Paskudne historie o paskudnych ludziach. O pulp fiction i paperbackach

Bartek Czartoryski
13.06.2020

Uwaga, będzie notka biograficzna. Ale krótkawa. Dawno, gdy dopiero zaczynałem swoją przygodę z językiem angielskim i trochę bardziej świadomie czytałem polskie przekłady, analizując przy tym pewne słowa i zwroty, zastanawiałem się, czemu zachodni autorzy kładą tak duży nacisk, żeby co i rusz podkreślać, jak została oprawiona dana książka.

Paskudne historie o paskudnych ludziach. O pulp fiction i paperbackach

Kojarzycie, o co mi chodzi? O „Dianne miała półki zastawione powieściami w miękkich okładkach”. Oraz o „Chcąc umilić sobie oczekiwanie na pociąg, Henry udał się do dworcowego kiosku nabyć jakąś powieść w miękkiej oprawie”. A także o „John dużo czytał, ale głównie książki w miękkiej oprawie”. I tak dalej, i tak dalej. Pewnie, czasem dodawano przymiotnik „tania”, ale to akurat mnie nie dziwiło, bo twarde oprawy zawsze były droższe; nigdy nie odnosiłem tego do treści. Byłem ciekawy, czemu to tak istotne, przecież jakość wydania nie świadczy o jakości literackiej danej publikacji. Prawda? Dopiero po latach dowiedziałem się, że nic bardziej mylnego.

Im więcej, tym lepiej

Paul McCartney napisał kiedyś kawałek „Paperback Writer”, który traktuje, a jakże, o aspirującym pisarzu. Ale nie o byle jakim. Chociaż nie. O to chodzi, że o byle jakim! Druga zwrotka owej piosenki rozpoczyna się słowami streszczającymi po krótce fabułę propozycji wydawniczej bohatera utworu - „It’s a dirty story of a dirty man”/ „To paskudna historia o paskudnym człowieku” - a potem jest głównie o artystycznych kompromisach i o pieniądzach.

Dzisiaj już chyba z rzadka oceniamy książkę po grubości okładki (chyba że się mylę), ale niegdyś miękka oprawa kojarzyła się dość jednoznacznie: z paskudnymi historiami o paskudnych ludziach, marnym papierem i jeszcze gorszą treścią. Nie chciałbym nadmiernie uogólniać, bo przecież pierwsze francuskie wydanie „Ulissesa” Jamesa Joyce’a również wyszło w miękkich oprawach, lecz moja refleksja dotyczy głównie rynku amerykańskiego i konkretnego okresu.

Reklama

Przed drugą wojną świat anglojęzyczny przeżył bowiem istną wydawniczą rewolucję. Księgarń było mało, a książki sprzedawano głównie wysyłkowo, co ograniczało i popyt, i podaż. I wtedy pojawiły się miękkie okładki, z miejsca odmieniając oblicze tamtejszego czytelnictwa. Oczywiście ująłem to takimi słowy tylko i wyłącznie dla efektu dramatycznego, bo „paperbacki” były obecne na rynku niemal od zawsze. Ale nowatorstwo polegało na tym, że sprzedające je masowo wydawnictwa Pocket Books i Penguin podeszły zupełnie inaczej do dystrybucji, stawiając na saloniki prasowe, dworce kolejowe, drogerie i trafiki, częstokroć - ale nie tylko - publikując literaturę niewymagającą; innymi słowy: adekwatnie określaną mianem pociągowej.

Ale wszystko to jest tylko, heh, swojego rodzaju dygresyjnym prologiem, bo przywołując początki jednej ery opisałem praktyczny koniec innej. Zdarzenia te nie są zupełnie rozłączne, lecz fakt faktem, że nadejście epoki tanich wydań tanich powieści położyło kres stosunkowo długotrwałemu fenomenowi pulp fiction, czyli groszowych opowieści wydawanych na - znowu ma to znaczenie, do tego niebagatelne - marnej jakości papierze z miazgi drzewnej, czyli ścieru.

Dla każdego coś niemiłego

Paperbacki wypchnęły z rynku poprzedzającą je taniochę, czasopisma publikujące, a jakżeby inaczej, paskudne historie o paskudnych ludziach, fantastykę i opowieści grozy, częstokroć zachęcające potencjalnego czytelnikami okładkami albo makabrycznymi, albo swoiście erotycznymi, na których połączenie dymiącej spluwy i peniuaru nie miało prawa dziwić. Nie był to wynalazek dwudziestowieczny, bynajmniej. Znano już brytyjskie strachy za pensa (czyli „penny dreadfuls”), na kartkach których zrodzili się chociażby Sweeney Todd i Varney i które były bodaj pierwszym kontaktem tamtejszej społeczności z masowo produkowaną popkulturą.

Amerykanie z kolei mieli swoje powieści za dychę („dime novels”), sensacyjne opowiastki, z których niemalże bezpośrednio wyrosło całe pulp fiction, bo kiedy wydawca Frank Munsey przestał publikować opowieści dla młodzieży, jego magazyn „Argosy” zajął się beletrystyką dla dorosłych. Był rok 1896 i do renesansu tak zwanej pulpy miał dopiero dojść, ale Munsey wymyślił wtedy genialny przepis: niskie koszta i tanie fabułki przeznaczone dla niewymagającego czytelnika. Za jego przykładem, gdy nakłady „Argosy” rosły, poszli i inni, ze Street & Smith na czele. Ścigano się na treści i kolorowe okładki, ale to S&S wymyślili istne usystematyzowanie prężnie rozwijającego się segmentu wydawniczego, dzieląc swoją ofertę na romanse, opowieści detektywistyczne i inne. Szczyt popularności magazynów groszowych przypadł na dwie przedwojenne dekady, a na rynku podobno krążyło nawet i kilkaset takich pisemek.

Reklama

I choć magazyny pulpowe nie płaciły dużo, to przyciągały pisarzy z górnej półki, których proza i pomysły kreowały później popkulturowy krajobraz całego zachodniego świata. Howard Philips Lovecraft, Robert E. Howard czy Raymond Chandler to tylko niektóre nazwiska, ta najbardziej znane; nie wszyscy, oczywiście, doczekali się docenienia za życia. Niektórzy pisywali dla pulpowych czasopism, szukając dodatkowego źródła zarobku, inni nie mieli szans przebić się do głównego nurtu i zostali niejako skazani na taniochę. Tytuły takie jak „Black Mask” czy „Amazing Stories” skupiały wokół siebie i oddane grono czytelnicze, i pisarzy dostarczających szybko hurtowe ilości materiału - często płacono bowiem od słowa - od science-fiction przed kryminały do opowieści z Dzikiego Zachodu, a nawet i pornografii, zwykle miękkiej niczym okładki.

Zwykliśmy jednak może i nadmiernie mitologizować owe opowieści, traktować magazyny groszowe jako skarbnicę, nomen omen, niesamowitych historii - bo i tym były! - ale z drugiej strony lwia część owych publikacji to, nie siląc się na eufemizmy, straszliwy chłam. Pulpa nie była też pozbawiona rasistowskich uprzedzeń i ksenofobicznych tyrad, zwłaszcza pod adresem społeczności azjatyckich. Jako że literatura groszowa często przelatywała pod cenzorskim radarem, pisano też - raczej z chęci zysku niż z pobudek postępowych - o postaciach homoseksualnych, choć zwykle były to historyjki ku przestrodze. Aż wojna położyła kres zabawie.

Pomnik ze ścieru

Wzrosły bowiem koszta papieru. Niektóre tytuły jeszcze się broniły, zmniejszając formaty lub liczbę stron, inne poznikały. Nie bez znaczenia pozostawała konkurencja w postaci śmiało wykrawającej swój kawałek tortu branży komiksowej oraz tanich książek w miękkich oprawach, teraz już, jak wiemy, dostępnych niemalże wszędzie. To nie tak, że pulpa zniknęła całkowicie z miesiąca na miesiąc, przepoczwarzyła się raczej, czy też, jak kto woli, wyewoluowała.

Przeniknęła do owych powieścideł, do komiksu, radia, telewizji i kina, stąd też dzisiaj nierzadko chłonny termin „pulp” funkcjonuje - także dzięki słynnemu filmowi Quentina Tarantino - do opisu pewnych konwencji gatunkowych, nawiązujących fabułami, charakterami postaci czy klimatem do owych produkowanych masowo historyjek o kobietach fatalnych, maszkarach z kosmosu i potężnych barbarzyńcach. A jednak marnej jakości papier okazał się być równie trwały, co spiż.

[kk]

Reklama

komentarze [31]

Sortuj:
40
0
10.06.2020 15:16

Zapraszam do dyskusji.


406
90
13.06.2020 13:22

Bardzo ciekawy i merytoryczny artykuł! Dzięki.


652
603
13.06.2020 13:50

Marna jakość literatury wynika przede wszystkim z marnych potrzeb czytelników. Niestety... Wystarczy zresztą spojrzeć na oceny współczesnych polskich powieści tu albo w Biblionetce - "arcydzieło" w przypadku książek co najwyżej przeciętnych. To jest porażające.


3938
3698
13.06.2020 14:38

Ja jestem właśnie takim marnym czytelnikiem.Mam marne , żałosne potrzeby literackie.Dla mnie większość książek co czytam to arcydzieło,lub wybitne.Uwazam ,się za zero literackie.


580
0
13.06.2020 15:54

Przecież "Ulisses" to jest paskudna historia o paskudnych ludziach, w dodatku paskudnie napisana.


3938
3698
13.06.2020 17:23

O tak na Lubimy Czytać, Ulisses ma często tylko 1 gwiazdkę


1026
72
13.06.2020 22:10

Heh, pamiętam zachłyśnięcie się edycyjną wolnością po zasłużonej śmierci jedynie słusznego ustroju (info dla młodych: chwilę przedtem asteroida piznęła w dinozaury). Te dotąd zakazane, a teraz pospiesznie wydawane książki, na papierze, przy którym dzisiejszy toaletowy to luksus! Te okładki, których karton po jednej lekturze pokrywał się "sierścią" (pamiętam jakieś wydanie...

więcej

2807
648
13.06.2020 23:37

Też pamiętam. Mam ich parę, po jednokrotnym czytaniu rozpadają się na osobne kartki.


2026
8
13.06.2020 22:27

To ja dodam, że oprócz zwykłych paperbacków, które obecnie są już drukowane na dobrym papierze, istnieją także mass market paperback - mniejsze i tańsze wydania, na tańszym papierze i z mniejszą czcionką, określane jako kieszonkowe. W przypadku mass market paperback, gdy się nie sprzedają, okładki mogą zostać wysłane do wydawcy w celu zwrotu pieniędzy (wysłanie samej...

więcej

2807
648
13.06.2020 23:54

Kiedyś modne były biblioteki na widoku świadczące o inteligencji. Natomiast jakoś wydań świadczyła o statusie materialnym. Miały być pięknie wydane i najlepiej nie czytane, żeby się lepiej prezentować na półkach. Dla mnie bardziej liczy się zawartość niż opakowanie.Ważna jest tylko jakość druku. Wyjątkiem są albumy dotyczące malarstwa.


3938
3698
14.06.2020 08:05

Ja mam w domu taka właśnie biblioteczkę,dwa regały zastawione.


2807
648
15.06.2020 10:32

Ja też. Mam bibliotekę po mojej Mamie, ale też w tym czasie kupowałam dużo książek. Po raz pierwszy ukazywały się ciekawe tytuły.


3938
3698
15.06.2020 11:01

Ja się z mamcia dziele książkami


160
2
15.06.2020 15:39

Kiedyś wychodziła seria z "Kolibrem". Mam jeszcze w domu kilka pozycji z lat 80-tych. Kieszonkowy format, kiepski papier i słaby druk. Ale za to autorzy i tytuły z wysokiej półki - światowa klasyka. To chyba taka specyfika socjalistycznej gospodarki niedoboru...
https://lubimyczytac.pl/seria/190/koliber


2807
648
15.06.2020 15:48

Wtedy było, że nieważne jak wydają, ale wydają. Im bardziej nieprawomyślny tytuł, tym gorzej wydany.


3938
3698
15.06.2020 17:53

Seria z Kolibrem ? Nie pamiętam.


2807
648
16.06.2020 20:25

To nie jest literatura, która by Cię zainteresowała.


3938
3698
16.06.2020 22:41

Czyli nie jest to w stylu lekkim ?


1026
72
17.06.2020 02:46

To była klasyka klasyk. I jak to w PRL, paskudnie wydana.


3938
3698
17.06.2020 06:41

Zobaczę potem w google


91
91
17.06.2020 17:28

@Airain Być może jakość wydania pozostawiała wiele do życzenia, ale spójrz na to zacne grono pisarzy i ich dzieła. To są istne perełki.


2807
648
17.06.2020 20:26

Nie ważne jak wydawali, ważne, że wydawali.


160
2
18.06.2020 09:13

A ludzie kupowali i czytali! Bo mieli względni łatwy dostęp do porządnej literatury.


2807
648
18.06.2020 16:00

Te książki były tanie i każdy mógł sobie kupić. Tych serii wydawniczych było parę, które wydawały dobre i tanie książki.


3938
3698
18.06.2020 17:42

Skoro już o książkach.To może,ktoś wie.Dlaczego można wejść do zatłoczonego autobusu.Iść na wesele,chodzić normalnie po supermarkecie.
A nie można wejść do biblioteki ,tylko przez szybę. Bibliotekarze już się skarżą.


91
91
19.06.2020 17:11

@Grzegorz Teraz też jest łatwy dostęp, można kupować i czytać do woli :)


1026
72
20.06.2020 02:43

@Little Lotte, przecie mówię, że klasyka, korzystałam, bo trochę tego w domu było, i doceniam. Ale jakość była, jaka była, i dlatego wiele z tamtych książek nie przetrwało próby czasu w sensie fizycznym...


91
91
20.06.2020 09:34

@Airain Wiem, miałam na myśli, że nawet jeśli wydanie było nie jakościowe, to wydawani pisarze wręcz odwrotnie. Dziś wypuszcza się książki, które na pewno przetrwają dłużej w sensie fizycznym, ale za to środek (autor, warsztat, opowieść) są marnej jakości.


2807
648
20.06.2020 17:58

Najgorszy okres to okolice lat 90. Wcześniej były książki całkiem nieźle wydawane, choćby Czarna Seria PIW, Seria z Parzenicą, czy Czytelnika z dziwnym stworem. Cała klasyka dziecięca przetrwała moją młodość, młodość mojej córki i teraz czeka na następne pokolenie.


1026
72
21.06.2020 02:41

To prawda, jak był kryzys, to nastąpił także kryzys w dziedzinie papieru, dlatego książki było tak trudno dostać. Ale wcześniej było lepiej, i książki dla dzieci w latach 70 rzeczywiście wydawali ładnie.


3938
3698
19.06.2020 18:11

Ja w tym roku,czekam na wiele książek.Ale najbardziej na dwie.Nowy James Rollins i nowy Ken Follett.


zgłoś błąd