Rodzinne selfie z menażerią w tle

Okładka książki Rodzinne selfie z menażerią w tle
Ewelina Gierasimiuk-Merta Wydawnictwo: Novae Res biografia, autobiografia, pamiętnik
226 str. 3 godz. 46 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydawnictwo:
Novae Res
Data wydania:
2021-04-05
Data 1. wyd. pol.:
2021-04-05
Liczba stron:
226
Czas czytania
3 godz. 46 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382192506
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
8,5 8,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
8,5 / 10
10 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
105
102

Na półkach:

Ostatnio, dzięki uprzejmości wydawnictwa novaeres miałam okazję przeczytać powieść „Rodzinne selfie z menażerią w tle”, której autorką jest Ewelina Gierasimiuk – Merta. Jak się okazuje, jest to kontynuacja pierwszej powieści tej autorki, w której opisała swoją drogę do upragnionego macierzyństwa.W tej książce moją uwagę przykuł najpierw tytuł i owa menażeria. Według Słownika Języka Polskiego słowo menażeria to "dzikie zwierzęta zgromadzone w celu pokazywania ich szerszej publiczności". Po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów wszystko stało się jasne, że sprawcą całego zamieszania jest prawie jedenastoletni Miłosz, syn autorki, który ma niebanalne zainteresowania, w które wciąga rodziców. To za jego sprawą w domu pojawiają się wąż, kolonia mrówek czy dwa szczurki. Poznajemy tu trzyosobową rodzinkę, mieszkającą w górach, nie wyróżniającą się niczym szczególnym od typowych polskich rodzin dwa plus jeden. Matka na etacie w szkole, ojciec wielki pasjonat Wikingów i ich syn, który oprócz pasji zoologicznej ma dodatkowo zdolności pisarskie, co wprawia w dumę jego matkę. Poznajemy ich codzienność, perypetie, problemy i sukcesy, a także niezwykłe relacje, które ich łączą. Autorka pokazuje się przede wszystkim jako matka, która wprowadza syna w życie. Książka napisana z dużą dozą humoru, w formie pamiętnikarskiej nie ujęła mnie za serce i niczego nowego nie wniosła w moje życie. Jest to pozycja, którą dobrze się czyta, ale czy zapamiętuje na dłużej? Chyba nie. Gratuluję autorce umiejętności przelewania życia codziennego na papier. Jeśli chcecie poznać tę rodzinę to sięgnijcie po tę książkę, ale nie spodziewajcie się po niej nagłych zwrotów akcji. Jest to lekka powieść do poduszki, przy której się łatwo i ....szybko zasypia.
Zapraszamy:
https://klub-tworczych-mam.blogspot.com/2021/05/mama-czyta-rodzinne-selfie-z-menazeria.html

Ostatnio, dzięki uprzejmości wydawnictwa novaeres miałam okazję przeczytać powieść „Rodzinne selfie z menażerią w tle”, której autorką jest Ewelina Gierasimiuk – Merta. Jak się okazuje, jest to kontynuacja pierwszej powieści tej autorki, w której opisała swoją drogę do upragnionego macierzyństwa.W tej książce moją uwagę przykuł najpierw tytuł i owa menażeria. Według...

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
75
14

Na półkach:

"Rodzinne selfie z menażerią w tle" to opowieść o pozornie całkiem zwyczajnej rodzince, ale napisana z tak dużym poczuciem humoru i autoironii, że nie sposób nie uznać jej za zupełnie niezwyczajną. Książka bowiem jest napisana, zresztą tak jak i poprzednia tej autorki, lekkim piórem, w przyjemnym stylu, a czytelnik odnosi wrażenie jakby siedział u bohaterów książki przy kuchennym stole i przysłuchiwał się ich rozmowom. Niebanalnym rozmowom! Rozmowom z nastolatkiem, którego ciekawość skupia się na tematach związanych z dojrzewaniem.
Godna polecenia, zwłaszcza dla rodziców dorastających dzieci, mimo że nie padają tu żadne porady wychowawcze.
Czyta się bardzo szybko i pozostaje mieć nadzieję na kontynuację tej serii.

"Rodzinne selfie z menażerią w tle" to opowieść o pozornie całkiem zwyczajnej rodzince, ale napisana z tak dużym poczuciem humoru i autoironii, że nie sposób nie uznać jej za zupełnie niezwyczajną. Książka bowiem jest napisana, zresztą tak jak i poprzednia tej autorki, lekkim piórem, w przyjemnym stylu, a czytelnik odnosi wrażenie jakby siedział u bohaterów książki przy...

więcej Pokaż mimo to

4
avatar
311
299

Na półkach:

🗯️ Co myślicie na temat książek napisanych w formie pamiętnika, w których autor opowiada o swoich własnych przeżyciach?


👪 Rodzinne Selfie z menażerią w tle, to kontynuacja książki pt. 3600 gramów szczęścia, dlatego też jeśli zdecydujecie się na jej przeczytanie polecam najpierw nadrobić pierwszy tom, bo bez tego raczej nie odnajdziecie się w tej historii.

📖Nie będę wam w tym przypadku opowiadała o fabule, bo jej tak naprawdę nie ma. Historia opisana przez autorkę jest prosto mówiąc napisana przez życie. Pani Ewelina dzieli się z czytelnikiem swoimi własnymi przeżyciami i pisze książki w formie pamiętnika. Co moim zdaniem jest świetne, ponieważ dzięki temu możemy wejść do jej świata i poznać cudowną, chociaż nieidealną matkę i żonę, oraz jej rodzinę.

📚Szczerze wam powiem, że ja uwielbiam obie części tej książki. Lubię takie życiowe historię, które z jednej strony chwytają za serce, a z drugiej momentami są tak zabawne, że malują uśmiech na mojej twarzy i sprawiają, że czytam je z wielką radością, a właśnie takie odczucia towarzyszyły mi podczas lektury tej książki.

👪 Dodam jeszcze, że podoba mi się bardzo kontrast pomiędzy pierwszym, a drugim tomem, bo on jest bardzo widoczny. W pierwszej części poznaliśmy kobietę zmagającą się z pragnieniem posiadania dziecka. Kobieta, która musiała podnosić się po poronieniach. Kobietę, która w końcu została mamą uroczego synka. I właśnie ta druga część dzięki temu jest taka bardziej radosna, chociaż jak to w życiu bywa nie braknie w niej również smutnych akcentów.


👪 Powiem wam, że ja już się nie mogę doczekać kontynuacji, bo tak bardzo polubiłam tych bohaterów, że czuje się dosłownie tak jakbym ich znała. Jakby to byli moi dobrzy znajomi, więc mam ochotę zapytać "Co tam u was słychać" i liczyć na to, że poznam odpowiedź na to pytanie.

📚Szczerze polecam wam tę książki. One są tak lekkie i przyjemne, a jednocześnie dają taką nadzieję na to, że kiedyś będzie dobrze i mówię to wam z punktu widzenia osoby, która sama straciła dziecko. Ta książka jest dla mnie jak iskierka wiary w lepszą przyszłość. Jest czymś niezwykłym. Czymś co myślę, że powinna przeczytać każda mama, kobieta starająca się o dziecko, czy też taka, która to dziecko straciła. I oczywiście jest to również książka dla mężczyzn, bo dzięki niej zrozumieją bardziej też nasz babski świat.

🗯️ Co myślicie na temat książek napisanych w formie pamiętnika, w których autor opowiada o swoich własnych przeżyciach?


👪 Rodzinne Selfie z menażerią w tle, to kontynuacja książki pt. 3600 gramów szczęścia, dlatego też jeśli zdecydujecie się na jej przeczytanie polecam najpierw nadrobić pierwszy tom, bo bez tego raczej nie odnajdziecie się w tej historii.

📖Nie będę wam...

więcej Pokaż mimo to

6
Reklama
avatar
287
284

Na półkach:

Rodzinna codzienność z przymrużeniem oka oczami Eweliny Gierasimiuk-Merty.

„Wychowywanie dziesięciolatka to nie bułka z masłem… W drugim tomie zapisków z życia rodzinnego Ewelina Gierasimiuk-Merta z właściwą sobie wrażliwością i humorem opowiada o perypetiach związanych z macierzyństwem. Nietuzinkowa pasja jej syna, Miłosza, sprawia, że w ich domu pojawiają się kolejne zwierzaki: kot, wąż, szczury i… tabuny mrówek. Zabawne anegdoty z życia rodzinnego przeplatane są słodko-gorzkimi refleksjami autorki dotyczącymi miłości rodzicielskiej i małżeńskiej, własnych słabości, ograniczeń i umiejętności radzenia sobie z nimi. Przekonajcie się, jak niezwykła może być zwykła rodzinna codzienność!”

"Skoro daję wam takie szczęście, to czemu ciągle się na mnie wydzieracie?"

„Rodzinne selfie z menażerią w tle” jest kontynuacja powieści „3600 gramów szczęścia”. Część pierwsza skupiona była wokół wspomnień związanych z długo wyczekiwanym dzieckiem. Czytając książkę nie sposób było nie uronić łzy. Autorka zaprosiła nas wówczas do swojego świata, świata cierpienia, straty, łez, doczekanego macierzyństwa, trudu wychowywania syna ale jednocześnie radości z tym związanej.
Druga część pokazuje życie z dorastającym Miłoszkiem, powiększaniem się rodziny o kolejne zwierzątka, np. mrówki. W tej części Ewelina Gierasimiuk-Merta skupiła się na wychowywaniu synka, chwil radości, ale również nieporozumień, jakie pojawiają się w momencie dorastania chłopca. Na łamach książki możemy poznać rodzinne rozterki, fochy synka, hobby rodziców. Autorka pokazuje jak ważna jest więź rodzinna, słuchanie siebie nawzajem czy odpowiadanie dziecku na nurtującego go pytania, np. związane z dojrzewaniem. Że nie można zamiatać pod dywan trudnych pytań tylko się z nimi mierzyć. Nie ma tutaj nic naciąganego, cukierkowego, idealnego życia. Gierasimiuk-Merta pokazała swoją rodzinę od każdej strony, tej dobrej i złej. Autorka pokazuje, że dla niej macierzyństwo jest wartością ponad inne. Pisze: Niczego mi nie odebrało, a dało całą paletę uczuć, całą symfonię dźwięków i kompletną feerię barw i smaków. Jeśli szukacie lekkiej i przyjemnej lektury – śmiało sięgajcie.

http://zaczytanyksiazkoholik.pl/recenzje-ksiazek/symfonia-dzwiekow-i-feeria-barw-w-rodzinne-selfie-z-menazeria-w-tle-eweliny-gierasimiuk-merty/

Rodzinna codzienność z przymrużeniem oka oczami Eweliny Gierasimiuk-Merty.

„Wychowywanie dziesięciolatka to nie bułka z masłem… W drugim tomie zapisków z życia rodzinnego Ewelina Gierasimiuk-Merta z właściwą sobie wrażliwością i humorem opowiada o perypetiach związanych z macierzyństwem. Nietuzinkowa pasja jej syna, Miłosza, sprawia, że w ich domu pojawiają się kolejne...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
639
621

Na półkach:

Pierwsza rzecz, jaka przykuła moją uwagę, to oczywiście okładka. Widać rodzinkę, coś w stylu plaży w tle, pomyślałam, jest dobrze, to zaczynamy. 
I już od nieomal pierwszych kartek wiedziałam, że jest wręcz bardzo dobrze. Dlaczego? Bo to ciepła historia rodzinna, a właściwie jej jeden niewielki wycinek. W tym wycinku poznajemy małżeństwo i ich prawie nastoletniego syna Miłosza. I tu kolejne sympatyczne ujęcie, bo mój syn to także Miłosz. 
Co wyróżnia tę sympatyczną rodzinkę, chyba to, że mieszkają w pięknych okolicach pienińsko-tatrzańskich, co również jest dla mnie wartością dodaną. 
Już po pierwszych kartkach zorientowałam się, że jest to druga powieść tej autorki. I chociaż nie czytałam poprzedniej, ale nadrobię to, to zupełnie nie przeszkadza to w zrozumieniu obecnej sytuacji. 
Wracając do rodzinki, musimy przyznać, że są ekipą taką jakich wiele. Ona pracuje w szkole jako nauczycielka i często nauczycielskie zapędy wprowadza w ustrój domowy. On pasjonuje się Wikingami i całą związaną z tym otoczką. No i jest jeszcze Miłosz elokwentny, oczytany, inteligentny, a przede wszystkich mający swoje pasje. Zainteresowania chłopca przejawiają się w ilości różnorakich zwierzaków zamieszkujących domostwo. Mamy to historię związaną i z wężem Gordonem, kotem Tofikiem oraz szczurami Ogryzkiem i Oponkiem, nie wspominając już o stadzie mrówek w fomikarium. 
Co jeszcze wyróżnia ich, chyba to, że łączą ich mocne więzy. Ale niech nikt nie myśli, że książka ta to jakieś przesłodzone relacje, nic z tych rzeczy. Tak jak każda rodzina mają dobre i gorsze chwile. Wspólnie śmieją się, ale lecą także iskry w czasie konfrontacji. Zawsze jednak mają w sobie oparcie. Co mnie ujęło w tej rodzince, chyba to, że są tacy normalni, a ich codzienne kłopoty i radości są odbiciem tego, co u nas słychać. I co warto podkreślić, a wybrzmiewa to we wspomnieniach z poprzedniej części, swoje w życiu już przeszli. 
Autorka dzieli się także z czytelnikami tym, jak powstaje jej książka, swoimi obawami związanymi z tym jak zostanie przyjęta, przełamywaniem oporu przed korzystaniem z mediów społecznościowych. Krótko mówiąc, czytając, czujemy się na kartach książki, jak u siebie w domu w wygodnych kapciach.

Pierwsza rzecz, jaka przykuła moją uwagę, to oczywiście okładka. Widać rodzinkę, coś w stylu plaży w tle, pomyślałam, jest dobrze, to zaczynamy. 
I już od nieomal pierwszych kartek wiedziałam, że jest wręcz bardzo dobrze. Dlaczego? Bo to ciepła historia rodzinna, a właściwie jej jeden niewielki wycinek. W tym wycinku poznajemy małżeństwo i ich prawie nastoletniego syna...

więcej Pokaż mimo to

45
avatar
144
144

Na półkach:

"(...)macierzyństwo jest wartością ponad inne. Niczego mi nie odebrało, a dało całą paletę uczuć, całą symfonię dźwięków i kompletną feerię barw i smaków. Macierzyństwo mnie wzbogaciło, ulepszyło, zmotywowało i zaispirowało do samorozwoju."

"Rodzinne selfie z menażerią w tle" to dalsze losy Eweliny, którą poznaliśmy w książce "3600 gramów szczęścia". Jej synek -Miłosz- ma już dziesięć lat i swoje własne sporzenie na świat i otaczającą go rzeczywistość. Ewelina skrupulatnie stara się wypełniać rolę matki, nie zapominając także o swoim życiu zawodowym oraz pasjach. Lecz na pierwszym miejscu zawsze stawia dobro swojego dziecka. Pragnie być dla niego oparciem i opoką, nauczycielką i przyjaciółką, matką i psychologiem..

W książce, autorka przedstawia swoją codzienność. Raz barwną i humorystyczną, raz trudną i bolesną.
Macierzyństwo jest misją, najpiękniejszą misją dla kobiety 🥰

Każdy dzień życia mamy jest inny.
Każdy dzień przynosi nowe doświadczenia, nowe wrażenia i odkrycia.

"Rodzinne selfie..." to humorystyczba i refleksyjna powieść, która powinna znaleźć się na półce każdej mamy ❤

Dziękuję @wydawnictwo_novaeres za egzemplarz książki

"(...)macierzyństwo jest wartością ponad inne. Niczego mi nie odebrało, a dało całą paletę uczuć, całą symfonię dźwięków i kompletną feerię barw i smaków. Macierzyństwo mnie wzbogaciło, ulepszyło, zmotywowało i zaispirowało do samorozwoju."

"Rodzinne selfie z menażerią w tle" to dalsze losy Eweliny, którą poznaliśmy w książce "3600 gramów szczęścia". Jej synek -Miłosz- ma...

więcej Pokaż mimo to

0
avatar
153
150

Na półkach:

Książka „Rodzinne selfie z menażerią w tle” jest drugą częścią zapisków Eweliny Gierasimuk – Merty. W pierwszym tomie pt. „3600 gramów szczęścia” autorka opowiadała o trudach wczesnego macierzyństwa i zmianach w życiu rodzinnym, jakie nastąpiły z chwilą przyjścia na świat wyczekiwanego syna.

Obecnie Miłosz ma dziesięć lat, a przed rodzicami wiele nowych, rodzicielskich wyzwań. Autorka z ogromnym dystansem, opowiada nam historie swojego dziesięcioletniego syna. Jego zainteresowania sprawiają, że w domu pojawiają się dość nietypowe stworzenia, których obecność, wprowadza chaos w rodzinnym życiu. W skład zwierzyńca wchodzi chodzący swoimi ścieżkami kot, wąż, mrówki i dwa szczury, który nie zawahają się czmychnąć z klatki przy pierwszej możliwej okazji. Dodatkowo, waż, kot i szczury – zgodnie z łańcuchem pokarmowym, nie za bardzo powinny egzystować obok siebie. Łatwo się domyślić, że w proces socjalizacji pupili domowych, zaangażowana jest cała rodzina.

Autorka z dużym przymrużeniem oka pokazuje nam, jak ciekawy świata i ludzi dziesięciolatek potrafi postawić na baczność całą rodzinę. Te migawki z codziennego życia, będą bliskie każdemu rodzicowi. W książce nie brakuje również wątków, które skłaniają do refleksji. Proces usamodzielniania się dziecka, jest bardzo trudnym etapem, który wymaga wielkiego poświęcenia i anielskiej cierpliwości.

Wychowywanie dzieci to ciągła jazda bez trzymanki. Autorka pokazuje, że pomimo wielu przeciwności warto wyruszyć w tą przygodę, zwłaszcza, kiedy ma się u swojego boku kochającego mężczyznę i piękny domek położony w niezwykle malowniczej i górskiej okolicy. Tylko jak zmusić niesfornego malca do podążania górskim szlakiem u boku „starych” i wiecznie zrzędzących rodziców? To jest dopiero prawdziwe wyzwanie.

Świetna książka, która pokazuje, że żaden rodzic nie jest idealny. Każdy z nas uczy się sam tej trudnej i odpowiedzialnej roli. A, że komuś po drodze puszczą nerwy, to już zupełnie inna para kaloszy. Sama mam w domu prawie 10-latka i wiem, że nie jest tak łatwo, szczególnie jak razem z „tatusiem” okropnie głośno kibicują naszym sportowcom… Mam wtedy ochotę rozerwać ich na strzępy. Ale pewnie tak samo dzieje się w każdej rodzinie.

Książka „Rodzinne selfie z menażerią w tle” jest drugą częścią zapisków Eweliny Gierasimuk – Merty. W pierwszym tomie pt. „3600 gramów szczęścia” autorka opowiadała o trudach wczesnego macierzyństwa i zmianach w życiu rodzinnym, jakie nastąpiły z chwilą przyjścia na świat wyczekiwanego syna.

Obecnie Miłosz ma dziesięć lat, a przed rodzicami wiele nowych, rodzicielskich...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
492
485

Na półkach: ,

Panią Ewelinę miałam okazję poznać przy jej pierwszej powieści i zaraz debiucie „3600 gram szczęścia”. Już wtedy mentalnie zbijałam z nią piątki, wiedząc, że przeżyła wszystko to, co i ja przeżywam przez wiele dni. Łzy, rozpacz, siedzące w głowie staranie się o dziecko i trudna droga do ciąży. Chyba jest przesilenie wiosenne, bo ostatnimi czasy, ciągle szukam takich „pocieszaczy” w tej tematyce.

W pierwszym tomie czytamy o wyboistej drodze do ciąży. Co, jak i z czym. Teraz w nasze dłonie zostaje oddana kolejna cząstka życia Eweliny, kiedy Miłosz ma dziesięć lat. Cieszę się, że mogę zajrzeć do ich domu i rodziny, by sprawdzić czy wszystko u nich gra :) Świetnie było odkryć, że jednak nie jesteśmy z Kruszynem wyjątkami i rozmówki małżeńskie „w naszym stylu” również trafiają się innym (w tym i Autorom!). Znacie takie łażenie – marudzenie za wybrankiem serca i wypytywanie go gazylion razy czy Was kocha? Tak? To piąteczka!

Humoru tutaj są kilogramy, ale czy tylko? Mamy takich słów kilka odnośnie tego jakie Autorką targały obawy w momencie wydania pierwszej książki. Jak bała się, że fala hejtu i zniszczenia poleje się na nią strumieniami. Chodź minęło trochę czasu od wydania „3600 gramów szczęścia” nadal płaczę przy tych fragmentach. W bardzo pozytywny i przystępny sposób Ewelina piszę o swoich obawach względem Miłoszka i okresu dojrzewania, cenię ją bardzo za to, że stawia „kawę na ławę” i głośno wypowiada to czego się boi. Czym wyróżniają się pozycje od pani Gierasimiuk-Merta? Prawdziwością, nie ukrywaniem faktów, które bolą, cieszą czy wzbudzają obawy. Za to ogromnie ją cenię!

Anegdoty o zamiłowaniach Miłosza, małżeńskie przekomarzanki, hasła, które każdy z nas słyszał na pewno (co najmniej!) raz w swoim życiu. Wzruszyłam się ogromnie przy wypadku podczas biegania kiedy „w zdrowiu i chorobie” możemy okazać sobie wzajemnie na żywo, a nie tylko słowami. W dobie komputerów bardzo łatwo zagubić tę chwilę dla siebie, czas, w którym czy to się wspomina czy też cieszy chwilą obecną. To właśnie tym przekonuje mnie do siebie Ewelina i jej proste, szczęśliwe i smutne historie, które czytam z wielkim uśmiechem na twarzy, bo w końcu ktoś ma tak samo jak i ja!

Panią Ewelinę miałam okazję poznać przy jej pierwszej powieści i zaraz debiucie „3600 gram szczęścia”. Już wtedy mentalnie zbijałam z nią piątki, wiedząc, że przeżyła wszystko to, co i ja przeżywam przez wiele dni. Łzy, rozpacz, siedzące w głowie staranie się o dziecko i trudna droga do ciąży. Chyba jest przesilenie wiosenne, bo ostatnimi czasy, ciągle szukam takich...

więcej Pokaż mimo to

33

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Rodzinne selfie z menażerią w tle


Reklama
zgłoś błąd