Partnerstwo w świecie zbrodni – wywiad z B. i E. Dębskimi, autorami kryminału „Dwudziesta trzecia”

Marcin Waincetel
12.05.2021

Literatura może być polem walki, poszukiwania i odkryć, ale również przestrzenią do działania. Doskonale wiedzą o tym Beata i Eugeniusz Dębscy, autorzy kryminału „Dwudziesta trzecia”. Historia ekspolicjanta, który zajmuje się ustaleniem sprawcy domniemanego morderstwa stanowi dobry pretekst do tego, aby porozmawiać o etosie pracy, pojęciu sprawiedliwości, wzorze na literaturę rozrywkową. Skąd w człowieku generuje się zło? Jakie są plany twórcze małżeństwa Dębskich? Tego (i nie tylko) dowiecie się z lektury wywiadu.

Partnerstwo w świecie zbrodni – wywiad z B. i E. Dębskimi, autorami kryminału „Dwudziesta trzecia”

[Opis wydawcy] Był gliniarzem. I to dobrym gliniarzem. Jedynym jego błędem było zeznawanie przeciwko skorumpowanym wrocławskim lekarzom. Usunięty ze służby za przestępstwo, którego nie popełnił, dzisiaj bierze sprawy, z jakimi lepiej nie iść na policję. Jeśli masz kłopoty i nikt inny nie potrafi ci pomóc – możesz go wynająć. A przynajmniej spróbować.

W pierwszej części kryminalnego cyklu Beaty i Eugeniusza Dębskich zdesperowany biznesmen oferuje Winklerowi sporą nagrodę za zdobycie dowodów obciążających domniemanego mordercę jego żony. Problem w tym, że główny podejrzany wydaje się czysty... Gdy śledztwo utyka w martwym punkcie, z pomocą przychodzą nietypowi sojusznicy: niespełna osiemdziesięcioletnia fanka sudoku i mocnych trunków oraz specjalistka od trudnej młodzieży. Żadne z nich nie przypuszcza nawet, że trop prowadzi w stronę dużo straszniejszej zbrodni...

„Dwudziesta trzecia” to współczesny miejski kryminał pełen barwnie nakreślonych postaci i podszyty sardonicznym poczuciem humoru, do tego wznowiony w nowej odświeżonej wersji. Wkrótce premierowo ukażą się kolejne części cyklu: „Zimny trop" i „Szwedzki kryminał". 2021 rokiem Winklera!

Marcin Waincetel: Jak w czasie pandemii odnajduje się małżeństwo Dębskich? Pytam przede wszystkim w kontekście pracy zawodowej, sztuki związanej ze słowem. Czy społeczna izolacja – zmieniony obraz współczesności – jest dla twórcy czymś intrygującym, bo nowym? Nieznośnym, bo ograniczającym?

Beata Dębska, Eugeniusz Dębski: Małżeństwo bardzo dobrze się odnajduje, bo jest mało możliwości, żeby się gdzieś zgubić. Pracujemy razem, piszemy razem, odpoczywamy razem, izolacja tego nie zmieniła. Brakuje nam spotkań z przyjaciółmi, podróży i imprez kulturalnych, bo to wszystko ubogacało nasze pisanie, czerpaliśmy też z tego. Przede wszystkim zmieniła się turystyka nasza, a dokładniej rzecz ujmując - skierowała się nie na Maltę, Portugalię, Maderę, Grecję tylko na Mikorzyn w powiecie Kępno. To nie skarga, to stwierdzenie faktu, i to miłego. Cała masa znajomych zawiści nam możliwości ucieczki z zamaskowanego miasta do zieleni, gdzie maskę zakładamy do obsługi mielarki gałęzi!

Reklama

100 tysięcy za zlecenie to niezła sumka dla każdego, nie tylko ekspolicjanta, który próbuje się na nowo odnaleźć na rynku pracy. Jednak co tak naprawdę powoduje Winklerem? Jaki jest jego etos pracy? W jakie wartości wierzy? Wreszcie, co –  zdaniem autorów –  może wyróżniać go na tle innych postaci z gatunku? A może co wpisuje go we wzorzec idealnych opowieści?

Winkler nie jest ideałem, ani nawet bliski ideałowi, ale to poczciwy, dobrze wychowany facet z zasadami. Wyleciał z roboty, z tzw. Firmy, pracuje właściwie tylko dorywczo z trudną młodzieżą, i to go nie satysfakcjonuje. Tak, w jakimś zakresie zajęcie podobne: trzeba wykazywać zło w postępowaniu, trzeba korygować postawy, trzeba, w końcu, czasem karać. Ale to jednak nie policyjna robota, do której mocno tęskni. Ekscentryczne, ale i porywające zlecenie jest dla niego wybawieniem, nie tylko finansowym. Jest powrotem do pracy psa, może samotnika, może kundla, ale - lepsze to niż podcieranie tyłków zblazowanej i zblatowanej często młodzieży, której reprezentanci czekali kiedyś pod domem WInklera, żeby mu pokazać fucka z okna wypasionej beemy!

„Był gliniarzem. I to dobrym gliniarzem. Jedynym jego błędem było zeznawanie przeciwko skorumpowanym wrocławskim lekarzom” – referencja do serialu „Renegat” zapisana w opisie książki skłoniła mnie do zapytania o to, czym właściwie jest sprawiedliwość i moralność. Jakieś pomysły na prywatną definicję? Bo Winkler porusza się w świecie moralnie niejednoznacznym, trudnym, żeby przywołać aktywność z trudną młodzieżą. Czy sądzicie, że udałoby się Wam zaprzyjaźnić z Winklerem w prawdziwym życiu?

Ależ Winkler jest naszym kumplem od samego początku, cechy, jakie mu nadajemy, wynikają z naszego światopoglądu i tego, jak postrzegamy moralne zachowania, czym jest dla nas uczciwość i jakie pryncypia są dla nas ważne. Opisywać, czym jest uczciwość nie ma potrzeby, albo się ją rozumie, albo żadne definicja nie dotrze. Staramy się żyć uczciwie, siać sprawiedliwością na prawo i lewo, spokojnie patrzeć w lustro. W jednym z tomów Winkler mówi przez telefon do babci: „Patrzyłem w lustro, sporo w nim koszmaru!”. To jest, oczywiście, krygowanie się i on, i Roma wiedzą, że z lustra patrzy na nich spokojna uczciwa, poczciwa, szczera twarz. Człowieka, który nie poświęci przyjaciela ani przyjaźni, a własne doraźne cele zostawia daleko za sobą na drodze życiowej. Roma, zdradzę jeszcze ten mikry detal, przypomina Tomaszowi, że jako czterolatek, bawiąc się w parkowej piaskownicy, zobaczył nietrzeźwego osobnika, który usiłował ulżyć sobie przy parkowym drzewie. Malec przydreptał do niego i sypnął łopatą piasku. Czym poskromił pijaczka...

Reklama

Zbrodnicze, choć bardzo nietypowe prawo serii – określenie modus operandi złoczyńcy „Dwudziestej trzeciej” bynajmniej do prostych nie należy. Skąd pomysł na profil psychologiczny przestępcy? Na kartach książki zdajecie się przekonywać, że czynnikiem, który determinuje nas w największym stopniu jest przeszłość i trauma z nią związana.

Zastosowanie badań naukowych z dziedziny psychologii, psychiatrii i socjologii w kryminalistyce jest obecnie bardzo powszechne. Większość z tych badań dowodzi, że tak właśnie jest, że silne traumy z dzieciństwa, doznane krzywdy i niegodziwości mają wpływ na naszą osobowość i mogą być źródłem patologicznych zachowań, włączając w to te najcięższe przypadki, jak seryjne zabójstwa. Antagonista WInklera, dewiant, zbok, zwyrol i jak tam go jeszcze nazwiemy, nie urodził się wynaturzony. Okoliczności, otoczenie, splot przypadków spowodowało, że stał się zbrodniarzem, przy okazji - czy nie warto od najmłodszych lat chronić dzieci przed takimi fatalnymi splotami okoliczności?

Czytając „Dwudziestą trzecią” nie sposób nie zapytać, skąd w człowieku generuje się zło? Co sprawia, że przekraczamy granice prawa oraz moralności? W Waszej historii najdobitniej dowiadujemy się o tym na końcu historii, którego to końca nie będziemy jednak zdradzać – jako że byłaby to swoista zbrodnia. Wychowanie? Tłumione lęki? Czy może istnieje według Was coś takiego jak gen zła?

Świetnie opowiada o tym serial „Mindhunter” w reżyserii Davida Finchera. Profilowanie w kryminalistyce, tak teraz popularne, w latach siedemdziesiątych było czymś prawie nieznanym. Serial zrealizowano na podstawie książki Douglasa i Olshakera o początkach pracy profilerów, w której autorzy dowodzą na podstawie badań i rozmów z seryjnymi mordercami, że nikt nie jest bestią z urodzenia, że to środowisko, w którym żyjemy, jeśli napotkamy na silną patologię „tworzy” z niektórych niebezpieczne monstra.

Mieliśmy Sherlocka i Watsona, Batmana i Robina, mamy też Tomasza Winklera i babcię Romę. Skąd pomysł na tak barwną i nietuzinkową postać? Niespełna osiemdziesięcioletnia fanka sudoku i mocnych trunków.

Chcieliśmy przełamać istniejące chyba jeszcze stereotypy, że babcia to bogobojna emerytka, na bakier z nowymi technologiami, słuchająca Radio Maryja i wyklinająca na „dzisiejszą młodzież”. Znamy wiele cudownych starszych pań, mądrych i dowcipnych. Babcie protestują, mają swoje zdanie, są bardzo aktywne społecznie. Babcie mają czas i doświadczenie. Zatem nie ma lepszego asystenta dla prywatnego detektywa niż babunia u boku. Dobra, mogą być lepsi, ale ten tandem wydał nam się oryginalniejszy, zabawniejszy, rozładowujący napięcie, a czasem je nasilający. Babcia Roma w końcu nie wisi nikomu na ogonie, nie podsłuchuje, nie robi fot szpiegowskim aparatem. Ona jest inteligentną oporą wnuka, wspiera go, syci wiarą w sprawiedliwość i potrzebę uczciwości. Sama jej obecność powoduje, że Tomasz chce być dobry i lepszy. A on z kolei utwierdza ją w przekonaniu, że coś dobrego w ich życiu się działo i dzieje.

Porozmawiajmy o tym, co się dzieje w rodzinnej kuchni. To znaczy – jak się pisze w duecie? Podejrzewam, że jest to sakramentalne pytanie, natomiast kulinarna metafora nie jest przypadkowa. Kto dodaje więcej pieprzu i ostrości? Kto stara się może nieco złagodzić posmak historii? I czy trzymacie się zasad, których przestrzegacie czy dajecie się porwać żywiołowi?

Nasz dom to miejsce dwóch kuchni – wegetariańskiej i tradycyjnej i one bardzo gładką się dogadują, a że w fantazja w kuchni jest bardzo potrzebna, to idziemy na żywioł, w pisaniu podobnie!

Warzenie sensacji odbywa się – mniej więcej – tak: pomysł. Kto pierwszy i lepszy, ten zgłasza go do domowej analizy, powstaje szkielet, czasem mocno odległy od początkowego, dostaje kończyny albo mu je utrącamy, ale generalnie szkielet obrasta tkanką. Pojawiają się postacie uboczne i oboczne. Otrzymują swoje cechy: seplenienie, ubrania, filozofię życiową, miejsce zamieszkania, metody zarobkowania. Ulubione narzędzia zbrodni – skalpel, sztucer, skarpeta ze żwirem. Wyłaniają się z niebytu miejsca, naszym ulubionym chwytem jest mieszanie realu z fikcją. Na ulicy Kwaśnej, po której często chadza Winkler jest znakomity sklep mięsny, kultywujący wolne poniedziałki - i bardzo dobrze, bo przecież w niedzielę masarnie nie pracują, czyli poniedziałkowy towar to towar sobotni albo i piątkowy. Po drugiej stronie ulicy jest równie kultowy zieleniak, który serwuje zieleninę od wieków. Ale, na przykład, nie ma tam kiosku Ruchu, a w powieści jest. Podobny chwyt zastosowany został w innej powieści, z tak zwanego Uniwersum Winklera: jest budynek na Kwaśnej, ma cztery klatki schodowe, ale mord został popełniony w piątej, nieistniejącej. Obawialiśmy się, że mieszkańcy mieliby za złe, gdyby to w realnej bramie ktoś zamordował serbskiego uchodźcę.

Popracujmy na konkretach. W książce pada między innymi takie stwierdzenie: „Nie widział w Mankellu bóstwa kryminału, za Białą lwicę wpuściłby mu zaskrońca w bokserki, ale nudziarzem nigdy by go nie nazwał” – deklaruje Tomasz Winkler. Czy istnieje recepta na gatunkowy sukces przy pisaniu kryminałów? Co zrobić, aby nie być nazwanym nudziarzem? W jaki sposób zadbać o emocjonalną wymowę historii? Bo emocje, co by nie mówić, to chyba podstawa angażującej fabuły.

Przede wszystkim należy sprawić, aby czytelnik związał się emocjonalnie z bohaterami, pokochał ich lub znienawidził. Doprowadzić do tego, żeby się bał o jego życie, zdrowie, los. Żeby mu bardzo kibicował lub życzył mu śmierci. Dlatego bardzo byśmy chcieli, żeby Tomek Winkler Was uwiódł, a potrafi być czarujący! Piszemy takie rzeczy, które sami chcielibyśmy czytać, trudno przy takim ustawieniu sprawy odstawić chałturę. Dla siebie samego? My kochamy Tomasza i Romę, i staramy się, by uwiedli oni i czytelnika. Chyba się udało, ale samo życie, gusta czytelnicze są różne, na przykład znamy osobę, która organicznie nie znosi Romy. „Najchętniej – powiada – wydarłabym kartki z tą cholerną Romą, ale wiem, że wszystko by się rozsypało. Proszę was: mniej Romci w następnych tomach!?”. Niestety, tej czytelniczki nie zadowolimy...

Najlepsze scenariusze pisze podobno samo życie. Ale czy na pewno? Ile jest w Waszej powieści prawdy – poza realiami, a ile fikcji? Mówi się przecież, że pisarze to notoryczni kłamcy. Pytanie odnosi się również do tego, czy kryminały, powieści sensacyjne, thrillery, powinny być przynajmniej w niektórych momentach odbiciem rzeczywistości? Tyle że mrocznym, który stanowi swoisty moralitet i przestrogę?

Everybody lies… My – rzadko, ale tu przeważa fikcja, nie ma co kłamać. Nie ma w gronie naszych bliskich (za szersze nie odpowiadamy!) znajomych seryjnych morderców, nie ma emerytowanych policjantów. Co do ciepłych miłych babć – znalazłoby się. Szczerze mówiąc, mogłem - ja, ED – forsować dziadka Romana, ale nie wpadłem na ten pomysł, a teraz już za późno. A szkoda, bo mógłbym wnukom powiedzieć, że to postać wzorowana na mnie!

Co stanowiło największą trudność, wyzwanie, a co dało najwięcej satysfakcji przy pracy nad „Dwudziestą trzecią"?

W pracy na „dwie klawiatury” wyzwaniem jest techniczne zgranie tego, co się już napisało, sklejenie scen i dopilnowanie, żeby z bruneta nie zrobić łysego. Wiele kiksów powstaje z takiego zlepiania. Teraz jednak, pracując z Wydawnictwem Agora, trafiliśmy na cudownego redaktora – Pawła Sajewicza, który z wdziękiem nam te wszystkie potknięcia naprawia, czuwa nad datami i porządkuje tekst. I nie tylko, pilnuje też rytmu powieści, a czasem bezlitośnie „kroi” i Wielkiemu Krojczemu chwała za to!

Reklama

Jakie są plany twórcze małżeństwa Dębskich?

Planów jest wiele, a „casu mało, kruca bomba”! Chcielibyśmy pobyć jeszcze z Tomkiem Winklerem i już pracujemy nad jego dalszą karierą i nad tym, żeby się babunia nie nudziła. Poza tym chodzi za nami już od jakiegoś czasu nietypowa książka kucharska. Ona się tak skrada podstępnie, ale póki co, to tylko przybyło nam trochę kilogramów z tego powodu. Żądamy dłuższej doby!

Co do serialu o i z Winklerem, to już w sierpniu pojawi się „Zimny trop”, kompletnie znienacka zrodzona afera, która dopadła kompletnie nieprzygotowanego Tomasza w okresie przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy wysłał Romę do „pensjonarium” w Polanicy Zdroju, a sam zabierał się do gotowania swojego słynnego w rodzinie bigosu. Niestety, bigos warzy się wolno, bo Tomasz musi pędzić do Polanicy. A tam – zima, śniegi, zlodowaciała enigma…

To, oczywiście, nie koniec dobrego. Kilka miesięcy po „Zimnym tropie” ukaże się gotowa już powieść, z której jesteśmy szczególnie dumni, poczynając od znakomitego tytułu, bo „Szwedzki kryminał” to tytuł nośny, dźwięczny i łatwy do zapamiętania. A treść wstrząśnie każdym jako tako wrażliwym czytelnikiem. Rozważamy możliwość ograniczenia sprzedaży książki do godziny 13:00, żeby czytelnik zdążył przeczytać ją przed snem, bo na pewno nie zaśnie, nie skonsumowawszy solidnej porcji emocji.

We wspomnianym już Uniwersum Winklera znajduje się też kryminalna powieść z częściowo innymi postaciami. „Siódmy koci żywot” to komisarz Borkońska, której w dochodzeniu (patrz wyżej: zamordowany na Kwaśnej serbski uchodźca) pomaga kotka ofiary. Nie ma żadnej magii, sił nadprzyrodzonych… Koty, po prostu, jeśli chcą, to mogą współpracować z ludźmi. Każdy kociarz to wie.

No i skoro spowiadamy się z planów: „Morderca liczb pierwszych” to thriller dziejący się w Berlinie. Dochodzenie prowadzi Winkler, inny Winkler, Polak z pochodzenia, równie jak Tomasz zajadły tropiciel niegodziwości.

A – i już kończymy z tym konfesjonałem – czwarty tom przygód Tomasza Winklera, Iwy i babci Romy już się pichci.

Finału sobie i Czytelnikom mocno życzymy!

O autorach

Eugeniusz Dębski ma na swoim koncie przeszło 100 opowiadań i ponad 20 powieści, z których część doczekała się przekładów na języki rosyjski, czeski, węgierski i niemiecki. Uhonorowany Śląkfą, był też kilkukrotnie nominowany do Zajdla, najważniejszej polskiej nagrody dla twórców literatury fantastycznej. Beata Dębska jest absolwentką Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, na co dzień prowadzi biuro doradztwa podatkowego. Oboje mieszkają we Wrocławiu, gdzie rozgrywa się także akcja powieści.

Przeczytaj fragment pierwszego rozdziału powieści „Dwudziesta trzecia”:

Dwudziesta trzecia

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers.

Książka „Dwudziesta trzecia” jest już do kupienia (także z autografami autorów) w księgarniach online.

Reklama

komentarze [3]

Sortuj:
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Legeriusz 03.06.2021 23:18
Czytelnik

O, pan Eugeniusz. Jakżem drzewiej przepadał za Owenem Yeatsem wydawanym przez CIA (!). Taki polski Stalowy Szczur, nic wymyślnego, ale w tamtych latach powiew Zachodu, luz i dobre alkohole urzekały. Zatem tu wyrażam autorowi podziękowanie. A czy starszych pań w roli detektywów nie było? Panna Marple.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
AgaGaga 12.05.2021 13:57
Czytelnik

A to się zaciekawiłam, nie znałam dotąd ani autorów, ani bohatera. No to się z nimi zapoznam niebawem :-)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Marcin Waincetel 12.05.2021 10:00
Czytelnik

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Reklama
zgłoś błąd