Skąd się wzięła WINA?

Myrkul
07.01.2020
Okładka książki Stróże: Brudnopis Boga Jakub Ćwiek Patronat LC
Średnia ocen:
6,9 / 10
74 ocen
Czytelnicy: 304 Opinie: 19

WINA. Wydział Interwencyjny Nadzoru Anielskiego. Anielski wydział wewnętrzny. Dwuosobowa ekipa, która strzeże strażników. A raczej stróżów.

Zadra i Butch przebojem weszli do świata Kłamcy i zmienili rządzące nim zasady. W pierwszej części Jakub Ćwiek pokazał nam ten duet jako stróżów porządku o ustalonej reputacji. Zobaczyliśmy kilka ich przygód i nieuchronne starcia z Lokim, który w tym spin-offie jest postacią drugo-, a może nawet trzecioplanową, ale niezmiernie istotną, bo naruszającą delikatną równowagę w anielskim świecie.

Drugi tom pozornie przynosi kontynuację wątków z pierwszej części. Dlaczego pozornie? Bo autor stosuje konstrukcję szkatułkową, czyli opowieść w opowieści. Główny wątek faktycznie kontynuuje dramatyczne zakończenie części pierwszej, jednak większość treści stanowią retrospekcje, których akcja toczy się jeszcze przed początkiem pierwszego tomu, a nawet przed startem cyklu o Lokim.

To sprawia, że druga część „Stróżów” ma stosunkowo niski próg wejścia. Nie trzeba czytać całego cyklu o nordyckim bogu kłamstwa. Nie potrzeba nawet sięgać do pierwszego tomu przygód Zadry i Butcha (choć na pewno łatwiej będzie wówczas zrozumieć pewne kwestie). Opowiadania, będące „opowieścią w opowieści”, bronią się same i będą zrozumiałe także dla osób, które nie miały wcześniej kontaktu z tym Ćwiekowym uniwersum. A może multiwersum?

Ćwiek, wytrawny znawca i miłośnik popkultury, jak zwykle bawi się konwencjami, odmawia sztywnego trzymania się gatunkowych ram urban fantasy, fantasy, czy jakiegokolwiek innego subgatunku. Sięga po formy znane raczej z książek Stephena Kinga, posiłkuje się motywami tradycyjnych filmów o kumplach gliniarzach (buddy cop movies). Jedna z historii to klasyczna opowieść o detektywach (kto zabił?) z nutą karaibskiego klimatu voodoo.

Moim ulubionym opowiadaniem jest „Newegwasu’u”. To historia o Indianach sprzed przybycia białego człowieka. Temat wyraźnie Ćwiekowi bliski, bo podobną tematykę porusza w jednym z opowiadań opublikowanych w zbiorze „Gotuj z papieżem”. Plemię Shorouki w niczym nie przypomina stereotypowych Indian z westernów, a historia ich spotkania z przybyszami z niebios jest niezwykle dramatyczna. Mam graniczące z pewnością podejrzenie, że Ćwiek jeszcze wróci do Shorouki w dalszych tomach.

Wracając do popkulturowych motywów – Ćwiek znów funduje nam crossover, niczym w rasowym multiwersum. Tak jak w pierwszych „Stróżach”, jest to historia wyrzucona nieco poza nawias, niczym scena po napisach końcowych. Czy są to samodzielne historie i gratka dla fanów? A może odgrywają jakąś głębszą rolę w historii WINA? Tego póki co nie wiemy.

Tym razem crossover jest mniej ambitny. Nie spotkamy bohaterów wszystkich cyklów Ćwieka, a „jedynie” Pana Propera (kota z „Chłopców”) z niewielką domieszką Lokiego. Możemy domniemywać, że to świat „Chłopców”, a nie Lokiego, jest tym przedstawionym w tej historii. Dla fanów twórczości autora będzie to przyjemny smaczek, ale – jak przy wszystkich historiach w „Brudnopisie Boga” – także nowy czytelnik nie będzie miał problemu z podążaniem za historią.

Druga część „Stróżów” nie posuwa fabuły zbytnio do przodu. Owszem, odpowiada na kilka pytań, ale chyba jeszcze więcej zadaje. Patrząc na cały cykl, wciąż jeszcze jesteśmy w fazie ekspozycji. Jeśli autor utrzyma dotychczasowe tendencje, to w trzecim tomie fabuła ruszy z kopyta, a wątki zaczną się łączyć.

Pewne przesłanki mogą wskazywać na możliwy reset całego uniwersum i „skasowanie” wydarzeń z trzeciego i czwartego tomu „Kłamcy”. Byłby to ciekawy i chyba dotąd niespotykany w polskiej literaturze zabieg, stąd mam nadzieję, że dobrze odczytuję pewne rozrzucone przez autora wskazówki.

Jeśli miałbym szukać wad, to jak zwykle u Ćwieka, książka jest bardzo krótka. Niecałe 290 stron to nieco mało, zwłaszcza dla czytelników przyzwyczajonych do przepastnych tomiszczów kolejnych sag fantasy. Gwarantuję jednak, że treści na tych 290 stronach znajdziecie więcej niż w niejednym tysiącstronicowym tasiemcu.

Krzysztof Krzemień

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd