Ogar piekielny idzie w krok za mną

KenGoKang
26.11.2019

Wiosna, lato, jesień, zima – nieustanna zmiana pór roku tworzy zaklęty krąg życia. Coś rodzi się, starzeje, umiera. Według podobnego rytmu toczą się również ludzkie żywoty. Niegdyś młodzi i radośni, na starość stajemy się czasem zgorzkniali i pozbawieni złudzeń. Dale Stewart, bohater „Letniej nocy”, powraca do rodzimego miasteczka jako człowiek przegrany. Rozpadło się jego małżeństwo, kariera legła w gruzach, a on sam będzie musiał zmierzyć się z duchami przeszłości.

Dan Simmons należy do grona moich ulubionych pisarzy. Amerykański autor ma na koncie dzieła wybitne, takie jak „Terror” czy „Hyperion”. Czy zawsze jednak zachwyca? „Zimowe nawiedzenie” rozpoczyna się znakomicie, zaś narrator mówi głosem obudzonej z niebytu psyche. Dowiadujemy się, że owa dusza po śmierci zamieszkała w świadomości starego towarzysza: „Czterdzieści jeden lat po tym, jak umarłem, mój przyjaciel Dale powrócił na farmę, na której zostałem zamordowany. Panowała wtedy ostra zima”.

Akcja powieści biegnie dwutorowo: pierwsza część opowiada o powrocie do Elm Haven, druga to retrospekcje bohatera, wspominającego z niezwykłą intensywnością burzliwy romans, który zrujnował jego małżeństwo. „Zimowe nawiedzenie” okazuje się więc opowieścią o samotności, straconych złudzeniach, być może również o stopniowym popadaniu w obłęd. Towarzyszymy wspomnianemu Dale’owi, śledzimy każdy jego krok, lecz nie jesteśmy pewni, co jest prawdą, a co ułudą, marą piekielną. „Ogary zimy doganiają mnie”, śpiewał w „The Hounds of Winter” cytowany na początku książki Sting, zaś głównemu bohaterowi po piętach depczą przybierające postać psów złowrogie demony. Czy ma on do czynienia z siłami nieczystymi, czy może są to pierwsze objawy choroby umysłowej?

Klimat powieści jest mroczny, gęsty, niepokojący. Atmosferę lęku podsyca atakująca z coraz większym impetem zima. Wydawać by się mogło, iż trudno oprzeć się równie przerażającej historii, nie zachwycić się nią. Po głowie czytelnika kołacze się jednak natarczywa myśl, że podobna opowieść została już wcześniej napisana bądź opowiedziana w innej książce bądź nakręconym dawno filmie. Chwyty, które stosuje Simmons, okazują się dobrze znane, niekoniecznie zaskakujące. Powrót do opuszczonego, zapomnianego przez wszystkich miasteczka i nawiedzonego domu, nastoletni prześladowcy uprzykrzający życie głównego bohatera – czyż nie kojarzymy podobnych motywów doskonale?

Gdyby historia ta wyszła spod pióra innego pisarza, uznałabym ją za bardzo przyzwoitą powieść grozy. W przypadku Dana Simmonsa poprzeczka postawiona została jednak znacznie wyżej. Trudno mi więc zadowolić się dziełem mało oryginalnym, w którym pełno spotykanych już wcześniej w literaturze schematów i rozwiązań fabularnych. „Zimowe nawiedzenie” rozczarowuje więc, chociaż trudno zaprzeczyć, że jest to sprawnie napisana, choć wtórna opowieść.

Ewa Szymczak

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd