Warszawa 1656

Okładka książki Warszawa 1656
Mirosław Nagielski Wydawnictwo: Bellona Seria: Historyczne Bitwy historia
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
historia
Seria:
Historyczne Bitwy
Wydawnictwo:
Bellona
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1990-01-01
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788311115323
Tagi:
wojskowość staropolska potop szwedzki
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki Korespondencja wojskowa hetmana Janusza Radziwiłła w latach 1646-1655. Część 2, Listy Konrad Bobiatyński, Przemysław Gawron, Krzysztof Kossarzecki, Piotr Kroll, Adam Majewski, Dariusz Milewski, Mirosław Nagielski
Ocena 2,0
Korespondencja... Konrad Bobiatyński,...
Okładka książki W boju i na paradzie. Husaria Rzeczypospolitej w XVI–XVII w. Konrad Bobiatyński, Przemysław Gawron, Zbigniew Hundert, Piotr Kroll, Tomasz Mleczek, Mirosław Nagielski, Marek Plewczyński, Marek Wagner
Ocena 8,7
W boju i na pa... Konrad Bobiatyński,...
Okładka książki Korespondencja wojskowa hetmana Janusz Radziwiłła w latach 1646-1655. Część 1, Diariusz kancelaryjny 1649-1653 Andrzej Adam Majewski, Konrad Bobiatyński, Przemysław Gawron, Krzysztof Kossarzecki, Piotr Kroll, Dariusz Milewski, Mirosław Nagielski
Ocena 0,0
Korespondencja... Andrzej Adam Majews...
Okładka książki Bitwa pod Mątwami 1666. Historia i pamięć Sławomir Augusiewicz, Zbigniew Hundert, Andrzej Korytko, Mirosław Nagielski, Tomasz Łaszkiewicz
Ocena 6,0
Bitwa pod Mątw... Sławomir Augusiewic...

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,5 / 10
51 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
783
669

Na półkach:

Mirosław Nagielski w swojej książce opisuje nie tylko tytułową bitwę, lecz przybliża czytelnikowi kampanię 1656 roku, która rozgrywała się podczas szwedzkiego potopu. We wstępnych rozdziałach autor przybliża działania polskie pod Warszawą, które doprowadziły do odzyskania stolicy przez wojska króla Jana Kazimierza. Przedstawiono również szereg innych starć rozgrywających się podczas tej kampanii, opisano walki pod Kłeckiem, Kłynią czy Tykocinem. Ponad 100 stron zajmuje rozbudowany, dynamiczny opis tytułowej batalii, która zakończyła się klęską wojsk Rzeczypospolitej. Smutna to lektura, kiedy musimy czytać o porażkach naszej armii spowodowanych przeciętnym dowodzeniem, warcholstwem pospolitego ruszenia i niewykorzystanych szans. Co ciekawe, autor wchodzi w polemikę i konfrontuje swe ustalenia z innymi historykami polskimi, ale także szwedzkimi, wchodząc zwłaszcza w dyskusję w poczytnym w Polsce historykiem Peterem Englundem, który przedstawił bitwę jako starcie nowoczesnej Europy ze średniowiecznym wojskiem (co oczywiście jest sporą przesadą). Na uwagę zasługuje również aneks, w którym zawarto Ordre de Bataille wojsk szwedzkich, brandenburskich i polsko-litewskich, biorących udział w walkach od 20 kwietnia do 30 lipca 1656 roku.

Mirosław Nagielski w swojej książce opisuje nie tylko tytułową bitwę, lecz przybliża czytelnikowi kampanię 1656 roku, która rozgrywała się podczas szwedzkiego potopu. We wstępnych rozdziałach autor przybliża działania polskie pod Warszawą, które doprowadziły do odzyskania stolicy przez wojska króla Jana Kazimierza. Przedstawiono również szereg innych starć rozgrywających...

więcej Pokaż mimo to

22
avatar
2059
635

Na półkach: , , , , , ,

Początkowo chciałem dać wyraźnie lepszą notę, ale, muszę przyznać, zaniepokoiła mnie recenzja czytelnika Senseja. Jako absolutny amator i nie-znawca realiów XVII-nej Europy muszę polegać na ocenach użytkowników bardziej obeznanych w temacie. A zarzuty Senseja pod adresem Mirosława Nagielskiego brzmią poważnie.

MIMO TO spełnia "Warszawa 1656" podstawowe zadanie, to jest przybliża amatorom temat i pobudza do dalszych studiów. A czyni to w sposób czytelny i stosunkowo przejrzysty. Czytałem już w serii "Historyczne bitwy" książki nie tylko o wiele gorsze pod względem stylistycznym, ale wręcz zakłamane i bałamutne merytorycznie.

Na pochwałę zasługują czytelne mapy i wklejki z ordre de bataille oraz wprowadzenie czytelnika w kampanię roku 1656.

Myślę, że mimo wszystko warto zajrzeć do tej pozycji, bo trzydniowa bitwa pod Warszawą nadal nie jest tematem znanym. Osobiście urzekła mnie postać Marii Ludwiki Gonzagi, królowej Polski. Jej aktywny udział w bitwie oraz nieugięty charakter, znacząco kontrastujący ze zdemoralizowanymi dworzanami, to dla mnie największe zaskoczenie tej książki.

Początkowo chciałem dać wyraźnie lepszą notę, ale, muszę przyznać, zaniepokoiła mnie recenzja czytelnika Senseja. Jako absolutny amator i nie-znawca realiów XVII-nej Europy muszę polegać na ocenach użytkowników bardziej obeznanych w temacie. A zarzuty Senseja pod adresem Mirosława Nagielskiego brzmią poważnie.

MIMO TO spełnia "Warszawa 1656" podstawowe zadanie, to jest...

więcej Pokaż mimo to

37
avatar
1863
115

Na półkach:

Jak tę książkę oceniam? Zacznę od tego, że trudno mi spuścić zasłonę milczenia na to, co mnie najbardziej w tej pozycji denerwuje, tj. błędne opisanie udziału husarii w tej bitwie. Już nawet nie chodzi o to, że kolejny raz, za ś.p. J.Teodorczykiem pojawiają się tutaj tezy o rozstrzeliwaniu szeregów husarskich przez muszkieterów (s. 145), ale o takie prozaiczne rzeczy jak np. skład i liczebność chorągwi husarskich, które brały udział w szarży Połubińskiego w drugim dniu bitwy. Dla przykładu poniżej zacytujemy fragment jego książki, aby wyjaśnić czytelnikowi w czym rzecz… . M. Nagielski pisze, że:

"Impet uderzenia chorągwi husarskich pod komendą Połubińskiego był ogromny. Środek prawego skrzydła, złożony z doborowych regimentów uplandzkiej i smalandzkiej rajtarii (były to skwadrony pod dowództwem Plantinga i Rosena), został przełamany, zaś husaria przedzierała się w głąb ugrupowania przeciwnika pod ogniem prowadzonym przez nie rozbite jeszcze skwadrony rajtarii nieprzyjacielskiej. Uderzeniu nie oparły się także skwadrony pierwszego rzutu rajtarii gwardii królowej pod komendą Anhalta. Duże straty miała ponieść także gwardia rajtarska Karola X Gustawa".

Na samym początku wypada zauważyć, że dziwna a momentami nietrafna terminologia i słownictwo profesora wprost przyprawia o ból głowy! Używa on nieadekwatnych sformułowań jak np. przełamanie przez husarię. Husaria nigdy nie przejechała szeregów przeciwnika jedną szarżą. Nigdy w taki sposób nie wyglądały jej szarże. Raczej powinno się tutaj "mówić" o systematycznym rozbijaniu poszczególnych szeregów przez husarzy. Np. pod Kircholmem husaria polska przeprowadziła aż osiem takich szarż! Określenie "przełamanie" nie powinno tutaj w ogóle występować. Pozwala mi sądzić, że autor nie ma bladego pojęcia o istocie szarż przeprowadzanych przez husarię na nowożytnych polach bitew, gdyż nie zna źródeł traktujących na ten temat. Nie rozumie lub nie chce zrozumieć jak w rzeczywistości one wyglądały. Nagielski chwali w swojej książce rajtarię za jej skuteczność i znaczną wartość bojową, ale czy ma on pojęcie o czym pisze? Rajtaria była lekką kawalerią w XVI-XVII w. Z reguły była wyposażona w arkebuzy i pistolety. Taką bronią nie wiele mogła zrobić husarii. Powodów ku takiemu twierdzeniu jest z pewnością wiele. Zacznę od prozaicznych w postaci znakomitych koni, broni, morale i wyszkolenia samych husarzy polskich. Wśród innych wymienię fakt, że rajtaria była zbyt słabo uzbrojona a ówczesna broń palna nie stanowiła wielkiego zagrożenia dla półzbroi husarskiej. W tamtych czasach nie istniała jeszcze broń ładowana odtylcowo, a czas ładowania był stanowczo zbyt długi. Wiele zależało od jakości prochu, ale przeciwko taktyce stosowanej przez husarie nawet najlepszy proch i najlepsze muszkiety czy arkebuzy nie mogły pomóc… Na domiar złego rajtarzy strzelający z arkebuzów nie byli w stanie wiele wskórać przeciwko taktyce husarii, rozpoczynającej szarżę kłusem i luźnym szykiem, a następnie galopującej i cwałującej aby w reszcie na ostatnich metrach zwierać szyk! Nic nie mogło powstrzymać takiego impetu. Początkowy luźny szyk husarii znacznie obniżał straty. Ostrzał natomiast prowadzono na dystansie, na którym husaria polska poruszała się jeszcze szykiem luźnym, ale już galopując. Zwróćmy uwagę, że Szwedzi nawet na dobrze przygotowanym do bitwy terenie jak pod Gniewem nie wiele wskórali przeciwko wojsku polskiemu. Nawet jeśli przyjąć, że w generalnym ataku decydującego dnia bitwy gniewskiej (chociaż nie ma na to cienia dowodu!) wzięła udział husaria to straciła ona nie wielu ludzi skoro straty sięgnęły zaledwie 18 zabitych! Owa szwedzka „nawała ogniowa” była rzeczywiście wyjątkowo straszliwa!... Jakież gigantyczne straty zadała Polakom… Tym podobnych dyrdymałów u Teodorczyka jest wiele. Nagielski pisze swoją książkę w podobnej konwencji i powiela ten absurdalny schemat… Dosłownie włosy stają dęba!!!

Natomiast drugi z Panów pod wpływem tez, których pozostaje Mirosław Nagielski to Zdzisław Żygulski Jr. Podobnie jak Jerzy Teodorczyk był to przede wszystkim muzealnik. Napisał wiele kiepskich książek. Przypominam sobie zwłaszcza jedną zatytułowaną „Broń starożytna”, w której wprost roi się od błędów i wielu ogólników. Właściwie poza zdjęciami uzbrojenia nie mogę znaleźć w niej innych plusów. Autor powinien pozostać przy wydawaniu albumów. Zdecydowanie to wychodzi mu dużo lepiej. Przypomnę tylko, że głosił tezy o zasięgu karabinu długolufowego na około 1200 m! Podkreślmy, że takiego zasięgu nie miała chociażby późniejsza broń snajperska z czasów wojny secesyjnej a wspomniane dane nasuwają skojarzenia raczej ze współczesną bronią.

Karabiny długolufowe rodem z XVII w. z trudem radziły sobie z półzbrojami o grubości 3-4 mm. Ich celność a co za tym idzie i skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. Towarzysze husarscy jak wynika z wielu wspomnień i pamiętników (np. Wespazjana Kochowskiego) dopuszczali nawet do strzałów z tzw. półhaka z broni pistoletowej, czyli z najbliższej odległości, a i tak nie były one w stanie przebić ich zbroi. Czytając Nagielskiego można odnieść wrażenie, że pozostaje on bardzo pod wpływem dwóch wielce szkodliwych autorów, a mianowicie Jerzego Teodorczyka i Zdzisława Żygulskiego Jr. Teodorczyk jest znany osobom zorientowanym w temacie z wielce kuriozalnego artykułu o pierwszej porażce husarii w bitwie pod Gniewem. Nie mając cienia dowodu próbował dowodzić, że husaria została pokonana we wspomnianym starciu. Podczas, gdy żadne źródło wprost nie wymieniało jej wśród oddziałów biorących udział w ataku decydującego dnia bitwy. Nagielski czerpie od niego wiele błędnych poglądów, np. skuteczności broni palnej. Treść niniejszej pracy nasunęła mi skojarzenia z „nawałami ogniowymi” muszkieterów rodem z bitwy pod Gniewem… , a teraz Nagielski czyni to samo tylko jak widzę w odniesieniu do rajtarii (!), szczęście istniejących tylko w świecie ludzi pokroju J. Teodorczyka, Z. Żygulskiego Jr i M. Nagielskiego. Nagielski pisze np. „ (…) zaś husaria przedzierała się w głąb ugrupowania przeciwnika pod ogniem prowadzonym przez nie rozbite jeszcze skwadrony rajtarii nieprzyjacielskiej”. Według profesora „ogień” był tak silny i groźny, że mógł realnie zagrozić husarii… Tym podobnych głupot w książce „Warszawa 1656” wydanej po raz kolejny w okrytej złą sławą "Bellonie" można uświadczyć nader często. Inna sprawa to kwestia owej rajtarii tak często pojawiającej się na kartach książki Nagielskiego. Tutaj kieruje pytanie do samego autora. Czy aby przypadkiem opancerzonej rajtarii nie powinno się nazywać kirasjerami? :)

Wskazać też muszę na inny poważny błąd, tj. na to, że prof. Nagielski podpiera się jednym i tym samym fragmentem źródła do opisu 2 różnych epizodów (chodzi o fragment listu J. Leszczyńskiego, który raz jest użyty do opisu popołudniowej szarży Połubińskiego [s. 148] a innym razem, ten sam fragment użyto przy opisie wydarzeń przedpołudniowuch [s. 128-130]). Błędem jest także określanie strat, które mieli ponieść husarze Połubińskiego w szarży 29 VII 1656, na podstawie zmian wykazywanych przez komputy wojsk w III i IV kwartale 1656. Błędem jest również wykorzystanie opisu Des Noyersa (który odnosi się do wydarzeń porannych 30 VII), przy wydarzeniach, które miały miejsce popołudniu 29 VII (s.148). Dodam też, że nie zgadzam się ze sposobem interpretacji wielu faktów przez prof. Nagielskiego (na przykład tego, co się stało po szarży husarii Połubińskiego 29 VII).

Ten list Des Noyresa w rzeczywistości mówi o bitwie trzydniowej. Des Noyers napisał "W sobotę dnia 28 lipca". Sobota przypadała na 29 VII a nie 28 VII. Des Noyers opisuje więc wydarzenia z 3 dni bitwy). Nie ma to jednak tutaj znaczenia.

Istotne jest to, że ten fragment listu Des Noyersa, który wykorzystał prof. Nagielski przy opisie wydarzeń z drugiego dnia bitwy (sobota, 29 VII), jest w istocie opisem wydarzeń porannych trzeciego dnia bitwy (niedziela, 30 VII). Więc stwierdzam, że:

"Błędem jest również wykorzystanie opisu Des Noyersa (który odnosi się do wydarzeń porannych 30 VII), przy wydarzeniach, które miały miejsce popołudniu 29 VII (s.148)."

Właśnie w tym problem, że na s. 148 prof. Nagielski wykorzystuje ten fragment do opisu słynnej szarży husarzy Połubińskiego a na s. 128-130 z kolei, łączy go z zupełnie innymi wydarzeniami.

O braku posiłków pisał oprócz Leszczyńskiego J. Łoś i S. Wierzbowski. Nie kwestionuję tego, że szarżującej husarii nie udzielono wsparcia. Moje uwagi dotyczą tego, w jaki sposób prof. Nagielski użył fragmentu listu Des Noyersa (który odnosi się do zupełnie innych wydarzeń), do poparcia tezy, że husarii nie udzielono na czas wsparcia. Kwestionuję również scenariusz wydarzeń, zaproponowany przez prof. Nagielskiego, odnoszący się do owego zagadnienia braku udzielenia wsparcia husarzom. Powtórzę: "nie zgadzam się ze sposobem interpretacji wielu faktów przez prof. Nagielskiego (na przykład tego, co się stało po szarży husarii Połubińskiego 29 VII)".

Otóż właśnie Des Noyers nie pisze nic ani o samej szarży husarzy Połubińskiego w dniu 29 VII, ani o zabiegach Jana Kazimierza, by ją wesprzeć. W takiej sytuacji należy raczej określić interpretację prof. Nagielskiego jako ryzykowną, ale nie błędną. Z powyższych powodów zmuszony jestem uznać, że: "Błędem jest również wykorzystanie opisu Des Noyersa (który odnosi się do wydarzeń porannych 30 VII), przy wydarzeniach, które miały miejsce popołudniu 29 VII (s.148)."

Jak dla mnie znacznie więcej wątpliwości rodzi kwestia, które to chorągwie husarskie uczestniczyły w szarży. Polskie źródła narracyjne nie wspominają w ogóle o obecności chorągwi koronnych, a jednocześnie brak w pracy prof. Nagielskiego jakichkolwiek wzmianek na ten temat ze źródeł szwedzkich i brandenburskich. Jak dotąd nasi historycy nie wskazali na żadne źródło, które potwierdza uczestnictwo husarzy koronnych w tej szarży. R. Sikora, po dodatkowej kwerendzie źródeł znalazł źródła wprost i zupełnie jednoznacznie stwierdzające, że w szarży tej nie uczestniczyła husaria koronna. Są one napisane przez naocznych świadków tej bitwy. Do prof. Nagielskiego mam tutaj nie tyle pretensje o to, że do tych źródeł nie dotarł lub je zignorował), ale o to, że opierając się na opisie bitwy warszawskiej pióra prof. Herbsta, przeinaczył to, co prof. Herbst napisał.

Otóż Herbst co prawda podaje, że oprócz 2 chorągwi litewskich „w szarży mogły uczestniczyć tylko cztery roty koronne [...]”, ale nie oznacza to, że na pewno brały w niej udział. Oznacza to jedynie, że z całą pewnością rot husarii koronnej nie mogło tam być więcej niż 4. Mirosław Nagielski, opierając się na Herbście twierdzi, że „w szarży uczestniczyło na pewno sześć chorągwi husarskich, cztery z wojska koronnego, dwie z litewskiego”. Ta pewność jest co najmniej zaskakująca, skoro sam Herbst tej pewności nie miał. Prof. Nagielski ze zdania warunkowego zrobił zdanie twierdzące, nie mając ku temu (a przynajmniej nie wskazując na to) żadnej podstawy źródłowej.

Podsumowując książka M. Nagielskiego stoi na wyjątkowo niskim poziomie merytorycznym. Po jej lekturze poczułem wyjątkowy niesmak. Autor będący przedstawicielem tzw. „warszawskiej szkoły historycznej” popełnia w niej liczne błędy merytoryczne. Z jednej strony przesadnie i błędnie zwiększył wartość bojową rajtarii, a z drugiej obniżył wartość husarii. W dużej mierze wynika to z braku znajomości przedstawianej tematyki oraz co istotniejsze pozostawiania pod wpływem idiotycznych tez głoszonych przez swoją „szkółkę”. Nagielski przeinacza również sam przebieg bitwy warszawskiej (1656). Nie rozumie on na czym polegała skuteczność husarii, jak wyglądały jej szarże, jak również dlaczego ówczesna broń palna była nieskuteczna i zawodna. Słowem nie zna realiów XVII w. pól bitew. Mógłbym tak wyliczać bez końca błędy autora, lecz czeka na mnie jeszcze wiele o niebo lepszych pozycji. Pasjonatom i specjalistom od wojskowości nowożytnej stanowczo nie polecam. Szkoda czasu na lekturę i pieniędzy na zakup książki „Warszawa 1656”. Lepiej zainwestować w literaturę wyższych lotów.

Jak tę książkę oceniam? Zacznę od tego, że trudno mi spuścić zasłonę milczenia na to, co mnie najbardziej w tej pozycji denerwuje, tj. błędne opisanie udziału husarii w tej bitwie. Już nawet nie chodzi o to, że kolejny raz, za ś.p. J.Teodorczykiem pojawiają się tutaj tezy o rozstrzeliwaniu szeregów husarskich przez muszkieterów (s. 145), ale o takie prozaiczne rzeczy jak...

więcej Pokaż mimo to

17
Reklama
avatar
589
459

Na półkach: , , ,

Świetna książka. Zawiera tyle informacji, że spokojnie mogłaby być typowym opracowaniem naukowym. Akcja zaczyna się w 1655 roku, w skrócony sposób przedstawiając szwedzką kampanię w Polsce. Największą cześć stanowi oczywiście opis walk o Warszawę, zwłaszcza polowej bitwy ze Szwedami. Jej opis zajmuje aż trzy rozdziały! I chociaż nie porywa barwnością opisu, to jest bardzo jasny i czytelny. Zaletą tekstu są liczne aneksy: mapy, szkice, ilustracje i dokładny wykaz biorących udział w bitwie pułków.

Świetna książka. Zawiera tyle informacji, że spokojnie mogłaby być typowym opracowaniem naukowym. Akcja zaczyna się w 1655 roku, w skrócony sposób przedstawiając szwedzką kampanię w Polsce. Największą cześć stanowi oczywiście opis walk o Warszawę, zwłaszcza polowej bitwy ze Szwedami. Jej opis zajmuje aż trzy rozdziały! I chociaż nie porywa barwnością opisu, to jest bardzo...

więcej Pokaż mimo to

6
avatar
423
200

Na półkach: ,

Bardzo dobry i szczegółowy opis bitwy wojsk polskich pod wodzą Jana Kazimierza ze szwedzkimi Karola Gustawa pod Warszawą. Mimo, że przegrana przez stronę polską to stanowiła duży krok do zakończenia Potopu Szwedzkiego.
Jak wszystkie pozycje z tej serii tak i w tej pozycji znajdziemy opis ówczesnej sytuacji politycznej i strategicznej przed rozpoczęciem bitwy. Dynamiczny opis starć trzydniowych oraz skutki dopełniają obraz tamtych wydarzeń.

Bardzo dobry i szczegółowy opis bitwy wojsk polskich pod wodzą Jana Kazimierza ze szwedzkimi Karola Gustawa pod Warszawą. Mimo, że przegrana przez stronę polską to stanowiła duży krok do zakończenia Potopu Szwedzkiego.
Jak wszystkie pozycje z tej serii tak i w tej pozycji znajdziemy opis ówczesnej sytuacji politycznej i strategicznej przed rozpoczęciem bitwy. Dynamiczny...

więcej Pokaż mimo to

1

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Warszawa 1656


Reklama

Ciekawostki historyczne

Co zabijało na południu Francji w XVIII wieku?
awatar
Paweł Czarnecki
Czytaj więcej
Średniowiecze | 2022-05-16
Jan Hus. Heretyk i bohater
6 lipca 1415 roku w czasie soboru w Konstancji spalono na stosie Jana Husa. Jego śmierć pchnęła Czechów do wzniecenia rewolucji...
awatar
Michał Procner
Czytaj więcej
XIX wiek | 2022-05-15
Historia wozu Drzymały
Za sprawą cyrkowego wozu Michał Drzymała zapisał się w historii jako symbol narodowego sprytu i uporu. Kim był? I o co właściwie...
awatar
Gabriela Bortacka
Czytaj więcej
Nowożytność | 2022-05-14
Czemu Aztekowie zjadali wrogów?
Aztekowie składali ofiary z ludzi na naprawdę ogromną skalę. Co roku ku czci bóstw zabijali tysiące swoich wrogów. Ale dlaczego ich...
awatar
Michał Piorun
Czytaj więcej
Historia najnowsza | 2022-05-13
Czym są trupie farmy?
W tych miejscach rozkładające się ciała leżą na ziemi pod okiem uczonych kryminalistyków. Oto najbardziej makabryczne placówki...
awatar
Michał Procner
Czytaj więcej
W roku 1974 na Sardynii miejscowi rolnicy przypadkowo odkryli coś, co później zostało nazwane stanowiskiem Mont’e Prama.
awatar
Herbert Gnaś
Czytaj więcej
Druga wojna światowa | 2022-05-12
Śmierć Ottona Wächtera
Otto Wächter był zastępcą Hansa Franka, gubernatorem dystryktu krakowskiego i Galicji. Ścigano go za zbrodnie na 100 tys. Polaków,...
awatar
Philippe Sands
Czytaj więcej
9 maja 1960 roku Food and Drug Administration (FDA) zatwierdziła pierwszą na świecie, komercyjnie produkowaną pigułkę...
awatar
Paweł Czarnecki
Czytaj więcej
Nowożytność | 2022-05-11
Kim był Peter Niers?
Z ręki Petera Niersa miało zginąć ponad 500 osób. Parał się czarną magią, mordował niemowlęta i zjadał ich serca. Ale ile w tej...
awatar
Paweł Filipiak
Czytaj więcej
zgłoś błąd