Mendoza i inne kryminały – hiszpańskie zbrodnie w literaturze

Tomasz Pindel
10.01.2021

W poniedziałek 11 stycznia urodziny obchodzi Eduardo Mendoza, bez wątpienia jeden z najciekawszych w ogóle i najbardziej znanych w Polsce współczesnych hiszpańskich pisarzy. Z okazji urodzin don Eduarda przypomnijmy sobie zatem inne kryminały pisane po hiszpańsku, które jednak w ten czy inny sposób wykraczają poza gatunkowe schematy.

Mendoza i inne kryminały – hiszpańskie zbrodnie w literaturze

Satyra i niezwykłe intrygi – przyjemność pisania

Eduardo Mendoza to prozaik o bardzo różnorodnym dorobku, ceniony przede wszystkim za takie powieści jak „Prawda o sprawie Savolty" czy „Miasto cudów”, ale przez czytelników kochany głównie za swój cykl o szalonym detektywie. W kolejnych tomach – „Sekret hiszpańskiej pensjonarki”, „Oliwkowy labirynt”, „Przygoda fryzjera damskiego”, „Awantura o pieniądze albo życie” i „Tajemnica zaginionej ślicznotki” – powraca ten sam, nigdy nie nazwany z imienia czy nazwiska, pensjonariusz zakładu zamkniętego, a potem żyjący już na wolności pechowiec, który wplątuje się w przeróżne kryminalne afery i zawsze potrafi znaleźć ich rozwiązania, choć sam dobrze na tym raczej nie wychodzi. Mendoza wielokrotnie przyznawał, że seria ta ma dla niego znaczenie szczególne: kiedy nie ma dobrych pomysłów na inne fabuły, detektyw sam do niego wraca i pozwala oddać się przyjemności pisania. Jest to zarazem przykład tego, jak pojemna może być konwencja kryminału, który pod piórem barcelońskiego pisarza okazuje się z jednej strony literaturą głęboko humorystyczną, z silnymi akcentami satyry, nie tracąc jednak nic z śledczego napięcia i tworząc zarazem wyjątkowy portret miasta. Mendoza pożenił tu konwencję znaną z twórczości Arthura Conana Doyle’a i Agathy Christie z klasycznym hiszpańskim gatunkiem pikareski, czyli powieści łotrzykowskiej, której bohaterem jest ktoś ze społecznego marginesu, bezkompromisowo obnażający marność świata.

Reklama

Hiszpańskie oblicza zbrodni – klasycy i nie tylko

Hiszpania dostarcza światu naprawdę sporo kryminałów różnej maści i pewna grupa ich twórców przebiła się także i u nas: trudno zakwestionować mocną pozycję Dolores Redondo, podobnie Alicia Giménez-Bartlett może pochwalić się niemałą biblioteczką polskich przekładów; ale już taki klasyk, jak Manuel Vázquez Montalbán, mimo publikacji kilku tomów z perypetiami detektywa Carvalho, przyjął się niezbyt dobrze. Prawo starszeństwa – w każdym razie w sensie obecności w Polsce – przyznać należy jednak Arturowi Pérezowi Reverte, który wprawdzie częściej sięga po gatunek thrillera, ale do kryminalnych fabuł wykazuje także wyraźną słabość (zresztą, czyż thriller i kryminał to nie są dwa bratanki?). Widać to choćby w najnowszym cyklu, którego akcja rozgrywa się w czasach hiszpańskiej wojny domowej: „Falcó” i kontynuująca opowieść o jego bohaterach „Eva” to powieści, które można by uznać za szpiegowskie – w końcu główny bohater, Falcó, para się tym właśnie fachem, a wszystko rozgrywa się w wojennych realiach – ale nie brak tu klasycznych toposów kryminału w wersji chandlerowskiej. Widać to przede wszystkim w postaci protagonisty, który jest cyniczny i zimny, pracuje zresztą dla frankistów – a to jednak nieczęsto spotykana sytuacja literacka – jednak ma gdzieś tam w sobie cząstkę wrażliwości, może i głęboko ukrytą, ale obecną. Oryginalność cyklu polega na tym, że wartka sensacyjna akcja pokazuje przy okazji uciekającą od czarno-białych podziałów wizję wojny: nie żeby Pérez Reverte sympatyzował z frankistami, ale w jego powieściach wojna wymyka się upraszczającym podziałom na dobrych i złych.

Gatunkowe eksperymenty

Lata temu ukazała się też u nas powieść niejakiego Pabla Tusseta, także – jak Mendozowski cykl – usytuowana w Barcelonie, pod intrygującym tytułem „Najlepsze, co może się przydarzyć rogalikowi”. Trudno nazwać ją kryminałem, choć z punktu widzenia fabuły kryteria spełnia: główny bohater, mający do życia stosunek mocno olewczy, angażuje się (bardzo niechętnie) w poszukiwania swojego brata, który nagle gdzieś przepadł. Akcja toczy się raczej leniwie, bo nie o wartkie tempo tu idzie, nie o pogonie i strzelaniny: to ironiczne spojrzenie na współczesny styl życia, pełna humoru i kpiny, ale wcale nie powierzchowna historia o ludziach pogubionych, nie tylko w dosłownym słowa tego znaczeniu. No i ten finał, za sprawą którego naprawdę nie jest nam już do śmiechu.

Powieść Tusseta pokazuje pewną bardzo istotną rzecz: spora część „innych” kryminałów rządzi się prawami nie tyle tego gatunku właśnie, ile raczej skręca w stronę powieści po prostu. Bywa tak – widać to choćby w komentarzach na LC – że czytelnicy sięgają po dany tytuł jako po kryminał i bywają rozczarowani, że za wolno, za dużo dygresji, za mało zwrotów akcji.... – gdy tymczasem wystarczy spojrzeć na taką książkę jako na powieść bezprzymiotnikową i owe mankamenty mogą okazać się wręcz atutami.

Zagadkowe tożsamości i zagadki

Jest to choćby przypadek argentyńskiej pisarki Claudii Piñeiro, która często sięga po pewne elementy typowo kryminalne, ale w jej powieściach wcale nie chodzi o to, kto zabił i dlaczego. „Czwartkowe wdowy”, które otwarły przed nią wrota literackiej kariery, zaczynają się jak typowy kryminał – trzy trupy w basenie przy willi na luksusowym zamkniętym osiedlu i jeden przerażony człowiek, który wyraźnie coś wie, ale nie chce powiedzieć – ale kto liczy na to, że zaraz wkroczy inspektor i poprowadzi błyskotliwe śledztwo, ten się zawiedzie. Powieść jest fascynująca, ale nie w sensacyjnym słowa tego znaczeniu: poznajemy kolejnych mieszkańców luksusowego osiedla, ich wzajemne powiązania, problemy i wstydliwe sekrety, a rozwiązanie zagadki – bo owszem, w finale prawda wyjdzie na jaw – nie będzie miało nic wspólnego z tym, czego by można oczekiwać od typowego kryminału. Podobnie dzieje się w innej powieści autorki – w „Betibu”. Tu mamy dużo więcej z typowego kryminału, jest krwawa zbrodnia, jest śledztwo, jest pewien spisek, ale znów: Piñeiro bardziej zajmuje się opisaniem współczesnego świata, niż detektywistyczną łamigłówką.

Reklama

To zresztą cechy typowe dla wielu latynoskich kryminałów, które nazywane bywają mianem neopolicial, czyli nowej literatury kryminalnej. Ukucie tego pojęcia przypisuje się meksykańskiemu potentatowi literackiemu – nazywa się on Paco Ignacio Taibo II. Ów autor zauważył, że o ile typowy kryminał służy rozrywce i zasadniczo opiera się na wierze w sprawiedliwość (detektyw jednak z zasady triumfuje), to na południe od granicy amerykańsko-meksykańskiej przeważa powieść kryminalna, której głównym celem jest wskazywanie realnych problemów społecznych, a państwo zamiast stanowić ostoję, staje się często źródłem zbrodni.

Aktualne problemy i fascynujące intrygi

To dlatego tak wiele latynoskich powieści kryminalnych podejmuje tematykę bieżącą i próżno szukać w nich optymizmu. Kilka przykładów: weźmy Meksykanina Martína Solaresa i jego „Czarne minuty” oraz „Nie przysyłajcie kwiatów”: kryminały jak się patrzy, są zbrodnie, śledztwo i tak dalej, ale jest to zarazem bezpardonowy obraz współczesnego Meksyku, kraju pogrążonego w narkotykowej wojnie domowej, potężnym kryzysie (bynajmniej nie tylko w ekonomicznym sensie) i korupcji. Albo Santiago Roncagliolo z Peru i jego "Czerwony kwiecień": niezbyt rozgarnięty pracownik prokuratury nieporadnie prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa w odległej miejscowości w Andach i de facto mimo woli wpada na trop prowadzący do ludobójstwa, jakiego dopuściły się peruwiańskie władze w latach 90.

Reklama

Albo utrzymany w nieco spokojniejszym tonie cykl powieści Leonarda Padury z Kuby, których bohaterem jest Mario Conde – „Gorączka w Hawanie”, „Wichura w Hawanie” i „Trans w Hawanie” (cykl ma więcej tomów, ale po polsku nie wyszły): każda część opowiada o kryminalnej zagadce, ale zarazem dostajemy tu kapitalną kronikę przemian społecznych na Kubie, od stabilnego castryzmu końca lat 80., przez katastrofę i potężny kryzys po upadku ZSRR, po nową stabilizację. Intrygi i postaci u tych trzech autorów są oczywiście fikcyjne, ale pokazana rzeczywistość – bynajmniej.

W kryminale zatem można ironizować i humoryzować, można też tworzyć zaangażowany opisrzeczywistości – można też snuć autorefleksyjną opowieść. Tak dzieje się w przypadku „Tajemnicy Paryża” Pabla De Santisa z Argentyny. To istny metakryminał: z okazji światowej wystawy w Paryżu (tej z wieżą Eiffla) dochodzi do spotkania członków elitarnego Klubu Dwunastu Detektywów (wśród nich niejaki Arzacki z Polski!). Panowie będą musieli zmierzyć się z kryminalną zagadką i zbrodnią, a zarazem prowadząić erudycyjne dyskusje o tym, czy w ogóle jest fach detektywa i kryminalne śledztwo. Oba plany powieści okazują się naprawdę pomysłowe.

Pijąc zdrowie szacownego jubilata, spójrzmy zatem na kryminał szerzej, wszak to gatunek, który z pewnością nie powiedział jeszcze ostatniego słowa!

Reklama

komentarze [21]

Sortuj:
3177
350
15.01.2021 09:32

Nie został wymieniony Jordi Sierra i Fabra.

Mendozę oraz innego autora "Najlepsze co może się przydarzyć rogalikowi" czytałam kiedyś z wielką przyjemnością, ale nie traktowałam ich jako kryminały. Może dlatego, że jestem wychowana na klasycznych, angielskich głownie.


7041
369
14.01.2021 11:22

Ciekawe, poszukam niektórych poleconych dzieł.

PS Link podpięty pod "Tajemnice Paryża" odsyła do innej książki o tym samym tytule, napisanej przez innego autora. Poprawcie, proszę.


2860
706
12.01.2021 19:11

Ja bym wspomniała jeszcze Julia Navarro.


1460
0
12.01.2021 13:57

Leonardo Padura jest wspaniały! Pozostałe tomy kryminałów o Mario Conde znakomite. Poza tym, od jakiegoś czasu Padura jest typowany do literackiej Nagrody Nobla.


4615
401
11.01.2021 15:48

U mnie na półce czeka
 Prawda o sprawie Savolty Prawda o sprawie Savolty
Martina Solaresa Czarne minuty czytałam
Myślę też o sięgnięciu po Pereza.

Z okazji urodzin wszystkiego naj Panie Mendoza!!!
Wielu ciekawych pomysłów i intrygujących postaci!!!


82
29
11.01.2021 13:25

Warto byłoby dodać  Szachownica flamandzka Szachownica flamandzka A. Pereza Reverte.


3085
47
10.01.2021 22:34

Znam kilka książek wymienionych w tekście, lubię Mendozę i Artura Pereza Reverte.
Dorzucę jeszcze od siebie kilka powieści Jose Carlosa Somozy, którego twórczość poznawałam kiedyś całkiem dogłębnie:
 Szkatułka z kości słoniowej Szkatułka z kości słoniowej
 Przynęta

więcej

2860
706
12.01.2021 19:08

Z przyjemnością wspominam książki Somozy, świetna zabawa


1331
68
10.01.2021 20:01

Czytałam "Czwartkowe wdowy" i już praktycznie nic z nich nie pamiętam, co chyba jest nienajlepszą rekomendacją. Po "Czarnych minutach" spodziewałam się czegoś naprawdę mocnego, a też szału nie było... To już wolę zupełnie niekryminalne kryminały Mariasa ;)


6535
590
10.01.2021 21:18

nie najlepszą


1331
68
10.01.2021 21:50

Tak jest, panie sierżancie!


6535
590
11.01.2021 07:14

Tak trzymać.


1304
128
10.01.2021 19:05

I jeszcze Alicia Gimenez-Bartlett z Serią z Petrą Delicado


91
80
10.01.2021 14:23

Polecam też: Roberto Santiago "Ana". Nie mogę się doczekać kiedy pojawi się jeszcze coś tego autora.


554
3
13.01.2021 20:28

Anę pochłonęłam w 2 dni... samo się czyta :)


zgłoś błąd