„Nie planowałem pisania o rodzinie“ – Maciej Łubieński o sadze „Portret rodziny z czasów wielkości“

LubimyCzytać
01.10.2020

Bohaterami książki Macieja Łubieńskiego są zarówno postaci historyczne pochodzące z jego rodziny, na czele z ministrem sprawiedliwości Księstwa Warszawskiego Feliksem, a także biskupami z epoki Wazów Maciejem i Stanisławemi Feliksem, jak również postacie szerzej nieznane. W rozmowie autor „Portret rodziny z czasów wielkości” opowiada o pracach nad swoją powieściową sagą.

„Nie planowałem pisania o rodzinie“ – Maciej Łubieński o sadze „Portret rodziny z czasów wielkości“

Łubieńscy. Portret rodziny z czasów wielkości[Opis wydawcy] Bezpretensjonalna, uciekająca od sentymentów, raz gorzka, a raz zabawna podróż literacka śladami przodków. Maciej Łubieński rozlicza się z historią rodziny, ale robi to z dystansem, klasą i czułością.

„Portret rodziny z czasów wielkości” to opowieść o tym, jak skromna szlachta z kaliskiego, wdrapała się na szczyt, i o tym, jak z niego spadła. Częściowo na własne życzenie, częściowo z wyroku historii. Bohaterami książki są wielkie postacie historyczne – biskupi Maciej i Stanisław Łubieński z epoki Wazów, Feliks Łubieński, minister sprawiedliwości Księstwa Warszawskiego i jego żona Tekla z Bielińskich, wybitna dramatopisarka. Ale na kartach książki pojawiają się także postacie szerzej nieznane, jak pradziadek autora, ziemianin marzyciel Tadeusz Łubieński, czy siostra pradziadka, przełożona urszulanek, pierwsza polska zakonnica z doktoratem – Cecylia Łubieńska. O każdej z tych postaci można byłoby napisać osobną książkę.

Reklama

„Portret rodziny z czasów wielkości” to ironiczne, choć czułe opowiadanie o dziejach Polski, o odkrywaniu rodzinnych tajemnic i odkurzaniu zapomnianych historii.

Mikołaj Polański: Co pana tknęło do napisania historii własnej rodziny?

Maciej Łubieński: Nie planowałem pisania o rodzinie. Specjalnie się w ogóle historia rodziny nie interesowałem. Kilka lat temu pewien znajomy podrzucił mi ten pomysł. A potem Wydawnictwo W.A.B. zgłosiło się z propozycją umowy. Podpisałem, nie do końca rozumiejąc, że zgadzam się na ciężką i żmudną pracę, wątpliwości, kryzysy, ściganie się z terminami – całe to rozkoszne piekło pisania książki. 

Jak szukał pan informacji o swoich przodkach?

Korzystałem z rozmaitych źródeł – stosunkowo najmniej wiem z rodzinnych opowieści – to ledwie skromna garść anegdot. Sporo satysfakcji dała mi praca w archiwach, gdzie czytałem korespondencję ministra Feliksa Łubieńskiego z początku XIX wieku, albo notatki Jerzego Łubieńskiego, przedwojennego milionera.

W 1910 roku Uniwersytet Lwowski nadał tytuł doktorski matce Cecylii Łubieńskiej. Zastanawiam się, czy ten doktorat nie był rodzajem dozbrojenia w zakonnym wyścigu zbrojeń? W końcu tytuł doktorski dodany do tytułu hrabiowskiego zwiększał siłę ognia na klasztornym polu walki. Tym bardziej że Cecylia była pierwszą polską zakonnicą z doktoratem.

– Maciej Łubieński, „Portret rodziny z czasów wielkości”

Ma pan swoją ulubioną Łubieńską albo ulubionego Łubieńskiego?

Reklama

Każda z postaci którą opisuję jest dla mnie jakoś ważna i ciekawa i zasługuje na większe opracowanie – dramatopisarka Tekla, matka 10 dzieci, żona wspomnianego Feliksa, która napisała  patriotyczny ale i feministyczny dramat „Wanda”. Tak, o tej Wandzie co nie chciała Niemca. Albo jej praprawnuczka Cecylia, przełożona urszulanek w Polsce, która w uczennicach zakonnych szkół zaszczepiała miłość do Wyspiańskiego. Ale gdybym miał wskazać jednego bohatera, to właśnie Feliks – minister sprawiedliwości z czasów Księstwa Warszawskiego, który wprowadził kodeks Napoleona. Żył 90 lat, wszystkim się interesował, do końca życia przewodził rodzinie, prowadził wielką korespondencję. Gdy umierał żyło ponad 100 jego potomków.

Czy miał pan pewne obawy przed ujawnianiem niektórych faktów z życia swoich przodków? Nie zawsze są oni przedstawiani w dobrym świetle.

To, że oceny są różne, i nie zawsze pochlebne, to rzecz normalna. Kontrowersje są nie uniknione. I ja chyba nie staram się pod dywan zamiatać. Nie ukrywam skandalu z połowy XIX wieku, kiedy Henryk Łubieński został oskarżony o korupcję. Piszę też o dramatycznych wyborach swojego dziadka, żołnierza AK, żarliwego katolika, który zakończył życie jako członek Rady Państwa w gierkowskiej Polsce. To jest bardzo skomplikowana częśc historii nie tylko mojej rodziny, ale ogólnie Polski. Najpierw dziadek współpracował blisko w Bolesławem Piaseckim przedwojennym faszystą, który poparł komunizm, potem był dziadek posłem Koła ZNAK. Dziadek wierzył w to, że da się połączyć socjalizm z katolicyzmem. Był człowiekiem łagodnym, ale zarazem dosyć twardym i stanowczym. Ciekaw jestem, czy gdyby dożył Solidarności, poparłby ją jak częśc jego środowiska, czy jak inna część poparłby generała Jaruzelskiego.

Maciej Łubieński

Reklama

Czy pana ojciec – Tomasz Łubieński (dramatopisarz i eseista) – już czytał „Portret rodziny z czasów wielkości”? W końcu zaznacza pan, że to właśnie on powinien napisać sagę rodu Łubieńskich. Jaka była reakcja ojca na lekturę?

Czytał. Chyba mu się jakoś tam podoba. Mam nadzieję, że on napisze sam swoją historię o sobie.   

Nad czym pan teraz pracuje? Będzie to kolejna książka, czy robi sobie pan przerwę od literatury?

Chwilę odpocznę. I zamiast pisać, trochę poczytam. Czego i państwu życzę.

Tę książkę powinien napisać mój ojciec Tomasz Łubieński. I wcale nie dlatego, że jest wybitnym eseistą historycznym, który analizował polskie spory i dylematy XIX i XX wieku. Spory, w jakich uczestniczyli i dylematy, przed jakimi stawali również nasi, w sensie Łubieńskich, przodkowie. Myślę, że powinien takie podsumowanie dziejów rodziny napisać z innego powodu. Należy bowiem do ostatniej generacji, która zaznała jeszcze pańskiego życia.

– Maciej Łubieński, „Portret rodziny z czasów wielkości”

Książka „Portret rodziny z czasów wielkości” jest już dostępna w sprzedaży.

Artykuł sponsorowany

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
2783
4
01.10.2020 09:58

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd