Jak wychować syna na feministę czyli świadomego, wolnego i szczęśliwego mężczyznę

Okładka książki Jak wychować syna na feministę czyli świadomego, wolnego i szczęśliwego mężczyznę
Aurélia Blanc Wydawnictwo: Znak Koncept poradniki dla rodziców
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
poradniki dla rodziców
Tytuł oryginału:
Tu seras un homme féministe mon fils
Wydawnictwo:
Znak Koncept
Data wydania:
2021-05-19
Data 1. wyd. pol.:
2021-05-19
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324074082
Tłumacz:
Adriana Celińska
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,7 / 10
32 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
549
195

Na półkach:

Ta książka jest ciekawa ,ale zdecydowanie nie odpowiada na tytułowe pytanie i w sumie po jej przeczytaniu mamy więcej pytań niż przed dobrze że są odnośniki do innych książek bo dzięki temu możemy znaleźć chociaż część tych odpowiedzi

Ta książka jest ciekawa ,ale zdecydowanie nie odpowiada na tytułowe pytanie i w sumie po jej przeczytaniu mamy więcej pytań niż przed dobrze że są odnośniki do innych książek bo dzięki temu możemy znaleźć chociaż część tych odpowiedzi

Pokaż mimo to

avatar
738
28

Na półkach: ,

Jako mama chłopca, mając feministyczne poglądy, sięgnęłam po tą pozycję z ciekawością, zastanawiając się co nowego mogę się dowiedzieć. Uważałam, że z przekazywaniu odpowiednich wzorców zarówno córce jak i synowi nic nie można zarzucić. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, książka zwróciła moją uwagę na sytuacje z mojego życia codziennego, pozornie błahe, których nigdy nie postrzegałam jako zachowań umacniających męską dominację czy mogących wpływać negatywnie na uczucia syna. W moim domu córka wprowadziła określenie "dziewczyńskie" i "chłopczyńskie", co uważałam za zabawne. Chociaż uważam się za feministkę i córce nigdy nie kupiłam nic różowego, odwrotnie - synowi nigdy bym nie kupiła nic różowego nawet gdyby o to poprosił. Czy w ten sposób sama nie przyczyniłam się do postrzegania koloru różowego jako "dziewczyńskiego"?
Jeśli uważasz się za feministkę/feministę i masz lub planujesz dzieci, to ta książka jest dla Ciebie. Książka zawiera liczne przykłady z życia codziennego, wiele odnośników do materiałów edukacyjnych i pozwala uporządkować wiedzę na temat feminizmu i jego praktycznego stosowania. Pokazuje też, jak daleka jeszcze droga przed nami do zmiany światopoglądu i całkowitego równouprawnienia płci.

Jako mama chłopca, mając feministyczne poglądy, sięgnęłam po tą pozycję z ciekawością, zastanawiając się co nowego mogę się dowiedzieć. Uważałam, że z przekazywaniu odpowiednich wzorców zarówno córce jak i synowi nic nie można zarzucić. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, książka zwróciła moją uwagę na sytuacje z mojego życia codziennego, pozornie błahe, których nigdy nie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
366
270

Na półkach:

Gdy Aurélia Blanc, będąc w ciąży, zaczęła szukać informacji na temat wychowania chłopców w duchu feminizmu, nie znalazła... zupełnie nic. Trafiła co prawda na mnóstwo tekstów na temat wychowania dziewczynek feministek, ale o chłopcach nikt nie mówił. Według niej pierwsze artykuły na ten temat zaczęły się pojawiać dopiero w 2017 roku!

Chociaż już od lat coraz częściej i dobitniej mówi się o wychowywaniu dziewczynek, wychodzącym poza uwłaczające i krzywdzące stereotypy płci, w przypadku chłopców zazwyczaj dalej promuje się typowy, toksyczny obraz męskości - silnego samca alfa, który weźmie na siebie trud utrzymania rodziny, porąbie drewno i nigdy nie zapłacze, pozbędzie się emocji, a zamiast tego ciągle, na każdym kroku będzie musiał udowadniać swoją nadrzędność i "męskość".

"Cieszę się, że zaczynamy wychowywać córki bardziej jak synów, ale to nigdy nie zadziała, jeśli nie będziemy wychowywać synów bardziej jak córki", napisała w 2015 roku Gloria Steinem. I miała rację - przecież to oczywiste, że jeśli chcemy żyć w równym społeczeństwie, chłopcom też potrzebny jest feminizm!

Blanc w swojej książce przedstawia nam, jak absurdalnie stereotypy dotyczące płci wpływają na postrzeganie dziecka już od pierwszych chwil jego życia. Przypomina o tym, że narzucony podział na świat męski i kobiecy rozpoczyna się już od najmłodszych lat, kiedy to nasze pociechy otrzymują odmienne ubranka i zabawki, od razu definiujące ich płeć i przygotowujące do przyszłych stereotypowych ról. W końcu podaje praktycznie porady dotyczące wychowania chłopców (i dziewczynek), a także proponuje książeczki i gry, które nauczą dzieci akceptowania różnorodności, rozmawiania o swoich emocjach i wielu innych pomocnych umiejętności.

A jednak "Jak wychować syna na feministę" nie można uznać za typowy poradnik. Książka wcale nie została w całości poświęcona tytułowemu wychowaniu chłopców, czy dzieci w ogóle. To również przemyślenia i lęki przyszłej matki - i to matki feministki, która chciałaby przekazać swoje poglądy kolejnym pokoleniom - ale także rzetelny opis całego przekroju różnic w traktowaniu oraz życiu kobiet i mężczyzn, badań, które przeprowadzono by te różnice wykazać... lub obalić, podwójnych standardów, nierówności społecznych, historii męskości, kobiecości i feminizmu.

Jestem zachwycona tym, jak wiele nowych, interesujących książek poznałam dzięki tej lekturze - nie tylko tych dla dzieci, ale również niekończącą się listę feministycznych tytułów dla dorosłych i ogromną liczbę ciekawych artykułów. Co prawda niektóre z nich są dostępne jedynie po francusku, ale tłumaczka, Adriana Celińska, wykonała świetną robotę - zamiast francuskich książek czy blogów, które nie są zbyt przystępną formą dla polskiego czytelnika, podała nam polskie odpowiedniki, traktujące na podobne tematy!

Narracja Blanc jest sarkastyczna, ironiczna, zabawna, autorka nie boi się używać mocnych słów - uwłaczających określeń stosowanych często w kierunku feministek, czy wyrazów takich jak "ruchać", a jej styl pisania sprawia, że książkę czyta się bardzo przyjemnie. Jest to jednak zdecydowanie pozycja mocno stronnicza i nie mogę powiedzieć, że całkowicie, w każdym aspekcie zgadzałam się z autorką.

Wydaje mi się, że czasami rozpędzała się trochę za bardzo, na przykład w momencie, gdy stwierdziła: „Czy znasz kobiety, które dopuściły się masowych zabójstw? Bo ja nie” (w przeciwieństwie do mężczyzn). I faktycznie, jeśli mówiąc o masowych zabójstwach, mamy na myśli pogromy na poziomie Holocaustu, to nie można się z tym stwierdzeniem kłócić. Wydaje mi się jednak, że to zbyt złożony temat, by podsumować go jednym uogólnieniem, które jest bardzo krzywdzące dla ogółu mężczyzn.

Autorka cały czas używała też prostego podziału jedynie na dziewczynki i chłopców, co uważam za duży minus. Co prawda wspomniała o osobach interpłciowych i z nietypowym genotypem, ale poświęciła im może dwa zdania i na tym temat się skończył. Dużo częściej poruszała temat związany z różnorodnością orientacji seksualnych - co prawda zdecydowanie nie w wyczerpujący sposób, ale przynajmniej zwracając na nią uwagę w istotnych momentach.

Mimo pewnych mankamentów, uważam, że "Jak wychować syna na feministę" jest szalenie interesującą pozycją, która zmusza do gruntownego przemyślenia tego, w jaki sposób chcemy wychowywać obecne, czy też przyszłe dzieci, a także do ponownego spojrzenia na nasze własne życie. Sama na pewno powrócę do niej jeszcze wiele razy, a tymczasem muszę zabrać się za tysiące książek, o które moja lista powiększyła się po przeczytaniu tej!

Gdy Aurélia Blanc, będąc w ciąży, zaczęła szukać informacji na temat wychowania chłopców w duchu feminizmu, nie znalazła... zupełnie nic. Trafiła co prawda na mnóstwo tekstów na temat wychowania dziewczynek feministek, ale o chłopcach nikt nie mówił. Według niej pierwsze artykuły na ten temat zaczęły się pojawiać dopiero w 2017 roku!

Chociaż już od lat coraz częściej i...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
904
644

Na półkach: ,

Świetna lektura dla każdego dorosłego, też żeby zmierzyć się ze swoimi stereotypami i tym jak byliśmy wychowani jako dzieci. Książka pokazuje wiele ciekawych badań i praktyczne sposoby na wzmacnianie szacunku dla obu płci: rozpoznawanie swoich stereotypów, docenianie różnych cech u dzieci (chłopiec nie zawsze musi być "Dzielny" , możemy komplementować charakter dziewczynek, nie tylko ich wygląd), uczenie stawiania granic (nie musisz się przytulać do cioci jeśli nie chcesz"), uznawanie uczuć dzieci i wzmacnianie przyjaźni dziecięcych (zamiast ich seksualizowania, czy 3-latek musi mieć "dziewczynę?" czy nie może po prostu lubić swojej koleżanki? fakt, że chłopiec ciągnie cię za włosy może ci się nie podobać, to nie znaczy "że mu się podobasz").

Świetna lektura dla każdego dorosłego, też żeby zmierzyć się ze swoimi stereotypami i tym jak byliśmy wychowani jako dzieci. Książka pokazuje wiele ciekawych badań i praktyczne sposoby na wzmacnianie szacunku dla obu płci: rozpoznawanie swoich stereotypów, docenianie różnych cech u dzieci (chłopiec nie zawsze musi być "Dzielny" , możemy komplementować charakter...

więcej Pokaż mimo to

avatar
125
89

Na półkach: ,

Książka wbrew tytułowi nie traktuje głównie o wychowaniu lecz opowiada kilka historii mniej lub bardziej udanie na temat lęków i nadziei związanych z wychowaniem syna (dziecka) w duchu feminizmu.

Podszedłem do tej pozycji nie czytając recenzji i nie mając zdania na jej temat, aczkolwiek muszę się przyznać, że kontrowersyjny tytuł w pewien sposób ustawił mój umysł na zapisanie książki wieloma notatkami (rzędu kilku dziesiątek).
Pierwsza część i pierwsze rozdziały traktują o tym, jak rodzice feminiści boją się wychowywać syna i jak mało jest jakichkolwiek materiałów na temat feministycznego wychowania dziecka. Autorka - w mojej ocenie - właśnie w części pierwszej najbardziej pozwoliła sobie na wyrażenie własnych opinii i odczuć. Słowem - ta część jest mocno subiektywna. I to powoduje, że w pierwszej i również drugiej części książki praktycznie każda strona mojej książki została pomazana komentarzami.

Dostajemy obraz syndromu oblężonej twierdzy, który niecierpliwego czytelnika albo całkowicie zniechęcić, albo całkowicie zaangażować. Dowiadujemy się, że w gronie feministów preferowanym dzieckiem raczej jest córka. Wynika to ze strachu, o to jak wychować syna: autorka zakłada, że syna będzie trzeba zmusić do kwestionowania przynależnej mu pozycji siły. Już w tym miejscu to autorka zwraca uwagę na to, że syn musi być ZMUSZONY do kwestionowania swojej SIŁY. To jedna z wielu silnych sugestii mówiących, że paraliżujący jest strach o to, że feministka wychowa syna macho/podrywacza w starych stereotypach.
Następnie przytacza kilka wypowiedzi o tym, że kobiety feministki w chwili uświadomienia sobie, że wychowują syna mogą mieć problem z cieszeniem się z tego powodu:

„Cieszyłam się, bo miałam dwie córki, więc syn był niczym mały Jezusek. Mimo że w głębi serca płeć dziecka nie miała dla mnie większego znaczenia. Wtedy nawet nie byłam świadoma, o jaką stawkę toczy się gra” – wspomniała. Dopiero z czasem pojawiły się rozterki.”

Dalej uważam, że autorka pod koniec części pierwszej dość swobodnie żongluje pojęciami wolności, sprawiedliwości i równości. Często dwa ostatnie przedstawiając jako synonimy. A trudno mówić o stawianiu na równość bez ograniczania wolności i swobód. Tak samo nie można mówić o wolności bez powstawania nierówności w społeczeństwie. No, chyba, że mówimy o anarchokomunizmie. Jednak pragnąc wywalczyć pewne prawa równości najczęściej odbywa się to przy pomocy ograniczania wolności - stąd często pewne kontrowersyjne opinie są banowane w wielu mediach społecznościowych.

Również pojęcie równości i sprawiedliwości jest stosowane przez autorkę zamiennie, co również jest nieprawdą i nie można tych pojęć łączyć w jedno znaczenie.

W dalszych rozdziałach jest krótka notka o tym, że natura nie jest binarna i na świecie nie istnieją wyłącznie genotypy płciowe XX i XY, ale też 4X, 5X, XXY itp. Niestety to jest notka jednoakapitowa i wrzucona w rozdział o pozwalaniu dziecku na rozwój światopoglądu.

Dalsze rozdziały części drugiej traktują o uprzedmiotowieniu kobiet w reklamach, o pay-gap. W mojej opinii czuć, że pisze to ktoś spoza mojego kręgu kulturowego ponieważ przykładowo w Polsce pay-gap jest najmniejszy w Europie, kobiety są zwykle wychowywane jako silne, niezależne i twardo stąpające po ziemii. Aczkolwiek jestem w stanie uwierzyć, że to zawiera się w mojej bańce i statystycznie (nie znam badań w Polsce) Polki również są wychowywane w duchu kruchości, księżniczkowości i delikatności. Jednak ta część książki wydała mi się nieco odległa (oczywiście pomijając reklamy, które wszędzie są takie same).

W rozdziale 6. zaintrygował mnie fakt, że „Muszę kupić kilka autek!” jest seksizmem mrożącym krew w żyłach, gdy ktoś mówi to w stosunku do małego chłopca. Czy takie zachowania powinny poruszać do żywego? Czy to jest dobra reakcja na zachowanie tak bliskie - wręcz wydaje się naturalne - ludziom? Czy stereotyp może być określony seksizmem samym w sobie? Czy w ten sposób nie wpadamy w błędne koło wyszukując wszędzie *izmów? Takie postawienie spraw wydaje się mocno przejaskrawione.

„Przyznam, że nie jestem pewna, czy dam radę zmusić się do promiennego superprzyjaznego uśmiechu za każdym razem, gdy usłyszę seksistowską bzdurę (czyli raczej często).”

A może problem siedzi właśnie w feminizmie? W końcu startując z poziomu oblężonej twierdzy, widzi się w zakrzywionym źwierciadle zachowania seksistowskie w miejscu, gdy ludzie nie mają takiego zamiaru. Czy każda uwaga na temat wyglądu jest seksistowska? Gdzie podzieje się wolność w takim świecie? Autorka pieje na temat uwolnienia uciemiężonych grup, ale sama stosuje rozwiązania represyjne w stosunku do grup, które mają inny styl życia czy światopogląd, czy nawet ramy kulturowe - do tego próbuje w sposób passive-aggresive narzucić swoje zdanie i robi z tego swoją pielgrzymkę.

Z drugiej strony - czy walka ze stereotypami właśnie na tym nie polega? Na wyłuskiwaniu wszystkiego co może być przyczyną tegoż status quo?

Wydaje mi się, że usuwając pewne stereotypy, nie ma innej możliwości jak budowanie nowych stereotypów - być może pozytywnych. Świat staje się tak pięknie ubrany w piękne słowa i zachowania, że bycie niegodziwym w przyszłości stanie się niezwykle łatwe - uraza kogoś będzie dużo łatwiejsza, bo coraz większy zakres słów i zachowań będzie kwalifikowany w stronę możliwości urazy kogoś, a więc stanie się jakimś *-izmem lub *-yzmem.

W rozdziale 7. jest mowa o podziale obowiązków po równo - jednak autorka nie daje przepisu na to czym jest to równo. Następnie cytuje:

„Wszyscy mamy wrażenie, że żyjemy na równych zasadach, lecz najwyraźniej jest wręcz przeciwnie.”

I tu przychodzi jedna z kilku istotnych rzeczy odnośnie wychowania. Bowiem autorka zaleca metody Montessori co ma w istocie mało wspólnego z feminizmem, ale jest jak najbardziej pożądane i powinno być praktykowane nie tylko w żłobkach, przedszkolach i szkołach, ale również w domach.

Innym elementem wychowania, na które autorka zwraca uwagę w części drugiej jest dawanie przykładu. Jednak dziś to jedna z pierwszych myśli jakie przychodzą rodzicom do głowy, niezależnie od bagażu idei które niosą na swoich barkach.

Niestety autorka poleciła również zastosowanie buntu/strajku gdy dziecko nie będzie chciało na przykład wyprać ubrania. Uważam to akurat za zły przykład wychowania, bowiem istnieje wiele metod by dziecko zachęcić w sposób pozytywny do podejmowania obowiązków domowych.

Nie chcę się pastwić nad tą książką - po prostu gdybym skończył czytanie na dwóch pierwszych częściach to dałbym mocne 3/10. Jest do tej pory mało o wychowaniu, dużo o problemach, dużo syndromu oblężonej twierdzy i trochę problemów natury takiej, że trudno mi się zgodzić z autorką ze wszystkim co mówi - mimo że intencje są dobre i skłaniają do przemyśleń.
Część trzecia jest bardzo dobrze stworzona i jest pozbawiona osądów autorki, jest to merytorycznie świetna rozprawka i opowiada o toksycznej męskości i problemach bycia męskim. Dużo badań, dużo ciekawych spostrzeżeń, z którymi nie sposób polemizować. Problem istnieje i trzeba z nim walczyć.

W tej części też jest poruszona kwestia tego, by nie bagatelizować płaczu dziecka - co prawda autorka mówi to w odniesieniu do wychowania chłopców, ale jest to istotna sprawa. Dziecko nigdy nie płacze bez powodu i dla niego powód płaczu zawsze jest istotny. Nie powinno się rugać dziecka za to, czy podśmiewać się lub pomijać problem mówiąc, że przecież nic się nie stało.

W tej części najbardziej ubódł mnie cytat: „Czy znasz kobiety, które dopuściły się masowych zabójstw? Bo ja nie.”

Niestety, taki argument jest oczywistym fałszem. Nie sposób nie wspomnieć o krwawej hrabinie, o kobiecie mordującej seryjnie dzieci (znanej mi z książki stulecie detektywów), o carycy katarzynie, o wielu kobietach, o których kiedyś było głośno. Nie można mówić, że kobiety nie mordują masowo bo to oczywista nieprawda. Można ująć to w statystykach, ale rzucenie z taką pewnością takiego tekstu w tej książce martwi.

Dopiero czwarta część odsłania nieco na temat wychowania. Jest to jedyna część do której nie popełniłem komentarzy. Jest to dobra część książki chociaż więcej w niej mowy o statystykach na temat gwałtów, molestowań i stereotypów prowadzących do nieporozumień i krzywdy. Myślę, że gdyby w tej książce zostawić części III, IV i V to byłaby dużo bardziej wartościowa.

Część piąta to opowieść o mężczyznach wychowywanych przez kobiety feministki drugiej fali. O tym na kogo wyrośli i że feminizm nie zmienił ich w potwory. Myślę, że to dobry omen. Swoją drogą w części czwartej i piątej autorka wykazała się racjonalnym podejściem do wychowania dziecka w duchu nawet feministycznym. Pod koniec książki coraz częściej byłem w stanie przytaknąć i uznać, że wróciła na bardzo dobrą ścieżkę - bowiem tłumaczy, że nie można być ortodoksyjnym a wyborów dzieci nawet sprzecznych z moimi wartościami nie można traktować w kontekście porażki wychowawczej. Znika w późniejszych rozdziałach radykalny ton z pierwszej i drugiej części, co ociepliło wizerunek tej książki.

Książka wbrew tytułowi nie traktuje głównie o wychowaniu lecz opowiada kilka historii mniej lub bardziej udanie na temat lęków i nadziei związanych z wychowaniem syna (dziecka) w duchu feminizmu.

Podszedłem do tej pozycji nie czytając recenzji i nie mając zdania na jej temat, aczkolwiek muszę się przyznać, że kontrowersyjny tytuł w pewien sposób ustawił mój umysł na...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1066
166

Na półkach: ,

Pozycja dla każdego dorosłego! Niezależnie, czy masz dziecko czy nie, bo niby mamy XXI wiek, a wiele ludzi do tej pory ma problem z tym, że dziewczynkę ubiera się na niebiesko, a chłopiec bawi się lalką.

Pozycja dla każdego dorosłego! Niezależnie, czy masz dziecko czy nie, bo niby mamy XXI wiek, a wiele ludzi do tej pory ma problem z tym, że dziewczynkę ubiera się na niebiesko, a chłopiec bawi się lalką.

Pokaż mimo to

avatar
213
1

Na półkach:

Książka otwiera oczy na rzeczy, na które normalnie nikt nie zwraca uwagi a budujące małych macho. Bardzo polecam, zawiera również dużo wskazówek gdzie można pogłębić swoją wiedzę w tym zakresie

Książka otwiera oczy na rzeczy, na które normalnie nikt nie zwraca uwagi a budujące małych macho. Bardzo polecam, zawiera również dużo wskazówek gdzie można pogłębić swoją wiedzę w tym zakresie

Pokaż mimo to


Cytaty

Reklama
zgłoś błąd