Blubry o gwioździe i kwiciou

Akemi
03.10.2017

Jak kochosz różę, co jezd na jakiyjś gwioździe, to lepi po ciymku szprycować wew niebo. Na kożdy gwioździe kwitnie jakieś kwicie.*

Nie sposób mówić o „Księciu Szaranku”, pomijając historię „Małego Księcia”. Zacznijmy więc może od początku…

W odległym kosmosie, na maleńkiej planecie, znanej nam jako planetoida B 612 (powinniście potrafić wyobrazić sobie ten okruszek Wszechświata, dorośli bowiem uwielbiają liczby i wszystko, co z nimi związane) żył Mały Książę. Każdego dnia czyścił on swoje trzy wulkany, z czego jeden już od dawna był wygasły, ale z wulkanami nigdy nic nie wiadomo i wyrywał młode baobaby, które potrafią być istnym przekleństwem. Uwielbiał patrzeć na zachody słońca i pielęgnować swoją Różę. Pewnego dnia jednak postanowił wyruszyć w podróż, pozostawiając maleńką planetę z jej zachodami słońca, trzema wulkanami i… Różą.

Któż nie znałby historii Małego Księcia? Kto nie spotkał się z nim choćby raz w życiu? Ja osobiście nie znam takiej osoby. Bo „Mały Książę” to prawdziwa perła w świecie literatury. Historia inna niż wszystkie. Piękna w swojej prostocie. Doskonała. I nie jest tak dlatego, że w pewnym okresie naszego życia, kiedy każdy powszedni dzień spędzaliśmy w szarym budynku zwanym szkołą, pracujący tam dorośli wbijali nam do głów, że „Mały Książę” zachwyca. Ani też dlatego, że inni dorośli, wielcy znawcy literatury światowej, umieścili go na liście swoich ulubionych tytułów. I również kazali nam się nim zachwycać. Dzieci bowiem nie są głupie i nie dadzą sobie wmówić, że czarne to białe, a białe – czarne. A mimo to, miliony dzieci na całym świecie, pokochały prostą historię o Małym Księciu i jego Róży. Co więcej, pokochali ją także dorośli.

Ta niewielka książeczka (w znanym nam polskim przekładzie „Małego Księcia” wydawnictwa Media Rodzina liczy sobie ona zaledwie 112 stron – i znów te liczby…) zawiera w sobie tyle mądrości i przestrzeni dla intelektualnej zadumy, że nie sposób wepchnąć ją w sztywne ramy dogłębnej i ostatecznej analizy. Bo każdy czytelnik ma swojego własnego Małego Księcia. Co więcej, jego postać przedstawia się w różny sposób, w zależności od konkretnego momentu życia. Kimś innym był on dla mnie, kiedy poznałam go po raz pierwszy jako małe dziecko. Podczas drugiego naszego spotkania, gdy byłam wojującą z całym światem nastolatką, wydawał mi się jakiś odmieniony. Na studiach filozoficznych spotkaliśmy się po raz kolejny i niemal go nie poznałam. Teraz, kiedy ponownie na siebie trafiliśmy, zdaje się być kimś zupełnie innym. Inny, choć ciągle ten sam. I jestem przekonana, że każdemu z Was Mały Książę dał się poznać z odmiennej strony. Ciągle na nowo pozwala nam się oswoić. I właśnie za to go kochamy.

Zupełnie inne, dotąd nieznane nam oblicze, objawił czytelnikom poznański pisarz Juliusz Kubel i wiara z wydawnictwa Media Rodzina. Dzięki ich sympatii do tego gzuba, polscy czytelnicy mogą dowoli chichrać się z blubrów Księcia Szaranka o gwioździe i kwiciu. „Książę Szaranek” daje możliwość spojrzeć na znane nam arcydzieło literackie z zupełnie nowej perspektywy, bo poprzez pryzmat języka i regionalnej kultury ludowej. Uczy doceniać to, czym była, czym jest i czym może jeszcze stać się dla nas jego historia. Obrazuje, jak bardzo nie daje się ona zamknąć w sztywnych ramach interpretacji, lecz stale zmienia się i zadziwia nowymi znaczeniami. Tym, co czyni „Księcia Szaranka” wyjątkowym, jest także umiejętne połączenie regionalnego języka z naturalnym wdziękiem Małego Księcia. Historia węża boa i narodzin baranka, czy wspomnienia z odwiedzin planety Króla, Wlywacza, Pijusa, Bizmena, Latyrnika i Szpyca Od Giegry nie przestają bawić. Próby oswojenia lisa nadal wzruszają. A pożegnanie z pilotem i powrót naszego małego bohatera na swoją planetę wciąż wywołuje dziwne pieczenie i łzawienie oczu.

Lokalna duma Wielkopolan została tą publikacją czule połechtana. Zaś zamieszczony na końcu książki słownik gwary wielkopolskiej ułatwi zrozumienie blubr Księcia Szaranka tym czytelnikom, którzy pochodzą z zupełnie innego regionu Polski. Gdzie z domu wychodzi się na pole, a nie na dwór. Niezależnie jednak od tego, jak silna jest bariera językowa, musicie pamiętać, że dobrze się widzi aby sercym. To co jezd nojwożniejsze, jest do ócz nie do zobaczynia*. Wówczas nigdy nie zginiecie w gąszczu słów.

A przy tym całym bogactwie mądrości i znaczeń, „Mały Książę” wciąż pozostaje zabawną, piękną i wzruszającą przygodą dla rzeszy czytelników na całym świecie.

„Mały Książę” to arcydzieło. Zaś „Książę Szaranek” to majstersztyk.

*wszelkie cytaty pochodzą z: Antoine de Saint-Exupéry, Książę Szaranek, Media Rodzina, Poznań 2016.

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd