Milczenie Thomasa Harrisa

Bartek Czartoryski
28.02.2021

Niegdyś Stephen King zastanawiał się, co robią pisarze, kiedy nie piszą. „Wyplatają dywany?”, pytał z niekłamaną irytacją. Dodał jednak, że o ile dla niego sam proces twórczy to czysta radocha, tak dla Thomasa Harrisa literatura jest źródłem prawdziwej udręki.

Milczenie Thomasa Harrisa Plakat z filmu „Milczenie owiec”, reżyseria - Jonathan Demme
Reklama

Wypada Kingowi uwierzyć w tej sprawie na słowo, bo sam Harris prawie nie rozmawia z dziennikarzami, nie pokazuje się publicznie i, zaszyty gdzieś z dala od świata… nie, nie pisze książki za książką, raczej odpoczywa od pisania. Można się jednak wyzłośliwiać na to jego swoiste literackie PTSD, ale przecież nie ciąży na nim żaden obowiązek. Ba, Harris, milionerem będąc, ma ten komfort, że żyje wygodnie z dala od znienawidzonej roboty, a rzeczy dzieją się same. Bo stworzone przezeń historie i postacie stanowią niezwykle pożywny kąsek dla kina i telewizji, opowieści wymyślone przed laty są ciągle rozwijane i na nowo interpretowane.

Chyba żaden pisarz nie mógłby życzyć sobie więcej, zwłaszcza kiedy jego książki poziomem artystycznym od dawna nie dorównują swojemu komercyjnemu sukcesowi na, mówiąc nieładnym kapitalistycznym językiem, różnorakich polach eksploatacji. Co nie zmienia faktu, że „Milczenie owiec” jak było prawdziwym arcydziełem gatunku, tak jest nim dalej. Teraz żywot tej historii zostaje przedłużony, ale cokolwiek niespodziewanie, bo o ile bohaterem, a raczej antybohaterem poprzedniego serialu wywiedzionego z prozy Harrisa był ulubiony kanibal popkultury, Hannibal Lecter, tak teraz stery przejęła agentka Starling. Akcja „Clarice”, nowej produkcji stacji CBS (na razie trudno orzec, czy serial obejrzymy również i u nas) dzieje się bowiem mniej więcej rok po wydarzeniach z „Milczenia owiec” i traktuje o sprawach utalentowanej śledczej, która depcze po piętach kolejnym seryjnym mordercom i siłuje się na rękę z waszyngtońskimi biurokratami.

Niby showrunner Alex Kurtzman, który stworzył ten serial do spółki z Jenny Lumet (z tych Lumetów), opowiada w wywiadach, że fajnie było móc uwolnić się od Lectera i skupić na Starling, to jednak nie chodziło tylko i wyłącznie o decyzję pionu kreatywnego. Otóż prawa do samej postaci Hannibala należą do innej firmy i kto liczy na pojawienie się szalonego doktora na ekranie, ten się srodze rozczaruje. Mało tego. Drakońskie przepisy zabraniają nawet rozmowy na jego temat, dlatego świat „Clarice” to świat wyjałowiony, jakby Lecter nigdy tam nie istniał. Za to lista płac zdradza, że gościnie wystąpi niesławny Buffalo Bill, ale czy to przekona publikę do spędzenia tych paru godzin przez ekranem? Jak na razie zza oceanu dochodzą do nas mało optymistyczne recenzje, lecz jeśli choćby jedna osoba przypomni sobie dzięki serialowi o rewelacyjnej powieści Harrisa, to już można filmowcom wszystko wybaczyć.

Nie jestem w tym swoim entuzjazmie odosobniony, bo przecież „Milczeniem owiec” zachwycali się i rzeczony King, i Roald Dahl, klasyk literatury dziecięcej, i David Foster Wallace, który uwielbiał też „Czerwonego smoka”. Powieść swojego czasu krytykowano za potraktowanie transseksualizmu jako swoistej psychozy (słowa aktywistki Julii Serano), lecz nie przeszkodziło jej to osiągnąć spektakularnego sukcesu i literackiego, i komercyjnego. Równie znakomita adaptacja filmowa w reżyserii Jonathana Demme’a, z fenomenalnymi rolami Jodie Foster i Anthony’ego Hopkinsa, przypieczętowała go zresztą mocnym stemplem (i paroma Oscarami), tym samym unieśmiertelniając mistrzowski thriller Harrisa. Ale nie od „Milczenia owiec” się ta przygoda rozpoczęła i, niestety, nie na nim się zakończyła.

Harris swoją pierwszą powieść ogłosił drukiem w 1975 roku, ale zainteresowanie „Czarną niedzielą” wygenerował dopiero późniejszy film Johna Frankenheimera. Książka, traktująca o planowanym zamachu terrorystycznym podczas meczu Super Bowl, zainspirowana była tragicznymi wydarzeniami, do których doszło trzy lata wcześniej podczas feralnej monachijskiej olimpiady. Metodyczna Dahlia Iyad, architektka całego zamieszania, jak pisał potem Harris, była pierwowzorem Clarice Starling. Idźmy dalej. Kogoś mniej obeznanego z pisarstwem Amerykanina może zaskoczyć informacja, że pierwsza powieść z serii o Hannibalu nie traktuje za bardzo o Hannibalu, nie ma tam też agentki Starling, ale to akurat akurat nic dziwnego, skoro w sequelu była ona dopiero świeżo upieczoną absolwentką akademii Federalnego Biura Śledczego.

Reklama

Na pierwszy rzut oka „Czerwony smok” z 1981 roku ma podobną konstrukcję fabularną co jego kontynuacja. Lecter jest już za kratami, a o pomoc zwraca się do niego jego dawne nemezis, profiler Will Graham. Na południu kraju krąży Zębowa Wróżka, wyjątkowo brutalny seryjny morderca, i policja potrzebuje skorzystać z wiedzy pana doktora. Tyle że Lecter prowadzi z Grahamem podwójną grę i po kryjomu karmi zabójcę informacjami, dla zabawy pociągając za sznurki. Książka, bardzo dobra, po pięciu latach doczekała się ekranizacji Michaela Manna, z Brianem Coxem jako Lecterem. Rola ta, niesłusznie niedoceniana, charakteryzowała się zupełnie innym podejściem niż Hopkinsa, jako że Cox oparł swoją interpretację na postaci szkockiego mordercy Petera Manuela, stawiając na swojego rodzaju uliczny realizm owej kreacji.

Tym razem jednak film nie przysłużył się książce, zarobił niewiele i wówczas mało komu się w ogóle spodobał, acz dzisiaj uznawany jest za kultowy. Niemała w tym zasługa ogromnej popularności „Milczenia owiec”, bo wysoka sprzedaż owej powieści, oraz jej adaptacja filmowa, niejako przy okazji przypomniały światu i o „Czerwonym smoku”. Tutaj już Lecter, genialny psychiatra i przebiegły morderca, jest postacią z pierwszego planu. Pewnie nie wykreowano by ikony, gdyby nie pamiętna, ocierająca się o karykaturę kreacja Anthony’ego Hopkinsa, ale jednak główna zasługa leży po stronie Harrisa. Zwykle popkultura pokazywała bowiem mordercę jako zwyrodnialca, a nie wykształconego, przystojnego faceta o nienagannych manierach, którego da się, uwaga, lubić, choć przecież zeżarłby nas na kolację. „Milczenie owiec” katapultowało Harrisa do literackiej ekstraklasy, ale ten nie kuł żelaza, póki gorące, bynajmniej. Kolejną powieść wydał bowiem jedenaście lat później i była to kontynuacja trylogii, a zarazem jej zwieńczenie.

„Hannibal”, choć zszedł na pniu i zaraz doczekał się adaptacji Ridleya Scotta, mimo niezaprzeczalnych zalet, był rozczarowujący, z okropnym zakończeniem i złymi wyborami charakterologicznymi, zarówno dla Lectera, któremu domalowaną ludzką twarz, jak i kompletnie pogubionej Starling. A jeszcze gorsze decyzje podjął Harris przy prequelu, „Hannibal. Po drugiej stronie maski” z 2006 roku, gdzie stara się wytłumaczyć enigmę, jaką był Lecter. Plotki, jakoby to Hollywood przymusiło go do napisania tej książki, bo inaczej tak czy siak nakręcono by film o młodym Hannibalu, tyle że bez udziału jego literackiego ojca, są cokolwiek prawdopodobne, na co wskazywałby poziom powieści, słabej i niepotrzebnej, napisanej, jak na Harrisa, pośpiesznie.

Nic dziwnego, że ten zaszył się potem aż na trzynaście lat i nie wyściubiał nosa z domu. I może lepiej, jakby nadal wyplatał te dywany, bo „Cari Mora”, książka nieskładna i marna, nadmuchana dużą interlinią i olbrzymim fontem, przypomina raczej wyciąg z pisarskiego brulionu niż pełnoprawną powieść. Czy będzie to ostatnie słowo Thomasa Harrisa? Trudno orzec, ale może lepiej, żeby już się chłop nie męczył. Swoje zrobił. Niech teraz porobią za niego inni.

Reklama

komentarze [9]

Sortuj:
2
0
03.03.2021 11:25

Okropny artykuł. Mógł się chłop nie męczyć.


345
163
02.03.2021 18:29

Większość artykułu napisana profesjonalnie, ale ostatni akapit zupełnie do reszty stylem nie przystaje. Czytając go, miałem wrażenie, że stworzył go jakiś nastolatek, który nie dotarł do matury i męczy się właśnie z wypracowaniem z języka polskiego.


1039
307
02.03.2021 12:40

Jak dla mnie, lepsze dłuższe przerwy i finalnie literacka perełka, niż....mrozowanie :)


Reklama
46
29
01.03.2021 11:59

Abslutnie się nie zgadzam z oceną "Hannibala" - dla mnie książka jest świetna, może nawet lepsza od "Milczenia", a zakończenie to już odlot zupełny (Doktor i Clarice zostają kochankami). Zapewne złą opinię temu dziełu urobił film, którego scenarzystę najchętniej wysłałbym na kozetkę do Lectera, a wiadomo - mało kto w tym kraju naprawdę coś czyta i film często bywa uznawany...

więcej

166
32
28.02.2021 19:35

Może, kiedy nie piszą, zajmują się swoimi zainteresowaniami, pasjami, nawet swoją podstawową pracą, albo po prostu... odpoczywają? Stephen King, którego bardzo lubię, napisał bardzo dużo książek i nawet jeśli większość stała się bestsellerami to nie każda jest równie dobra.
Tezeusz znalazł kiedyś wyjście dzięki kłębkowi wełny, a mit o Ariadnie stał się inspiracją dla...

więcej

4194
3954
28.02.2021 13:18

Jak napiszę wtedy będzie


2387
94
28.02.2021 10:42

Ja naprawdę nie rozumiem tego ciśnienia jaki czytelnicy nakładają na pisarzy. Przecież oni też są tylko ludźmi i często bywają zmęczeni, na pewno nie bywają natchnieni non stop, to ,że jednym udaje się napisać kilka bestsellerów z rzędu a inni wydadzą jeden a reszta to już kiepskie pisadła no cóż, życie. Nie ma co się spinać. Naprawdę pisarstwo to ciężka sprawa, a już na...

więcej

746
95
02.03.2021 11:21

Zgadzam się w pełni. W końcu pisarstwo to też forma sztuki, a więc bez weny i dobrego pomysłu jest mało możliwe stworzenie czegokolwiek. Oby Harris był w dobrym zdrowiu psychicznym. Książki mnie nie powaliły ale na pewno warto przeczytać.


40
0
26.02.2021 13:41

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd