Nie lubię książek, które mówią mi, co mam myśleć. Marente de Moor o „Holenderskiej dziewczynie”

Agnieszka_Kalus
25.06.2020

Marente de Moor jest holenderską pisarką i dziennikarką. Opublikowała dotychczas trzy powieści oraz dwa zbiory reportaży. Za „Holenderską dziewczynę”, która ukazała się w 2010 roku otrzymała prestiżową nagrodę AKO Literatuurprijs oraz European Union Prize for Literature. Książka ta sprzedała się w samej Holandii w nakładzie ok. 70 tysięcy egzemplarzy. Od niedawna możemy ją przeczytać po polsku w przekładzie Ryszarda Turczyna. Rozmawiam z autorką o fenomenie tej powieści.

Nie lubię książek, które mówią mi, co mam myśleć. Marente de Moor o „Holenderskiej dziewczynie”

[Opis wydawcy] Laureatka AKO Literature Prize i Nagrody Literackiej Unii Europejskiej. 70 tysięcy sprzedanych egzemplarzy w Holandii, przetłumaczona na 10 języków.

Złowroga atmosfera, moralne dylematy, szalone namiętności, wszystko to ujęte w pięknie wyrzeźbione zdania. Niemcy, rok 1936. Naziści dochodzą do władzy. Janna, młoda Holenderka, zostaje wysłana przez ojca do rozgoryczonego arystokraty Egona von Böttichera, który ma ją trenować w szermierce. To mężczyzna dręczony wojenną przeszłością, w którą zamieszany jest również ojciec Janny. Historia Janny to nie tylko opowieść o miłości i utracie niewinności, ale też obraz niespokojnej atmosfery zmian w historii, pełen niepewności i napięcia poprzedzającego drugą wojnę światową.

Agnieszka Kalus*: W książce znajdziemy mnóstwo informacji o szermierce, od faktów historycznych po zasady pojedynku. Wie pani bardzo dużo o tym sporcie! Dlaczego zdecydowała się pani na umieszczenie tej dyscypliny w centrum zdarzeń?

Marente de Moor: Szermierka jest siłą napędową, która ma podkreślić jeden z głównych tematów książki: symetrię i granice. Fabuła „Holenderskiej dziewczyny” opiera się na wielu płaszczyznach: rozpiera się pomiędzy dwiema wojnami światowymi, dwoma starymi przyjaciółmi, dwoma braćmi (bliźniakami), pomiędzy rozsądkiem i namiętnością, a także między dzieciństwem a dorosłością. Podobnie jak w szermierce pozycja wyjściowa zawsze jest neutralna: dwóch szermierzy wyglądających identycznie w maskach i strojach stoi naprzeciw siebie po obu stronach linii. Napięcie pojawia się wtedy, gdy ta linia zostaje przekroczona, symetria zburzona i żadna ze stron nie może dłużej być neutralna. Ten motyw najbardziej widoczny jest w przypadku braci bliźniaków. Wydają się tacy sami, żyją w doskonałej harmonii dopóki ktoś (Janna) nie zakłóca ich symetrii. Wtedy właśnie zaczynają się kłopoty, podobnie jak w pojedynku szermierczym.

Portret pisarki Marente de Moor

Reklama

W fascynujący sposób pisze pani o burzliwych latach 30. w Niemczech. Sposób przedstawienia tego okresu w historii całkowicie różni się od znanych mi opisów. Z dialogów prowadzonych przez maitre i jego służącego dowiadujemy się, jakie były wówczas nastroje wśród ludzi. Czy sądzi pani, że ci bohaterowie czuli wzajemną nienawiść czy też ich relacje były jeszcze bardziej skomplikowane?

Po pierwsze, często wpadamy w pułapkę, myśląc o czasach, które dla nas są ważne z historycznego punktu widzenia. Wydaje nam się, że te doniosłe wydarzenia historyczne znajdowały się w centrum uwagi i sumień ludzi żyjących w danej epoce. Codzienne życie, to, czym żyje przeciętny człowiek, bywa ważniejsze niż wydarzenia upamiętnione w gazetach czy artykułach w książkach historycznych. W tę pułapkę łatwo wpadają powieściopisarze i scenarzyści – wplatają w historię zbyt wiele swastyk, ponieważ my tak właśnie postrzegamy te czasy. W latach 30. Niemcy, pomimo doniosłych wydarzeń, które miały na zawsze zmienić historię świata, żyli normalnie, zakochiwali się w sobie, słuchali ulubionej muzyki i zarabiali na życie. Przy śniadaniu nie rozmawiano codziennie o Hitlerze. Chciałam opowiedzieć historię, która nie jest ściśle związana z dramatycznymi zdarzeniami, chociaż w tle wyczuwalne jest wrzenie. Wszyscy wiemy, co się zdarzyło i co zdarzy się wkrótce.

Jeśli chodzi o związek pomiędzy maitrem i jego służącymi, wydaje mi się, że pomogła mi wiedza o Związku Radzieckim oraz własne doświadczenia z czasów pobytu w Federacji Rosyjskiej. Po pierwsze, tak jak powiedziałam wcześniej, życie toczy się dalej pomimo światowych kryzysów. Po drugie, doktryny Trzeciej Rzeszy oraz mechanizmy, dzięki którym znalazły poparcie wśród ludzi bardzo przypominają doktrynę i mechanizmy w ZSRR. Weźmy na przykład entuzjazm, z jakim służący popierają Kraft Durch Freude oraz Niemiecki Front Pracy, co jest całkowicie uzasadnione, jeśli spojrzymy na to z ich perspektywy. Podobnie logiczne jest to, że ktoś, kto wywodzi się ze starych tradycji, tak jak maitre, nadal wyznaje poglądy konserwatywne. Prostota rozumowania oraz mój szacunek do niej jest także czymś, co wyniosłam z czasów, gdy mieszkałam w Rosji we względnym ubóstwie i chaotycznych czasach.

Na początku bliźniacy wydają się niedojrzali, ale są sobie bardzo bliscy. Z czasem relacje między nimi się zmieniają i chłopcy zaczynają zachowywać się inaczej. Dlaczego?

Dobre pytanie! Są odzwierciedleniem doskonałej symetrii, co może się wydawać dość niepokojące, dopóki zewnętrzna siła (w tym przypadku Janna) nie zakłóca równowagi. Szerzej opisałam to odpowiadając na pierwsze pytanie.

Stare tradycje i nowy świat, starzy i młodzi ludzie – w książce znajduje się wiele takich przeciwności. Dlaczego młodzi, a zwłaszcza Janna, jest tak zafascynowana tym, co stare?

Nie jestem pewna, czy rzeczywiście pociąga ją to, co stare. Janna jest intruzem, który z determinacją dąży do tego, by odnaleźć swoje miejsce w tej historii. Inni podejmują za nią decyzje, pewne rzeczy się przed nią ukrywa, a ona chce sama decydować, chce mieć swój udział w tej opowieści. Chce wiedzieć. Przywłaszcza sobie historię, która do niej nie należy, otwiera zaklejone listy, a nawet wpływa na tę opowieść, gdy je niszczy. Jest gotowa zrobić bardzo dużo, by móc się zaangażować, by nie być tylko neutralną holenderską dziewczyną (Holandia w czasie pierwszej wojny światowej była krajem neutralnym, „holenderską dziewicą” nietkniętą przez wojnę). Janna jest gotowa poświęcić swoje dziewictwo. Dopiero później uświadamia sobie, że nie ma od tego odwrotu: została naznaczona i utraciła całą swoją niewinność. Czuje smutek i żal po tej stracie.

Reklama

Czy lubi pani swoich bohaterów? Który z nich jest tym ulubionym?

Zabawne i fajne pytanie. Kiedy zaczynałam pisać, czułam sympatię do Janny. Ale ta bohaterka poszła własną drogą, rozwinęła się praktycznie bez mojej zgody, stała się lekkomyślna i dość samolubna. Co więcej, pisarka ma strasznie niewdzięczne zadanie, gdy musi pisać z perspektywy dorastającej dziewczyny, która jeszcze niewiele wie o życiu. Nawet, nie wiecie jak bardzo. (śmiech)

Czy jest coś, co chciałaby pani powiedzieć polskim czytelnikom?

Polska to kraj, z którym wiążą mnie świetne wspomnienia. Podróżowałam przez Polskę w drodze do Rosji i pewnego dnia zgubiłam drogę w burzy śnieżnej w lesie pod Białymstokiem… „Holenderską dziewczynę” napisałam jakiś czas temu, została przetłumaczona na wiele języków i dzięki tej książce mogłam wyjechać do wielu krajów. Polacy, jak żaden inny naród, wiedzą, co się dzieje, gdy granice zostają przesunięte, pogwałcone, anulowane i przekreślone. Mam nadzieję, że przeczytają tę osobliwą powieść w skupieniu i z cierpliwością, ponieważ kojarzą mi się właśnie z takimi cechami. To nie jest łatwa powieść, wymaga uważnego czytania i dużej wyobraźni ze strony czytelnika, podobnie jak pozostałe moje publikacje oraz literatura i filmy, które uwielbiam, ponieważ piszę takie książki, które sama chciałabym czytać. Nie przekonują mnie natomiast te, które mówią mi, co mam myśleć.

Dziękuję za rozmowę i mam nadzieję na spotkanie w Polsce.

*Agnieszka Kalus - tłumaczka, autorka bloga czytambolubie.com.

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
6
0
25.06.2020 14:37

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd