Wyrywacz serc

Okładka książki Wyrywacz serc
Boris Vian Wydawnictwo: Przedświt literatura piękna
155 str. 2 godz. 35 min.
Kategoria:
literatura piękna
Tytuł oryginału:
L'arrache coeur
Wydawnictwo:
Przedświt
Data wydania:
1991-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1991-01-01
Liczba stron:
155
Czas czytania
2 godz. 35 min.
Język:
polski
ISBN:
83-85081-13-5
Tłumacz:
Marek Puszczewicz
Tagi:
powieść literatura francuska surrealizm absurd psychoanaliza
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
7,1 / 10
85 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
404
282

Na półkach: , ,

MASZYNA DO SZYCIA I PARASOL SPOTYKAJĄ SIĘ W KRAINIE BEZWSTYDU

Z „Wyrywaczem serc” Borisa Viana (1920-1959) mam pewien problem, który być może wynika z faktu, że przygodę z jego prozą rozpocząłem już kilkanaście lat temu od „Jesieni w Pekinie”, która okazała się chyba najlepszą jego powieścią i najzwyczajniej wysoko postawioną poprzeczką. Wtedy też, niesłusznie, zaszufladkowałem autora do grona humorystów i kpiarzy. Tymczasem tutaj opisywany przez Viana świat jest brutalny, odrażający, wręcz dystopijny – morduje się tu dzieci, handluje starymi ludźmi, torturuje zwierzęta, dewastuje przyrodę, ludzie są tu zdolni do najgorszych świństw. Postaci zaludniające tę powieść cechuje głęboka amoralność, która jest podniesiona do rangi wartości – zaś swoistym tabu, słowem zakazanym jest WSTYD. Tak właśnie wygląda społeczeństwo, które zerwało z tzw. „pedagogiką wstydu”. Mam wątpliwości, czy aby na pewno świat, będący wytworem vianowskiej wyobraźni, jest wzorem do naśladowania. Niby wiadomo, że „Wyrywacz serc” to przykład surrealistycznego szaleństwa, przemieszanie tonacji i idei, a jednak jest to świat odrażający, trudny do zaakceptowania i przez to angażujący emocjonalnie. A to dlatego, że na początku stwarza on złudzenie normalności. Wiele rzeczy już widziałem, ale wciąż z trudnością przychodzi mi czytanie o dwóch rzeczach – cierpieniu dzieci i zwierząt.

Tytułowym „wyrywaczem serc” jest psychiatra o znamiennym imieniu – Zmar (w oryginale: Jacquemort), określający siebie, jako pusty w środku, przybywający do nieznanej z nazwy wioski, celem znalezienia obiektu do „spsychoanalizowania”, czyli przejęcia jego myśli i tożsamości. Przypadkowo trafia do domu na wzgórzu, zamieszkałego przez Angela i Klementynę, kobietę która właśnie jest w połogu. Psychiatra asystuje przy porodzie, w następstwie którego na świat przychodzą trojaczki – Noël, Joël i Citroën. Zmar postanawia zamieszkać u małżeństwa i zostaje u nich na długie lata. Z biegiem czasu stopniowo przyzwyczaja się do osobliwych obyczajów panujących w wiosce. Staje się również świadkiem tego, jak miłość nadopiekuńczej matki stopniowo przeradza się w obsesję i patologię, która jest główną osią fabularną powieści. Jednak im dłużej psychiatra Zmar przebywa w tych realiach, psychoanalizuje, a zatem przejmuje sposób myślenia postaci, wśród których żyje, staje się tacy, jak jego towarzysze, a rzeczywistość staje się coraz bardziej wynaturzona. Powieść skonstruowana jest z różnej długości epizodów, stylizowanych na formę diarystyczną, bo opatrzonych datą dzienną. W związku z powyższym zniekształceniu, czy raczej wynaturzeniu ulega nawet przestrzeń czasowa – powstają nowe miesiące i akcja toczy się na przykład: 55 styczwietnia (styczeń + kwiecień), 73 luterwca (luty + czerwiec), czy 98 kwierpnia (kwiecień + sierpień).

Protagoniści „Wyrywacza serc” nie wzbudzają sympatii. Najbardziej wyrafinowaną postacią powieści jest z pewnością ksiądz proboszcz, który organizuje walki bokserskie ze swoim zakrystianem, w którym dostrzega obecność szatana. Może się też pochwalić dość osobliwymi poglądami: „Religia jest luksusem (…) Tylko prostacy chcą z niej uczynić coś pożytecznego”. Kiedy wierni, zgromadzeni na mszy domagają się deszczu, ksiądz grzmi z ambony: „Bóg nie dba o wasze rabatki i robótki. Bóg to piernat ze złotego brokatu, to diament oprawiony w słońce, to cenna ozdoba wycyzelowana w miłości, to jedwabne sutanny, wyszywane skarpety, naszyjniki i pierścienie, nieużyteczność, niezwykłość, monstrancje elektryczne… Nie będzie padało!”. I kończy z aforystyczną siłą: „Tu jest kościół, nie konewka!”.

Autor kpi sobie z psychoanalizy, tak modnej w czasie, gdy powieść powstawała, czyli w okresie intelektualnych niepokojów ówczesnej bohemy. Vian pisał „Wyrywacza serc” w 1952 roku, w tym samym czasie również dobiegało końca jego pierwsze małżeństwo z Michelle Léglise-Vian i chyba zwykłą chęcią zemsty można tłumaczyć tak radykalną krytykę instytucji małżeństwa, przedstawienie portretu chorej psychicznie kobiety, kochającej patologiczną miłością (inna sprawa, że przypadkowo dowiódł swoim utworem wielkiej siły kobiet i ich przewagi nad mężczyznami). Na stronie tytułowej mojego egzemplarza, który nabyłem na Allegro widnieje dedykacja jej poprzedniego właściciela dla ukochanej, opatrzona cytatem, który, wyrwany z kontekstu, wydaje się romantyczny. Mam jednak wątpliwości, czy „Wyrywacz serc” jest w istocie dobrym prezentem dla osoby, z którą chcielibyśmy się związać uczuciowo. Tak ze strachu przed analogiami.

„Wyrywacz serc” to swoiste spojenie rzeczywistości i sennego koszmaru, idealna egzemplifikacja surrealistycznej definicji piękna, sformułowanej przez jednego z duchowych ojców surrealizmu, Comte de Lautréamonta – „piękne, jak przypadkowe spotkanie maszyny do szycia i parasola na stole sekcyjnym”. Napisana szaleńczym językiem, który na długo zapada w pamięć swoimi neologizmami. Z satysfakcją odnotowuję fakt, że Boris Vian w „Wyrywaczu serc” okazuje się być zdolnym uczniem i kontynuatorem Alfreda Jarry’ego: „W podstawie obór, składającej się z grubych słupów kryły się kadzie, w których, dzięki sile ciężkości, gromadziły się gnój i g r ó w n a [podkr. T.W]”. Poetyka utworów Borisa Viana jest tak oryginalna, że do dziś właściwie nie znalazła godnego naśladowcy, a to dlatego, że Vian miał w swojej głowie wiele światów. „Wyrywacz serc” jest ostatnią powieścią, jaka ukazała się za życia autora (sześć lat przed przedwczesną śmiercią) i akurat w tym świecie można odczuć pewien pierwiastek schyłkowości, czy też wtórności. Nie jest to raczej szczyt dokonań Viana, mimo to myślę, że warto znać to dzieło. Nie pozostawia ono obojętnym, oburza, szokuje, długo nie daje zasnąć, a pytania, jakie prowokuje, są z gatunku tych najistotniejszych.

MASZYNA DO SZYCIA I PARASOL SPOTYKAJĄ SIĘ W KRAINIE BEZWSTYDU

Z „Wyrywaczem serc” Borisa Viana (1920-1959) mam pewien problem, który być może wynika z faktu, że przygodę z jego prozą rozpocząłem już kilkanaście lat temu od „Jesieni w Pekinie”, która okazała się chyba najlepszą jego powieścią i najzwyczajniej wysoko postawioną poprzeczką. Wtedy też, niesłusznie,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
454
290

Na półkach: ,

Zdaje się, że autorowi chodziło o ukazanie przemiany matki po porodzie, jej nadopiekuńczość, czym to się może dla dzieci skończyć i jak to, co dla jednych jest śmieciem, dla innych jest skarbem (nawet dwukrotnie - główny wątek i końcówka z czeladnikiem, który zazdrościł klatek, oraz ze złotem).

Ale to był przerost formy nad treścią. Całość zwyczajnie nudna i niezbyt dobrze przemyślana. Jedynym ciekawym motywem był ksiądz proboszcz, ale parafrazując go, zachwyt nad tą powieścią jest dobrem luksusowym. A mi ten luksus dany nie został.

Zdaje się, że autorowi chodziło o ukazanie przemiany matki po porodzie, jej nadopiekuńczość, czym to się może dla dzieci skończyć i jak to, co dla jednych jest śmieciem, dla innych jest skarbem (nawet dwukrotnie - główny wątek i końcówka z czeladnikiem, który zazdrościł klatek, oraz ze złotem).

Ale to był przerost formy nad treścią. Całość zwyczajnie nudna i niezbyt...

więcej Pokaż mimo to

avatar
878
801

Na półkach:

Albo nabieram wprawy w interpretacji twórczości Borisa Viana, albo po prostu ta powieść była napisana odmiennie. Mimo absurdów nie trzeba było skupiać się, aby doszukać się znaczenia wątków. Tym razem Vian porusza problem obsesyjnej matczynej miłości, która na początku odbiera matce seksualność, a nawet tożsamość, aż w końcu zaczyna odbierać dzieciom normalność i wolność. Ciekawie poprowadzone wątki zmuszające do poważnej refleksji.

Albo nabieram wprawy w interpretacji twórczości Borisa Viana, albo po prostu ta powieść była napisana odmiennie. Mimo absurdów nie trzeba było skupiać się, aby doszukać się znaczenia wątków. Tym razem Vian porusza problem obsesyjnej matczynej miłości, która na początku odbiera matce seksualność, a nawet tożsamość, aż w końcu zaczyna odbierać dzieciom normalność i wolność....

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
1457
53

Na półkach: , ,

Kilką wątków miesza się tutaj w smakowity misz-masz. Po pierwsze, na celowniku pojawia się psychoanaliza i psychiatra Zmar, który przyjeżdża do niewielkiej wsi, płonąc z pragnienienia "spsychoanalizowania" kogoś. Zaczyna od wdzięcznego obiektu - Białodupskiej, która jest boną w domu Klementyny, matki trojaczków i Angela, ojca tychże. Bona jednakowoż nie poddaje się Zmarowi z łatwością - jego pytania nazywa świństwami i zdecydowanie woli godzić się na akt seksualny z psychiatrą, byle tylko uniknąć krępujących pytań. Sam lekarz dusz jawi się w powieści Viana jako nieco komiczny, a gdy nikt we wsi nie chce poddać się psychoanalizie, ktoś radzi Zmarowi, ażeby spsychoanalizował zwierzęta.
Ale to tylko jeden z wątków w "Wyrywaczu". Drugi próbuje odpowiedzieć na pytanie, gdzie są granice miłości matczynej i czy w ogóle są oraz z czego wynikają?

Kilką wątków miesza się tutaj w smakowity misz-masz. Po pierwsze, na celowniku pojawia się psychoanaliza i psychiatra Zmar, który przyjeżdża do niewielkiej wsi, płonąc z pragnienienia "spsychoanalizowania" kogoś. Zaczyna od wdzięcznego obiektu - Białodupskiej, która jest boną w domu Klementyny, matki trojaczków i Angela, ojca tychże. Bona jednakowoż nie poddaje się Zmarowi...

więcej Pokaż mimo to

avatar
10
15

Na półkach:

tomek

tomek

Pokaż mimo to

avatar
332
26

Na półkach: , , ,

lu aussi

lu aussi

Pokaż mimo to

avatar
33
6

Na półkach:

pozostawia po sobie pewien niepokój!

pozostawia po sobie pewien niepokój!

Pokaż mimo to

avatar
666
108

Na półkach: ,

http://naderinteresujace.blogspot.com/2016/11/wyrywacz-serc.html

http://naderinteresujace.blogspot.com/2016/11/wyrywacz-serc.html

Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wyrywacz serc


Reklama
zgłoś błąd