Obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej 1934-39

Okładka książki Obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej 1934-39
Wojciech Śleszyński Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Benkowski historia
151 str. 2 godz. 31 min.
Kategoria:
historia
Wydawnictwo:
Dom Wydawniczy Benkowski
Data wydania:
2003-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2003-01-01
Liczba stron:
151
Czas czytania
2 godz. 31 min.
Język:
polski
ISBN:
8391816109
Tagi:
historia Polski II Rzeczpospolita więźniowie polityczni
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,8 / 10
8 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
463
418

Na półkach: ,

15 czerwca 1934 zginął minister spraw wewnętrznych Bronisław Pieracki, zamach był dziełem nacjonalistów ukraińskich, sanacja początkowo posądzała o to ONR, zaś komuniści nie potrafili wymyślić nic durniejszego niż nazwać zabójstwo prowokacją obozu rządzącego. (s. 22)
Na pomysł utworzenia „miejsca odosobnienia” wpadł świeżo mianowany (15 maja) premier Leon Kozłowski, który po zamachu przejściowo przejął obowiązki Pierackiego. Piłsudski, będący ministrem spraw wojskowych, po rozmowie z Kozłowskim wyraził zgodę (według swego adiutanta, przy rozmowie tej jednak nieobecnego, miał powiedzieć „Ja nic nie mam przeciw tej waszej czerezwyczajce, ja się na tę waszą czerezwyczajkę na rok zgodziłem”, za: Mieczysław Lepecki, „Pamiętnik Adiutanta Marszałka Piłsudskiego”, Warszawa 1989, s. 219), 17 czerwca rząd uchwalił rozporządzenie (z ważnością do odwołania, bez wspomnianego rocznego ograniczenia), prezydent Mościcki, większy uczony niż mąż stanu, je zatwierdził. Swoją drogą osobliwe, gdy premier o zgodę prosi ministra ...

Mym zwyczajem grozi zarys wykładu z wyborem źródeł. Rozporządzenie brzmiało :
„Art. 1 Osoby, których działalność lub postępowanie daje podstawę do przypuszczenia, że grozi z ich strony naruszenie bezpieczeństwa, spokoju lub porządku publicznego, mogą ulec przytrzymaniu i przymusowemu umieszczeniu w miejscach odosobnienia, nie przeznaczonych dla osób skazanych lub aresztowanych z powodu przestępstw. Art. 2. 1 Zarządzenie co do przytrzymania i skierowania osoby przytrzymanej do miejsca odosobnienia wydają władze administracji ogólnej. 2 Postanowienie o przymusowem odosobnieniu wydaje sędzia śledczy na wniosek władzy, która zarządziła przytrzymanie; uzasadniony wniosek tej władzy jest wystarczającą podstawą do wydania postanowienia. 3 Odpis postanowienia będzie doręczony osobie przytrzymanej w ciągu czterdziestu ośmiu godzin od chwili jej przytrzymania. 4. Na postanowienie sędziego środki odwoławcze nie służą. Art. 3. O odosobnieniu orzeka sędzia śledczy, wyznaczony w tym celu przez kolegjum administracyjne właściwego sądu okręgowego. Właściwym jest sąd, w którego okręgu położone jest miejsce odosobnienia. Art. 4. 1. Odosobnienie może być orzeczone na 3 miesiące; może być przedłużane w związku z zachowaniem się odosobnionego na dalsze 3 miesiące, w trybie, określonym w art. 2. 2. Odosobnieni mogą być zatrudnieni wyznaczoną im pracą. Art. 5. Wykonanie rozporządzenia niniejszego porucza się Ministrom: Spraw Wewnętrznych i Sprawiedliwości. Art. 6. Rozporządzenie niniejsze wchodzi w życie z dniem ogłoszenia i traci moc obowiązującą w terminie i na obszarach, które określą rozporządzenia Rady Ministrów.” (Dz. U. Nr 50 poz. 473)

Pojęcie „naruszania bezpieczeństwa, spokoju lub porządku publicznego” odpowiadało działaniom bądź zaniechaniom określonym w Prawie o wykroczeniach z 11 lipca 1932 (Dz. U. Nr 60, poz. 572), rozdział II „Wykroczenia przeciwko porządkowi publicznemu” (art. 17 – 32) oraz rozdział III „Wykroczenia przeciw bezpieczeństwu” (art. 33 – 48). Np. za wprowadzanie w błąd urzędu w sprawie własnej lub cudzej tożsamości bądź odmowę udzielenia urzędowi takiej wiadomości (art. 23) groził areszt do 3 miesięcy lub grzywna do 3000 zł; zakłócenie spokoju krzykiem, hałasem czy innym wybrykiem (art. 28) areszt do 2 miesięcy lub grzywna do 2000 zł; uporczywe zakłócanie ciszy nocnej (art. 30) areszt do tygodnia lub grzywna do 250 zł; lekceważenie przepisów przeciwpożarowych (art. 39) areszt do 2 miesięcy lub grzywna do 2000 zł. Areszt 3 miesięczny stanowił granicę oddzielającą wykroczenia od występków. Karalne było jedynie wykroczenie popełnione (art. 5), karalność usiłowania wykroczenia zachodziła, gdy dotychczasowy przepis szczególny tak stanowił (art. 12 Przepisów wprowadzających Kodeks Karny i prawo o wykroczeniach Dz. U. Nr 60, poz. 573). W Rozporządzeniu z 17 czerwca także groziły 3 miesiące, jednak nie za popełnienie, a za samo „dawanie przypuszczenia o grożącym naruszeniu”, bliżej nieokreślonym, przy czym z możliwością wielokrotnego przedłużania, do tego bez rozprawy i bez odwołania.

Kary za wykroczenia wymierzały władze powiatowe na podstawie Rozporządzenia o postępowaniu karno-administracyjnym z 22 marca 1928 (Dz. U. Nr 38, poz. 365), z możliwością odwołania do sądu okręgowego („żądania skierowania sprawy na drogę postępowania sądowego”), co zapewniał art. 72 Konstytucji, należało je wnieść w ciągu tygodnia od ogłoszenia orzeczenia wedle art. 618 Kodeksu Postępowania Karnego z 19 marca 1928 (Dz. U. Nr 33, poz. 313), o czym też niżej.

Wyrok sądu w takiej sprawie był w zasadzie ostateczny, choć przysługiwała jeszcze kasacja do Sądu Najwyższego (art. 626 KPK) stosowana w razie „nieprawidłowego zastosowania ustawy przy określeniu przestępstwa i wymierzeniu kary” lub „obrazy przepisów postępowania sądowego” (art. 494 KPK), możliwość taką w sprawach wykroczeń zniósł dekret „o usprawnieniu postępowania sądowego” z 21 listopada 1938 (Dz. U. Nr 89, poz. 609).

Czy sąd mógł skazać bez rozprawy? W ograniczonym zakresie tak. W sprawach, należących do właściwości sądów grodzkich (czyli zagrożonych pozbawieniem wolności do 2 lat) „gdy przestępstwo zagrożone jest, niezależnie od kar dodatkowych i zastępczych, tylko aresztem i grzywną lub jedną z tych kar” (wykluczone były zatem przestępstwa zagrożone więzieniem, karą surowszą od aresztu) „sąd grodzki może wydać nakaz karny (…) jeżeli (…) uzna, że dowody oskarżenia względem sprawcy przestępstwa są wystarczające i nie budzą wątpliwości. Nakazem karnym można orzec tylko karę grzywny i aresztu do dni 14 lub jedną z tych kar. (…) Oskarżonemu i oskarżycielowi służy w ciągu 7 dni od dnia doręczenia nakazu prawo wniesienia do sądu grodzkiego sprzeciwu. Oskarżony może wnieść sprzeciw pisemnie lub ustnie do protokołu w kancelarii sądu. W razie wniesienia sprzeciwu, sprawę rozpoznaje się w postępowaniu zwyczajnym. Nakaz karny nie wiąże sądu w postępowaniu zwyczajnym ani co do kwalifikacji czynu, ani co do wymiaru kary. Nakaz karny, przeciw któremu nie wniesiono w terminie sprzeciwu, ulega wykonaniu jak wyrok prawomocny.” (art. 31 – 40 Przepisów wprowadzających KPK Dz. U. Nr 33, poz. 314, pisownia uwspółcześniona)

Tych kilka przepisów cytuję dla wyjaśnienia, jak wyglądało Rozporządzenie z 17 czerwca na ich tle.

Jak autor we wstępie podaje „W prezentowanej publikacji postanowił odejść od tradycyjnej, nużącej formy opisu i zastąpić ją, w jego odczuciu bardziej atrakcyjnym połączeniem analizy naukowej z prezentacją dokumentów archiwalnych, na bieżąco ilustrujących omawiane zagadnienia”. (s. 8)
„W dotychczasowych publikacjach spotykamy różne nazewnictwo: „miejsce odosobnienia”, „obóz odosobnienia”, „obóz izolacyjny”, „obóz koncentracyjny”. Z punktu widzenia metodologicznego wszystkie one odpowiadają opisywanemu zagadnieniu, z tym, że po doświadczeniach II wojny światowej nazwa „obóz koncentracyjny” straciła swoje pierwotne znaczenie – oznaczające miejsce służące do czasowego skoncentrowania (zamknięcia) przeciwników politycznych, ludności cywilnej, a stała się synonimem obozu zagłady. Dlatego też w niniejszej pracy autor zrezygnował całkowicie z używania tego terminu, ograniczając się do trzech pierwszych. Pracę zatytułowano „Obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej 1934 – 1939”, choć w dokumentach rządowych używane jest nazewnictwo „miejsce odosobnienia". Autor uznał je za zwykły eufemizm, mający za zadanie bagatelizować powołanie nowej placówki penitencjarno – karnej. Wymiennie w niniejszej pracy stosuje się pojęcia : „aresztowany”, „zatrzymany”, „osadzony”, „uwięziony” w stosunku do osób przetrzymywanych w obozie. Autor zdaje sobie sprawę, iż może wzbudzić to opór prawników, chciał jednak uniknąć ciągłego powtarzania tego samego określenia.” (s. 11n) Stosowanie własnej terminologii może być ryzykowne, o czym za chwilę.
„autor świadomy jest niedoskonałości powstałego opracowania, wynikających zarówno ze sposobu rozmieszczenia akcentów jak i z samej przyjętej struktury. Wierzy jednak, że prezentowana praca wniesie znaczący wkład w dzieło poznania jednej z najbardziej kontrowersyjnych instytucji okresu sanacyjnego w Polsce.” (s. 12)

Oczywiście Rozporządzenie od razu wzbudziło protesty.
„Argumentowano, że czasowe zawieszenie praw obywatelskich może nastąpić dla całego obszaru państwa lub wybranej jego części tylko wówczas, gdy zachodzi zagrożenie wybuchu wojny lub knowań spiskowych, zmierzających do obalenia konstytucyjnego porządku państwa. Zarządzenie takie może wydać Rada Ministrów, jednak musi ono być natychmiast, jeżeli sejm obraduje, zatwierdzone przez posłów. W innym przypadku sejm powinien zebrać się w celu zatwierdzenia tego dekretu w ciągu 8 dni. Żaden z tych warunków, jak argumentowała opozycja, nie został spełniony” (s. 73)
Opisała to np. wychodząca w Katowicach „Gazeta Robotnicza” Nr 99 z 12 lipca 1934 na s. 1
https://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/155488/edition/146075/content
Prawidłowo, choć pod względem prawniczym mniej więcej ściśle, przytoczyła art. 124 Konstytucji Marcowej i dodała „Dekret o zaprowadzeniu obozów izolacyjnych został wydany w dniu 18 czerwca [w istocie był to dzień ogłoszenia, uwaga Piratki]. Dziś jest dzień 12 lipca. W ciągu 24 dni od ogłoszenia owego zarządzenia Sejm nie zebrał się automatycznie.”
Art. 124 Konstytucji (podobnie jak Konstytucja USA w art. 1 § 9 ustęp 2 przewiduje zawieszenie „habeas corpus” w czasie wojny lub rozruchów) dozwalał „podczas wojny albo gdy grozi wybuch wojny, jako też w razie rozruchów wewnętrznych lub rozległych knowań o charakterze zdrady stanu, zagrażających Konstytucji Państwa albo bezpieczeństwu obywateli” na zawieszenie wymienionych enumeratywnie pięciu praw obywatelskich, wolności osobistej określonej w art. 97, nietykalności mieszkania (art. 100) wolności prasy (art. 105), tajemnicy korespondencji (art. 106), prawa koalicji, zgromadzania się i zawiązywania stowarzyszeń (art. 108). Art. 124 dodawał jeszcze, co „Gazeta Robotnicza” opuściła, „Zasady te określi bliżej ustawa o stanie wyjątkowym.” W art. 124 było jeszcze jedno końcowe zdanie o stanie wojennym, ogłaszanym w razie wojny, który oczywiście nie miał tu zastosowania.
Rzeczona ustawa, a dokładnie Rozporządzenie o mocy ustawy z 16 marca 1928 o stanie wyjątkowym (Dz. U. 1928 Nr 32 poz. 307), przewidywała w razie ogłoszenia tego stanu „zawieszenie wolności osobistej”, a w ramach tego „osoby zagrażające bezpieczeństwu Państwa lub porządkowi publicznemu” dozwalała „internować” czyli „przytrzymać na okres nie dłuższy, niż 3 miesiące, w miejscach nieprzeznaczonych dla osób skazanych lub aresztowanych z powodu przestępstw” (art. 6). „Osoby internowane podlegać mogą jedynie ograniczeniom koniecznym ze względu na cel przytrzymania” (tamże).
Drogę zatwierdzenia sejmowego premier Kozłowski obszedł. Jak przypuszczam obmyślił to znany z takich zagrań ówczesny naczelny prawnik sanacji Stanisław Car, nomen omen ...
Otóż z a m i a s t wprowadzenia stanu wyjątkowego wydane zostało rozporządzenie o mocy ustawy wprowadzające trzeci rodzaj pozbawienia wolności, inny niż kara bądź środek zapobiegający uchylaniu od sądu. Rząd wydał je na podstawie ustawy o upoważnieniu do wydawania takich rozporządzeń z 15 marca 1934 (Dz. U. 1934 Nr 28 poz. 221). Rozporządzenie, w myśl art. 44 Konstytucji po zmianach z 2 sierpnia 1926 (Nr 78, poz. 442), obowiązywało bez konieczności zatwierdzenia, lecz wymagało „złożenia Sejmowi w ciągu dni 14 po najbliższem posiedzeniu Sejmu” i traciło moc, jeżeli po złożeniu Sejmowi zostało „przez Sejm uchylone.” Mościcki zwołał Sejm dopiero 27 października 1934 na 31 października (M. P. 1934 Nr 249 poz. 306) i 6 listopada odroczył obrady o miesiąc (M. P. 1934 Nr 257 poz. 332).
Jak widać rozporządzenie z 17 czerwca powtórzyło jakie osoby należy „przytrzymać” w miejscach innych niż „przeznaczone dla skazanych lub aresztowanych z powodu przestępstw”, dodając możliwość przedłużania bez ograniczeń, gdy w stanie wyjątkowym „przytrzymanie” następowało najwyżej na 3 miesiące. Wprawdzie w stanie wyjątkowym „przytrzymać” można było „bez polecenia władz sądowych”, tu zaś z „postanowienia sędziego”, jednak to zastrzeżenie zostało pozbawione znaczenia, skoro wniosek władz był „wystarczającą podstawą”. W dodatku Rozporządzenie z 1934 dozwalało na „zatrudnienie wyznaczoną (...) pracą”, o czym Rozporządzenie z 1928 milczało.
Konstytucja w art. 97 mówiła o „aresztowaniu z polecenia sądowego” z podaniem przyczyny na piśmie „najpóźniej w ciągu 48 godzin”, Rozporządzenie z 17 czerwca zaś o „przytrzymaniu i przymusowym umieszczeniu w miejscach odosobnienia” oraz „postanowieniu o przymusowym odosobnieniu” zaznaczając, że to coś innego niż skazanie czy tymczasowe aresztowanie. To ostatnie było „środkiem zapobiegającym uchylaniu się od sądu” szczegółowo określonym w art. 164 – 173 Kodeksu Postępowania Karnego z 19 marca 1928 (Dz. U. 1928 nr 33 poz. 313 z późniejszymi zmianami). Na postanowienie sądu o aresztowaniu służyło zażalenie (art. 164), wolno je było wnosić w każdym stadium sprawy „niezależnie od jakichkolwiek terminów” (art. 220). Sąd mógł o nim postanowić tylko w razie zajścia którejś z 4 enumeratywnie wymienionych przyczyn (art. 165): a) w razie uzasadnionej obawy, że oskarżony będzie się ukrywał, b) gdy sprawa toczy się o przestępstwo zagrożone karą pozbawienia wolności do roku lub cięższą, a zachodzi uzasadniona obawa, że oskarżony będzie nakłaniał świadków do fałszywych zeznań lub w inny sposób starał się o usunięcie dowodów przestępstwa, c) gdy oskarżony nie ma w kraju ani stałego miejsca pobytu, ani określonego źródła utrzymania, lub gdy nie można ustalić jego tożsamości, d) gdy oskarżony jest przestępcą nałogowym, zawodowym lub recydywistą (art. 60 KK). Wymagało uzasadnienia (art. 49n KPK). Należało je bezzwłocznie uchylić, gdy przyczyna ustała (art. 170). W toku dochodzenia było dopuszczalne najwyżej przez 3 miesiące, w śledztwie „łącznie z dochodzeniem” 6 miesięcy, z możliwością przedłużenia z uwagi na konieczność prowadzenia czynnności śledczych za granicą lub „gdy sąd uzna, że ze względu na szczególne okoliczności śledztwa nie można ukończyć w terminie”. W sprawach o wykroczenia mogło trwać do 14 dni (art. 8 Rozporządzenia z 22 marca 1928 o postępowaniu karno-administracyjnym). Zaliczenie aresztowania na poczet wykonywanej kary zależało od uznania sądu (art. 58 Kodeksu Karnego).

Aresztowanie znaczy tyle co zatrzymanie, gdyż słowo to pochodzi od średniow. łac. „arrestare” (zatrzymywać), a to z łac. „restare” (pozostawać), to zaś od czasownika „stare” (stać).

Za wykroczenie groziło „ukaranie”, za przestępstwo „skazanie”. W zakładzie leczniczym, domu pracy przymusowej lub zakładzie dla „niepoprawnych przestępców” (art. 79 – 84 Kodeksu Karnego) na podstawie wyroku lub postanowienia „jeżeli sprawy nie ukończono wyrokiem” (art. 18 Przepisów Wprowadzających Kodeks Karny i prawo o wykroczeniach z 11 lipca 1932 Dz. U. Nr 60, poz. 573) następowało „umieszczenie”.

Wojewoda poleski Wacław Kostek – Biernacki zabrał się do tworzenia „miejsca odosobnienia” z gorliwością godną lepszej sprawy. 2 lipca wydał „Rozporządzenie porządkowe” (s. 18), powielone od razu przez liczne czasopisma (np. „Gazeta Robotnicza” loc. cit.) zabraniające a) przekraczania ogrodzenia z drutu, b) robienia zdjęć, c) porozumiewania się w jakikolwiek sposób z odosobnionymi, pod karą pozasądową grzywny do 500 zł albo/oraz aresztu do 14 dni, na podstawie art. 111 rozporządzenia Prezydenta z 19 stycznia 1928 r. (Dziennik Ustaw R. P. Nr. 11, poz. 86).
Było to „Rozporządzenie o organizacji i zakresie działania władz administracji ogólnej”. Art. 108 dozwalał wojewodom na wydawanie m. in. „rozporządzeń porządkowych w celu ochrony bezpieczeństwa, spokoju i porządku publicznego w wypadkach, nieunormowanych osobnemi przepisami prawnemi”, którymi „można z mocą obowiązującą na całym obszarze lub na części województwa nakazać lub zakazać pewnych czynności, jeśli zachodzi prawdopodobieństwo, że działania lub zaniechania wywołają niebezpieczeństwo dla życia, zdrowia lub mienia obywateli, albo naruszą spokój lub porządek publiczny” (art. 109), za naruszenie groziła wymieniona kara z możliwością odwołania do sądu okręgowego w ciągu 7 dni od doręczenia orzeczenia władz powiatowych (art. 111).
O czym Kostek – Biernacki nie raczył wspomnieć.
Równocześnie wydał „Obwieszczenie” skierowane do „mieszkańców okolicznych i przyjezdnych obywateli”, grożące za zlekceważenie powyższych zakazów oprócz odpowiedzialności karnej „zamknięciem w miejscu odosobnienia”.

Wg art. 38 Konstytucji ustawy musiały być z nią zgodne. Zatem rozporządzenia o mocy ustawy także. Jednak Konstytucja nie wprowadzała Trybunału Konstytucyjnego, a art. 81 zabraniał sądom „badania ważności ustaw, należycie ogłoszonych”.
Prezydent ślubował „praw Rzeczypospolitej, a przedewszystkiem Ustawy Konstytucyjnej święcie przestrzegać i bronić” (art. 54 Konstytucji) a za „pogwałcenie Konstytucji” odpowiadał przed Trybunałem Stanu (art. 51).
Art. 98 brzmiał „Nikt nie może być pozbawiony sądu, któremu z prawa podlega. Sądy wyjątkowe są dopuszczalne tylko w wypadkach, oznaczonych ustawami, wydanemi przed popełnieniem czynu karygodnego. Ściganie obywatela i wymierzenie kary jest dopuszczalne tylko na zasadzie obowiązującej ustawy. Kary, połączone z udręczeniami fizycznemi, są niedozwolone i nikt takim karom podlegać nie może. Żadna ustawa nie może zamykać obywatelowi drogi sądowej dla dochodzenia krzywdy i straty.” (pisownia ówczesna)
Zaś art. 121 „Każdy obywatel ma prawo do wynagrodzenia szkody, jaką mu wyrządziły organy władzy państwowej, cywilnej lub wojskowej, przez działalność urzędową, niezgodną z prawem lub obowiązkami służby.”
Co istotne, art. 124 nie wymieniał art. 72, 98 i 121 wśród tych, które można zawiesić.

„Również uchwalona 24 kwietnia 1935 r. nowa konstytucja prawnie nie przewidywała istnienia obozu odosobnienia.” (s. 73)
Dokładnie, choć można to uzupełnić. Konstytucja kwietniowa rozmyślnie mówiąc o prawach obywatelskich skrótowo w art. 5 („Państwo zapewnia obywatelom możność rozwoju ich wartości osobistych oraz wolność sumienie, słowa i zrzeszeń”), zaś w art. 78 o stanie wyjątkowym, zamiast określić, na czym on polega, odsyłała do ustawy (odnośna ustawa z 22 lutego 1937 Dz. U. Nr 17 poz. 108 w zasadzie powtarzała Rozporządzenie z 16 marca 1928), stanowiła jednak w art. 68 „1. Żadna ustawa nie może zamykać obywatelowi drogi sądowej dla dochodzenia krzywdy lub szkody. 2. Poręcza się wolność osobistą, nietykalność mieszkania i tajemnicę korespondencji. 3 Ustawy określą warunki, w jakich może być dokonana rewizja osobista lub domowa albo naruszona tajemnica korespondencji. 4. Nikt nie może być pozbawiony sądu, któremu z prawa podlega, ani karany za czyn, niezabroniony przez prawo przed jego popełnieniem, ani też zatrzymany bez nakazu sądu dłużej niż 48 godzin. 5. Sądy wyjątkowe są dopuszczalne tylko w przypadkach, przewidzianych w ustawie. 6. Ustawy przeprowadzą zasadę, że sprawy, w których karę orzekła władza administracyjna, będą na żądanie strony przekazane na drogę postępowania sądowego.” Po za tym art. 49 zabraniał, by ustawy i zrównane z nimi rozporządzenia Prezydenta (wedle art. 57 nosiły nazwę dekretów) były sprzeczne z Konstytucją, jednak art. 64 powtarzał zakaz badania ich ważności przez sąd. Prezydent wedle art. 19 przysięgał „ustawę konstytucyjną stosować, względem wszystkich obywateli równą kierować się sprawiedliwością”.

Autor bez potrzeby używa pojęcia „śledztwo”.

„Na polecenie starosty, rzadziej bezpośrednio samego wojewody, wstępny wniosek sporządzony był przez odpowiednią komórkę powiatową Policji Państwowej, która prowadziła śledztwo, gromadziła dokumentację i sporządzała raport potwierdzający winę przyszłego internowanego” (s. 24). Otóż nie było to śledztwem ani nawet dochodzeniem (wymienne używanie tych pojęć jest powszechne, lecz mylne). „Dochodzenie ma na celu wyjaśnienie, czy istotnie popełniono przestępstwo, kogo można o nie podejrzewać i czy jest dostateczna podstawa, by oskarżyciel mógł żądać wszczęcia postępowania sądowego. Dochodzenie polega na rozpytywaniu podejrzanych i osób, które mogą coś wiedzieć o przestępstwie lub jego sprawcy, na zbieraniu niezbędnych informacyj co do osoby podejrzanego, dokonywaniu wywiadów i innych czynności wynikających z istoty dochodzenia.” (art. 243 KPK) „Zadaniem śledztwa jest: a) wszechstronne wyjaśnienie okoliczności sprawy celem ustalenia, czy należy przeprowadzić rozprawę główną, czy też umorzyć postępowanie sądowe; b) utrwalenie dla sądu wyrokującego dowodów, które inaczej mogłyby zaginąć.” (art. 259) Dochodzenie prowadził prokurator bezpośrednio lub za pośrednictwem policji (art. 242), śledztwo zaś sędzia śledczy lub wyznaczony do tego sędzia grodzki (art. 258), z dochodzenia sporządzano zapiski (art. 243), ze śledztwa protokoły (art. 228), te drugie stanowiły dowód na rozprawie w przeciwieństwie do zapisków (art. 337 – 339).
Jednak „odosobnienie” nie było, jak zaznaczyłam, częścią postępowania karnego.

Podobnie nieściśle autor pisze o „odbyciu kary”.

„Osadzenie w Berezie Kartuskiej było wyeliminowaniem osoby z życia społeczno-politycznego na stosunkowo krótki okres. Tak więc gdy istniała tylko możliwość wytoczenia procesu sądowego, władze skrupulatnie z tego korzystały, przedkładając to nad internowanie.” (s. 33, przypis 3) „Osadzeni w Berezie Kartuskiej opuścić mogli obóz tylko z dwóch powodów. Pierwszy, gdy toczyła się przeciwko nim sprawa sądowa lub gdy już zapadł wyrok sądowy, wówczas albo przerywano im okres pobytu w miejscu odosobnienia i kierowano od razu do więzienia, albo przekazywano po odbyciu pełnej kary.” (s. 53) Pomijając niezrozumiałe „po odbyciu pełnej kary” skoro nie było to miejscem kary, tym bardziej mówić o jej ukończeniu, gdyż pobyt mógł być przedłużany bez ograniczeń, jak widać „miejsce odosobnienia” było czasem traktowane jako areszt tymczasowy, co także było wbrew przepisom, aresztu pilnowała bowiem straż więzienna, podległa Ministerstwu Sprawiedliwości (Rozporządzenie z 7 marca 1928 w sprawie organizacji więziennictwa Dz. U. Nr 29 poz. 272), a nie policja, podległa MSW. Rozporządzenie o policji z 6 marca 1928 (Dz. U. Nr 28 poz. 257) zobowiązywało ją do wykonywania poleceń sądu i prokuratury „w zakresie dochodzenia i ścigania przestępstw” (art. 1, podobnie art. 8 § 2 KPK), polecenia te miały pierwszeństwo przed innymi (art. 7), w razie wątpliwości policja mogła zażądać potwierdzenia na piśmie, „żądanie to nie wstrzymuje obowiązku wykonania polecenia” (art. 10) co nie było uzasadnieniem do spełniania przez policję zadań straży „odosobnionych”. Co istotne Rozporządzenie z 17 czerwca 1934 milczało, kto ma pilnować „miejsca odosobnienia”. Zbędnym jest także dodawać przymiotnik „sądowy” do rzeczownika „wyrok”, bowiem prawo znało tylko takie, tak jak za wykroczenie zapadało pozasądowe „orzeczenie” choć z możliwością odwołania do sądu (p. wyżej). O wyrokach zaocznych można dodać, iż zasadniczo osoba oskarżona powinna być na rozprawie, z wyjątkiem spraw zagrożoncyh pozbawieniem wolności do roku, wówczas sąd roztrzygał, czy obecność była konieczną (art. 300 KPK), szkoda, że autor pominął, jakie zapadały wyroki. „Drugim była normalna procedura zwolnienia. Można ją było przyśpieszyć dzięki podjęciu współpracy z komisją Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przybywającą do Berezy co dwa – trzy miesiące w celu zaopiniowania wniosków o zwolnienie. Współpraca z władzami lub zobowiązanie się do natychmiastowego opuszczenia kraju stwarzały szansę na wcześniejsze opuszczenie obozu. Wśród osadzonych na wszelką współpracę z władzą chętnie szli kryminaliści, dla których względy ideowe nie miały aż tak wielkiego znaczenia jak dla więźniów politycznych. Jednak propozycja wcześniejszego opuszczenia obozu generalnie była kusząca dla wszystkich grup osadzonych, nierzadko sami uwięzieni (również więźniowie polityczni) w pismach do komendanta miejsca odosobnienia zobowiązywali się do współpracy, aby tylko uniknąć dalszej katorgi. Decyzję o zwolnieniu na wniosek komendanta miejsca odosobnienia podejmował minister spraw wewnętrznych, który przekazywał ją wojewodzie poleskiemu do wykonania. Ten z kolei przesyłał informacje z nazwiskami osadzonych do komendanta. Decyzja o zwolnieniu działała natychmiastowo.” (s. 53n) Przed opuszczeniem należało podpisać oświadczenie ostrzegające o możliwości „ponownego osadzenia” w razie „braku poprawy w stosunku do postępowania w okresie poprzedzającym odosobnienie oraz zagrażania przez to bezpieczeństwu, spokojowi lub porządkowi publicznemu” (s. 55). „Zwolnieni więźniowie eskortowani byli przez policjantów do najbliższej stacji kolejowej Błudeń, gdzie za pieniądze osadzonych (o ile takowe posiadali) lub przeznaczone na ten cel z kasy obozowej kupowano im bilet. (...) Informację o opuszczeniu obozu przez więźnia komendant miejsca odosobnienia przekazywał do konkretnego wojewody, który dalej roztaczał już "opiekę" nad zwolnionym. Dalszą inwigilację byłego więźnia zlecano posterunkowi policji, na terenie którego mieszkał zwolniony. Policjanci zobowiązani byli do systematycznego składania komendzie powiatowej raportów opisujących aktywność polityczną byłego osadzonego.” (s. 55n)

Berezę bez wahania uznał za obóz koncentracyjny Andrzej Józef Kamiński w „Koszmarze niewolnictwa” (Warszawa 1990, s. 242n, analiza porównawcza obozów hitlerowskich i komunistycznych, istniejący jeszcze wówczas GUKPiW próbował zakazać wydania, co było wielką, choć niezamierzoną pochwałą), były więzień kacetu w Gross – Rosen nie użyłby tej nazwy bez powodu. Oczywiście nie nazwał jej „polskim obozem”, tak jak „Faszyści niemieccy byli Niemcami, lecz ich zbrodnie miały charakter faszystowski, nie niemiecki – tak samo, jak morderstwo popełnione przez polskiego bandytę jest zbrodnią bandycką, nie "polską".” (tenże Kamiński „Hitlerowskie obozy koncentracyjne i ośrodki masowej zagłady w polityce imperializmu niemieckiego”, Wydawnictwo Poznańskie, 1964 s. 17, myśl tę wielokrotnie powtórzył w „Koszmarze niewolnictwa”). Jak zauważył, rozporządzenie z 17 czerwca było sprzeczne nie tylko z Konstytucją, lecz i „z całą polską tradycją prawa, począwszy od Neminem Captivabimus”. Berezę przyrównał do Wöllersdorf, tu przydatne będzie wyjaśnienie. 1 września 1933 rząd Engelberta Dollfussa w Austrii wprowadził pozasądowe (ohne gerichtliches) „zatrzymanie” (die Verhaltung) „osób sprawiających zagrożenie dla bezpieczeństwa” (sicherheitsgefährliche Personen). Po roku, jesienią 1934, w głównym „obozie zatrzymania” (Anhaltelager) w byłej wytwórni pocisków w Wöllersdorf (było też kilka pomniejszych obozów) przebywało jednocześnie około 5 tysięcy, więcej niż przeszło przez Berezę w ciągu 5 lat. Większość została zwolniona w następnych latach, zostało kilkuset, co było górną granicą „odosobnionych” jednorazowo w Berezie. Więcej o tym: http://www.dasrotewien.at/seite/woellersdorf-anhaltelager Oczywiście propaganda III Rzeszy zarzucała Austrii utworzenie tych obozów …

Nazwy „obóz koncentracyjny” na oznaczenie Berezy oczywiście używali komuniści (zdjęcie ulotki na s. 129 „Obozu odosobnienia”).
Poseł Mieczysław Niedziałkowski z PPS w mowie wygłoszonej w Sejmie też tak to ujął „Rzecz pierwsza – to Bereza Kartuska. Jest mi zupełnie wszystko jedno, kto w niej siedzi: komuniści, ONR, czy Ukraińcy. (...) Pozostawiam na uboczu sprawę traktowania "izolowanych" przez władze obozu; ta sprawa należy znowu do resortu Ministerjum Spraw Wewnętrznych. Stawiam problem wyłącznie z punktu widzenia prawnego. Chciałbym raz usłyszeć uzasadnienie prawne Berezy. Art. art. 97 i 98 Konstytucji są z nią, z faktem jej istnienia w oczywistej sprzeczności. Kodeks Karny obozów izolacyjnych nie przewiduje. Koncepcja obozów koncentracyjnych powstała w dobie wojny światowej, rząd sowiecki zastosował ją w okresie wojny domowej, faszyzm rozwinął ją w tempie błyskawicznym i uczynił z niej instytucję stałą, stałe narzędzie rządzenia. Panowie ulegliście czarowi naśladownictwa. Stworzyliście paradoksalną sytuację, w której ludzie, oskarżeni o morderstwo, o gwałt, o szpiegostwo znajdują się w znakomicie lepszym położeniu, niż ludzie, podejrzani przez jakiegoś starostę czy komisarza policji o to, że naruszą kiedykolwiek bezpieczeństwo publiczne. Tamci pierwsi mają akt oskarżenia, prokuratora, obrońcę, rozprawę sądową. Ci drudzy nie mają nic, zostają raptem pozbawieni wszelkich praw, zostają uwięzieni na czas praktycznie nieokreślony bez żadnej możliwości obrony. Przecież to jest podkopywanie fundamentów jakichkolwiek pojęć prawnych.” („Robotnik” 12 I 1935, Nr 13, s. 3)
Nic ująć. Choć można dodać, że obozy takie istniały już wcześniej, na 18 lat przed I Wojną Światową i od początku cieszyły się złą sławą (Kamiński „Koszmar ...”, s. 33). W 1896 hiszpański generał, gubernator Kuby, Waleriano Weyler y Nicolau, dla sterroryzowania powstańców, prowadzących partyzancką wojnę, uwięzić rozkazał w „obozach skupienia” („campos de concentración”) ok. 400 tysięcy spośród nie walczącej ludności (spis 1887 wykazał 1 572 845 mieszkańców wyspy). Znaczna część, podobno ponad 150 tysięcy, zmarła z głodu i chorób.
Co jednak osobliwsze, pół roku przed mową Niedziałkowskiego ta nazwa padła w anonimowym komentarzu do oświadczenia Kozłowskiego (zatytułowanym „Miejsca odosobnienia”) wpierw „Zarządzenie, ustanawiające obozy izolacyjne, nie należy do aktów radosnych.” następnie „Musi być porządek. Musi być powaga i będzie. Obozy koncentracyjne. Tak. Dlaczego? Dlatego, że widać owych osiem lat pracy nad wielkością Polski, osiem lat przykładu i osiem lat osiągnięć, osiem lat krzepnięcia – nie wystarczyło dla wszystkich.” („Gazeta Polska” Nr 168, 19 czerwca 1934 r. s. 2)

„Posłowie lewicowi i prawicowi wykorzystywali obrady sejmu, aby w drodze przewidzianej procedurami sejmowymi poruszać sprawę Berezy Kartuskiej. Składano interpelacje poselskie z zapytaniem do premiera rządu w sprawie funkcjonowania Berezy Kartuskiej. W czasie obrad komisji budżetowej rozpatrującej wniosek budżetu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na 1935 r. również zadawano pytania dotyczące miejsca odosobnienia. Uciekano się także do form bezpośrednich, polegających na składaniu do laski marszałkowskiej wniosków poddających pod głosowanie likwidację obozu odosobnienia. Oczywiście wszystkie tego typu kroki kończyły się niepowodzeniem. Większość rządowa skutecznie blokowała wszelkie inicjatywy opozycji parlamentarnej.” (s. 74)
Rzeczywiście w Sejmie ze sprzeciwem występowali zarówno wspomniany Mieczysław Niedziałkowski czy Zygmunt Żuławski z PPS jak i Roman Rybarski z endecji (Ireneusz Polit „Miejsce odosobnienia w Berezie Kartuskiej w latach 1934 – 1939” s. 170).
„Wydaje się, że o wiele głośniejszą, a co za tym idzie także skuteczniejszą walkę z sanacją prowadziła skrajna lewica, która z haseł nawołujących do likwidacji obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej uczyniła główny oręż swojej walki politycznej.” (Śleszyński, s. 74)
Komuniści, bez potrzeby nazwani „lewicą”, walczyli nie tyle z sanacją, co niepodległym państwem bez względu na jego ustrój. W jakim znaczeniu miała by to być skuteczność, skoro obóz działał dalej? Co gorsza od 1936 liczba „odosobnionych” zaczęła wzrastać, choć w końcu 1935 malała.

„Oświadczenie grupy działaczy społecznych i literatów w sprawie amnestii dla więźniów politycznych i zlikwidowania obozu w Berezie Kartuskiej” (październik 1935): „Polska opinia publiczna ma za sobą chlubne tradycje zmagań w obronie walczącego o wolność człowieka. Za rządów zaborczych, kiedy szubienice znaczyły szlak bojowników nowego jutra, wielokrotnie rozlegał się głos protestu przeciwko wyrokom sądów doraźnych i okrucieństwom policyjnych prześladowań. Z tym większą siłą głos ten powinien zabrzmieć obecnie w Polsce niepodległej. Fala reakcji, zalewająca Europę, niesie z sobą zdziczenie i barbarzyństwo, cofające nas do okresu najciemniejszego średniowiecza. Faszyzm zapanował w znacznej części Europy, stwarzając stosunki urągające wszelkiej możliwości (...) W gorszych jeszcze [niż „skazańcy polityczni”] warunkach znajdują się więźniowie w miejscu odosobnienia – Berezie Kartuskiej, osadzeni tam nie na mocy wyroków sądowych, lecz z rozporządzenia władz administracyjnych, których decyzji w tym przedmiocie nie ogranicza żadna ustawa. Czas pobytu w "miejscu odosobnienia", określony ustawowo na trzy miesiące, z reguły przedłuża się bez ograniczenia. A przecież obóz izolacyjny, utworzony wbrew przepisom konstytucji, wprowadził dla izolowanych warunki życia w krótkim czasie rujnujące najsilniejsze nawet organizmy. Żaden człowiek świadomy swych obowiązków wobec społeczeństwa nie może tych stosunków pominąć milczeniem. Reprezentując różne poglądy społeczno – polityczne łączymy się we wspólnym proteście przeciwko stosowaniu prześladowań za przekonania polityczne i domagamy się uchylenia rozporządzenia o "miejscach odosobnienia" i ogłoszenia amnestii dla więźniów politycznych” (s. 75/76) Wśród kilkudziesięciu podpisujących z bardziej znanych nazwisk: Maciej Rataj (ludowiec, później ofiara hitlerowskiego terroru), wspominany Mieczysław Niedziałkowski (PPS, również ofiara hitlerowskiego terroru), Ludwik Cohn (PPS, po wojnie w opozycji antykomunistycznej), Mieczysław Szerer (sędzia, w 1956 autor raportu o zbrodniach stalinowskich, ujawnionego w PRL w pierwszym obiegu w „Tygodniku Solidarność’ w 1981), jak i Konstanty Gałczyński, wypisujący po wojnie rymowanki ku czci Stalina, czy Wanda Wasilewska. Ta ostatnia równolegle w „Płomyku” (t. 2, Nr 25 z 2 marca 1936) głosiła pochwałę Kanału Białomorskiego wykopanego siłami więźniów (o czym ta książka milczy, a szkoda). Jak widać, obozy pracy przymusowej mogą być faszystowskie bądź pochwały godne, w zależności od tego, kto kogo tam zamyka.
Amnestia wprowadzona ustawą z 2 stycznia 1936 (Dz. U. Nr 1 poz. 1 z 3 stycznia 1936) obejmowała również „popełnione z pobudek politycznych zbrodnie i występki, które dokonane zostały przed 11 listopada 1935 r. oraz należą do właściwości sądów powszechnych” (art. 4) z wyjątkiem spraw o ujawnienie tajemnicy państwowej określonych w Rozporządzeniu z 24 października 1934 „o niektórych przestępstwach przeciwko bezpieczeństwu Państwa” (Dz. U. nr 94 poz. 851), oczywiście nie dotyczyła Berezy, skoro „odosobnieni” tam nie byli skazani ani zatrzymani w ramach postępowania karnego (o czym kilkakrotnie była mowa wyżej).
O ustawie tej widać w książce jedną wzmiankę, zdjęcie wniosku Wydziału Wojewódzkiego z Łodzi z 4 lutego 1939 o osadzenie w Berezie komunisty Feliksa Osińskiego. Za udział w rozruchach w 1933 skazany 12 kwietnia 1934 z art. 97 („wejście w porozumienie z innymi osobami w celu popełnienia zbrodni stanu”) i 165 („udział w związku, którego istnienie, ustrój lub cel ma pozostać tajemnicą wobec władzy państwowej”) Kodeksu Karnego z 1932 na 4 lata więzienia (art. 97 w związku z art. 39 groził więzieniem do lat 15), zwolniony 5 marca 1936 na podstawie amnestii, „choć udziału w akcji bezpośredniej nie bierze”, „ze źródeł konfidencjonalnych” wiadomo, że „nadal kontaktuje się w sprawach partyjnych z poszczególnymi działaczami i cieszy się ich zaufaniem” (s. 118). 8 lutego sędzia śledczy wydał postanowienie oo „odosobnieniu” do 5 maja (s. 29).

W ciągu ponad 5 lat zmarło 13 „odosobnionych”, po za tym jeden popełnił samobójstwo (s. 53), jeden zbiegł (s. 49).

O liczbie „odosobnionych”.
Wacław Jędrzejewicz napomknął wyraźnie lekceważąco „przez Berezę przeszło około 500 osób, w tym wielu spekulantów, ale także szereg polityków polskich i ukraińskich” („Józef Piłsudski 1867 – 1935. Życiorys” Polska Fundacja Kulturalna, Londyn 1982 s. 268). Można by pomyśleć, iż w odwecie za zamach na ministra spraw wewnętrznych obóz dla „spekulantów”. Podobnie (czyżby przepisując z Jędrzejewicza ?) pomniejszył Richard Watt „Obóz w Berezie Kartuskiej założono dopiero po tym, jak piętnastego czerwca 1934 roku ukraiński terrorysta zamordował ministra spraw wewnętrznych Pierackiego. Całkowita liczba osób, które przeszły przez obóz w ciągu pięciu lat jego istnienia, nie przekroczyła pięciuset – większość stanowili ukraińscy nacjonaliści lub spekulanci walutowi, których rząd zapewne słusznie podejrzewał, ale nie dysponował dowodami nadającymi się do przedstawienia w sądzie.” („Gorzka chwała” 2005, tłum. Piotr Amsterdamski, s. 247). Tłumacz opuścił przymiotnik, bowiem brzmi to „The Bereza Kartuska concentration camp was opened only after a Ukrainian terrorist assassinated the Polish minister of the interior on June 15, 1934. The total number of people who passed through the concentration camp during the five years of its existence did not exceed five hundred – and most of these were either Ukrainian nationalists or currency-exchange offenders against whom the government may well have had fairly strong cases, but cases that could not be proved in court.” („Bitter Glory” 1998 s. 302). „Spekulanci” stanowili mniejszość, zaś „około 500” to przeciętny dzienny stan:
1 stycznia 1939 – 502
1 lutego – 526
1 marca – 502
1 kwietnia – 482
1 maja – 503
1 czerwca – 535
1 lipca – 522
1 sierpnia – 473 (Śleszyński, s. 85)

„osławiony obóz w Berezie Kartuskiej, w którym bez postępowania sądowego, decyzją władz politycznych internowano, z reguły na kilka miesięcy, osoby podejrzane, bez udowadniania im jakiejkolwiek winy. Przeciwko istnieniu Berezy protestowano od chwili jej utworzenia. Przynosiło to ten skutek, że kilkakrotnie liczba internowanych zmniejszała się bardzo poważnie. Sam obóz i metody kierowania do niego pozostały, co stanowiło zagrożenie swobody obywateli. W sumie liczba więźniów Berezy wyniosła około tysiąca osób.” (Andrzej Ajnenkiel „Polskie Konstytucje” Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1991 s. 321)
Ta liczba także była zaniżona.

„Dotychczasowe ustalenia liczby więźniów przetrzymywanych w Berezie Kartuskiej bardziej przypominają wróżenie z fusów niż rzetelną analizę naukową.” (Śleszyński, s. 92) Przed wojną było ponad 3 tysiące, gdyż „Tadeusz Beszczyński przybył do miejsca odosobnienia 29 sierpnia 1939 roku miał numer obozowy 3091 i jest to najwyższy numer z wszystkich zachowanych teczek personalnych zatrzymanych, zgromadzonych obecnie w Państwowym Archiwum Obwodu Brzeskiego w Brześciu” (tamże, s. 83).
Od chwili wybuchu wojny miało być przynajmniej drugie tyle, których nie rejestrowano, w tym „przede wszystkim osoby podejrzane o proniemieckie sympatie. (...) W przypadku osób mniejszości niemieckiej zdarzały się przypadki zsyłania do miejsca odosobnienia całych rodzin. Po raz pierwszy od założenia obozu zaczęto do niego kierować również kobiety. W pierwszych dniach września do Berezy Kartuskiej skierowano najprawdopodobniej kilka tysięcy osób. Nie zachowały się niestety dane obozowej administracji, zdani więc jesteśmy przy ustalaniu liczby internowanych jedynie na relacje świadków. Mówią one, iż od 2 – 3 września 1939 roku zaczęły dziennie przybywać transporty z kilku setkami internowanych.” (s. 91)
Wprowadzenie 1 września 1939 stanu wojennego (Dz. U. Nr 86, poz. 544) umożliwiło masowe internowanie, bowiem ustawa o stanie wojennym z 23 czerwca (Dz. U. 1939 Nr 57 poz. 366) dozwalała na nie w szerszym zakresie niż w razie stanu wyjątkowego, do „osób zagrażających bezpieczeństwu, spokojowi lub porządkowi publicznemu” dodała „zagrażające interesom obrony Państwa”. Jednak zważywszy na słabą sieć kolei na Polesiu, wojenny chaos, tłumy uciekinierów, naloty Luftwaffe, „tysiące” przerzucone do Berezy w ciągu kilku dni przypominają mi cytat dotyczący czego innego, a jakby pasujący:
„Do liczb tych należy odnieść się z rezerwą, gdyż nie są oparte na dokumentach, a jedynie na "optyce".” (Zygmunt Zonik, „Anus belli: ewakuacja i wyzwolenie hitlerowskich obozów koncentracyjnych” PWN 1988 s. 212).
Jak sam autor w „Zakończeniu” pisze „W ponad pięcioletnim okresie działalności, w obozie łącznie osadzonych zostało kilka tysięcy osób : do końca sierpnia 1939 r. ponad trzy tysiące i we wrześniu 1939 r. internowano bliżej nieznaną liczbę.” (s. 103).

Z przeszło 3 tysięcy zachowało się 2986 teczek (s. 94) z których szczegółowo autor przebadał co dziesiątą. Polityczni stanowili 63 %, kryminalni 35, spekulanci 2 (s. 96).

„Powołanie, z naruszeniem obowiązującego wówczas w Polsce prawa, obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej nieprzypadkowo zbiegło się brutalizacją życia w całej Europie. Polska niewolna od tych wpływów, w naturalny sposób poddała się tym trendom. Proste rozwiązania i przykłady płynące od sąsiadów były pociągające, tym bardziej, iż tam zdawały się przynosić efekty. Wierzono, że dzięki ostremu czy wręcz brutalnemu postępowaniu z opozycją zdoła się złamać jej opór. W stosunkach politycznych nad dialog i porozumienie przedkładano konfrontację, co m. in. znalazło swoje odbicie w postępowaniu z osadzonymi, a jedyne co zakładano, to bezkrytyczną akceptację zasad oferowanych przez rządzących. I temu właśnie celowi służyć miał obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej, którego głównym zadaniem była reedukacja osadzonych poprzez niezwykle ciężkie warunki. Warto jednak zaznaczyć, że choć zasady panujące w obozie odosobnienia były bardzo surowe, nie miał on charakteru obozu zagłady, nastawionego na bezpośrednią czy pośrednią eksterminację ludzi. Był natomiast bez wątpienia dzieckiem swojej epoki – dzieckiem funkcjonujących w Europie w latach 30 XX wieku systemów autorytarnych i totalitarnych.” (s. 104) Czy jest to wystarczającym wyjaśnieniem?

Rozporządzenie z 17 czerwca 1934 odwołał na podstawie jego art. 6 rząd Sikorskiego 26 września 1941 (Dz. U. Nr 6 poz. 14 z 30 września).
Należałoby omówić odpowiedzialność. „Komisja dochodzeniowa w sprawie Berezy Kartuskiej powołana w czasie trwania II wojny światowej przez rząd gen. Sikorskiego postulowała pociągnięcie całej Rady Ministrów oraz innych osób bezpośrednio zaangażowanych w działalność obozu odosobnienia do odpowiedzialności karnej z artykułu 286 kodeksu karnego, mówiącego o nadużyciu władzy.” (s. 74)
Artykuł ten brzmiał „§ 1 Urzędnik, który przekraczając swą władzę lub nie dopełniając obowiązku, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze więzienia do lat 5. § 2. Jeżeli sprawca działa w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej dla siebie lub innej osoby, podlega karze więzienia do lat 10.” Jednak nie wyczerpuje to wszystkich możliwości, co autor niestety ominął. Kodeks w art. 288 urzędnikowi za pozbawienie wolności przez „niedbalstwo w urzędowaniu” groził aresztem do lat 3. Rozmyślne pozbawienie wolności zagrożone było więzieniem do 5, a jeśli trwało ponad 2 tygodnie lub było połączone „ze szczególnem udręczeniem” do lat 10 (art. 248), po za tym „jeżeli urzędnik dopuścił się jakiegokolwiek przestępstwa podczas urzędowania lub w związku z urzędowaniem, sąd może wymierzyć karę wyższą o połowę od najwyższego wymiaru kary, przepisanego za dane przestępstwo” czyli z 10 lat podwyższyć do 15 (art. 291).
Twórca Kodeksu Juliusz Makarewicz w komentarzu do art. 248 pisał „pozbawienie wolności nie jest przestępstwem, jeżeli opiera się na podstawie prawnej, według art. 166 KPK schwytanego na gorącym uczynku lub bezpośrednio potem w czasie pościgu, każdy ma prawo zatrzymać, jeżeli zachodzi obawa ucieczki schwytanego lub jeżeli nie można ustalić jego tożsamości. Prawnej podstawy dostarcza obrona konieczna (art. 21 KK) : napadnięty krępuje bandytę z obawy o swe życie, lub zastawszy go w mieszkaniu, zamyka go w pokoju, z którego nie ma innego wyjścia.” („Kodeks karny z komentarzem i orzecznictwem Sądu Najwyższego 1935 – 1936” wydanie IV, Lwów 1936, s. 424) Omawiając odpowiedzialność za ucieczkę osoby „pozbawionej wolności na podstawie polecenia sądowego lub prawnego nakazu” (art. 150 i 151, tamże s. 302), jako przykłady podawał wyrok sądu (art. 369 i 534 KPK wedle numeracji z 1932), sądowy nakaz tymczasowego aresztowania podejrzanego jako środek zabezpieczający uchylaniu się od sądu (art. 164 KPK), zarządzone przez sąd przymusowe doprowadzenie oskarżonego (art. 83 KPK) lub świadka (art. 117 KPK), umieszczenie przez sąd w zakładzie zabezpieczającym (art. 79 – 84 KK), zakładzie wychowawczym (art. 69 KK) czy domu poprawczym (art. 70 KK). Co istotne, Rozporządzenie z 17 czerwca 1934 pominął.
Zaś komentując art. 19 KK o „przymusie nieodpornym” (wykluczającym popełnienie przestępstwa pod wpływem przymusu „któremu nie można się oprzeć”) z aprobatą zacytował orzeczenie Sądu Najwyższego z 23 maja 1935 stanowiące, że art. 19 ma na względzie tylko przymus fizyczny, a nie psychiczny, działanie zatem na rozkaz władzy przełożonej nie jest okolicznością wykluczającą odpowiedzialność (tamże, s. 80).
Inny wybitny prawnik Leon Peiper pisał w komentarzu do art. 288:
„Umyślne pozbawienie człowieka wolności oraz inne umyślne przestępstwa przeciwko wolności osobistej, są przestępstwami, które może spełnić każdy; okoliczność, że dopuszcza się takiego przestępstwa urzędnik w związku z urzędowaniem, nadużywając swoich uprawnień, stać się może podstawą kwalifikacji ogólnej ze względu na podmiot w myśl art. 291. Przepisy ogólne nie przewidują kary za nieumyślne pozbawienie wolności. Natomiast, gdy wchodzi w grę urzędnik, jako podmiot takiego nieumyślnego pozbawienia wolności, sprawa nabiera szczególnego znaczenia; pozbawienie wolności obywatela przez urzędnika, nawet nieumyślnie działającego i naruszającego swój obowiązek nie wskutek złego zamiaru, ale przez niedbalstwo, wymaga represji karnej. Pozbawienie wolności odpowiada cechom działania, ustalonym w art. 248, stan faktyczny będzie wypełniony nie tylko przez uwięzienie człowieka wolnego, ale i przez przytrzymanie ponad termin uprawniony człowieka, już pozbawionego wolności. (Motywy Komisji Kodyfikacyjnej t. V z. 4 str. 250).” („Komentarz do kodeksu karnego, prawa o wykroczeniach, przepisów wprowadzających obie te ustawy oraz do rozporządzenia prezydenta R. P. o niektórych przestępstwach przeciw bezpieczeństwu państwa z dnia 24 października 1934 roku (Dz. U. Nr. 94, poz. 851) : z uwzględnieniem ustawy karnej skarbowej, ordynacji podatkowej, kodeksu karnego wojskowego, ustaw dodatkowych orzecznictwa Sądu Najwyższego” Kraków 1935 s. 621) „Za umyślne pozbawienie człowieka wolności odpowie urzędnik wedle art. 248 § 1 przy zastosowaniu art. 291, nie zaś wedle art. 286 § 1 (…), gdyż kara z art. 248 i 291 jest surowszą” (tamże, s. 622) W sprawie działania na rozkaz przywołał ustawę o służbie państwowej z 17 lutego 1922 (Dz. U. Nr 21 poz. 164). Art. 21 wymagał od osoby urzędowej „wiernej służby Rzeczypospolitej, przestrzegania ściśle ustaw i przepisów, wypełniania obowiązków swego urzędu gorliwie, sumiennie i bezstronnie, oraz dbania według najlepszej woli i wiedzy o dobro sprawy publicznej i spełniania wszystkiego, co temu dobru służy, a unikania wszystkiego, coby mu mogło szkodzić.” Art. 22 zobowiązywał „wypełniać każde zlecenie swoich przełożonych, o ile ono wyraźnie nie sprzeciwia się obowiązującym przepisom ustawowym”, w razie wątpliwości żądać potwierdzenia na piśmie. „W wypadkach, gdy zniesienie się z władzą przełożoną pociągnęłoby za sobą niewykonalność lub bezprzedmiotowość zlecenia, nie przeciwnego wyraźnie przepisom obowiązującym – urzędnik obowiązany jest zlecenie to wykonać, wyjąwszy wypadek grożącej stąd niepowetowanej szkody.” Peiper komentował to „przełożony zlecający spełnienie czynu karalnego, odpowie jako podżegacz (art. 26 i 28), zaś podwładny, który takie zlecenie spełnił, odpowie jako sprawca względnie jako pomocnik (art. 27 i 28).” Chodziło o art. 28 KK „Podżegacz i pomocnik ponoszą odpowiedzialność w granicach swego zamiaru, niezależnie od odpowiedzialności osoby, która zamierzonego czynu dokonała lub miała dokonać.” Wymieniając zgodne z prawem przyczyny pozbawienia wolności (s. 317), wyliczył ich więcej niż Makarewicz (w tym Rozporządzenie z 1927 o którym pisałam w recenzji książki „Ośrodki przystosowania społecznego. Teoria i praktyka”), lecz podobnie rozporządzenie z 1934 pominął, zapewne milcząco uznając je za niekonstytucyjne.

15 czerwca 1934 zginął minister spraw wewnętrznych Bronisław Pieracki, zamach był dziełem nacjonalistów ukraińskich, sanacja początkowo posądzała o to ONR, zaś komuniści nie potrafili wymyślić nic durniejszego niż nazwać zabójstwo prowokacją obozu rządzącego. (s. 22)
Na pomysł utworzenia „miejsca odosobnienia” wpadł świeżo mianowany (15 maja) premier Leon Kozłowski, który...

więcej Pokaż mimo to

Reklama

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej 1934-39


Reklama

Ciekawostki historyczne

zgłoś błąd