Podróż przez szczeliny szaleństwa

KenGoKang
10.01.2020
Okładka książki Cieśniny Wojciech Nowicki
Średnia ocen:
6,9 / 10
15 ocen
Czytelnicy: 196 Opinie: 3

Dwa miesiące. Tyle czasu spędziłam z tą książką, tyle czasu zajęła mi jej lektura. Nie da się bowiem ukryć, że liczące niecałe 350 stron dzieło jest pozycją, której poświęcić można długie godziny, wymagającą od czytelnika ciągłego skupienia. Wojciech Nowicki, razem z cierpiącymi na obłęd wędrowczy bohaterami, zabiera nas w podróż w samo jądro szaleństwa. Przygotujcie się zatem, drodzy czytelnicy, na to, że trudna okazać się to może przeprawa.

Bardzo łatwo się w prowadzonej przez narratora opowieści pogubić. Kiedy pękają granice, a przez szczeliny przesiąka obłęd, mieszają się czasy oraz relacje z życia postaci ogarniętych nieustanną a palącą potrzebą przemieszczania się. Są owe indywidua najrozmaitsze, znamienite niekiedy, tak jak w przypadku naszego romantycznego wieszcza Mickiewicza, całkowicie zdominowane przez wizję autora, zatracając własną indywidualność. Wszystko zresztą zostaje podporządkowane narratorowi i jego opowieści o obłędzie. Tak jakby ciasne uliczki Stambułu czy Neapolu okazywały się tylko projekcją pejzażu wewnętrznego cierpiącej jednostki.

„Cieśniny” przybierają niekiedy formę sennych majaków błądzącego bez celu somnambulika. Bezładne, amorficzne cielsko nocy utkane z przepływających naprędce obrazów i słów. Być może niektóre z nich odbiją się na kliszy pamięci, większość jednak skazana zostanie na zapomnienie. „Rano łatwo zapominam o tych nieprzespanych nocach – pisze Nowicki – podczas których przeprawiam się przez cieśniny i brody, niepewny u początku podróży, czy dożyję jej końca”.

Nie da się streścić tej książki w kilku zdaniach. Jestem przekonana, że podobne próby walki z jej materią są z góry skazane na niepowodzenie. Równie urzekająca, co męcząca opowieść pozostawia bowiem po sobie obraz podobny do powidoku, rzutujący na nasz sposób postrzegania rzeczywistości. Czy poruszyła również jakąś strunę mojej czytelniczej duszy?

Od miłości zaledwie krok do nienawiści, dlatego początkowa fascynacja pięknem języka przeszła u mnie z czasem w irytację czy znużenie. Im dłużej obcowałam z prozą Wojciecha Nowickiego, tym bardziej przytłoczona jej monotonią się czułam. Z całą pewnością „Cieśniny” wzbudzą zachwyt u niektórych czytelników, jednak nie będą pozycją idealną dla każdego. I chociaż jestem pewna, że jakiś czas temu owa opowieść o szaleństwie z pewnością by mnie urzekła, tak dziś koniec napisanej przez Wojciecha Nowickiego opowieści przywitałam z uczuciem ulgi i dość mieszanymi odczuciami.

Ewa Szymczak

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd