Jeszcze nie wieczór

Okładka książki Jeszcze nie wieczór
Jenny Erpenbeck Wydawnictwo: Sonia Draga literatura piękna
344 str. 5 godz. 44 min.
Kategoria:
literatura piękna
Tytuł oryginału:
Aller Tage Abend
Wydawnictwo:
Sonia Draga
Data wydania:
2021-05-19
Data 1. wyd. pol.:
2021-05-19
Data 1. wydania:
2015-05-28
Liczba stron:
344
Czas czytania
5 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382300611
Tłumacz:
Eliza Borg
Inne
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
6,0 6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,0 / 10
10 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
91
24

Na półkach: ,

Ma swoje momenty. No i ciekawy zabieg stylistyczny przewijający się przez całą książkę... "a gdyby...?"

Ma swoje momenty. No i ciekawy zabieg stylistyczny przewijający się przez całą książkę... "a gdyby...?"

Pokaż mimo to

1
avatar
1006
162

Na półkach: , , ,

Opis tej książki brzmiał dla mnie intrygująco:
„Jenny Erpenbeck zabiera nas ze sobą w podróż przez te wszystkie życia, które mogą się zawierać w jednym istnieniu. Autorka rzuca wnikliwe spojrzenie na rozwidlenia, na których rozstrzygają się sprawy zasadnicze. Główna bohaterka jej powieści umiera jako dziecko. A może jednak nie? Umiera jako młoda zakochana kobieta. A może jednak nie? Umiera jako osoba zdradzona. Jako powszechnie szanowana. Jako przez wszystkich zapomniana. A może jednak nie?”.

Książka zapowiadała się interesująco.
Jej szczególna narracja i dziwna tematyka (śmierć dziecka, żydowska rodzina) skłoniły mnie do natychmiastowego zapoznania się z tą nową pozycją, która pojawiła się na Legimi...

W części pierwszej poznajemy rodzinę żydowską - babkę, matkę i córkę. Córka wyszła za mąż za „goja”, czyli katolika, przez co jakby umarła dla swojego dziadka, który takiego związku nie zaakceptował. O matce dowiadujemy się tyle, że Polacy rozszarpali jej męża, gdy córka była jeszcze malutka, przez co wychowywała się bez ojca, w przeświadczeniu, że ten z jakiegoś powodu odszedł od matki...
Następnie dowiadujemy się, że „córka”, też jest matką, bo urodziła dziecko – córkę. Ale ta córką umarła nagle jak miała 8-miesiecy (śmierć łóżeczkowa).

* „Bóg dał, Bóg wziął, powiedziała do niej babka na skraju wykopanego grobu. Ale to nie była prawda, gdyż Bóg zabrał o wiele więcej, niż było – tam w dole leżało także wszystko, czym mogłoby zostać to dziecko, i miało się teraz znaleźć pod ziemią. Trzy garście piachu, i już pod ziemią leży mała dziewczynka wybiegająca z domu z tornistrem na plecach, tornister podskakuje w górę i w dół, podczas gdy ona oddala się coraz bardziej; trzy garście piachu, i pod ziemią leży dziesięciolatka, która bladymi palcami gra na pianinie; trzy garście, i pogrzebany jest podlotek, za którym oglądają się mężczyźni, bo jej włosy lśnią tak miedzianorudym blaskiem; trzy grudki ziemi, i również ta dorosła kobieta, która zabrałaby jej z rąk robótkę (...)”

Obserwujemy jak poszczególni bohaterowie radzą sobie z tą stratą. Mąż „goj” odchodzi - wyjeżdża do Ameryki. Matka dziecka, która na powrót stała się tylko „córką” bardzo przeżywa śmierć dziecka. Jak nakazuje zwyczaj żydowski odprawia żałobę na stołeczku przez siedem dni. Potem próbuje żyć normalnie, ale zostaje „wykorzystana” przez jednego mundurowego i zostaje prostytutką, aby nikt się nie dowiedział... By się z tego wyrwać wyjeżdża od matki, aby zacząć życie gdzie indziej, tam gdzie jej nie znają, gdzie nie będzie musiała ciałem płacić za spokój....

W części drugiej następuje „wymazanie” śmierci 8-miesięcznego dziecka i historia rozpoczyna się na nowo...
Dziewczynka – Lisa – przeżywa, bo matka wkłada jej za koszulkę śnieg - i tak ją to szokuje, że zaczyna oddychać... Dzięki temu rodzina się nie rozpada. Rodzi się jeszcze jedno dziecko - młodsza córka, na którą mówią „Mała”, choć ta w pewnym momencie staje się dość wysoka (ma 170 cm wzrostu).
Rodzina wyjeżdża do Wiednia. Mieszkają w wynajętym mieszkaniu, finansowo pomaga im matka (babka), która z czasem również przenosi się do miasta. Starsza dziewczynka, gdy staje się nastolatką zaczyna się „włuczyć” po mieście. Matka się na nią złości, nazywa ją dziwką. Dziewczyna jednak nie jest dziwką. Wprawdzie mogłaby się już dawno „sprzedać” za litr śmietany, dwa funty tłuszczu czy nowe buty, ale ona tego nie chce. Czasem zastanawia się czy matka nie ma jej właśnie za złe właśnie tego, że jeszcze się nie sprzedaje i w ten sposób nie polepszy bytu rodziny.... Gdy się „włuczy” po mieście spotyka się z przyjaciółką, która ma narzeczonego. Zakochuje się w tym narzeczonym koleżanki. Gdy przyjaciółka umiera na hiszpankę, dociera do niej, że on nigdy jej nie pokocha i odchodzi. W pewną niedzielę spotyka na targu dziwnego młodzieńca i namawia go na wspólne samobójstwo...

Pierwszą i drugą część książki bardzo dobrze mi się czytało. Narracja była naprzemienna, więc co rusz poznawaliśmy pogląd na daną sytuację z „myśli” innego bohatera, mogliśmy się wgłębiać w ich przeżycia i doznania. Choć na tekście trzeba się raczej skupić, aby zorientować się z kontekstu, kto w danej chwili jest narratorem... Bywało, że momentami było dość chaotycznie – szczególnie w dalszych częściach książki, jakby z wiekiem głównej bohaterki, która z czasem weszła w starczy wiek (w dalszych częściach) narracja dostosowywała się do jej poziomu – demencja, natłok myśli, wspomnień, słów...

W części drugiej pojawiały się też dziwne przerywniki, które akurat mnie wytrącały z „ciągu czytelniczego”. Były to wstawki dotyczące wybuchu wulkanu i drżenia ziemi - cytaty z pewnej książki, którą czytał ojciec „goj”. Dziwne były dlatego, że pojawiały się znienacka: najpierw ojciec rozmyśla o tym, że jego rodzina głoduje i marznie, a następnie wstawiany jest fragment z książki o zjawiskach akustycznych w okresie trzęsień ziemi w 1895, po czym znów wracamy do rozmyślań ojca, i znów – bach – cytat z książki...
Pewnie miało to służyć wzmocnieniu odbioru całości. Pokazaniu jak funkcjonuje jednostka, która przeżywa akurat dramatyczne chwile, głód rodziny, brak perspektyw, aby to zmienić, wojna, praca biurowa, która nie daje wystarczających pieniędzy, aby utrzymać rodzinę, beznadzieja... A w tym wszystkim rodzina inteligencka, osoba która przecież kończyła studia, mężczyzna, który lubi czytać, który chce się czegoś dowiedzieć lub który po prostu chce na chwile zapomnieć o wszystkim zagłębiając się w problemy innych – tych, na których życie miały wpływ trzęsienia zmieni....

Niezwykłe były też wstawki zdań typu:
*„Dobry Boże, dobry Boże, co Cię naszym Ojcem zwiemy, skoro już nam dałeś zęby, daj też coś, co pogryziemy.”
- w momencie, gdy czytaliśmy o zimnie i głodzie rodziny. O tym jak wszystkiego brakowało, opału (przez co bohaterowie zbierali chrust w lesie), jedzenia w sklepie (jak ciężko było cokolwiek dostać - choćby krowie wymiona), pieniędzy (inflacja powodowała, że miesięczna pensja wystarczała na tydzień, przy oszczędnym gospodarowaniu, a z czasem można było za nią kupić tylko jeden obiad).

Najgorzej czytało mi się część trzecią.

Część trzecia rozpoczyna się od rozważań, co by było gdyby dziewczyna, którą zastrzelono - nie wyszła wtedy na targ, gdyby nie spotkała chłopaka, gdyby przeżyła...
I dalej następuje wymazanie śmierci dziewczyny - rozwinięcie jej dalszego ewentualnego życia...
Ta historia wydaje mi się najbardziej zagmatwana, trudna, nudna...
Dziewczyna w 1920 wstępuje do KPA (Komunistycznej Partii Austrii), potem wyjeżdża do Moskwy. Z tekstu dowiadujemy się, że jest mężatką – wyszła za mąż za towarzyszą H., którego za coś aresztowali i przebywa w więzieniu... Ona boi się co z nią będzie. Przez natłok towarzyszów i towarzyszek określanych nie z imienia tylko inicjałami np. Fr., Sch., A., itp. tą część czyta się najgorzej... Głowna bohaterka, która już tyle razy umierała – w tej części nazywana jest towarzyszką H., i w końcu zostaje uznana za „element kontrrewolucyjny”, bo akurat tak komuś pasuje i trafia do łagru, gdzie umiera z zimna...

Jak nietrudno się domyśleć następuje część czwarta, gdzie zostaje wymazana śmierć towarzyszki H. w łagrach, rozważania co by było gdyby, któryś z towarzyszy jednak przełożył jej papiery na prawą kupkę, a nie na lewą i gdyby nie została skazana na śmierć....

Ta część jest najbardziej chaotyczna.

* „Ale dziwką naprawdę nie była.
A może?
Za dwie pary butów? Za litr śmietany? Za piętnaście ziemniaków albo pół funta tłuszczu?
Szanowny towarzyszu Dymitrow, proszę mi pomóc. Proszę dać mi pracę. Niech Pan nie pozwoli mi zginąć.
Czy to rzeczywiście byłoby tak starsze, sprzedawać na godziny albo półgodziny swoje ciało i wszystkie jego otwory, by zachować owo ciało przy życiu?”

...A dalej jeszcze chaotyczniej... Jakbyśmy widzieli tylko fragmenty, urywki scen w przedśmiertnej agonii osoby, której życie przelatuje przed oczami – tym razem życie jakie mogłoby być, a nie które było....
* „Radziecki poeta był, a ona uznałaby, że on prawie, ona swoje ciało, a on byłby, i oboje, a potem, ach, wszystkie swoje otwory, jak to? – po prostu podarowała, a przy tym o swoim mężu, ale nie wszystko możliwe, jednak nie, dlatego już o świcie, jeszcze zanim on, i wciąż jeszcze naloty na Moskwę, a lekarz powiedziałby, zapalenie miedniczek nerkowych, ona ewakuowana, Dworzec Kurski, cztery walizki, wojna, do Ufy. I dopiero tam, na Uralu, usłyszałaby, żadne zapalenie miedniczek nerkowych, szósty miesiąc, Moskwa się broni, a radziecki poeta tymczasem w Taszkencie, tak, dziecko to syn, żadnej okazji, żeby powiedzieć poecie, żadnych listów, nigdy więcej nie widziała, od towarzyszki O. kołyskę dla dziecka, nadal pisać dla radiostacji, spalona ziemia, niemiecki dla Niemców, żadnej okazji, by mu powiedzieć, nigdy nie pisała, on też nigdy.”

Po tym dziwnym chaosie, od razu się dowiadujemy, że towarzyszka H. znów umarła, ale tym razem w wieku 60 lat jako wielka artystka, działaczka na rzecz pokoju i socjalizmu, która przyczyniła się do rozwoju kultury i sztuki NRD. Jak umarła? Spadła ze chodów... Czy miała dzieci – tak syna Saszę (jego ojcem nie był towarzysz H., lecz pewien Rosjanin Dymitrow). Umierając zostawiła go w wieku 17 lat, przez co miał na rok trafić do domu dziecka.... Dowiadujemy się też sporo o niej z narracji jej syna, który ją wspomina...

Kolejna – już ostatnia – to piąta część, gdzie znów następuje „wymazanie” spadnięcia ze schodów, pani Hoffmann za to umiera w wieku 90 lat w pewnym domu spokojnej starości, raczej jako osoba zapomniana, samotna. Ta część jest najkrótsza i też od ręki dowiadujemy się jak bohaterka zakończy żywot. Co rusz zdania zaczynają się tak:
* „ W tygodniu, gdy pani Hoffmann umrze po swoich dziewięćdziesięciu urodzinach....”.
* „Także ten tydzień, w którym dzień po swoich dziewięćdziesiątych urodzinach pani Hoffmann umrze, zaczyna się od poniedziałku, jak wszystkie inne tygodnie (...)”

Tu w narracji głównej bohaterki „słyszymy” już oczekiwanie na śmierć, bo życie to już tylko siedzenie i czekanie... Ani się nie da poczytać bo ręce bolą, ani samemu przemieszczać, bo nogi już za słabe... Syn rzadko odwiedza... A ona czasem zastanawia się: „Co to jest poniedziałek?”, „Co to jest wtorek?, środa, czwartek itp...
Tydzień mija a my czytelnicy również czekamy na finał, na koniec książki, na śmierć Pani Hoffmann we śnie....
I na to jak z tym poradzi sobie syn.

Przy okazji dowiadujemy się też co stało się z babką, matką, ciotką, a nawet z pewnym zegarem i dziełami Goethego...

Ta część to dokładne zamknięcie całej historii... I pomimo tego, że od części trzeciej ciężko czytało mi się tą powieść, uważam, że było warto, że jest to pozycja, która coś wnosi do naszego życia...

Książka ta to niesamowita podróż po życiu głównej bohaterki: dziewczynki, Lisy, towarzyski H., pani Hoffman... opowiada o tym, jak wiele może być ścieżek naszego życia.
Jak drobne z pozoru zdarzenia mogą wpłynąć na to, że nasze życie się zakończy lub przeciwnie - będzie trwać dalej…

---
*Cytaty pochodzą z książki "Jeszcze nie wieczór" Jenny Erpenbeck

Opis tej książki brzmiał dla mnie intrygująco:
„Jenny Erpenbeck zabiera nas ze sobą w podróż przez te wszystkie życia, które mogą się zawierać w jednym istnieniu. Autorka rzuca wnikliwe spojrzenie na rozwidlenia, na których rozstrzygają się sprawy zasadnicze. Główna bohaterka jej powieści umiera jako dziecko. A może jednak nie? Umiera jako młoda zakochana kobieta. A może...

więcej Pokaż mimo to

13
Reklama

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Jeszcze nie wieczór


Reklama
zgłoś błąd