Kapuściński non-fiction

Okładka książki Kapuściński non-fiction
Artur Domosławski Wydawnictwo: Świat Książki biografia, autobiografia, pamiętnik
608 str. 10 godz. 8 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydawnictwo:
Świat Książki
Data wydania:
2010-02-26
Data 1. wyd. pol.:
2010-02-26
Liczba stron:
608
Czas czytania
10 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-247-1906-8
Tagi:
reportaż dokument biografia
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki Pismo. Magazyn opinii, nr 1 /styczeń 2019 Stephen Buranyi, Edyta Bystroń, Tadeusz Dąbrowski, Artur Domosławski, Katarzyna Gintowt, Mikołaj Grynberg, Barbara Kędzierska, Magdalena Kicińska, Maciej Kucharski, Wojciech Kuczok, Jolanta Nawrot, Evan Osnos, Piotr Paziński, Łukasz Pilip, Zbigniew Rokita, Jagoda Szelc, Marcin Wicha
Ocena 7,4
Pismo. Magazyn... Stephen Buranyi, Ed...
Okładka książki Kolumb. Całkiem inna historia Artur Domosławski, Gosia Herba
Ocena 7,5
Kolumb. Całkie... Artur Domosławski,&...

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,9 / 10
1201 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
271
253

Na półkach: , , , ,

Gigantomanialnie o gigancie. Brawurowa biografia, zrywającą kompletnie z tradycją gatunku. Doświadcza się jej niemal jak śledztwa nad człowiekiem. Człowiekiem z historią. A przez co też po trosze nad samą historią?

Gigantomanialnie o gigancie. Brawurowa biografia, zrywającą kompletnie z tradycją gatunku. Doświadcza się jej niemal jak śledztwa nad człowiekiem. Człowiekiem z historią. A przez co też po trosze nad samą historią?

Pokaż mimo to

avatar
217
52

Na półkach:

Po lekturze książki Artura Domosławskiego zastanawiam się, czy mam napisać o samej książce, czy może o jej bohaterze, bo chyba jak większość z Was sięgnąłem po tę biografię tylko i wyłącznie ze względu na Kapuścińskiego. Przed laty, kiedy książka wywołała sporo kontrowersji, ominąłem ją szerokim łukiem. Na długo zapomniałem o jej istnieniu. Przypomniałem sobie o niej zupełnie przypadkowo podczas kolejnej lektury "Lapidariów". Pobiegłem do biblioteki i postanowiłem zapoznać się z głośną biografią słynnego reportera.

Wrażenia po lekturze: książka o sporej objętości. Dużo tekstu, mało zdjęć. Ja wiem, nie one są tu najważniejsze, ale miło jest czasem oderwać się od treści... Po całym tym szumie, procesach i kłótniach, spodziewałem się po tej biografii czegoś więcej, czegoś mocniejszego, a prawdę powiedziawszy "sensacji" tu mało. Książkę Domosławskiego czyta się przyjemnie, szybko, ale są i dłużyzny i cytaty, które do obrazu Kapuścińskiego niewiele wnoszą. Rzadko mi się zdarza, żebym podczas lektury opuszczał jakieś fragmenty tekstu, a tu parę razy bez żadnych rozterek przeskoczyłem parę akapitów, a nawet stron.

A teraz może parę refleksji o samym Kapuścińskim. Czy po lekturze książki Domosławskiego zmieniło się moje postrzeganie Kapuścińskiego i jego twórczości? Myślę, że tak, ale nie jakoś radykalnie. Wśród wszystkich wysuwanych w książce zarzutów najmniej interesowała mnie kwestia współpracy z wywiadem. Dla każdego, kto żył za komuny było oczywiste, że nie dało się ot tak podróżować. Paszportu nie dostawało się za nic. I tego Kapuścińskiemu za złe nie mam. Domosławski pisze zresztą, że materiałów ze współpracy za dużo nie zostało, a sam Kapuściński swoimi raportami i donosami nikomu krzywdy wielkiej nie wyrządził. Co nie oznacza, że takie zachowanie pochwalam, bo nie pochwalam. Byli tacy, co zachowali się jak trzeba i nie donosili. A że nie jeździli, książek nie pisali i sławy nie zaznali, to już inna kwestia.
Bardzo rozczarowała mnie u Kapuścińskiego jego wiara w komunizm, zwłaszcza w wczasach stalinizmu. Tym bardziej, że w głowie mam zdania z "Imperium", gdzie w pierwszej części książki Kapuściński opisuje pierwsze dni wojny i zbrodnicze metody działania wojsk sowieckich. Niby takie zło, a nie przeszkodziło to Kapuścińskiemu w zapisaniu się do partii i gorliwego wspierania komunizmu. Z tego nigdy się nie rozliczył. W latach osiemdziesiątych rzucił co prawda partyjną legitymacją, ale żadna głębsza refleksja nie nastąpiła. Jak zauważa Domosławski, Kapuściński uciekał w milczenie. Jego egocentryzm, kłótliwość, nieudane relacje z rodziną, tworzenie wizerunku nieustraszonego podróżnika są tylko i wyłącznie dowodem, że Kapuściński to nie "Cesarz" czy "Mistrz" reportażu, tylko człowiek z krwi i kości, który wykorzystując swoje szanse ( w dużej mierze polegające na znajomościach i poddańczej postawie) doszedł do sławy i uznania.

Cenię twórczość Kapuścińskiego, ale jego książek nie traktuję już jako moralnych drogowskazów. "Imperium" pozostanie na liście moich książek ulubionych", ale "Lapidariów" nie będę stawiał już na równi z "Dziennikiem" Maraiego. Niestety.

Po lekturze książki Artura Domosławskiego zastanawiam się, czy mam napisać o samej książce, czy może o jej bohaterze, bo chyba jak większość z Was sięgnąłem po tę biografię tylko i wyłącznie ze względu na Kapuścińskiego. Przed laty, kiedy książka wywołała sporo kontrowersji, ominąłem ją szerokim łukiem. Na długo zapomniałem o jej istnieniu. Przypomniałem sobie o niej...

więcej Pokaż mimo to

avatar
876
851

Na półkach:

W sumie dobrze, że już wygasło lustracyjne szaleństwo, którym moi rodacy żyli ładnych parę lat: mniej więcej od uchwalenia ustawy lustracyjnej 1997 r. do sprawy Jego Agenturalnej Wielebności Abp. Wielgusa Stanisława w 2007 r. Po tym szczycie wzmożenie już tylko opadało…

Ale przez ten czas "teczkowy trup” padał jednak dość gęsto. Wiele nazwisk ofiar tej histerii już dziś nikomu nic nie mówi (Hejmo, Niezabitowska, Szlajfer, Tomaszewski, Subotic, Palus, Luśnia, Ceynowa, Krawczyk, Strelau), a wtedy gościli na pierwszych stronach gazet. Bywało, że niemal każdego dnia ujawniano nowego ”kapusia”. A najsłynniejszym objawem tego szaleńczych igrzysk był strzał w stopę, gdy jakiś no-name z „Wprost”- był kiedyś taki poczytny nawet tytuł, żywiący się krwią (polityczną) i innymi płynami ustrojowymi - agentem uczynił samego Herberta. No i osławiona „lista Wildsteina” niektórym uświadomiła charakter tych igrzysk, gdzie o człowieku decydował medialny kciuk w gore albo (częściej) w dół….

Miał zatem szczęście Kapuściński, że umarł zanim i jego ta histeria dopadła. Choć na pewno żył w strachu, że i on stanie się celem teczkowych hunwejbinów w mediach i nie tylko .

Domosławski dowiódł, jak marna była zawartość jego teczki. To, na co się godził, w ewidentnym przymusie sytuacyjnym, a nikomu raczej nie zaszkodził, było po prostu smutną koniecznością PRL, gdy ktoś chciał wyjeżdżać za granice, a nawet po prostu coś znaczyć… –

Mocniejszy zdaje się drugi zarzut: że „ubarwiał” swe reportaże, przez co traciły przymiot bycia nimi. Ale czy było to kłamstwo? Nie podejmę się takiej oceny, choć pewnie jego niektóre teksty nie przeszłyby dziś testu fact-checking.

Ale świat, media, my wszyscy jesteśmy w zupełnie innym miejscu niż w jego czasach. Dziś każdy, kto jest tam gdzie coś ważnego się dzieje, staje przekaźnikiem – wystarczy że włączy kamerę w telefonie… Ale czy staje się przez to reporterem?

Z dzisiejszego punktu widzenia wydaje się, że Kapuściński najbardziej zaszkodził sam sobie prywatnie: zniszczył swe życie rodzinne, zwłaszcza relacje z córką – jeszcze bardziej chyba niż z żoną. Taką rzeczywistą cenę swego zawodu zapłacił...

Mądra, rozważna książka rzetelnego publicysty, który nie wydaje łatwych wyroków w stylu sądu doraźnego…

W sumie dobrze, że już wygasło lustracyjne szaleństwo, którym moi rodacy żyli ładnych parę lat: mniej więcej od uchwalenia ustawy lustracyjnej 1997 r. do sprawy Jego Agenturalnej Wielebności Abp. Wielgusa Stanisława w 2007 r. Po tym szczycie wzmożenie już tylko opadało…

Ale przez ten czas "teczkowy trup” padał jednak dość gęsto. Wiele nazwisk ofiar tej histerii już...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
127
127

Na półkach:

Nie da się naprawdę poznać drugiego człowieka, co nie znaczy, że nie warto próbować.

Ciężko napisać biografię kogoś tak zasłużonego, wręcz pomnikowego, jak Ryszard Kapuściński. Oczywiście chodzi mi o biografię szczerą, o ile to możliwe obiektywną, ani zbyt surową w osądach, ani zbyt czołobitną, i Artur Domosławski sprostał temu zadaniu. Lektura „Kapuścińskiego non-fiction” nie była może porywająca, za to nie sposób nie docenić ogromu pracy, jaką autor wykonał zbierając materiały i starając się wniknąć do świata Kapuścińskiego, naprawdę go poznać, przebić się przez ścianę wizerunku, jaki dla siebie stworzył.

„Kapuściński non- fiction” to też w pewnym sensie esej o reportażu literackim, czy może szerzej, dziennikarstwie jako takim. Domosławski zadaje w niej ważne pytania, na przykład: jak bardzo wolno reporterowi nagiąć prawdę o opisywanych wydarzeniach, jednocześnie pozostając dla czytelnika wiarygodnym źródłem informacji? jak mocno światopogląd wyznawany autora ma wpływ na jego optykę widzenia świata? Czy istnieje coś takiego, jak „wyższa prawda” lub „prawda syntetyczna”? Domosławski zadaje w „Kapuścińskim...” tak wiele ważnych pytań, że nie sposób wymienić chociażby ułamka z nich w krótkim tekście na portalu książkowym.

Ale w książce poznajemy Kapuścińskiego przede wszystkim jako człowieka. Najpierw ideowego komunistę, potem socjalistę, pupilka władzy ludowej, który zawsze wiedział skąd wieje wiatr, ale także pracoholika perfekcjonistę, doskonałego pisarza i nieznoszącego krytyki narcyza, traktującego ludzi instrumentalnie. Człowieka, który dla pisania poświęcił życie rodzinne, można powiedzieć, że w pewnym sensie zaprzedał duszę diabłu.

Powyższy akapit to moje wnioski. Domosławski nie daje czytelnikowi jasnej odpowiedzi, zawsze pokazuje obie strony medalu, a każda z nich rodzi kolejne pytania. Nie da naprawdę poznać drugiego człowieka.

Nie da się naprawdę poznać drugiego człowieka, co nie znaczy, że nie warto próbować.

Ciężko napisać biografię kogoś tak zasłużonego, wręcz pomnikowego, jak Ryszard Kapuściński. Oczywiście chodzi mi o biografię szczerą, o ile to możliwe obiektywną, ani zbyt surową w osądach, ani zbyt czołobitną, i Artur Domosławski sprostał temu zadaniu. Lektura „Kapuścińskiego non-fiction”...

więcej Pokaż mimo to

avatar
339
231

Na półkach: , , , ,

Niezależnie od tego, czy jesteśmy wielbicielami literatury Ryszarda Kapuścińskiego, czy nie, tę opowieść o nim - niejednoznacznym, interesującym człowieku warto przeczytać. Tym bardziej, że autor, pan Artur Domosławski ma świetne pióro, a lektor, pan Jerzy Radziwiłowicz - świetny głos.
Polecam.

Niezależnie od tego, czy jesteśmy wielbicielami literatury Ryszarda Kapuścińskiego, czy nie, tę opowieść o nim - niejednoznacznym, interesującym człowieku warto przeczytać. Tym bardziej, że autor, pan Artur Domosławski ma świetne pióro, a lektor, pan Jerzy Radziwiłowicz - świetny głos.
Polecam.

Pokaż mimo to

avatar
203
202

Na półkach:

Pozwolę sobie zacząć recenzję książki o Ryszardzie Kapuścińskim od nieco innej strony. Otóż w jednej recenzji postawiono następującą kwestie – „jak bohater teraz ma się bronić? Skoro nie żyje?”. Pytanie to jest dla mnie niezrozumieniem istoty biografii jako gatunku. Biografia jako taka nie jest aktem oskarżenia, wobec którego oskarżony ma się obronić lub do którego ma się przyznać. Biografia jest mniej lub bardziej rzetelną próbą naświetlenia czyjegoś życia i jego dorobku, w której nie bez znaczenia jest osoba recenzenta. Uważam, że zasadniczo biografie powinno się pisać tylko i wyłącznie o osobach zmarłych. Życie człowieka można porównać do występu scenicznego – wszyscy gramy jakieś role w długiej sztuce życia. Jedni mocno zaczynają, ale gasną po drodze, inni – wręcz przeciwnie, po bezbarwnym początku nagle odkrywają przed światem niezwykłe talenty. Dla jeszcze lepszego zobrazowania, o co mi w tej chwili chodzi, przywołam postać marszałka Francji, Philippa Pétain. Jakże inaczej wyglądałaby jego biografia pisana tuż po zakończeniu Wielkiej Wojny, gdy był bohaterem Francji, a jak tuż po niechlubnej roli, jaką odegrał podczas II wojny światowej.

„Kapuściński. Non-fiction” to głośna książka Artura Domosławskiego, znanego dziennikarza i autora bardzo dobrych książek o Ameryce Łacińskiej, a prywatnie przyjaciela Ryszarda Kapuścińskiego. Tego, kim był Mistrz Kapu chyba nie trzeba wyjaśniać. Dlatego przejdę od razu do mojej opinii o przeczytanej właśnie biografii. Książka w momencie wydania była dość kontrowersyjną pozycją, której rozgłos zwiększył dodatkowo proces, jaki autorowi wytoczyła pani Alicja Kapuścińska. I myślę, że po przeczytaniu książki wiem, jaka mogła być tego przyczyna. Pomijam tutaj sprawę „wykorzystania zaufania”, bo to sprawa między Panią Alicją a pisarzem. Otóż z tak wyczerpującej książki o Ryszardzie Kapuścińskim mimochodem możemy odtworzyć jego życie prywatne, a więc także i życie jego rodziny. Domosławski ujawniając osobowość Mistrza oraz cenę, jaką płacił on za możliwość realizacji swojej pasji zaangażowanego dziennikarza, musiał też naświetlić prawdę o życiu Pani Alicji, o której mogła ona niemieć świadomości, przez co z pewnością przeżyła mocny wstrząs emocjonalny, albo, jeśli takową świadomość posiadała, niekoniecznie chciała, aby przeczytała o tym cała Polska. Nie będę przywoływał dokładnie, o jaką prawdę mi chodzi. Kto przeczyta książkę, ten się dowie, natomiast trzeba zadać pytanie autorowi, czy aby nie napisał swojej książki za wcześnie? Kapuściński zmarł w 2007 roku, trzy lata później ukazała się książka. To pytanie otwarte, gdyż tak naprawdę związane jest z kwestią o prawa twórcy do realizacji zamierzonego działa. Jak długo czekać, aby nikogo nie urazić? Albo co pominąć, aby przypadkiem kogoś nie zranić? Myślę, że odpowiedzi na te pytania tak naprawdę muszą udzielić sami czytelnicy swoimi wyborami czytelniczymi. A doświadczenie uczy, że im coś bardziej kontrowersyjnego, im większy rozgłos, tym więcej ludzi chce jednak tego „spróbować”.

Zatem czy „Kapuściński. Non-fiction” jest kontrowersyjną książką? I tak, i nie. Zasadniczo nie ma w niej nic, co mogłoby zburzyć powszechne mniemanie o polskim Mistrzu reportażu. Artur Domosławski podchodzi do swojego zadania bardzo skrupulatnie. Powiedziałbym wręcz, że tworzy dzieło monumentalne w swoich zamiarach, gdyż nie ogranicza się tylko do naświetlania kolejnych etapów życia Mistrza, ale szkicuje kontekst historyczny, który go „tworzy” jako człowieka. To bardzo ważne, choć znacząco powiększa objętość książki. Biografia Kapuścińskiego nie jest zatem książką sensacyjną, ale czymś bardziej złożonym, a mianowicie próbą zajrzenia za maskę żywego człowieka. A za tą maską zawsze kryje się coś, co może być kontrowersyjne, więc tak - „Kapuściński. Non-fiction” może być odczytany jako książka kontrowersyjna.

Powracając jeszcze do mojej analogii z życiem jak występem scenicznym – każdy za nas w swoim życiu zakłada jakieś maski, gdyż człowiek jest mieszaniną dwóch czynników. Pierwszy, na który nie mamy wpływu, to czas i miejsce, w którym się rodzimy, wzrastamy i chłoniemy świat. Drugi, to autokreacja, którą od najmłodszych lat mniej lub bardziej świadomie się stajemy. Kreować siebie to znaczy tworzyć jakąś wizję siebie, którą następnie będziemy chcieli pokazać innym. To właśnie ta sceniczna maska, którą każdy z nas nosi, choć nie każdy się do tego przyznaje. Niektórzy nigdy jej nie ściągają, aby nie dać się przyłapać na byciu kimś innym. Myślę, że Kapuściński był właśnie taką postacią, dla której maska, a więc społeczny odbiór własnej osoby, był czymś niezwykle ważnym. Domosławski napisał, że „Rysiek chciał być lubianym przez wszystkich”. To jedno zdanie wyjaśnia bardzo wiele, jeśli chodzi o osobowość Mistrza. Człowiek, który chce być lubiany, musi posiąść odpowiednią „giętkość”, aby móc dopasować się do różnych typów ludzi napotykanych na swojej drodze, a jednocześnie musi mieć w sobie głębokie przekonanie o własnej wyjątkowości, aby móc w każdej chwili ponownie się „wyprostować”, wrócić do własnego pionu. To specyficzny rodzaj osobowości, który potencjalnie wzbudza ogromną sympatię otoczenia - dopóki przypadkowo nie ujawni własnego ja. A że z reguły dobrze się pilnuje i nie mówi nic od siebie, taki moment praktycznie nigdy nie następuje. Każdy uważa go za równego gościa, uśmiecha się, słucha, przytakuje, klepie po plecach, ale swoje myśli. Prawdziwą trwogą natomiast napełnia go możliwość demaskacji, a więc przejrzenia przez maskę i odkrycia, że ten człowiek ma zupełnie inne poglądy, inne pasje, to całkiem inny format intelektualny. Jednym słowem, Inny.

Domosławski odkrywa, że jego Mistrz był właśnie tym typem osobowości. Ludzie o powyższej charakterystyce mogą występować w dwóch wariantach – introwertycznym i ekstrawertyczny. Pierwszy wariant nie czerpie przyjemności z konieczności zakładania swojej maski, robi to wyłącznie dla świętego spokoju, żeby kogoś przypadkiem nie urazić. Kapuściński bez wątpienia była drugim wariantem, a więc jego maska była elementem jego samooceny. Tworzył ją po to, żeby móc ją wykorzystać w swojej pracy. Choć może było na odwrót? Może to właśnie ta maska „uśmiechniętego gościa” umożliwiła mu odnoszenie tak spektakularnych sukcesów w swoim fachu? Oczywiście pozostaje otwarta kwestia tego, czy czytelnik rzeczywiście musiał to wiedzieć? To drażliwa sprawa - na ile dzieło danego człowieka jest powiązane z jego życiem? Lub jak głęboko w to życie można wejść, aby móc ocenić dzieło? To kolejne pytania natury otwartej, ale bardzo ważne z punktu widzenia spuścizny pisarskiej po Mistrzu.

Ważna kwestią w biografii jest kwestia nieścisłości, przeinaczeń oraz ogólnych sympatii Kapuścińskiego na rzetelność i prawdziwość opisywanych przez niego wydarzeń. To kwestia o fundamentalnym znaczeniu, gdyż - tak jak w życiu, gdy raz złapiemy kogoś na kłamstwie, ciężko mu potem ponownie w pełni zawierzyć. Jednak w przypadku Kapuścińskiego sprawa nie jest taka prosta. Tak naprawdę należałoby w tym momencie przeprowadzić wywód o tym, czym jest fakt oraz w jaki sposób wyznaczyć jego prawdziwość. Ktoś powie, że to przecież bardzo proste - fakt występuje wtedy, gdy mamy do czynienia z jakimś wydarzeniem, którego zaistnienie możemy wyrazić słownie. Kot przebiegł drogę - to przykład najprostszego z możliwych faktów, który przekazuje informacje o konkretnym wydarzeniu, ale go jednocześnie w żaden sposób nie wyjaśnia. Dlatego też akceptuję wyjaśnienie Domosławskiego o dwóch wizjach pracy reportażysty, które przywołał w swojej książce. Tak, szeroko rozumiana praca korespondenta może polegać na gromadzeniu i przekazywaniu tego typu surowych faktów, które następnie trzeba „obrobić” przed podaniem odbiorcy. Ale może też polegać na ich gromadzeniu i przetwarzaniu w głębszy i bardziej wnikliwy przekaz ku odbiorcy, czyli może stać się narracją. Mam nadzieję, że dość łatwo dostrzec zasadniczą różnicę w tych dwóch podejściach. Fakt musi być obiektywny, bo wynika to z jego natury, narracja – przeciwnie, zawsze będzie subiektywna, gdyż polega na wydawania sądów na podstawie określonej puli faktów z uwzględnieniem światopoglądu narratora.

Powyższy wywód jest w mojej ocenie niezbędny do zrozumienia istoty przeinaczeń Kapuścińskiego, gdyż – jak dowodzi Domosławski – Mistrz w swojej twórczości się ich dopuszczał. Należy zatem zadać pytanie, czy w obliczu ukazanych w książce przykładów należy zweryfikować rzetelność jego książek? I znowu odpowiedź na to pytanie brzmi – i tak, i nie. Tak, bo Domosławski pokazuje konkretne przykłady, gdy podawane przez Mistrz informacje nie do końca odpowiadają rzeczywistości. Nie, bo z reguły są to drobne sprawy, w których Mistrz słucha głosu ulicy, czyli powołuje się na trudną do zweryfikowania plotkę, lub „domalowuje” pisarskim piórem głębie tam, gdzie ona mogła faktycznie zaistnieć, co jednak w niczym nie zmienia skali zdarzenia. Jednym zdaniem – Kapuściński tworzy reportaż zaangażowany, w którym fakty służą zbudowaniu jakiejś narracji wyjaśniającej. Podstawowym błędem jest zatem traktowanie Kapuścińskiego jak dostarczyciela prawdy objawionej. To, co Domosławski ukazuje w jego biografii, to tylko przypomnienie nam, czytelnikom, że nie ma człowieka, który w pełni potrafiłby oddać rzeczywistość. Każdy fakt społeczny jest faktem złożonym z trudnej do oszacowania ilości powiązań, które na niego wpływają. W tym gąszczu faktów oko dziennikarza ma za zadanie wychwycić te najważniejsze. Ale oko to zawsze ma jakąś perspektywę, jakiś subiektywny punkt widzenia. I dotyczy to także oka wielkich mistrzów. Mistrz reportażu to ktoś, kto widzi więcej niż inni, ale nie ktoś, kto widzi wszystko, i kto potrafi następnie w jasny sposób przekazać swoją wizję innym. A że Kapuściński to potrafił, tego nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, skoro jest to jeden z najchętniej czytanych zagranicą polskich pisarzy.

Ponieważ Domosławski stworzył dzieło zbyt obszerne, aby mógł w pełni poruszyć interesujące mnie kwestie, chciałem jeszcze tylko nawiązać do kolejnej kontrowersji związanej z życiem Kapuścińskiego, a mianowicie do współpracy z służbami specjalnymi PRL. Czyli do kwestii tego, czy można nazwać Kapuścińskiego agentem. To wbrew pozorom bardzo ważna sprawa z punktu widzenia końca życia Mistrza, gdyż w nowej Polsce kwestia lustracji stała się polem do politycznej walki na długie lata. Człowiek o osobowości Kapuścińskiego musiał się bać tego, że któregoś dnia ktoś rzuci w jego stronę oskarżenia o agenturę. Rzeczywiście, tak się stało, ale już po jego śmierci. Domosławski bardzo szczegółowo analizuje teczkę Kapuścińskiego, bo to, że on istniała, jest całkowicie logiczne dla osób, które mają jako takie pojęcie o zasadach funkcjonowania Polski Ludowej. A zasada była bardzo prosta – jeśli chciałeś być kimś w tamtym państwie, musiałeś zetknąć się ze służbami – albo w roli agenta, albo w roli celu operacyjnego. Socjalizm w Polsce był systemem szarego człowieka, gdyż tylko takich ludzi Polska Ludowa potrzebowała. Kapuściński szarym człowiekiem nie był, a wyjeżdżając zagranicę, musiał mieć zaufanie władz. Bez tego co najwyżej mógł polecieć w jedną stronę i pisać dla Wolnej Europy. Ktoś powie, że przecież było to jakieś wyjście. To prawda, ale Kapuściński wierzył w system socjalistyczny. Jak wielu przed nim. I wielu po nim. To żaden grzech, choć dla purystów o zero-jedynkowym podejściu do życia jest to dyskwalifikujące pod każdym względem. Ale nie czas tutaj i miejsce na przywoływanie dyskusji na ten temat. Teczka Kapuścińskiego właściwie nie zawiera nic, co mogłoby komukolwiek zaszkodzić w sposób zdecydowany i wyraźny. Przynajmniej w kwestii tego, co się zachowało. W związku z tym istnienie tej teczki w niczym nie powinno zmienić oceny dorobku pisarskiego Kapuścińskiego. Więcej, teczka Kapuścińskiego powinna uświadomić nam, jak nieudolnie wolna Polska poradziła sobie z dziejowym wyzwaniem rozliczenia się z przeszłością. Jak długo kwity i oświadczenia lustracyjne, tropienie kto był, a kto nie był agentem, wpłynęły na jakość naszej demokracji i naszego życia. To nie Polacy rozliczyli się z okresem komunizmu, to czas zrobił to za nas, co oczywiście też jest jakimś wyjściem. Kto wie, może najlepszym, ale jednak jakoś źle świadczącym o nas, jako o wspólnocie. Kapuściński, ze swoją osobowością „uśmiechniętego faceta, którego wszyscy lubią”, musiał długo żyć strachu, że ktoś kiedyś wyciągnie w istocie bezużyteczną dla służb teczkę i przyklei mu łatkę zdrajcy. Zdrajcy, którym Kapuściński nigdy nie było, co udowadnia Domosławski.

Podsumowując tę niepokojąco rozrastającą się recenzję, książka Domosławskiego to monumentalna biografia, w której pokazano konkretnego człowieka z całą jego paletą wad i zalet - wielkiego twórce, który potrafił tworzyć kilka wersji tego samego zdania, aby wybrać to najdoskonalsze, jednostkę na tle skomplikowanej epoki, człowieka o złożonej osobowości, wreszcie cenę, którą musiał zapłacić on i jego bliscy (o czym rzadko się pamięta) za realizacje swojego powołania. To obraz komplementarny, zawierający też pewne cechy interpretacji, ale nadające tej biografii jeszcze większej wartości. To książka, która obdziera z pospolicie wychwalanej wielkości tylko po to, aby ukazać wielkość mimo wszystko. Dla mnie nie zmienia ona zasadniczo niczego, jeśli chodzi o przeczytane wcześniej dzieła Mistrza. Więcej, podtrzymuje moją ocenę Domosławskiego jako rzetelnego dziennikarza, choć zapewne Kapuściński, gdyby żył i przeczytał tę książkę, wrzasnąłby mu w twarz: „jak śmiesz?!!”. Co do tego, nie mam wątpliwości. Autor pokazał pewną prawdę o człowieku, a od czytelnika zależy, czy będzie chciał ją poznać oraz ocenić, czy miał do tego prawo.

Pozwolę sobie zacząć recenzję książki o Ryszardzie Kapuścińskim od nieco innej strony. Otóż w jednej recenzji postawiono następującą kwestie – „jak bohater teraz ma się bronić? Skoro nie żyje?”. Pytanie to jest dla mnie niezrozumieniem istoty biografii jako gatunku. Biografia jako taka nie jest aktem oskarżenia, wobec którego oskarżony ma się obronić lub do którego ma się...

więcej Pokaż mimo to

avatar
60
17

Na półkach:

Wybitna biografia. Domosławski chciał odbrązowić Kapuścińskiego, ale i jego Kapuściński jest wielki mimo upadków i słabości.

Wybitna biografia. Domosławski chciał odbrązowić Kapuścińskiego, ale i jego Kapuściński jest wielki mimo upadków i słabości.

Pokaż mimo to

avatar
255
195

Na półkach:

Aż dziewięć gwiazdek? Ano tak. Należy się, pomimo paru drobnych zastrzeżeń, które mam do tej biografii, bo jednak dawno nie sprawiło mi takiej przyjemności czytanie tak gęstej od informacji książki, z której dowiedziałam się tak wiele - nie tylko o jej głównym bohaterze, ale o całym jego pokoleniu, pokoleniu ludzi, którzy uwierzyli, że po faszyzmie, po upadku systemu Polski przedwojennej możliwość stworzenia czegoś nowego i lepszego ma tylko system komunistyczny; którzy w części rozpoznali kłamstwo tego systemu już w latach 60., a w części dużo później, w latach 70. lub - jak Kapuściński, dopiero dzięki Solidarności i stanowi wojennemu (gdzie ja czytałam o tym przeżyciu pokoleniowym pewnej grupy ludzi; zachodzę w głowę i nie potrafię sobie przypomnieć...).
Przeszłam przez książkę jak burza, nie mogłam się oderwać, tak zauroczył mnie ten portret Kapuścińskiego, dziennikarza, pisarza, podróżnika, człowieka pamiętającego z traumatycznego dzieciństwa drugą wojnę, a potem rzucającego się z entuzjazmem w budowę powojennej Polski razem z partią, namawiającego znajomych, żeby też się zapisali, bo tylko w partii coś dla Polski można zrobić; którego rozczarowują kroki w tył systemu (po odwilży, w latach 60. i 70.), ale nie na tyle, by stracił szybko tę wiarę, bo też rzadko widywał codzienność Polski, przebywając głównie za granicą. Człowieka, który ostatecznie rozstaje się z tą wiarą w system, bo rozpoznaje w Solidarności ludzi walczących o godność, których opisywał przecież tyle lat w książkach o rewolucjach, wojnach i partyzantach w Afryce i Ameryce, a w twórcach stanu wojennego opresorów, pragnących tylko zachować władzę. I człowieka, który - mimo tego, że Polska lat 90. to świat, w którym wszystko, co lewicowe, potępia się w czambuł - nie traci swojej lewicowości, pamięta o zwykłych ludziach, rozumie zagrożenia zachodniej globalizacji.

Bardzo się cieszę, że nie przeczytałam tej książki zaraz po jej wydaniu, kiedy wzbudziła tak potężne kontrowersje, a autorowi wytoczono parę procesów sądowych. Niezależnie od tego, co sądzę o wykorzystaniu przez niego zaufania żony Kapuścińskiego w krótkich rozdziałach poświęconych jego życiu prywatnemu, wydaje mi się, że Domosławski ujął to i tak dość subtelnie (za dziesięć, dwadzieścia lat to, co napisał o jego córce czy romansach nikogo by już zapewne nie poruszyło. Problematyczne jest oczywiście to, że i żona, i córka żyły w chwili publikacji biografii; że ta pierwsza udostępniła mu prywatne archiwum męża itd., a część wzmianek poświęconych ich życiu rodzinnemu była dla niej bardzo bolesna. Gdzie granica w dążeniu do ujawniania prawdy? Mamy prawo ją ujawniać, jeśli krzywdzimy w ten sposób osobę niewinną?).
Podobnie odczytuję śledztwo autora w sprawie konfabulacji Kapuścińskiego, potwierdzonych lub tylko zasugerowanych - jako próbę dotarcia do prawdy o tym skomplikowanym człowieku i jego wybitnym pisarstwie. Jak podkreśla Domosławski, jego książki to zdecydowanie bardziej literatura niż dziennikarstwo; upiększanie, konfabulacje, wykorzystywanie plotkarskich opowieści rozmówców służą podkreśleniu istoty danego wydarzenia, zjawiska, człowieka czy sceny. "Cesarz" jest tylko pretekstowo opowieścią o Hajle Selasje, w rzeczywiści to opowieść o władzy, "pałacu" i jego wypaczeniach - i to nie tylko o "pałacu" Gierka i PZPR w latach 70. (muszę wrócić do tej książki po latach pewnie 20 i przeczytać ją teraz z tej perspektywy). Uderzył mnie kontrast między zjadliwymi recenzjami tej książki z czasów tuż po jej publikacji, a samym brzmieniem komentarzy Domosławskiego - przecież on, tropiąc konfabulacje Kapuścińskiego, jednocześnie cały czas go tłumaczy, usprawiedliwia, interpretuje wątpliwości na jego korzyść!
Moją uwagę zwróciła też jedna sprawa, o której nie czytałam w żadnej z dawnych recenzji. Domosławski pisze o autokreacji Kapuścińskiego w jego książkach, o tym, jak tworzy innego Ryszarda, tego bohaterskiego, choć bojącego się śmierci reportera, brnącego w niebezpieczne miejsca dla dobra sprawy, kilka razy "o mało" nie rozstrzelanego - i sam robi mniej więcej to samo w tej biografii. Przemierza życie Kapuścińskiego, tropi prawdę, zmyślenia i sekrety, komentuje, spekuluje, interpretuje, usprawiedliwia, budując w ten sposób postać Domosławskiego, bliskiego znajomego (przyjaciela lat ostatnich?), życzliwego, ale oddanego prawdzie. Czy robi to świadomie? Tak? A może nie? W każdym razie wzbudziło to nieraz mój uśmiech.
Zupełnie inny od uśmiechu Kapuścińskiego, bo dla Kapuścińskiego było to nader skuteczne narzędzie: "uśmiechem rozbrajał świat, który mógł go skrzywdzić". Od impresji o jego uśmiechu zaczyna się ta biografia, nadając ton całości - w końcu pomimo zgromadzenia przez autora ogromnego zbioru faktów i opowieści całość jest jednak impresjonistycznym obrazem człowieka, którego nikt do końca nie poznał.

Ze wstępu:
<< "Uśmiechem rozbrajał świat, który mógł go skrzywdzić". Tych żołnierzy, co go przepuszczali przez strefy zakazane w Afryce, a mogli rozstrzelać. Partyjnych decydentów, którzy go wysyłali w świat. Potencjalnych zawistników, których w dziennikarskim zawodzie niemało.

- Niech pan zbada, czy >>.

Aż dziewięć gwiazdek? Ano tak. Należy się, pomimo paru drobnych zastrzeżeń, które mam do tej biografii, bo jednak dawno nie sprawiło mi takiej przyjemności czytanie tak gęstej od informacji książki, z której dowiedziałam się tak wiele - nie tylko o jej głównym bohaterze, ale o całym jego pokoleniu, pokoleniu ludzi, którzy uwierzyli, że po faszyzmie, po upadku systemu Polski...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1151
355

Na półkach:

Wielki reporter, który bał się ujawnienia swojej przeszłości, która zawierała takie perełki jak donoszenie władzy, że rodzice mają inne poglądy od tych jedynie słysznych i pisanie wierszy o Stalinie...

Wielki reporter, który bał się ujawnienia swojej przeszłości, która zawierała takie perełki jak donoszenie władzy, że rodzice mają inne poglądy od tych jedynie słysznych i pisanie wierszy o Stalinie...

Pokaż mimo to

avatar
256
217

Na półkach: ,

Fantastyczna, obszerna opowieść o życiu Kapuścińskiego, który jest tu postacią wielowymiarową, wzbudzającą emocje, często sprzeczne. Jest tu i dużo intymności, i dużo kontekstu historyczno-obyczajowego, który pozwala lepiej zrozumieć czasy, w jakich Kapuściński żył, a także jego samego w tym wszystkim.

Fantastyczna, obszerna opowieść o życiu Kapuścińskiego, który jest tu postacią wielowymiarową, wzbudzającą emocje, często sprzeczne. Jest tu i dużo intymności, i dużo kontekstu historyczno-obyczajowego, który pozwala lepiej zrozumieć czasy, w jakich Kapuściński żył, a także jego samego w tym wszystkim.

Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Artur Domosławski Kapuściński non-fiction Zobacz więcej
Artur Domosławski Kapuściński non-fiction Zobacz więcej
Artur Domosławski Kapuściński non-fiction Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd