Technika, która nie działa

Zicocu
23.03.2020
Okładka książki Kentuki Samanta Schweblin
Średnia ocen:
6,3 / 10
12 ocen
Czytelnicy: 43 Opinie: 5

Swego czasu, drodzy Państwo, pewien rodzaj literatury nazywało się fantastyką bliskiego zasięgu. Mam wrażenie, że termin ten spotyka się dziś dużo rzadziej. Może dlatego, że niegdysiejsze przyszłe problemy stały się dzisiejszymi? Proza – a szerzej: kultura – traktująca o zagrożeniach technicznych, czyli jednym z głównych tematów wspomnianego gatunku, stała się ważnym elementem głównego nurtu, czego najlepszym dowodem jest popularny serial „Czarne lustro”. A fantastyka bliskiego zasięgu, skupiona wokół majaczącej już na horyzoncie przyszłości? Cóż, jej znamiona aktualnie wyczerpuje literatura (post)apokaliptyczna, więc nie ma tego złego – lub też jest, w zależności od indywidualnych poglądów na koniec świata.

Co łączy „Kentukiego” z „Czarnym lustrem”? Bodaj wszystko poza medium, w tym względzie blurb jest całkowicie szczery. Problem w tym, że – jak wiedzą wszyscy z Państwa, którzy serial śledzą – jego poziom trudno uznać za równy. Zdarzają się w nim odcinkowe perełki (to te nawiedzane przez ducha Philipa K. Dicka), zdarzają się też, niestety, poważne pomyłki. Różne względy rzutują na ich jakość, ale absolutnie najważniejszy zdaje się pomysł, bo te najlepsze bronią się nawet opakowane w niedoskonałą formę, natomiast tych słabych nie ratuje żaden poziom formalnego wyrafinowania. Powieści Samanty Schweblin, jeśli uznać ją za literacki odpowiednik epizodu „Czarnego lustra”, bliżej do drugiego przypadku.

Nie kupuję, drodzy Państwo, wizji przytulanki, którą człowiek kupuje po to, żeby umożliwić anonimowej osobie obserwowanie jej życia – a do tego sprowadza się wizja tytułowych kentukich. Ten pomysł ma dwie zasadnicze wady: pierwszą dyskwalifikującą, drugą natomiast nieco bardziej utylitarną, ale bliską mojemu inżynierskiemu umysłowi. Do rzeczy: razi przede wszystkim absurd tej idei. Razi mnie, a uznaję się za osobę wytrenowaną w zawieszaniu niewiary do poziomów tytanicznych (fantastyka literacka była dla mnie zaledwie wstępem do komiksowej). Co w takim razie z bardziej ortodoksyjnymi miłośnikami literatury pięknej, którą reprezentuje „Kentuki”? W rzeczywistości Schweblin granice prywatności zostają dobrowolnie zniesione na masową skalę, czego autorka w żaden sposób nie uzasadnia. Faktem pozostaje to, że ludzie dziś znacznie chętniej pozwalają obcym na dostęp do własnego życia przy pomocy mediów społecznościowych. Ale przecież to przede wszystkim kreacja, w której nawet najbardziej intymne doświadczenia podlegają świadomej – inna sprawa, czy właściwej i udanej – moderacji. Mało kto chce być oglądany w toalecie, a jeśli już, to w celu wzbudzenia kontrowersji. Tymczasem kentuki znoszą wszelkie rozróżnienia i odbierają obserwowanemu możliwość jakiegokolwiek sterowania przekazem. Czy znaleźliby się ludzie gotowi na podjęcie tak radykalnych kroków? Z pewnością. Czy byłoby to zjawisko globalne? W żadnym wypadku. Tym bardziej że kentuki nie jest tylko biernym obserwatorem – Schweblin idzie dalej, zmieniając followersa totalnego z abstrakcyjnego sieciowego bytu w rzeczywistą fizyczną manifestację, co dodatkowo zaburza równoważny w założeniach stosunek obserwowany–obserwujący na korzyść tego drugiego. Wszystko sprowadza się do tego, że w kentukich ciężko uwierzyć, co znacząco dezawuuje moc powieści.

Drugą kwestią przeszkadzającą mi podczas lektury, choć bardziej subiektywną, jest wymyślność wizji w kontekście współczesnych problemów związanych z techniką. Są ich tysiące, o czym można łatwo się przekonać choćby dzięki innym lekturom: „Wszyscy kłamią” Setha Stephensa-Davidowitza czy „Homo Deus. Krótkiej historii jutra” Yuvala Noah Harariego (czy też którejś pozostałej z jego książek). Tymczasem Schweblin podejmuje decyzję nienaturalną, karkołomną – niby chce zaprząc literaturę do rozwiązywania na wskroś nowoczesnych problemów, ale boi się postawić na realizm. Zamiast niego wybiera szytą grubymi nićmi abstrakcję, której funkcja budzi spore wątpliwości: teoretycznie powinna pozwolić autorce na więcej w sensie artystycznym, w praktyce wydaje się asekuracyjnym odcięciem od wymagającego tematu.

Słabość wyjściowego pomysłu boli tym bardziej, że w kwestiach formalnych „Kentuki” wypada świetnie. Schweblin ma bardzo ciekawy pomysł na poprowadzenie narracji, która idealnie sprawdza się nie jako opis losów grupy bohaterów – nie da się żadnego nazwać wiodącym – a opis zjawiska. Krótkie rozdziały dotyczą pojedynczych wydarzeń, w których główne role odgrywają tytułowe maskotki, a perspektywa zmienia się co kilka stron. To doskonale podkreśla powszechność zachodzących w świecie zmian. W konkretnych wątkach autorka stawia na intensywne emocje, krótkie, celne uderzenia, a przy tym zachowuje kontrolę, dzięki czemu nawet mocne sceny rzadko zamieniają się w bezpardonowe szarże. Powieść została bardzo dobrze zaplanowana, założenia formalne współgrają z założeniami treściowymi w pięknej harmonii i gdyby nie przekombinowana wizja, to można by tu mówić o wielkiej literaturze.

„Kentuki” poważnie mnie zawiódł. Uwielbiam prozę traktującą o konsekwencjach rozwoju techniki, a szczególnie ciekawa jest dla mnie ta, którą piszą autorzy niekojarzeni z kręgami fantastycznonaukowymi. Samanta Schweblin to uznana pisarka (o czym świadczy choćby tegoroczna nominacja do międzynarodowego Bookera), a swój talent literacki bez wątpienia w książce udowadnia, ale tym razem zadaniu nie sprostała. Weszła na pole, którego nie odważyła się zgłębić, przez co jej książka budzi poważny dysonans: próbuje szokować, a pachnie asekuranctwem.

Bartek Szczyżański

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd