Biały horror

krosciucha
24.03.2020
Okładka książki Mity Cthulhu H.P. Lovecraft, Alberto Breccia, Norberto Buscaglia
Średnia ocen:
7,7 / 10
33 ocen
Czytelnicy: 119 Opinie: 5

Są artyści tak charakterystyczni, że zawsze kojarzą się ze swoją unikatową twórczością. Są też dzieła tak trudne do adaptacji na inne formy kultury, że wydaje się to wręcz niemożliwe. Teoretycznie oba te warunki zostały spełnione w przypadku utworów H.P. Lovecrafta, a jednak nie raz i nie dwa porywano się na jego ponurą prozę – z różnymi skutkami. Alberto Breccia postanowił dokonać czegoś wyjątkowego, co można nazwać wariacją na temat dzieł Lovecrafta. Z genialnym skutkiem.

Lovecraft, zwany czasem Samotnikiem z Providence, to jeden z najbardziej znanych pisarzy horrorów na świecie, zwłaszcza z gatunku tzw. weird tales. Zainspirował niezliczone rzesze artystów, ma tysiące fanów na całym globie, którzy wciąż fascynują się jego prozą i życiem, skupiając się zwłaszcza na tzw. mitologii Cthulhu. Samego terminu nie ukuł Lovecraft, ale jego następca, August Derleth, który opracował dzieła mistrza po jego śmierci. Dopiero wtedy rozpoczęła się nieprzemijająca sława twórcy.

Lovecraft pisał zarówno opowiadania, jak i niedługie powieści, które w większości, poza bardzo specyficznym stylem, łączy obecność przerażających, wrogich człowiekowi bogów z kosmosu. Najbardziej znanym jest tytułowy Cthulhu – jeden z tzw. Wielkich Przedwiecznych, który nie jest ani tym najpotężniejszym, ani najbardziej strasznym, przy czym wygląda prawdopodobnie jak skrzyżowanie ośmiornicy i smoka z ludzkimi kończynami. Prawdopodobnie – bo pewną cechą, która warunkuje rozpoznawalność stylu Lovecrafta, ale i jego siłę, jest nagminne stosowanie niedomówień i ogólników. Osobiście uważam, że wynika to z pewnej niedoskonałości wyobraźni autora, który nie był w stanie zobrazować sobie dostatecznie porażających potworów, stąd ucieka się bardzo często do opisywania ich jednym, tak wiele znaczącym przymiotnikiem: niewyobrażalne. Co wyglądać może na mankament, okazuje się plusem – nie od dziś wiadomo, że nikt nas tak nie nastraszy, jak własna wyobraźnia. A uciekanie się do jej pomocy jest chwytem wyjątkowo sprytnym.

Inną kwestią, która może utrudniać adaptację opowiadań Lovecrafta, są jego specyficzne zbitki epitetów, powtarzane jak mantry, nadające bardzo charakterystyczny, ale i niekiedy zabawny klimat, np. „lepki odgłos szatańskiego i plugawego ssania” czy „przeklęte obrzędy ludzkich bluźnierstw”. Nie da się tego pomylić z nikim innym! Oczywiście w komiksie, jako utworze stawiającym na równi obraz i słowo, artysta ma trudne zadanie zilustrowania tego, co niewyobrażalne, i dołączenia przymiotników, które w sumie są zbędne.

Ciekawie się złożyło, że w Polsce możemy porównać sobie adaptację Lovecrafta pochodzącą z dwóch kręgów kulturowych, w których sztuka komiksu jest bardzo odmienna. Mowa o mangach Tanabe Gou i „Mitach Cthulhu” opracowanych przez Buscaglię a zilustrowanych przez genialnego Breccię. Podczas gdy Gou stawia na hiperrealizm i hiperdetalizm, Breccia skupia się na oddaniu niezwykłego klimatu horrorów Samotnika. Breccia to artysta, którego kojarzyć można m.in. z rewelacyjnego „Morta Cindera” – już tam daje się poznać jako nietuzinkowy talent, ale w „Mitach…” po prostu oszałamia. Wydaje się, jakby rysował samymi plamami Rorschacha, ukrywając w nich potwory niezauważalne na pierwszy rzut oka. Zestawia ze sobą różne faktury pędzla, różne jego grubości, stosuje kolaż, zbliżając się do psychodelii rodem z koszmaru. Czasem jego postaci przypominają Nosferatu, kiedy indziej blisko im do zwariowanych „Krzyków” Muncha. Nie da się obok tego szaleństwa przejść obojętnie – każdy kadr, choć dla zmyłki tak zwyczajnie wtłoczony w standardowe ramki, to wariacja bez ograniczeń, która każe utyskiwać na to, że są takie małe! Czy to jednak znaczy, że Breccia jest lepszy od Gou? Niekoniecznie.

Breccia na interpretację danego utworu przeznacza o wiele mniej miejsca niż Gou, u którego jedno opowiadanie zajmuje czasem cały tomik. Jednocześnie Breccia wydany jest w formacie A4, a Gou jako powiększony format zeszytowy – i ta różnica ewidentnie wpływa na odbiór całości. Jak bowiem wiadomo, komiks nie działa tylko jako pojedyncze kadry, ale też plansze i ich zestawienia – z tego też powodu Breccia wydaje się o wiele mniej… mroczny. Spora w tym wina niemałych marginesów na kartkach wydania – ta biel zmniejsza oddziaływanie poszczególnych kadrów. Poza tym Breccia nigdy nie wychodzi poza ramki, z czego natomiast chętnie korzysta Gou, tworząc w czytelniku uczucie zanurzania się w ciemności. Breccia stosuje za to inną taktykę, podobną do ducha Lovecraftowskiej prozy – nie jest dosłowny. Pozwala sobie na różne odejścia od tekstu, przez co tworzy zaskakujący dysonans: tam, gdzie bohater wchodzi w mrok, Breccia wrzuca go w oślepiającą biel, idealnie stosując kontrast. Breccia to geniusz, który uczy nas bać się bieli.

Są przy tym opowiadania, które według mnie na pewno lepiej zilustrował Gou – np. „Zapomniane miasto” (w „Mitach Cthulhu” tytuł brzmi: „Bezimienne miasto”). To zależy zresztą także od tego, czego oczekujemy po komiksowej adaptacji. Pełna dosłowność nie jest możliwa – z tej prostej przyczyny, że Lovecraft zbyt często stosował uniki w opisach. Gou jednak trzyma się wersji literackiej niemal nabożnie, co w zasadzie często wychodzi na plus: jest bardziej czytelny, mniej zagmatwany. Poza tym nie można mu odmówić odwagi i tytanicznej pracy – jego hiperdetaliczne obrazy zachwycają już choćby samą ilością kładzionego tuszu.

Więc komiks czy manga – co jest lepsze? Na to pytanie nikt nie jest w stanie odpowiedzieć. Ktoś, kto boi się japońskiego stylu, może spokojnie sięgnąć po Tanabe Gou, tworzącego „po europejsku”. Breccia jest zdecydowanie eksperymentatorem. Najciekawsze wnioski nasuwają się po porównaniu jednego z dłuższych opowiadań, pt. „Kolor z przestworzy”. Breccia nie wspomina o trzech synach Gardnera, w dodatku w obu dziełach poszczególni synowie zupełnie inaczej kończą. Choć w tym jednym aspekcie do oryginału bliżej Brecci, to nie pokazuje on wielu ważnych, a wręcz kluczowych scen dla fabuły, a więc np. przerażającej chmury nieziemskiego koloru na strychu czy powrotu owego morderczego obłoku do studni. W mandze jedna z najwspanialszych ilustracji to świecący dom Gardnera nocą – sceny tej zupełnie brakuje u Brecci. Obie wersje są różne, ale równie intensywne.

„Mity Cthulhu” wydane są świetnie: elegancki papier, gruba okładka. W tomiku znajdziemy adaptację 9 opowiadań. Daje się zauważyć niewielką zmianę stylu Brecci – od najbardziej zwykłego piórkowania tuszem po walki plam czerni i bieli z grubą kreską. Jest na co popatrzeć, a wręcz trudno odwrócić wzrok.

Choć adaptacja horrorów na komiks to zadanie bardzo trudne i rzadko równie udane jak literacki oryginał, to „Mity Cthulhu” można spokojnie polecić każdemu fanowi Lovecrafta. Są przesiąknięte jego niezwykłym duchem, którego oddziaływanie udało się jeszcze wzmocnić przez niesamowite obrazy Brecci. Dostajemy nową receptę na strach i dreszcze, czyli to, co lubimy najbardziej.

Agata Majchrowicz

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd