmy o tym, jak piękne może być oczekiwanie – święta w popularnych powieściach czy filmach to głównie gonitwa, żeby zdążyć kupić prezenty. A przecież to cotygodniowe zapalanie kolejnej świecy, zagniatanie piernika, sprzątanie każdego zakamarka w domu – to wszystko wymaga cierpliwości. Cieszę się, że wciąż ją mam.

Także, by odręcznie pisać kartki i samodzielnie przygotowywać dekoracje?

Oczywiście! To znakomita okazja, by pobyć z dziećmi, spędzić kreatywnie trochę czasu razem.

niebo

A czy wszystkie tradycje bożonarodzeniowe, które opisałaś, to twoje tradycje domowe?

Tak. Moja rodzina poskładana jest z dwóch części, więc pielęgnujemy i pochodzące jeszcze od naszych niemieckich przodków tradycje rodzinne mojej mamy, i tradycje mojego ojca. Tak jest w każdym domu na Powiślu, bo to teren, z którego wysiedlono po wojnie ówczesnych mieszkańców i sprowadzono ludzi z wielu zakątków Polski. W każdym domu je się coś innego. My przygotowujemy pochodzącą z tradycji niemieckiej zupę z suszonych owoców. W naszym domu jemy ją bez niczego, u teściów moich sióstr je się ją z kluską. Pozostali mieszkańcy wsi gotują barszcz, zupę rybną albo grzybową. Poza tym tradycyjnie pierogi z kapustą i grzybami.

„– Ich miejsce na ziemi – wyszeptała Karolina. – I nasze. Zobacz, tak wiele nas różni, właściwie wszystko... Wiek, wykształcenie, przeszłość, a wszystkie tu odnalazłyśmy swój kawałek świata. – O to mi właśnie chodziło. Jeden zakątek, jedno niebo, a łączy tak wielu różnych ludzi, dając im szczęście – potwierdziła rozpromieniona Hania”, frag. książki „Nasze niebo”. 

Na winie? Takie, jak przygotowuje książkowa Helena?

Z mielonymi płuckami! Bywały problemy ze zdobyciem płucek, ale jeśliby zabrakło pierogów z płuckami, święta nie byłyby tym, czym powinny być. Poza tym, rzecz jasna, nie mogłoby zabraknąć smażonego karpia i śledzi pod różną postacią. W książce opisuję też paszteciki – bardzo ważny element świątecznego stołu. Ich przygotowaniem – tak jak w powieści – zajmuje się mój mąż. A na deser serwujemy blok czekoladowy, wafle przekładane domowym nadzieniem, no i oczywiście sernik i makowiec.

Reklama

Wraz z twoimi bohaterami docieramy aż do sylwestra. Końcówka roku to czas dla wszystkich wyjątkowy, czas zadumy, ale i czas, który poświęcamy rodzinie. Nie zawsze jest tak idealnie, jak byśmy chcieli. Mieszkańcy Brzozówki też mają wiele zmartwień i trosk, ale mimo wszystko potrafią z tego czasu zaczerpnąć mnóstwo pozytywnej energii. Chciałoby się zapytać – szczególnie w tym trudnym dla nas roku – jak oni to robią?

Przede wszystkim są razem. Zauważ, że moje bohaterki mają oparcie w swoich mężach – zarówno Karolina, jak i Krysia, którą nieustannie wspiera cichy i spokojny, ale bardzo kochający Adam. Ich historia to zresztą bardzo ważny wątek „Naszego nieba” – myślę, że wiele osób może zainspirować się tym, jak ta para przeżywa swój ból bezdzietności. Poza tym mieszkańcy Brzozówki zawsze mogą na siebie liczyć. Nie zawsze są dla siebie mili i uprzejmi, ale gdy tylko potrzebna jest pomoc, nie wahają się jej udzielić. Wspierają starszych i samotnych, czerpiąc wiele z ich doświadczeń. Nie boją się prosić o przebaczenie, mimo że to nie jest łatwe, szczególnie jeśli rękę trzeba wyciągnąć do najbliższych. Czy to jest niezawodny przepis na szczęście? Nie wiem. W moim życiu jak dotąd się sprawdza.

sylwia kubik

Sylwia Kubik – od urodzenia mieszkanka wsi na Powiślu. Zakochana w miejscowych zabytkach i krajobrazach. Polonistka z powołania i zawodu, radna powiatowa i członkini Ochotniczej Straży Pożarnej. Uwielbia literaturę, historię, las i gotowanie. Żona Wojciecha i matka dwóch wspaniałych córek Anielki i Gabrielki. Autorka bestsellerowych powieści „Pod naszym niebem. Każdy ma swoje miejsce na ziemi” oraz „Miłość pod naszym niebem”.

Fot. otwierająca: RACZKUJĄCY FOTOGRAF Justyna Krupa

 

Reklama

komentarze [2]

Sortuj:
205
191
15.11.2020 11:03

Cóż - myślę, że w okresie świątecznym takie książki szczególnie miło się czyta


2834
4
13.11.2020 12:28

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd