Harcerzyki

krosciucha
05.02.2020
Okładka książki Czarna studnia Igor Jarek, Judyta Sosna
Średnia ocen:
7,4 / 10
8 ocen
Czytelnicy: 31 Opinie: 3

Ze świecą szukać osób, które nie lubiłyby strasznych opowiastek. To całkiem dobrze powiedziane, bo zapewne nie są one fanami ciemności i światło dobrze by im zrobiło na skołatane nerwy. Większość z nas lubi poczuć czasem dreszczyk przebiegający po krzyżu – a cóż powoduje go sprawniej niż opowiadanie sobie niesamowitych historyjek w gronie znajomych nocą w lesie, obok nawiedzonej studni? Bingo – komiks o czymś takim, bo przynajmniej nie zmarznie nam tyłek!

„Czarna studnia” to trzecie dziecko duetu Jarek i Sosna – komu podobało się ich poprzednie dzieło „Spodouści”, ten na bank zapała sympatią do nowego. Są dosyć podobne w treści i tematyce, a już dokładnie takie same pod względem stylu pani Judyty Sosny – bardzo specyficznego, który nie pozostawia obojętnym – jednych zachwyca, innych denerwuje. Tym razem Jarek wybrał format oklepany i często eksploatowany w kulturze, ale nadzwyczaj wdzięczny: oto grono starych znajomych spotyka się nocą w męskim gronie, aby poopowiadać sobie tonem zwierzenia trochę straszne, a trochę dziwne opowiastki. Zachowanie typowe, przyznajmy, dla harcerzy (dla których obowiązkowym dodatkiem jest ognisko – i tu obecne) i starszych panów w wygodnych angielskich fotelach z fajkami w zębach. To spotkanie stanowi tło dla kilku opowieści – każdy z bohaterów dostaje swój czas na zabłyśnięcie, ale nie każda historia jest równie fascynująca. Scenarzysta dodatkowo macza je w sosie śląskiej, górniczej gwary.

Opowieści nie są równe, tak samo jak fabuła. Można zarzucić im także nieco naiwne korzystanie z folkloru górniczego, ale jest to zarzut dosyć błahy – zależy po prostu, ile kto czytał w życiu… baśni. Na początek dostajemy stanowczo przydługi dialog w typie przepychanki słownej pomiędzy postaciami – coś, co zdecydowanie lepiej wychodzi w literaturze niż w komiksie, bo tutaj skutkuje nudnym powtarzaniem kadrów i ujęć z gadającymi twarzami. Na szczęście potem akcja się rozkręca i odpływa w miłe rejony powieści szkatułkowej – wspomnienia Heniula o demonicznym przyjacielu ojca są niezłą zakąską przed jeszcze lepszą, wzruszającą historią przezwiska Kanarka. Prawdziwą petardą jest jednak opowieść Julka, syna przedsiębiorcy związanego z górnictwem – jest naprawdę poruszająca i piękna, bo trudno nie docenić bohatera, który „czytał wiersze jakby pił browara”. Podejrzewam, że niektórym nie spodoba się włączenie w znany i przyjemnie swojski, bo występujący od wieków w kulturze motyw opowieści strasznej treści przy ognisku elementów wyraźnie teraźniejszych. Według mnie autorzy dosyć zgrabnie zderzyli dopiero co powstałą na bazie zwierzeń męską wspólnotę z tym, co często uważa się za jakiś na nią atak. Zapewne jednak znajdą się i tacy, którzy nazwą to tanim efekciarstwem albo lewacką propagandą – każdy inaczej odbiera wytwory kultury i trudno oczekiwać tutaj zgodności.

Styl Sosny wydaje się rewelacyjnie dopasowany do treści – to grubo ciosana kreska, można powiedzieć, że jakoś wysublimowanie toporna, jakby postaci były wyrzeźbione niczym starodawne świątki z drewna, a nie namalowane; klimatu dodaje mocno zaakcentowana, wszechobecna czerń, brutalnie podkreślająca kontury i stonowana, ale bardzo zdecydowana paleta barwna. Przyznać jednak należy, że o wiele lepiej wypada ona podczas retrospekcji bohaterów niż w momencie ilustrowania ich spotkania w lesie. Zdarzają się także denerwujące powtórzenia ujęć postaci, które częściowo są wytłumaczalne pewnym niedopracowaniem scenariusza.

Komiks wydany jest identycznie, jak poprzednik duetu autorów: format zeszytu, solidny papier, nasycona czerń – po tym kolorze poznaje się jakość druku i tutaj jest ona pierwszorzędna. Całkiem przyjemnie trzyma się to w ręce, a i niewielki rozmiar pomaga w zabieraniu książki do plecaka.

„Czarna studnia” to komiks z kilkoma mrocznymi, niezwykłymi opowieściami namalowanymi zdecydowanym, bardzo charakterystycznym stylem. Swojski motyw straszenia się nawzajem w gronie znajomych został wzbogacony o śląską gwarę i nawiązania do górniczego folkloru. Fanom autorów powinien przypaść do gustu, a tym, którzy wolą bardziej klasyczne komiksy – z realistyczną kreską albo bez tzw. lewackich treści – radzę omijać go szerokim łukiem. To zdecydowanie nie jest komiks przeznaczony dla szerokiego grona odbiorców, autorzy nie schlebiają czytelnikom ani przyjemną kreską, ani pogodną tematyką. Może nie jest to dzieło tak mocne, jak mogłoby być, ale jednak daje niewielkiego kopa. Więc myślę, że jeśli ktoś lubi lektury, które choć trochę dają po pysku, to… czas nastawić policzek i wziąć się do czytania!

Agata Majchrowicz

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd