Najszczęśliwsze dzieci na świecie czyli wychowanie po holendersku

Okładka książki Najszczęśliwsze dzieci na świecie czyli wychowanie po holendersku
Rina Mae AcostaMichele Hutchison Wydawnictwo: Świat Książki poradniki dla rodziców
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
poradniki dla rodziców
Tytuł oryginału:
The Happiest Kids in the World: Bringing Up Children the Dutch Way
Wydawnictwo:
Świat Książki
Data wydania:
2018-01-31
Data 1. wyd. pol.:
2018-01-31
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380318779
Tagi:
rodzicielstwo wychowanie Holandia Holendrzy dzieci macierzyństwo szczęście dziecko
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,7 / 10
82 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1360
320

Na półkach:

Całkiem ciekawa pozycja. Jeśli ktoś ma dzieci albo je planuje to uważam, że naprawdę warto zapoznać się z tą pozycją. Wiele rozwiązań jest naprawdę godnych uwagi, a co więcej całkiem sporo można dowiedzieć się o samej Holandii nie tylko o holenderskich dzieciach. Szkoda tylko, że książka była moim zdaniem nieco nieobiektywna. Naturalnie nie kwestionuję tego, że według badań to holenderskie dzieci są najszczęśliwsze, ale ciężko mi uwierzyć, że wszystko jest tak idealne jak opisują to autorki. Niemniej jednak uważam, że warto sięgnąć po ten reportażo-poradnik i wyciągnąć z niego coś dla siebie.

Całkiem ciekawa pozycja. Jeśli ktoś ma dzieci albo je planuje to uważam, że naprawdę warto zapoznać się z tą pozycją. Wiele rozwiązań jest naprawdę godnych uwagi, a co więcej całkiem sporo można dowiedzieć się o samej Holandii nie tylko o holenderskich dzieciach. Szkoda tylko, że książka była moim zdaniem nieco nieobiektywna. Naturalnie nie kwestionuję tego, że według badań...

więcej Pokaż mimo to

avatar
84
15

Na półkach:

Książka otworzyła mi oczy na społeczeństwo holenderskie. Przez moment nawet rozważałam przeprowadzkę! Szkoda, że w Polsce takie życie nie jest możliwe.

Książka otworzyła mi oczy na społeczeństwo holenderskie. Przez moment nawet rozważałam przeprowadzkę! Szkoda, że w Polsce takie życie nie jest możliwe.

Pokaż mimo to

avatar
135
64

Na półkach: ,

Jest to dobra książka dla tych co chcą wyjechać do Holandii albo są albo po prostu chcą się czegoś dowiedzieć o Holandii. Książka jest napisana przez dwie kobiety które zmieniły swój świat pokochały Holendrów i wyjechały do kraju wiatraków. Tam musiały się zmierzyć z inną kulturą i tradycjami.
Książka zawiera wiele badań statystycznych porównań z Wielką Brytanią i Ameryką. Występują bardzo fajne i śmieszne anegdoty. Czyta sie dobrze. Oczywiście opisywane rzeczy są zgodne z prawdą choć czasy idą ciągle do przodu i cały świat zaczyna zauważać zmiany w kulturze.
Uważam że jest godna polecenia ;)

Jest to dobra książka dla tych co chcą wyjechać do Holandii albo są albo po prostu chcą się czegoś dowiedzieć o Holandii. Książka jest napisana przez dwie kobiety które zmieniły swój świat pokochały Holendrów i wyjechały do kraju wiatraków. Tam musiały się zmierzyć z inną kulturą i tradycjami.
Książka zawiera wiele badań statystycznych porównań z Wielką Brytanią i Ameryką....

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
151
19

Na półkach:

Bardzo interesujące spojrzenie na wychowanie i edukację młodych Holendrów.
Na początku nie sądziłam, że będę mieć jakieś głębsze przemyślenia względem kolejnej książki z cyklu: "Dlaczego ktoś tam ma fajniej niż my i co zrobić, żeby u nas też tak było", ale pozytywny ślad w głowie jednak pozostał.
Jak sobie przypomnę swoją edukację szkolną, a zwłaszcza elitarne liceum, do którego poszłam, a potem porównam do tej holenderskiej utopii, to chce mi się wyć z bezsilności.
Bo nawet jak zamknę bardzo mocno oczy i ze wszystkich sił spróbuję wyobrazić sobie to, co przeczytałam, w polskiej szkole, od podstawówki aż do liceum, to wiem, że to może być wyłącznie marzenie ściętej głowy.
Można zarzucać, że Holandia to mały kraj, więc wszystko łatwiej wdrożyć w życie, np lepiej rowerem, bo auto za duże i w ogóle niepotrzebne. Albo to, że są skromni i gospodarni, więc tak samo wychowują dzieci.
Ale to na pewno nie jest wszystko.
Książka jest bardzo inspirująca i przeznaczona nie tylko dla rodziców, bo spojrzenie jest tam kierowane na społeczeństwo jako takie i ich podejście do życia na co dzień, a nie wyłącznie na dzieci.

Bardzo interesujące spojrzenie na wychowanie i edukację młodych Holendrów.
Na początku nie sądziłam, że będę mieć jakieś głębsze przemyślenia względem kolejnej książki z cyklu: "Dlaczego ktoś tam ma fajniej niż my i co zrobić, żeby u nas też tak było", ale pozytywny ślad w głowie jednak pozostał.
Jak sobie przypomnę swoją edukację szkolną, a zwłaszcza elitarne liceum, do...

więcej Pokaż mimo to

avatar
391
260

Na półkach: ,

Książkę trudno przyłożyć do polskich realiów, bo autorki porównują wychowanie po holendersku tylko do amerykańskiego i brytyjskiego. Polski czytelnik sam musi przemyśleć, gdzie my jako kraj się znajdujemy, bliżej którego końca. Moim zdaniem książka jest hiperoptymistyczna, pełna ogólnych sformułowań i podaje te same informacje po kilka razy, zmieniając tylko formę, co mi nie przypadło do gustu - pewnie mogłaby mieć mniej stron, a przekaz i tak by dotarł. Generalnie wydaje się, że w sumie faktycznie coś w tym holenderskim podejściu do dzieci jest, ale (nie)stety chyba tylko częściowo można holenderskie metody wychowania przenieść na polski grunt. Generalnie książka do poczytania i przemyślenia.

Książkę trudno przyłożyć do polskich realiów, bo autorki porównują wychowanie po holendersku tylko do amerykańskiego i brytyjskiego. Polski czytelnik sam musi przemyśleć, gdzie my jako kraj się znajdujemy, bliżej którego końca. Moim zdaniem książka jest hiperoptymistyczna, pełna ogólnych sformułowań i podaje te same informacje po kilka razy, zmieniając tylko formę, co mi...

więcej Pokaż mimo to

avatar
378
80

Na półkach: , , ,

Holandia to mój ulubiony kraj i nie będę tego ukrywał. Byłem tam już parę razy czy to przejazdem, w podróży czy w pracy. Kraj z liberalnym podejściem do spraw, wyluzowanym ale spójnym trybem życia, ludźmi tak przyjemnymi, że aż chce się co roku wracać do tego kraju.

Najszczęśliwsze dzieci na świecie to nie książka o Holandii ale o samych ludziach w niej żyjących. To opowieść o dzieciach, zmaganiu się w z różnicami kulturowymi (autorki są ze Stanów i Anglii), wychowaniu dziecka w nowym, otwartym środowisku i o kulturze, bo tutaj jest jej bardzo dużo.

Mówi się: "Dobre maniery obowiązują również podczas jazdy na rowerze - jeżdżenie po chodniku jest aspołeczne" i to się sprawdza praktycznie wszędzie.

Pamiętam jak na mistrzostwach świata nie mogliśmy dojechać na miejsce do rodziny bo ulice były pozamykane i ciężko było się przebić przez miasto ale pomogło nam parę osób (w tym rowerzysta) który poprowadził nas dokładnie na tą ulicę, na którą chcieliśmy dojechać. Jak niewiarygodne to jest?

Kraj, w którym jest dostęp do wszystkiego, dwa rowery na mieszkańca, czyste powietrze a jednocześnie taki skromny i można powiedzieć, że przeciętny bo przecież nie ma tutaj gór ani pogoda nie jest za specjalna a jednak przyciąga.

Może rzeczywiście to kwestia tylko ludzi?

Holandia to mój ulubiony kraj i nie będę tego ukrywał. Byłem tam już parę razy czy to przejazdem, w podróży czy w pracy. Kraj z liberalnym podejściem do spraw, wyluzowanym ale spójnym trybem życia, ludźmi tak przyjemnymi, że aż chce się co roku wracać do tego kraju.

Najszczęśliwsze dzieci na świecie to nie książka o Holandii ale o samych ludziach w niej żyjących. To...

więcej Pokaż mimo to

avatar
464
269

Na półkach: ,

Z poradnikami mam tak, że biorę z nich coś, jakiś element, który mi pasuje i wdrażam w życie. Czy tak będzie tym razem, to czas pokaże ;-)
Holendrzy mają najszczęśliwsze dzieci na świecie, bo wychowują je trochę tak jak nas wychowywano w latach 80-tych i 90-tych, czyli puszczają samopas. Im mniej nadzoru tym podobno lepszy rozwój i większe szczęście.
Książka dość szeroko opisuje zagadnienie, począwszy od szczęśliwych noworodków do szczęśliwych nastolatków. Holandia to jednak zupełnie inny kraj niż Polska i wiele z tych metod nie znajdzie tu racji bytu jeszcze przez wiele długich lat.
Tym niemniej warto po pozycję sięgnąć, bo ciekawie czytało się o tamtejszej kulturze, opiece nad matkami, rodzinie i wychowaniu.
Dwa największe zaskoczenia z zupełnie odrębnych, poruszonych w książce zagadnień to:
-funkcja pielęgniarki połogowej,
-kwestia gościnności, a raczej oszczędności ... serwowanie na spotkaniach towarzyskich dokładnie tylu sztuk ciasteczek ilu przyszło gości.

Wracając do rady, którą postaram się wykorzystać, to zamiast kupować dziecku np. odkurzacz zabawkę, dać mu się bawić prawdziwym :D.

Z poradnikami mam tak, że biorę z nich coś, jakiś element, który mi pasuje i wdrażam w życie. Czy tak będzie tym razem, to czas pokaże ;-)
Holendrzy mają najszczęśliwsze dzieci na świecie, bo wychowują je trochę tak jak nas wychowywano w latach 80-tych i 90-tych, czyli puszczają samopas. Im mniej nadzoru tym podobno lepszy rozwój i większe szczęście.
Książka dość szeroko...

więcej Pokaż mimo to

avatar
660
454

Na półkach: , ,

Holandia ma opinię kraju liberalnego, w którym toleruje się różne używki i związki partnerskie. W rzeczywistości Holendrzy są narodem dość konserwatywnym, a w sercu holenderskiej kultury kryje się społeczeństwo domatorów, którzy stawiają rodzinę na pierwszym miejscu. Tak przynajmniej twierdzą autorki tej książki. Rina Acosta to Amerykanka o azjatyckich korzeniach, która wyszła za mąż za Holendra. I z San Francisco przeniosła się na niderlandzką wieś. Michele Hutchison to Brytyjka, która wychodząc za maż za Holendra, opuściła zimny Londyn i zamieszkała w Amsterdamie. Już po paru miesiącach pobytu w innym kraju obie panie stwierdziły zgodnie, że podejście do życia, mentalność oraz codzienne życie znacznie różni się od tego, którego doświadczyły w swoich rodzinnych krajach. I właśnie tymi spostrzeżeniami postanowiły się podzielić z czytelnikami.

Szok kulturowy był dla nich ogromny i bezlitosny. W Holandii jest wiecznie ciemno, deszczowo i pochmurnie. Gęstość zaludnienia też była przytłaczająca. Mimo tego przebywając tu już paręnaście lat są pełne podziwu dla holenderskiego sposobu wychowania dzieci.

Po pierwsze brytyjscy i amerykańscy rodzice czują się wiecznie sfrustrowani swoimi nierealnymi oczekiwaniami i opiniami innych. Święcie wierzą, że dzieci potrzebują całego czasu, pieniędzy i uwagi, jakiej rodzic może (nadludzkim wysiłkiem) im dać, by miały zapewniony lepszy start. Holendrzy natomiast rozumieją, że sukcesy dzieci nie muszą prowadzić do szczęścia, za to szczęście może sprzyjać sukcesom. Bycie najlepszym uczniem w klasie, świadectwo z czerwonym paskiem, granie na instrumentach, różnorodne zajęcia pozalekcyjne - taniec, basen, dodatkowe zajęcia językowe. Brzmi znajomo, prawda? To nie tylko amerykański i brytyjski sposób myślenia, ale też polski. Przykręcanie śruby własnemu dziecku (już od przedszkola), zachęcanie go do coraz większego wysiłku, bo to ma zapewnić bezpieczną i dostatnią przyszłość. Czyżby? Holendrzy natomiast trzymają na wodzy wszelkie niepokoje, stresy i oczekiwania, nadając nową definicję sukcesowi i dobremu samopoczuciu. Dla nich sukces zaczyna się od szczęścia - dzieci i rodziców.

Po drugie brytyjscy i amerykańscy rodzice w znacznie większym stopniu kontrolują życie swoich dzieci i poświęcają zbyt dużo czasu na wożenie ich wszędzie, gdzie tylko się da. Tym samym ci rodzice wpadają w błędne koło perfekcjonizmu. Natomiast holenderskich dzieci nikt do szkoły nie wozi, tu na lekcje dojeżdża się rowerami (i to bez kasku). Fakt, że w Holandii są bardzo rozbudowanie ścieżki rowerowe w miastach i wciąż wytaczane są nowe trasy. A to sprzyja takim praktykom. Ale żadnemu rodzicowi nie przyjdzie tu do głowy, żeby zawieźć dziecko do szkoły. Nawet, gdy pada deszcz i wieje wiatr. Dzieci wtedy mają specjalne płaszcze lub używają parasolek! Nie do pomyślenia w naszym kraju, wydaje się to okrutne i bezduszne. A jednak w Holandii działa. Poza tym dzieci w wieku przedszkolnym, już od 4 lat, mogą same bawić się na placach zabaw. Dla odmiany autorki podają przykłady amerykańskich realiów, gdzie sąsiad sąsiada pozywa od sądu o to, że ten zostawił siedmioletnie dziecko bez opieki na własnym ogrodzie.

Holenderskim dzieciom sprzyja również system edukacji. Nie ma tu typowego i tak powszechnego „wyścigu szczurów”. Trzeba przecież dostać się do wymarzonej szkoły, a wcześniej zdać dobrze egzaminy. W kraju tulipanów dzieci też zdają egzaminy po szkole podstawowej, ale wyniki nie są przeliczane na punkty. Nie ma rankingów szkół! Egzamin ma na celu sprawdzenie umiejętności i predyspozycji, aby ukierunkować danego ucznia na dalszej drodze edukacji, czyli mówiąc prościej - do jakiej szkoły się nadaje. Czy do liceum teatralnego, czy technikum turystycznego, czy szkoły dla mechaników. Bardzo zdrowe podejście, gdyż dzieci nie stresują się wynikami egzaminów, nie są poddawane presji, a co za tym idzie - nie boją się źle wypaść na testach.

Co zatem składa się na ten sukces Holendrów? Autorki podają tu mnóstwo innych przykładów, a raczej aspektów codziennego życia, które, według ich, są drogą do sukcesu. Czy zatem tajemnica tkwi w tym, że Holenderki rodzą w dzieci w domach, w przytulnym i znajomym otoczeniu. A może sekret leży w holenderskim śniadaniu i w czekoladowej posypce na kanapki hagelslag. A może w gezellig - odpowiedniku duńskiego hygge, czyli wywołaniu wrażenia przytulności, ciepła, przynależności, miłości, bezpieczeństwa, zadowolenia i wspólnoty. A może wszystko po trochu.

Lektura obowiązkowa dla każdego rodzica. Pozwala na świeże i szalenie przydatne podejście do wychowania. Nie trzeba się jednak z tymi metodami zgadzać lub ślepo naśladować. Wiadomo, że Polska nie stanie nagle się drugą Holandią i nie będzie się szczyciła tym, że ma najszczęśliwsze dzieci na świecie. My mamy inne zwyczaje i inny model rodziny. Jeżdżenie rowerami po naszych ulicach nadal wydaje się nierozsądnie i niebezpieczne. Polscy lekarze pierwsi będą się również sprzeciwiać porodom domowym, co w Holandii jest normą. Nasz system pracy nie jest też tak elastyczny, jak w Holandii, gdzie prawo pozwala na więcej wolnego, jeśli posada się dzieci. Polskim rodzicom nie mieści się też w głowach, że sześcio- lub siedmiolatek może nie znać jeszcze literek. Tymczasem Holendrzy stawiają nacisk najpierw na umiejętności społeczne, a nauka czytania i pisania ma przyjść naturalnie i w odpowiednim czasie. Ciekawe co na to polskie matki, które już swoje niemowlaki uczą czytania?! Ale to właśnie Holendrzy we wszystkich ogólnoświatowych testach osiągają lepsze wyniki. Radzą sobie również lepiej z liczeniem i czytaniem w dorosłym życiu.

Śmiem twierdzić, że tak książka nie zmieni myślenia o polskim wychowaniu i metodach kształcenia, ale może pewne pomysły można przejąć (przemyśleć) lub chociaż pewne rzeczy dzieciom odpuścić. Póki co - jeśli chodzi o wychowanie - można tylko żałować, że nie mieszka się w Holandii.

Holandia ma opinię kraju liberalnego, w którym toleruje się różne używki i związki partnerskie. W rzeczywistości Holendrzy są narodem dość konserwatywnym, a w sercu holenderskiej kultury kryje się społeczeństwo domatorów, którzy stawiają rodzinę na pierwszym miejscu. Tak przynajmniej twierdzą autorki tej książki. Rina Acosta to Amerykanka o azjatyckich korzeniach, która...

więcej Pokaż mimo to

avatar
832
657

Na półkach: ,

Osinskipoludzku.blogspot.com

"Najszczęśliwsze dzieci na świecie" to książka poświęcona holenderskiemu modelowi wychowania dzieci. Szczerze powiedziawszy to sam nie jestem w stanie powiedzieć co przyciągło mnie do tej lektury, ale cieszę się bo była to całkiem przyjemne doświadczenie. Pewnie, że nie jest to książka z gatunku "must read", ale miło jest poczytać o cywilizowanym kraju i o tym jak kształtować otwarte i dojrzale społeczeństwo, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę tragiczną kondycję naszego.

To, że wychowanie jest trudną sztuką, a cały proces przygotowania dziecka do samodzielnego życia jako niezależnej osoby dorosłej jest narażony na wiele trudności i dylematów pewnie nikogo nie dziwi. Tym bardziej smutnym faktem jest to, iż w swym zadufaniu i klaustrofobicznym lęku przed wpływami z zewnątrz nie korzystamy jako naród z doświadczeń innych krajów w tym względzie, jak choćby właśnie Holendrów. Autorki tego opracowania wykonały kawał dobrej roboty przedstawiając w miarę kompleksowo holenderski pomysł na wychowanie dzieci od lat najmłodszych, poprzez dorastanie aż do dorosłości, biorąc przy tym pod uwagę zarówno wychowanie szkolne jak i to co odbywa się w ramach domu rodzinnego. Pomimo, że momentami poszły moim zdaniem w przesadę jeśli chodzi o bezkrytyczne wręcz wychwalanie tamtegoż systemu, bo jak wiemy zawsze znajdą się jakieś rysy i drugie dno, to koniec końców bardzo przypadł mi do gustu tamten model i z chęcią wykorzystał bym niektóre holenderskie rozwiązania jeśli miałbym taką możliwość.

Przejdźmy do rzeczy i przyjrzyjmy się głównym założeniom holenderskiego modelu wychowania. To co wysuwa się jako pierwsza znacząca różnica pomiędzy Holandią a Polską to kwestia przestrzeni osobistej jaką ma już bardzo małe dziecko w Holandii, które jest szybko uczone samodzielności i odrębności od rodzica. Dzieci w Holandii same się bawią, same chodzą ( bądź jeżdżą ma rowerze) do szkoły i nie są jak polskie dzieci narażone na nadopiekuńcze praktyki i wyręczanie ich niemal we wszystkim. Autorki bardzo skutecznie zamykają z góry usta wszystkim tym, którzy wyciągają argument o pedofilach i innych zagrożeniach, które mogą czekać na dzieci pozostawione bez opieki poza domem. Kolejna duża różnica, to konstrukcja systemu oceniania i kwalifikowania na kolejne etapy edukacji. W modelu holenderskim egzaminy to raczej formalność i pomocne narzędzie do kwalifikowania dzieci do poszczególnych profili, a u nas jest to narzędzie do wzmacniania wyścigu szczurów. Normalniejsze wydaje się również koncentrowanie przede wszystkim na zabawie w holenderskich przedszkolach podczas gdy w Polsce już kilkuletnie dzieci faszerowane są niepotrzebną wiedzą i propagandą. Dzieci w Holandii uczone są też postaw opartych na poszanowaniu różnego od własnego światopoglądu, szacunku do pieniądza, własności i odpowiedzialności za własne zachowania. Jeżeli chodzi o kształtowanie relacji jednostki do społeczeństwa to Holandia stawia na przeciętność. System edukacji nie koncentruje się na szczególnie uzdolnionych jednostkach kosztem tych przeciętnych, ale to właśnie wyposażenie w podobne zasoby ogółu staje się priorytetem.

Mógłbym jeszcze bardzo długo wymieniać bardzo mądre moim zdaniem i rzeczowe wnioski, które Holendrzy zastosowali na własnym gruncie jeżeli chodzi o wychowanie, ale to już każdy kto poczuł się zaciekawiony doczyta sobie sam. Ja natomiast chciałbym podsumować tę opinię refleksją, iż mimo że nieraz słyszymy forsowane w przestrzeni publicznej stanowisko o doskonałej kondycji modelu wychowania w naszym kraju i jakoby wyższości efektów polskiego systemu edukacji w porównaniu do innych krajów na świecie, a ja patrząc na stan polskiej młodzieży przemielonej przez ten system mam zgoła inne odczucia. Chyba zresztą nie tylko ja tak mam patrząc na coraz to nowe zakusy odnośnie reform w szkolnictwie. Szkoda tylko, że zamiast reformować u źródeł to decydenci pozorują zmiany spłycając problem do kwestii obecności lub nie gimnazjów w szkole. Może więc pora by przestać kisić się we własnym sosie i rozejrzeć wokół, a co do holenderskich dzieci to może nie są one aż tak szczęśliwe jak starają się nam przedstawić autorki książki, ale ośmielę się stwierdzić, że z pewnością bardziej autonomiczne i rozumiejące siebie niż dzieci i młodzież w naszym kraju, którym trudno odseparować się i nabyć świadome i prospołeczne postawy.

Osinskipoludzku.blogspot.com

"Najszczęśliwsze dzieci na świecie" to książka poświęcona holenderskiemu modelowi wychowania dzieci. Szczerze powiedziawszy to sam nie jestem w stanie powiedzieć co przyciągło mnie do tej lektury, ale cieszę się bo była to całkiem przyjemne doświadczenie. Pewnie, że nie jest to książka z gatunku "must read", ale miło jest poczytać o...

więcej Pokaż mimo to

avatar
132
16

Na półkach: ,

Bardzo fajna. Wiele ciekawych metod. Nie ze wszystkim się zgadzam ale warto przeczytać.

Bardzo fajna. Wiele ciekawych metod. Nie ze wszystkim się zgadzam ale warto przeczytać.

Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Rina Mae Acosta Najszczęśliwsze dzieci na świecie czyli wychowanie po holendersku Zobacz więcej
Rina Mae Acosta Najszczęśliwsze dzieci na świecie czyli wychowanie po holendersku Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd