The City We Became

Okładka książki The City We Became
Nora K. Jemisin Wydawnictwo: Orbit Cykl: Wielkie miasta (tom 1) fantasy, science fiction
448 str. 7 godz. 28 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Cykl:
Wielkie miasta (tom 1)
Tytuł oryginału:
The City We Became
Wydawnictwo:
Orbit
Data wydania:
2020-03-26
Data 1. wydania:
2020-03-26
Liczba stron:
448
Czas czytania
7 godz. 28 min.
Język:
angielski
ISBN:
9780316509848
Tagi:
Urban Fantasy
Średnia ocen

                7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.

Patronaty LC

Książki autora

Okładka książki Forward. Stories of Tomorrow Blake Crouch, Nora K. Jemisin, Veronica Roth, Amor Towles, Paul Tremblay, Andy Weir
Ocena 0,0
Forward. Stori... Blake Crouch, Nora ...
Okładka książki Inicjacja Nora K. Jemisin, Mac Walters
Ocena 6,4
Inicjacja Nora K. Jemisin, Ma...

Mogą Ciebie zainteresować

Oceny

Średnia ocen
7,0 / 10
5 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1419
779

Na półkach:

Książka jest początkiem jakiejś sagi czy cóś i to widać. Fabularnie w zasadzie nic się nie dzieje poza prezentacją bohaterów i historyjką dobrą dla średnich rozmiarów opowiadania, opąkloną jakimiś mini wydarzeniami bez większego sensu, poza właśnie prezentacją bohaterów i budową tła. A to jest sześćset stron. Sześćset stron pitolenia.

W warstwie przekazu powieść jest jednym wielkim sztandarem lewackim. I chociaż moje przekonania są zdecydowanie bardziej lewicowe niż prawicowe, to nie podoba mi się sposób postępowania pani Jemisin. Po pierwsze, uważam że literatura piękna jest po to by być literaturą piękną a nie felietonem. I obojętne mi czy to poglądy lewicowe czy prawicowe. Po drugie, umieszczenie tego typu myśli w powieści nie jest niczym zdrożnym, jeśli jest to zrobione ze smakiem i umiarem, jakąś elegancją. Niestety w wykonaniu pani Jemisin jest to nachalna, jednostronna, prymitywna propaganda. Dodatkowo przekaz nie jest wyartykułowany uczciwie, wszelkie założenia są sztymowane tendencyjnie. Taki Grzędowicz, ze swoimi prawackimi utyskiwaniami, nie jest nawet w połowie tak natrętny i męczliwy. Bywa, że rzeczy zakrawają o śmieszność. Główny "czarny charakter" to cthulhupodobny wielomackowy byt z innych wymiarów, którego emanacją jest biała kobieta ubrana zawsze na biało i nazywająca się White.

W powieści nie ma też niczego specjalnie oryginalnego. Mamy tu mechanizmy typu: "przed wyprawą trzeba zebrać drużynę" (co notabene zajmuje autorce cały tom), schematyczne postacie w rodzaju marvelowskich superbohaterów tudzież starożytnych półbogów, główny przeciwnik to Cthulhupodobny wielomackowy byt z innych wymiarów, światy równoległe, problemy rozwiązywane przez magiczne rzucanie magicznych czarów czyli deus ex machina na pełen etat, i na koniec ta zebrana z wielkim trudem magiczna drużyna ratuje świat.

Nie mogę specjalnie się przyczepić do warsztatu pisarskiego. Dialogi brzmią naturalnie, narracja nie kuleje, zdania mają sens i dobre maniery.

"Miasto, którym się staliśmy" to schematyczne, bardzo amerykańskie urban fantasy, o prościutkiej fabule i ogromnej ilości treści publicystycznych, podanych w sposób ewidentnie stronniczy. Nie jest to tytuł, który warto by polecać.

Wysłuchałem w porządnej interpretacji Macieja Kowalika.
3/10

Książka jest początkiem jakiejś sagi czy cóś i to widać. Fabularnie w zasadzie nic się nie dzieje poza prezentacją bohaterów i historyjką dobrą dla średnich rozmiarów opowiadania, opąkloną jakimiś mini wydarzeniami bez większego sensu, poza właśnie prezentacją bohaterów i budową tła. A to jest sześćset stron. Sześćset stron pitolenia.

W warstwie przekazu powieść jest...

więcej Pokaż mimo to

avatar
193
39

Na półkach:

Niestety książka nie przypadła mi do gustu. Szanuje sam zamysł gdyż to coś nowego, innowacyjnego rzekła bym. Jednakże sposób wykonania mi nie odpowiadał. Język używany w książce był dla mnie zbyt wulgarny. Jak bym chciała posłuchać takich "epitetów" nie sięgała bym po ksiazki tylko spotkała się z typowymi "Sebą i Karyną". Mnie osobiście bardzo to raziło, było tego zdecydowanie za dużo. Przysłaniało mi to wręcz treść ksiazki i jej przekaz.

Niestety książka nie przypadła mi do gustu. Szanuje sam zamysł gdyż to coś nowego, innowacyjnego rzekła bym. Jednakże sposób wykonania mi nie odpowiadał. Język używany w książce był dla mnie zbyt wulgarny. Jak bym chciała posłuchać takich "epitetów" nie sięgała bym po ksiazki tylko spotkała się z typowymi "Sebą i Karyną". Mnie osobiście bardzo to raziło, było tego...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1041
502

Na półkach: , , ,

Zainteresowanych zapraszam do oficjalnej recenzji.

Zainteresowanych zapraszam do oficjalnej recenzji.

Pokaż mimo to

avatar
895
666

Na półkach: , , , ,

W drodze do Nowego Jorku zapomina swojego imienia. Wkrótce odkrywa, że jest żywym wcieleniem jednej z jego dzielnic – Manhattanem. Szybko okazuje się, że w mieście dzieje się coś niepokojącego.

Na tę powieść Nory K. Jemisin czekałam jeszcze przed jej wydaniem w USA. Nie sądziłam jednocześnie, że aż dwa lata zajmie wydanie polskiego tłumaczenia „Miasta, którym się staliśmy”. Ale w końcu się udało: nowa książka autorki, której dwa cykle okazały kilka lat temu książkami dla mnie, w końcu trafiła w moje ręce. Niestety, mam wrażenie, że albo autorka w tym tomie naprawdę gdzieś się pogubiła i coś po prostu jej nie wyszło, albo po prostu te kilka lat temu miałam zupełnie inne wymagania.
Zaczyna się dość typowo jak na Jemisin. Autorka nie wykłada wszystkiego od razu. Wrzuca czytelnika prosto w świat przedstawiony, tłumacząc tylko niektóre elementy. Jednocześnie akcja osadzona we współczesnym, istniejącym mieście i sposób prowadzenia narracji sprawia, że czyta się to początkowo jak jakieś weird fiction. Naprawdę początkowo zastanawiałam się, czy mogę to klasyfikować jako po prostu fantasy.
Po przeczytaniu mogę jednak z czystym sumieniem stwierdzić, że początkowo ta powieść udaje, że jest czymś więcej, niż jest naprawdę. Ale po kolei.
Zacznijmy od rzeczy, które mi do końca nie pasowały, ale do końca są błędem autorki. Po pierwsze, to książka o Nowym Jorku. Mam wrażenie, że jest w niej wiele podtekstów, które zrozumieją wyłącznie ludzie z tym miastem związane albo się nim interesujące. Ja kompletnie nie jestem w tej grupie.
Po drugie, wydaje mi się, że część rozdziałów była napisana w oryginale slangiem aforamarykanów i że przez to momentami ta książka po prostu nie brzmi. Acz nie mam zamiaru tego aktywnie weryfikować.
Z rzeczy już częściowo związanych z warsztatem jako takim, nie podoba mi się wybór narracji w czasie rzeczywistym. Wiem, że Jemisin ją lubi, ale w tym przypadku na dłuższą metę była po prostu dość męcząca i kompletnie zbędna, niepotrzebnie udziwniająca bardzo prostą powieść.
Sam motyw przewodni, który skupia się na tym, że wiara ludzka przebudza do życia bogów (i nie tylko), a wśród nich są miasta, jest jednocześnie interesujący i wcale nie aż tak nowatorski, jakbym się po Jemisin spodziewała. No bo w gruncie rzeczy czy to miasto, czy grecki bóg – to nie robi nam aż takiej różnicy, a sama moc wiary to motyw wałkowany w fantasy wielokrotnie. Ale w dalszym ciągu da się go naprawdę dobrze ograć, jeśli ktoś ma na to pomysł.
Z tym że Jemisin nie wyciska z tego motywu zbyt wiele. W gruncie rzeczy ta początkowo dziwna powieść to bardzo prosta fabuła o ratowaniu świata przez ludzi, którzy przypadkiem dostali super moce. Ot, tyle. To bardzo prosta rozrywka. Ale zaznaczmy, że to dalej może do pewnego stopnia bronić się jako hołd oddany Nowemu Jorkowi. W końcu USA to kraj superbohaterów, więc wybór takiej linii fabularnej da się uzasadnić.
To jednak, czego nie mogę Jemisin wybaczyć to ostateczne traktowanie czytelnika jak idiotę. Po mrocznym początku narracja przechodzi do właśnie typowej przygodówki ze zbieraniem drużyny i ratowania wszystkiego, gdzie bohaterzy ganiają od punktu, do punktu. I na tym etapie, jeśli ktoś nie domyślił się, o co chodzi, co chwilę będzie zasypywany prostacką ekspozycją w stylu: on wygląda jak mieszanka wszystkich ras ludzkich i dlatego jest Manhattanem, a ona to ruda Hinduska, dlatego jest Bronksem (ona nie jest rudą Hinduską, to tylko przykład).
Ponadto pomimo tego, że charaktery, wygląd, pochodzenie itd. bohaterów mają oddawać pewne miasta to po nich nie do końca czuć jakikolwiek charakter. Wyglądają jak figury, stworzone tylko po to, by pasowały do koncepcji Jemisin, którą autorka chyba sama bardzo, bardzo polubiła, ale jednocześnie nie jest na tyle dobra, by nadawała się na tak pozornie górnolotną powieść.
W opiniach innych widzę trochę zarzutów o kwestie związane z powiedzmy, poprawnością polityczną. Osobiście nie mam z tym w przypadku tej powieści większych problemów. Autorka oczywiście porusza tu tematy gdzieś tam związane z kwestią gorszego traktowania osób czarnoskórych, ale należy zauważyć, że ona sama do takowych należy. Na dodatek mieszka od lat w Nowym Jorku i ma pełne prawo mieć do tego swoje własne, osobiste przemyślenia. To jej świat, jej poglądy i jej opowieść. Cudze spojrzenie na świat wydaje mi się zaś cenne.
Ponadto warto zwrócić uwagę, że w historii Jemisin nawiązuje do Lovecrafta, który był nomen omen rasistą. W związku, z czym choćby w postaci Kobiety w Bieli raczej dolatywałabym się pstryczka w nos w jego stronę, niż krytyki wszystkich osób odmiany kaukaskiej.
To nie tak, że „Miato, którym się staliśmy” jest powieścią złą. Odbieram ją w tym momencie jako potknięcie Nory Jemisin, które miewa każdy pisarz. Autorka chciała napisać ponownie dużą historię, jednocześnie chcąc chyba zachować rozrywkowy sznyt i po prostu ten koncept okazał się nie do końca trafiony. Na tyle, aby w trakcie czytania ta książka czasem wzbudzała rozdrażnienie, czy nawet irytacje. Ale jednocześnie widać, że jest to powieść napisana przez wprawną osobę, która potrafi pisać. I pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że się nie mylę.

W drodze do Nowego Jorku zapomina swojego imienia. Wkrótce odkrywa, że jest żywym wcieleniem jednej z jego dzielnic – Manhattanem. Szybko okazuje się, że w mieście dzieje się coś niepokojącego.

Na tę powieść Nory K. Jemisin czekałam jeszcze przed jej wydaniem w USA. Nie sądziłam jednocześnie, że aż dwa lata zajmie wydanie polskiego tłumaczenia „Miasta, którym się...

więcej Pokaż mimo to

avatar
622
482

Na półkach:

Naprawdę rzadko zdarza mi się, bym nie doczytała książki do końca. Mecze się i zwykle zmęczę. Tu nie byłam w stanie. Nie mam bladego pojęcia, jak autorka może być tak mocno nagradzana (bo mam nadzieje, ze sugestia mojej sąsiadki, że to z powodu koloru skóry, jest absurdalna). Sam pomysł może byłby ciekawy, gdyby nie po pierwsze: nawarstwienie się króciutkich fragmencików, przeskoków, dziwów i dziwactw (i to nie w dobrym znaczeniu)... Plus za nowatorskie podejście, ale poza tym.. nic nie ma w tej książce dla mnie.

Naprawdę rzadko zdarza mi się, bym nie doczytała książki do końca. Mecze się i zwykle zmęczę. Tu nie byłam w stanie. Nie mam bladego pojęcia, jak autorka może być tak mocno nagradzana (bo mam nadzieje, ze sugestia mojej sąsiadki, że to z powodu koloru skóry, jest absurdalna). Sam pomysł może byłby ciekawy, gdyby nie po pierwsze: nawarstwienie się króciutkich fragmencików,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
278
278

Na półkach: ,

Najgorzej wydane pieniądze. Po opisie chciałam ją mieć, chciałam przeczytać. Gdy zaczęłam czytać pomyślałam kurczę, ale ... (żeby nie używać brzydkich słów). Ani to zgodne z opisem, ani to fantasy, ani to właściwie nie wiadomo co. Pierwszy raz wyrzuciłam książkę do śmieci. Więc nie polecam, a tym bardziej nie polecam wydawać na nią pieniędzy.

Najgorzej wydane pieniądze. Po opisie chciałam ją mieć, chciałam przeczytać. Gdy zaczęłam czytać pomyślałam kurczę, ale ... (żeby nie używać brzydkich słów). Ani to zgodne z opisem, ani to fantasy, ani to właściwie nie wiadomo co. Pierwszy raz wyrzuciłam książkę do śmieci. Więc nie polecam, a tym bardziej nie polecam wydawać na nią pieniędzy.

Pokaż mimo to

avatar
355
118

Na półkach: ,

Dobrnąłem do 106 strony (z 570!). Odrzuciły mnie na równi:

Powierzchowna warstwa fabularna, w której toczyły się nieustające, gorączkowe zmagania wykreowanych przez miasto Nowy Jork quasi-super-bohaterów ze złowrogimi "onymi". W nieustającej gonitwie, dramatycznym pośpiechu i wstrzymanym głębokim wdechu. Sto takich stron porządnie znużyło, a nie potrafiło zainteresować ani wciągnąć.

Płytkie "drugie dno" (po prostu - dno?) tej walki: To "epickie" zmagania z... białymi. Ni mniej, ni więcej. "Pozytywni" (używając amerykańskiej terminologii - "nie-kaukascy") bohaterowie mieli za "onego" przeciwnika białych (monstrualnych...) policjantów, białe (nieziemskie...) macki/czółki/pędy i - w końcu - główną (wredną...) emanację złowrogiego, nieziemskiego "onego" - "Kobietę w Bieli".

Nie mam wątpliwości, że to tylko obłudna maska nazewnicza dla drażniącej znękany umysł Jemisin... białej kobiety. Po prostu. A wątpliwości nie mam dlatego, że po tych stu stronach lektury skrystalizował mi się uderzający wniosek: "Kurcze - przecież to jest paskudnie rasistowska książka!". Co gorsza, skrajnie prymitywnie propagandowa.

Zaskoczony tym spostrzeżeniem, dopiero wtedy zacząłem sprawdzać, kim jest Nora Keita Jemisin. Okrzyknięta *ikoną* BLM, *wzorem* "antyrasizmu" itd., w opiniotwórczych kręgach plemienia *Jasnej Strony Mocy* nie podlega żadnej krytyce - wolno tylko wychwalać i podziwiać.

Ale obrócenie strzałki nienawiści o 180° z: "kolorowi są be" na: "biali są be" to nie żaden "antyrasizm", tylko wciąż rasizm. Całą gębą. Co z tego, że z lustrzano-odwróconym obiektem hejtu? To "walka z rasizmem" metodą zjadania ludożerców. Starą jak świat...

Nie jestem Amerykaninem, nie należę do plemion tamtejszej wojny kulturowej (mamy przecież swoją...). Nie lubię, gdy *opiniotwórcy* próbują mi wmawiać, że mam widzieć to, co chcą bym widział, zamiast tego, co widzę naprawdę. A widzę, że Jemisin jest ofiarą swoich fobii, nienawiści i obsesji. Tak, jak wojujący po przeciwnej stronie kulturowej barykady antyszczepionko- Trumpo- Putino- QAnono- biało-supremacyjni foliarze.

Jeśli to między takimi ludźmi, mającymi to w głowach, ma się toczyć "walka o Duszę Ameryki", to ta dusza chyba nigdy nie wyjdzie z czyśćca...

Dobrnąłem do 106 strony (z 570!). Odrzuciły mnie na równi:

Powierzchowna warstwa fabularna, w której toczyły się nieustające, gorączkowe zmagania wykreowanych przez miasto Nowy Jork quasi-super-bohaterów ze złowrogimi "onymi". W nieustającej gonitwie, dramatycznym pośpiechu i wstrzymanym głębokim wdechu. Sto takich stron porządnie znużyło, a nie potrafiło zainteresować ani...

więcej Pokaż mimo to

avatar
158
109

Na półkach: ,

Czego w tej książce nie ma? Chyba wszystkie możliwe gatunki literackie zostały zmieszane w jedno. Pani Jemisin stworzyła trudny, wielowymiarowy i ciężki świat, a przecież akcja toczy się w zwykłym/ niezwykłym Nowym Jorku. Po przeczytaniu tej lektury jeszcze bardziej chce się tam wybrać!

Młody student wysiada z metra na Manhattanie i nagle dociera do niego, że nie pamięta, kim jest i skąd pochodzi, ani nawet jak się nazywa. Ale wyczuwa bicie potężnego serca Nowego Jorku, widzi jego historię i czuje jego moc.
Wywodząca się z rdzennego plemienia Lenape, dyrektorka galerii sztuki okrywa na Bronksie kolejne, osobliwe graffiti, tak piękne i wyraziste, że gotowa jest przysiąc, że woła do niej swoim własnym głosem. Jest ich więcej.
Każde miasto ma swoją ciemną stronę, każde ma duszę... A Nowy Jork? On ma tych dusz aż sześć.

Książkę czyta się bardzo szybko, język jest prosty, ale fabuła jest tak złożona, że momentami można się poplątać. Miasto to mega wciągająca lektura z wieloma opisami Nowego Jorku, zabawnymi zwrotami akcji, ale również jest to horror, książka akcji, dramat, sci fi i fantasy w jednym. Pewnie nie każdemu przypadnie do gustu, ale ta książka moje serce skradła.

Czego w tej książce nie ma? Chyba wszystkie możliwe gatunki literackie zostały zmieszane w jedno. Pani Jemisin stworzyła trudny, wielowymiarowy i ciężki świat, a przecież akcja toczy się w zwykłym/ niezwykłym Nowym Jorku. Po przeczytaniu tej lektury jeszcze bardziej chce się tam wybrać!

Młody student wysiada z metra na Manhattanie i nagle dociera do niego, że nie pamięta,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
187
142

Na półkach:

Czegoś takiego jeszcze nie czytałem!
N. K. Jemisin znowu to zrobiła.
Bawi się formą, gatunkiem a czasem nawet czytelnikiem.
Przeciągnęła moją wyobraźnię do granic wytrzymałości.

Czegoś takiego jeszcze nie czytałem!
N. K. Jemisin znowu to zrobiła.
Bawi się formą, gatunkiem a czasem nawet czytelnikiem.
Przeciągnęła moją wyobraźnię do granic wytrzymałości.

Pokaż mimo to video - opinia

avatar
171
34

Na półkach:

Bardzo ciekawy pomysł na książkę. Rodzące się miasta, cała otoczka, dla mnie to było odkrycie. Fantastyka osadzona w realiach współczesnego miasta to świetny pomysł.
Skąd więc tak niska ocena?
A dlaczego nawet fantastyka musi być tak nadziana lewackim bełkotem i tępą propagandą?
Wszystkie pozytywne postacie to Azjaci, Hindusi, czarnoskórzy, Indianie i oczywiście koniecznie LGBT.
Biali, a zwłaszcza biali faceci to skur..., homofoby, rasiści, ksenofoby i oczywiście naziści! Nie trzeba się tego nawet domyślać po ich postawie, słowo nazista pada, wydaje mi się, częściej niż Nowy Jork, o którym ta książka opowiada. Żeby tak dla pewności wszelkiej nikt nie miał wątpliwości, to jeden ma nawet na klacie wytatuowaną swastykę!
Wśród głównych (w teorii) pozytywnych postaci, jest jedna biała. Ale żeby się w głowach nie poprzewracało to ona w ostatecznym rozrachunku zdradza resztę.
Jest też, jak to w książkach bywa, ""czarny charakter". W tym przypadku, była oczywiście biała, dla bardziej opornych to jeszcze ubrana była cała na biało, a żeby już nie było żadnych wątpliwości to nazywała się WHITE!
I od razu uprzedzam, że nie chodzi o to, że tępa propaganda była akurat lewacka, tak samo zniesmaczyła by mnie gdyby była skierowana w przeciwną stronę.

Bardzo ciekawy pomysł na książkę. Rodzące się miasta, cała otoczka, dla mnie to było odkrycie. Fantastyka osadzona w realiach współczesnego miasta to świetny pomysł.
Skąd więc tak niska ocena?
A dlaczego nawet fantastyka musi być tak nadziana lewackim bełkotem i tępą propagandą?
Wszystkie pozytywne postacie to Azjaci, Hindusi, czarnoskórzy, Indianie i oczywiście koniecznie...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Nora K. Jemisin Miasto, którym się staliśmy Zobacz więcej
Nora K. Jemisin Miasto, którym się staliśmy Zobacz więcej
Nora K. Jemisin Miasto, którym się staliśmy Zobacz więcej
Więcej
zgłoś błąd