Zombie narodowe

Zicocu
28.07.2019
Okładka książki Ale z naszymi umarłymi Jacek Dehnel
Średnia ocen:
6,2 / 10
403 ocen
Czytelnicy: 870 Opinie: 86

Pacholęciem będąc, przede wszystkim intelektualnym, wierzyłem, drodzy Państwo, że od polityki można uciec – i w swoim prywatnym rozegzaltowaniu zachwycałem się tym, jak doskonale pogląd mój wyraził Kaczmarski w „Autoportrecie Witkacego”, nazywając ową politykę pomyjami w krysztale. Określenie owo prawdziwość zachowuje, nie mam tu żadnych wątpliwości, dorosłem natomiast do tego, żeby twierdzić, że pogląd trzeba mieć (choć do walki o niego – lub też przeciw niemu – nikt zobowiązany nie jest, pozwólmy światu wreszcie się skończyć).

Pogląd, jak już się go ma, czasami się wyraża, często nawet wbrew własnym intencjom. Nie sądzę jednak, aby można było Jacka Dehnela oskarżyć o to, że coś mu się niechcący wymsknęło – „Ale z naszymi umarłymi” jest oczywistą ilustracją poglądów, ilustracją stworzoną przez pisarza poczytalnego, świadomego i działającego z intencją. Zanim zakończę ten przydługi – dwuakapitowy! – wstęp i przejdę do właściwej recenzji, chciałbym zaznaczyć ostatnią tylko rzecz: o ile – a niech mnie, cóż za sformułowanie – z morałem (czyli owym dzwoniącym w tym tekście bez przerwy poglądem) tej powieści zgadzam się właściwie w pełnej rozciągłości, to samą książkę uważam za bardzo przeciętną.

Po pierwsze: rusztowanie „Ale z naszymi umarłymi” stanowi metafora. Metafora, zawsze chciałem to powiedzieć, gruba – czyli szyta bardzo grubymi nićmi, ogłuszająco oczywista, waląca obuchem zamiast czytelnika zaczepiać, niepokoić, wytrącać z równowagi. Kiedyś popkultura przetwarzała kulturę artystyczną, dziś sztuką samą w sobie stało się odwrócenie tego nurtu – sztuką, z której Dehnel rezygnuje właściwie bez zastanowienia, bez jakichkolwiek prób zindywidualizowania sztafażu, bez jakichkolwiek ambicji; korzysta z zombie w ich najbardziej podstawowej funkcji znaczeniowej (czyli jako symbol bezmyślnej masy) – przebiera reprezentantów zjawiska, które chce wyśmiać, w szaty zgniłków. I tak powstaje „Ale z naszymi umarłymi”, cudowne w swej prostocie narzędzie do krytykowania prawicy narodowej, rzecz na poziomie koncepcji barbarzyńsko banalna oraz – żeby przypadkiem nikt nie miał złudzeń – absolutnie niezdolna do przedstawienia czegokolwiek w innym świetle niż już jest to postrzegane, pozbawiona mocy tłumaczenia zjawisk, przeznaczona dla tych, którzy są o swoim przekonani i chcą zakończyć lekturę z pełnym ulgi: uff, miałem rację. Do dziś doskonale pamiętam moje zetknięcie z „Obcym we własnym kraju” – książką reprezentującą skrajnie inny gatunek, ale, podobnie jak „Ale z naszymi umarłymi”, skupiającą się na ilustrowaniu zjawisk społeczno-politycznych. Praca Arlie Russell Hochschild zachwyciła mnie tym, że pomogła w jakimś stopniu zrozumieć ludzi żyjących i myślących zupełnie inaczej niż ja. Powieść Dehnela reprezentuje dokładnie przeciwny biegun.

To, co pisarz traci w perspektywie ogólnej, w jakimś stopniu odpracowuje poprzez zadbanie o szczegóły: postaci, fabułę, język, a przede wszystkim – pojedyncze sceny. Pierwsze z wymienionych przeze mnie elementów powieści są poprawne, ale nie wyróżniają się niczym na tle literackiej konkurencji. Natomiast ostatni – już tak. Trudno wyobrazić sobie, żeby ktoś był w stanie szybko wyrzucić z głowy ścisły finał „Ale z naszymi umarłymi” – obraz w oczywisty sposób koresponduje z klasykami poświęconymi żywym trupom, ale robi to naprawdę dobrze, jednocześnie sprytnie operując detalami typowymi dla tego konkretnego dzieła. Świetnie wypada także rozmowa Tomka z Kamilą, w której Dehnel powtórnie bierze cudze (czy raczej wspólne) klocki – tym razem nastoletni bunt – aby ustawić je po swojemu. Przy tym wszystkim pisarzowi całkowicie udało się uniknąć patosu, a niekiedy bywa naprawdę zabawnie.

Znam czytelników, którzy przy „Ale z naszymi umarłymi” bawiliby się doskonale, gdyby nie było w niej zombie. Znam takich, którzy bawiliby się doskonale, gdyby nie było oczywistej krytyki zjawisk społecznych. Jestem jednak przekonany, że, niestety, żadne z tych prostych rozwiązań nie trafiłoby do mnie – w swej najnowszej powieści Jacek Dehnel operuje w zupełnie innych rejestrach literackiej wrażliwości niż ja. Robi to ze sprawnością doświadczonego rzemieślnika, co doceniam, ale ogólnie rzecz biorąc lektura mnie poważnie rozczarowała, mimo że traktuje o sprawach, które są mi bliskie.

Bartek Szczyżański

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd