rozwińzwiń

Liga Sprawiedliwości: Maszyny zagłady

Okładka książki Liga Sprawiedliwości: Maszyny zagłady Tony S. Daniel, Bryan Hitch
Okładka książki Liga Sprawiedliwości: Maszyny zagłady
Tony S. DanielBryan Hitch Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Liga Sprawiedliwości DC Rebirth (tom 1) Seria: Odrodzenie komiksy
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
komiksy
Cykl:
Liga Sprawiedliwości DC Rebirth (tom 1)
Seria:
Odrodzenie
Tytuł oryginału:
Justice League: The Extinction Machines
Wydawnictwo:
Egmont Polska
Data wydania:
2017-10-11
Data 1. wyd. pol.:
2017-10-11
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328127715
Tłumacz:
Tomasz Sidorkiewicz
Tagi:
dc odrodzenie egmont justice league liga sprawiedliwości
Średnia ocen

4,8 4,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Ładowanie Szukamy ofert...

Patronaty LC

Książki autora

Okładka książki Batman: Nieopowiedziana legenda Jim Aparo, Alan Brennert, John Byrne, Dick Giordano, Bryan Hitch, Brad Meltzer, Denny O'Neil, Len Wein
Ocena 6,8
Batman: Nieopo... Jim Aparo, Alan Bre...
Okładka książki Colossus: Niebezpieczna gra / Bardzo niebezpieczna gra / Colossus: Geneza John Byrne, Chris Claremont, Trevor Hairsine, Bryan Hitch, Ben Raab, Christopher Yost
Ocena 6,5
Colossus: Nieb... John Byrne, Chris C...
Okładka książki Batman - Metal: Mroczny wszechświat Greg Capullo, Bryan Hitch, Jeff Lemire, Grant Morrison, Scott Snyder, James Tynion IV
Ocena 6,7
Batman - Metal... Greg Capullo, Bryan...
Okładka książki Transformers #14: Kosmiczni piraci Dan Abnett, Jeff Anderson, Dougie Braithwaite, Bob Budiansky, José Delbo, Simon Furman, Bryan Hitch, Alan Kupperberg, Ralph Macchio, Dan Reed, Ian Rimmer, Lee Sullivan
Ocena 6,3
Transformers #... Dan Abnett, Jeff An...

Mogą Cię zainteresować

Okładka książki Superman - Action Comics: Ścieżka zagłady Dan Jurgens, Tyler Kirkham, Stephen Segovia, Art Thibert, Patrick Zircher
Ocena 6,6
Superman - Act... Dan Jurgens, Tyler ...
Okładka książki Superman: Pierwsze próby Superboya Patrick Gleason, Patrick Gleason, Mick Gray, Doug Mahnke, Jaime Mendoza, Peter J. Tomasi
Ocena 6,7
Superman: Pier... Patrick Gleason, Pa...
Okładka książki Hal Jordan i Korpus Zielonych Latarni: Prawo Sinestro Rafa Sandoval, Ethan Van Sciver, Robert Venditti
Ocena 7,1
Hal Jordan i K... Rafa Sandoval, Etha...
Okładka książki Flash: Piorun uderza dwa razy Joshua Williamson, Carmine di Giandomenico
Ocena 6,8
Flash: Piorun ... Joshua Williamson, ...
Okładka książki Nightwing: Lepszy niż Batman Javier Fernandez, Tim Seeley
Ocena 6,9
Nightwing: Lep... Javier Fernandez, T...
Okładka książki Aquaman: Nadpływa Czarna Manta Dan Abnett, Philippe Briones, Brad Walker
Ocena 6,5
Aquaman: Nadpł... Dan Abnett, Philipp...
Okładka książki Green Arrow: Wyspa blizn Stephen Byrne, Juan Ferreyra, Benjamin Percy, Otto Schmidt
Ocena 6,5
Green Arrow: W... Stephen Byrne, Juan...

Oceny

Średnia ocen
4,8 / 10
41 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
132
132

Na półkach: , , , ,

Zabierając się za lekturę pierwszego tomu Ligi Sprawiedliwości w ramach DC Rebirth miałem tylko z tyłu głowy przeświadczenie, iż będzie to, po opiniach wielu osób, jedna z najgorszych serii w tym cyklu wydawniczym. I się miło troszeczkę rozczarowałem, bo Maszyny Zagłady to co prawda głupi, ale dobrze skrojony akcyjniak, który jako typowy odmóżdżacz spełnia swoje zadanie w stu procentach.

Mamy kolejne zagrożenie dla całego świata, bo skala historii Hitcha wykracza poza "standardowe" ramy. Liga musi interweniować, ale być może dotychczasowi jej członkowie to za mało, aby sobie poradzić z zagrożeniem. Potrzebny jest nowy Superman, ale do tej wersji Clarka Kenta, która kryła się przed światem, Liga z Batmanem na czele nie ma zaufania. A będzie musiała go nabrać w miarę szybko, bo przeciwników jest co nie miara i nie wiadomo w co ręce włożyć.

I trzeba nadmienić, że Hitch jako scenarzysta radzi sobie naprawdę słabo, bo dialogi jakie nam tu serwuje są fatalne, miejscami sprawiając, że zgrzytałem zębami. Są patetyczne, naszpikowane frazesami. Część postaci, jak Aquaman czy Wonder Woman nie mają tu praktycznie co robić. Sama fabuła potrafi się pogubić, bo w pewnym momencie pojawiają się postacie, które mają "śpiewać". Nie wiadomo czy mają złe czy dobre zamiary (na moje chyba miały bronić ten układ przed najeźdźcami),ale nasza Liga i tak zamierza wszystkim dokopać. Bo tak, to wszyscy są obcy... Plus te kule w Ziemi, które powoduje masywne trzęsienia Ziemi, a tak naprawdę nie wiadomo do kogo należą...

Hitch jako rysownik sprawdza się znacznie lepiej niż jako scenarzysta, ale za warstwę wizualną w głównej mierze odpowiada tu Tony S. Daniel, którego kreska sprawdza się tu całkiem nieźle. Postacie, efekty użycia mocy wyglądają fantastycznie. Gorzej wyglądały potworki, jakie atakują Ziemię, miejscami wręcz fatalnie. Uśredniając jednak kreska na plus.

Krańcowo ta nowa, lepsza Liga okazuje się nie być co prawda fajniejsza od runu Johnsa w ramach New 52, ale dla tych, którzy lubią efektowne bójki, coś w sam raz. Tylko pytanie, czy sztandarowa seria Rebirth ma tak wyglądać. Jak zwykła, niczym nie wyróżniająca się rąbanka.

Zabierając się za lekturę pierwszego tomu Ligi Sprawiedliwości w ramach DC Rebirth miałem tylko z tyłu głowy przeświadczenie, iż będzie to, po opiniach wielu osób, jedna z najgorszych serii w tym cyklu wydawniczym. I się miło troszeczkę rozczarowałem, bo Maszyny Zagłady to co prawda głupi, ale dobrze skrojony akcyjniak, który jako typowy odmóżdżacz spełnia swoje zadanie w...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1150
1127

Na półkach:

Odrodzenie dało całemu uniwersum DC masę nowych możliwości, po tym jak doszło do ciekawie przeprowadzonego restartu serii. Chwyciłem zatem bez oporów po nową Ligę Sprawiedliwości, pamiętając wydarzenia z poprzedniej i mając spore nadzieje na ciekawą fabułę. Cóż... nie do końca to wyszło, bo moje oczekiwania zostały dość szybko zgaszone. Nie jest aż tak źle, jakby mogło się zdawać, ale wieje powtórką na kilometr. Niby mamy innego Supermana, nowe Zielone Latarnie i bardziej podejrzliwego Batmana (tak, da się to uczynić),ale jakoś cała główna linia fabularna, jak i przeciwnik Ligi, trącą myszką. Wielki transparent na okładce "Liga, jaką znał świat, już nie istnieje", można między bajki włożyć, bo nowy zespół prezentuje się dokładnie tak samo jak stary, a miejscami nawet gorzej. Powodów tego stanu rzeczy jest kilka.

Zacznijmy zatem od tego, który mnie najbardziej zabolał - kompletna wtórność. Po raz kolejny mamy ten sam, już monotonny schemat. Coś super złego najeżdża ziemię, grupa superherosów zbiera się w kupie i skopuje temu czemuś dupsko, oczywiście z wielkim poświęceniem. Cholera, to już w serialu z 2001 było bardziej różnorodnie, choć ten motyw się stale przewijał. Teoretycznie członkowie Ligi mają problemy z pokonaniem przeciwnika, który oczywiście jest super potężny, przebiegły i tak dalej, ale na tle innych antagonistów, po prostu wypada jak kolejna kalka czegoś co już i tak kilka razy było kopiowane. Z tego powodu, nawet osoba mojego pokroju, która nie siedzi jakoś super głęboko w świecie herosów DC Comics oraz Marvel, potrafiła ziewać z nudów podczas lektury. Na pocieszenie została mi w tym punkcie wartka akcja oraz w miarę składnie sklecony scenariusz. To jednak za mało, aby komiks jako całość zapadł mi w pamięci na dłużej niż dobę.

Przy tym co oferowało Odrodzenie oraz opowiedziana w nim historia Kid Flasha, naprawdę można było liczyć na coś o wiele ciekawszego. Tajemniczego, niezbadanego, co atakuje z zaskoczenia i wykazuje się sprytem, siedząc w cieniu. Czuć obecność przeciwnika, który na dokładkę zasiewa ziarno niezgody pomiędzy członkami Ligi, obserwując ich ruchy z ukrycia. Nie spieszy się, czeka na dogodny moment, podpuszcza. Wręcz wymarzony scenariusz, szczególnie patrząc na nową postać Supermena, który jest żonaty, ma syna i jego macierzysty świat runął w gruzach, a on sam jako bohater jest o wiele dojrzalszy od swego poprzednika, który zginął ratując bliźniaczy świat. Niestety powyższy opis to tylko moje płonne marzenia, bo nic z tego nie otrzymamy w "Maszynach zagłady". Zamiast tego autorzy dali nam kolejną rozwałkę i "kolosy" rozwalajace wszystko na swej drodze, tylko po to aby skończyć jak cała reszta ich poprzedników. Serio? Tylko na tyle stać Bryan Hitcha, odpowiedzialnego za scenariusz? Jeśli tak, to współczuję fanom Ligi Sprawiedliwych.

Niestety pocieszeniem nie jest też to, jak poprowadzono postać nowego Supermena oraz dwóch nowych Zielonych Latarni, które zastępują Hala Jordana. Jessica Cruz zapadła mi mocno w pamięci podczas lektury "Wojny Darkseida", natomiast Simon Baz kiedyś mi tam przemknął, ale totalnie nie kojarzę wydarzeń związanych z tym bohaterem. Tym razem natomiast obie Zielone Latarnie jakoś nie przykuły mej uwagi. Mieli kilka ciekawych momentów, ale trwały zaledwie chwilę. Co do reszty postaci, to po prostu swoje zrobiły i tyle, co bardzo mnie boli w odniesieniu do mojej ulubionej postaci, czyli Batmana.

Na pocieszenie zostaje rysunek, który bardzo przypadł mi do gustu. Szczególnie sylwetki postaci, ich nowe kostiumy, mające wyraźne różnice względem tych sprzed Odrodzenia, oraz ogólna kolorystyka. Sceny batalistyczne również przyciągały moje oko i tak naprawdę tylko dzięki oprawie wizualnej byłem wstanie ten komiks zmęczyć, choć ziewałem niemal co dziesiątą stronę. Postanowiłem jednak, że dam szansę Hitch'owi i sięgnę po drugi tom jego Ligi Sprawiedliwości, który ukarze się u nas w przyszłym roku. Może się to jakoś rozkręci, ale wątpię aby zbliżyło się choćby na kilometr do "Wojny Darkseida". Czas pokarze, czy moje psioczenie jest uzasadnione, ale póki co czuję się rozczarowany.

Odrodzenie dało całemu uniwersum DC masę nowych możliwości, po tym jak doszło do ciekawie przeprowadzonego restartu serii. Chwyciłem zatem bez oporów po nową Ligę Sprawiedliwości, pamiętając wydarzenia z poprzedniej i mając spore nadzieje na ciekawą fabułę. Cóż... nie do końca to wyszło, bo moje oczekiwania zostały dość szybko zgaszone. Nie jest aż tak źle, jakby mogło się...

więcej Pokaż mimo to

avatar
383
214

Na półkach: , ,

Nie takiej fabuły oczekuję po przygodach naczelnych obrońców Świata. Wszystko jakieś takie zbyt fantastyczne ale może dla Super Ekipy trzeba wymyślać tego typu niestworzone zagrożenia?
Za mało jak dla mnie było tu też "wdrożenia" nowego Supermana do składu, takie to zbyt powierzchowne było.
Co do samych rysunków, dla których przede wszystkim czytam komiksy, to nie mam się w sumie do czego przyczepić To naprawdę jest sztuka rysować wszystkie te postaci DC w jednym komiksie i pewnie do niektórych wyglądów poszczególnych postaci trudniej nam się przekonać niż do innych ale generalnie nie jest źle.

Nie takiej fabuły oczekuję po przygodach naczelnych obrońców Świata. Wszystko jakieś takie zbyt fantastyczne ale może dla Super Ekipy trzeba wymyślać tego typu niestworzone zagrożenia?
Za mało jak dla mnie było tu też "wdrożenia" nowego Supermana do składu, takie to zbyt powierzchowne było.
Co do samych rysunków, dla których przede wszystkim czytam komiksy, to nie mam się w...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1844
1317

Na półkach: ,

Seria kontynuuje przygody najsłynniejszej drużyny superbohaterów uniwersum DC Comics z poprzedniej serii wydawanej w ramach Nowego DC Comics. W składzie powiększonym o „nową-starą” wersje Supermana bohaterowie będą musieli stawić czoła tajemniczej serii kataklizmów na globalną skalę, a także powiązaną z tym siłą, która opanowuje ludzkie umysły.

Przed lekturą nasłuchałem się wiele negatywnych opinii o tym tomie, więc odpowiednio obniżyłem moje wymagania. To, co się rzuca na pierwszy rzut oka, to pewien brak pomysłowości fabuły. Komiks otwiera krótka opowieść o potężnej istocie atakującej miasto, która na dodatek kontroluje ludzi, a główna historia jest niemal o tym samym. Na dodatek niemal w ogóle nie zwraca się tu uwagi na relacje między postaciami – bohaterowie wykonują głównie swoje zadania, a ich rozmowy dotyczą tylko misji. Wyjątkiem jest Superman i jego rodzinka, którzy dostarczają paru miłych scen. Także pewien dosyć obiecujący motyw wprowadzony pod koniec tomu zupełnie nie zostaje potem wykorzystany. Jednak jeśli pominie się pewną powtarzalność fabuły i wspomniane relacje między postaciami, to da się to czytać jako rozrywkę niewymagającą wiele myślenia. Duże wrażenie zrobiły na mnie ostateczne formy przeciwników i ich oryginalny sposób na ostateczne zniszczenie świata.

W tym tomie rysuje aż trzech artystów. Tom otwierają prace Daniel Henriquesa i Scotta Hanny. Ich rysunki są strasznie niedbałe, postacie są zaskakująco kanciaste, a scenom akcji brakuje dynamiki. O wiele lepsze wrażenie robi tu Tony S. Daniel ilustrujący większą część tomu. Jego rysunki są bardzo dynamiczne i obfitują w wiele spektakularnych scen. Szkoda tylko, że pozytywne wrażenie psuje trochę zbyt sprana kolorystyka.

Moim zdaniem tom ten nie jest tak zły, jak o nim piszą. Nie jest wybitny, ani może nawet specjalnie dobry, ale nie obraża on też inteligencji czy zmysłu estetycznego czytelnika. Szczerze powiedziawszy bardziej mi się podobał niż bezmyślna młócka z pierwszego tomu „Ligi Sprawiedliwości” z Nowego DC Comics.

Seria kontynuuje przygody najsłynniejszej drużyny superbohaterów uniwersum DC Comics z poprzedniej serii wydawanej w ramach Nowego DC Comics. W składzie powiększonym o „nową-starą” wersje Supermana bohaterowie będą musieli stawić czoła tajemniczej serii kataklizmów na globalną skalę, a także powiązaną z tym siłą, która opanowuje ludzkie umysły.

Przed lekturą nasłuchałem...

więcej Pokaż mimo to

avatar
248
148

Na półkach: , ,

Genialny komiks. Genialny dla analfabetów, tudzież osób, które o wiele bardziej od czytania preferują oglądanie. Przepięknie narysowane i pokolorowane cudeńko, które w momencie próby odcyfrowania treści z owych literek w dymkach przepoczwarza się w bełkotliwego potworka...
Szanowny Panie Hitch. Jesteś Pan wybornym rysownikiem, więc trzymaj się Pan swojego fachu, a pisanie scenariuszy zostaw Pan, w swej łaskawości, ludziom, którzy się na tym znają.
Wciskanie na siłę Lovecraftowskich kosmicznych kalmarów do fabuły bardzo niepokojąco przypominającej dokonania Hickmana w Marvelu jeszcze pogłębiło efekt nędzy i rozpaczy.
I Kropka.

PS.
Ale za to te rysunki... Cudne...

PS 2.
Chyba jednak jestem masochistą, gdyż właśnie zamówiłem sobie tom drugi...

Genialny komiks. Genialny dla analfabetów, tudzież osób, które o wiele bardziej od czytania preferują oglądanie. Przepięknie narysowane i pokolorowane cudeńko, które w momencie próby odcyfrowania treści z owych literek w dymkach przepoczwarza się w bełkotliwego potworka...
Szanowny Panie Hitch. Jesteś Pan wybornym rysownikiem, więc trzymaj się Pan swojego fachu, a pisanie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
862
522

Na półkach: , , ,

Moje pierwsze spotkanie z 'odrodzeniem' DC.
Liga sprawiedliwości musi stawić czoło nowemu zagrożeniu, które ma na celu 'reset' świata. Byt nazywający się 'rodziną' opanowuje ludzi i odbiera superbohaterom ich mocy. Liga musi ratować świat, ale jak kiedy Superman nie żyje? Na ziemi pojawił się Clark Kent, ale z innej ziemi, starszy niż jego martwy poprzednik, bardziej doświadczony, niechętny do angażowania się w działalność ligi. Do tego jak zwykle sceptyczny i podejrzliwy Batman, który nie chce zaufać Kal-elowi, ale wie że tylko nowy Superman może powstrzymać zagładę.
Nie zgadzam się z opiniami, że komiks jest beznadziejny, że historia pisana jest na kolanie, że postaci są niewyraźne. Owszem, czytałem wiele dużo lepszych historii o Lidze Sprawiedliwości, ale nie ukrywajmy - było tez wiele o wiele słabszych. Narracja i dialogi w 'maszynach zagłady' przypomina trochę stare komiksy DC, gdzie bohater na każdym kroku powtarzał kim jest i jakie ma moce. Tutaj również autorzy zaserwowali nam podobny zabieg i jest on trochę denerwujący, ale dla mnie dostateczną rekompensatą są bardzo ładne rysunki i jakby nie było akcja, która wciąga.
Zabieg pokazania Aquamana jako bohatera, który w swoich rękach ma przyszłość ziemi jest ciekawy. Aquaman nie jest tutaj pośmiewiskiem jak to miał w zwyczaju w przeszłości.
Dla mnie 'Maszyny Zagłady' to całkiem w porządku reboot serii. Dam lidze szansę w drugim tomie.

Moje pierwsze spotkanie z 'odrodzeniem' DC.
Liga sprawiedliwości musi stawić czoło nowemu zagrożeniu, które ma na celu 'reset' świata. Byt nazywający się 'rodziną' opanowuje ludzi i odbiera superbohaterom ich mocy. Liga musi ratować świat, ale jak kiedy Superman nie żyje? Na ziemi pojawił się Clark Kent, ale z innej ziemi, starszy niż jego martwy poprzednik, bardziej...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1209
933

Na półkach: ,

Od dwóch miesięcy w Polsce ukazuje się najnowsza inicjatywa DC Comics. "Odrodzenie", bo o nim mowa, przybliża czytelnikom perypetie najbardziej znanych herosów świata. Wśród wydawanych tytułów znalazło się także miejsce dla „Ligi Sprawiedliwości”. Seria zapowiadała się na wyjątkowo ciekawą, zwłaszcza zważywszy na fakt, że w składzie grupy nastąpiła niezwykle znacząca zmiana – Supermana znanego z „The New 52” zastąpił ten sprzed Flashpointu. Manewr wydawał się być obiecujący, wszak tego konkretnego eSa zdążyły pokochać rzesze czytelników. Czyżby Bryanowi Hitchowi dano więc do pisania prawdziwy samograj? Cóż, niestety tak się tylko wydawało…

Po wydarzeniach zaprezentowanych w "Ostatnich Dniach Supermana" Liga Sprawiedliwości musi działać bez swojego najbardziej rozpoznawalnego członka. Superman zginął, świat jednak nie znosi próżni. W obliczu zagrożenia swoje istnienie ujawnia przed Ligą nowy-stary Człowiek ze Stali. Bohater zjawia się w samą porę, bowiem Ziemię atakują hordy stworów kosmicznego pochodzenia. Wrogowie wydają się być niezniszczalni, a ich cel od razu staje się oczywisty – całkowita zmiana naszej planety i wyeliminowanie z niej dotychczasowego życia. Na straży stoją na szczęście najbardziej znani superbohaterowie, jednak by wyeliminować niebezpieczeństwo, będą musieli podjąć współpracę z człowiekiem, o którym nie wiedzą nic. Czy nowy Superman okaże się tak samo godny zaufania jak ten, którego znali dotąd?

Siłą komiksowych team-upów powinny być przede wszystkim relacje między członkami drużyny. Ścieranie się różnych charakterów, współpraca postaci, które często są od siebie różne, ale działają wspólnie dla wyższego celu – to wszystko powinno zawierać się w tytule tego typu. "Maszyny Zagłady" na tym polu niestety srodze zawodzą. Zaprezentowana przez Hitcha opowieść prawie w ogóle nie pokazuje tej, jakże pożądanej, drużynowości. Niby wszyscy członkowie Ligi mają jeden cel, ale w gruncie rzeczy każdy działa na własną rękę. Swoją misję ma Superman, swoją Green Lanterni, także Aquaman działa na innej płaszczyźnie. I choć działają z jedną motywacją, to ciężko poczuć łączącą bohaterów więź. Taki stan rzeczy szalenie rozczarowuje, bo zamiast jedności celów członków Ligi i prawie że magicznej solidarności występujących w niej herosów, czytelnik otrzymuje relacje niesamowicie powierzchowne, nie wykraczające poza banał.

Fabuła pierwszej odsłony zresetowanej „Ligi Sprawiedliwości” nie grzeszy zbytnią oryginalnością. Mamy do czynienia z typowym dla gatunku zagrożeniem, które ma zasięg globalny i pochodzi z innego świata. Innymi słowy, jest to wyborna okazja do zaprezentowania przez obrońców świata swoich umiejętności. Sytuacji nie sprzyja fakt, że intryga przebiega jak po sznurku, przewidywalnie zmierzając do wyjątkowo błahego finału. W dodatku główni antagoniści są w "Maszynach Zagłady" nie najlepiej wykreowani, ale można byłoby przymknąć na to oko, gdyby nie olbrzymia niechęć autora do podzielenia się informacjami kim, lub czym agresorzy właściwie są. Na dobrą sprawę nie dowiadujemy się podczas lektury niczego więcej ponad to, że to po prostu krwiożerczy najeźdźcy z kosmosu, pokazani w pierwszej fazie jako wielkie robale, a w późniejszej zaś jako absurdalni, zbudowani z ludzi giganci. Litości – nawet cierpliwość fanów trykociarstwa, przyzwyczajonych wszak do różnych dziwnych zjawisk, ma swoje granice i tak oczywistego bełkotu jednak nie przełknie.

Ostatnią deską ratunku dla odrodzonej "Ligi Sprawiedliwości" mogła być ciekawa reakcja bohaterów na nowego eSa, jednak scenarzysta poległ także na tym polu. Pojawienie się tej wersji Supermana jawiło się jako świetna okazja do pokazania tarć między herosami, zaprezentowania sceptycyzmu Wonder Woman wobec nowej wersji swojego największego sprzymierzeńca i kogoś, kto na kartach komiksów z „The New 52” znaczył dla niej coś więcej, a także spodziewanej i zrozumiałej nieufności Batmana w stosunku do przybysza znikąd. Reakcje bohaterów zostały jednak zepchnięte na absolutny margines – Hitch nie wykorzystał tkwiącego w nich potencjału, grzebiąc psychologię postaci i sprowadzając ją do banału. Jedyne co może się tu podobać to akcja. Jeśli ktoś nastawi się wyłącznie na nią, to jest szansa, że nie zakończy lektury zbytnio rozczarowany. Wydarzenia następują po sobie naprawdę błyskawicznie, praktycznie każda kolejna strona wypełniona jest wybuchami i walką z zagrożeniem.

Warstwa graficzna albumu stoi na szczęście na wyższym poziomie niż scenariusz. Za ilustracje odpowiadał tu głównie Tony S. Daniel (przy współpracy Jesusa Merino i samego Bryana Hitcha). Efekty pracy artysty dobrze pasują do opartej na akcji historii. Są efektowne, dosyć przejrzyste i dynamicznie skadrowane. To jeden z nielicznych jasnych punktów "Maszyn Zagłady". I jakkolwiek daleko im do miana wiekopomnych, tak w konfrontacji z warstwą fabularną, jawią się prawie jak arcydzieło.

"Maszyny Zagłady" mocno kojarzą się z kinem Michaela Bay’a – dużo w nich wybuchów, ale mało sensu. Jeśli ktoś lubi taki styl, nie będzie zbytnio zawiedziony, jednak dla czytelnika ceniącego sobie fabułę nieco bardziej wysublimowaną i skomplikowaną, tytuł okaże się prawdopodobnie sporym rozczarowaniem. Pewnym pocieszeniem może być fakt, że ryzyko, by kolejny tom prezentował niższy poziom od tego, jest dosyć małe. Ciężko napisać coś bardziej powierzchownego i bzdurnego, nadzieja jednak umiera ostatnia, ja mimo wszystko spróbuję dać tej serii kolejną szansę.


Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2017/12/liga-sprawiedliwosci-tom-1-maszyny.html
oraz na łamach serwisu Arena Horror - http://arenahorror.pl/ARENA_HORROR/komiksy/odrodzenie_liga%20sprawiedliwosci_1_maszyny_zaglady.HTML

Od dwóch miesięcy w Polsce ukazuje się najnowsza inicjatywa DC Comics. "Odrodzenie", bo o nim mowa, przybliża czytelnikom perypetie najbardziej znanych herosów świata. Wśród wydawanych tytułów znalazło się także miejsce dla „Ligi Sprawiedliwości”. Seria zapowiadała się na wyjątkowo ciekawą, zwłaszcza zważywszy na fakt, że w składzie grupy nastąpiła niezwykle znacząca zmiana...

więcej Pokaż mimo to

avatar
757
473

Na półkach: , ,

2/10 - BARDZO SŁABY

„Maszyny zagłady” to jedno z tych dzieł, od których radziłbym trzymać się z daleka. Fabuła tego komiksu to przeokrutny bełkot. Odpowiedzialny za jej treść Bryan Hitch powinien skupić się wyłącznie na warstwie graficznej, ponieważ pisanie scenariuszy ewidentnie nie jest jego mocną stroną. Stworzył nudną i mocno przekombinowaną historię, w której Liga Sprawiedliwości stawia czoła bezosobowemu i totalnie niezrozumiałemu zagrożeniu. Intryga wcale nie jest ciekawa, a wręcz drażni swoją głupotą. Większość pomysłów fabularnych jest zwyczajnie do bani, a obraz nędzy i rozpaczy dopełniają banalne dialogi. Tych bzdur nie da się w ogóle czytać! Można za to pooglądać obrazki, bo akurat te wyglądają bardzo porządnie.

Fabuła: 1 (beznadziejny)
Ilustracje: 6 (dobry)
Jakość wydania + bonusy: 6 (dobry)

Więcej szczegółów: http://comicbookbastard.blogspot.com/2017/10/liga-sprawiedliwosci-tom-1-maszyny.html

2/10 - BARDZO SŁABY

„Maszyny zagłady” to jedno z tych dzieł, od których radziłbym trzymać się z daleka. Fabuła tego komiksu to przeokrutny bełkot. Odpowiedzialny za jej treść Bryan Hitch powinien skupić się wyłącznie na warstwie graficznej, ponieważ pisanie scenariuszy ewidentnie nie jest jego mocną stroną. Stworzył nudną i mocno przekombinowaną historię, w której Liga...

więcej Pokaż mimo to

avatar
349
179

Na półkach: ,

Nowy start pod szyldem "Rebirth", nie jest dla Ligi Sprawiedliwości dobrą kontynuacją runu Geoffa Johnsa. Albumy JL cechowały się niezobowiązującą rozrywką, niczym amerykańskie filmy zalewające kina każdego lata. Czytało się to rewelacyjnie, dodatkowo dobór rysowników powodował, że każdy album stał na najwyższym poziomie wizualnym.
Gdy okazało się, że w pierwszym tomie większość rysunków jest autorstwa Tony'ego S. Daniela, byłem spokojny o jakość kadrów.
Niestety, wybór Bryana Hitch'a na scenarzystę, był bardzo kiepskim wyborem decydentów DC Comics.
Historia rozpoczyna się pojawieniem kosmicznego stwora zwanego "Żniwiarzem", który chce zebrać plony wykorzystując do tego ludzi. Oczywiście istota atakuje Manhattan (co kolejny raz, prawdopodobnie obniża ceny mieszkań w tym rejonie, ahh że podobnie jest w realnym świecie). Fabuła jest typowym wstępem do tytułowej historii a Hitch odpowiedzialny jest również za rysunki, po których niestety widać jak bardzo przykłada się do serii o śmietance superbohaterów DC.
"Maszyny zagłady" to już typowe "pierdololo", bohaterowie raczej działają osobno niż współpracują, w zasadzie poza Supkiem, Aquamanem i zieloną parą, reszta grupy nie ma za wiele do roboty.
Rozmowy Diany z postaciami, które się pojawiły na Ziemi to już klasyczne szczyty wodolejstwa:
- "jesteśmy początkiem i końcem"
- "Czego ?"
- "wszystkiego"
i tak przez cały komiks.
Niestety opinie na zagranicznych serwisach potwierdziły się. Szkoda, że tak fajna seria z New52 dostała tak marny start w Odrodzeniu.

Czytać na własną odpowiedzialność.

Nowy start pod szyldem "Rebirth", nie jest dla Ligi Sprawiedliwości dobrą kontynuacją runu Geoffa Johnsa. Albumy JL cechowały się niezobowiązującą rozrywką, niczym amerykańskie filmy zalewające kina każdego lata. Czytało się to rewelacyjnie, dodatkowo dobór rysowników powodował, że każdy album stał na najwyższym poziomie wizualnym.
Gdy okazało się, że w pierwszym tomie...

więcej Pokaż mimo to

Książka na półkach

  • Przeczytane
    49
  • Posiadam
    17
  • Komiksy
    14
  • Chcę przeczytać
    9
  • Komiks
    3
  • DC Comics
    2
  • DC Comics - Odrodzenie
    2
  • Odrodzenie
    2
  • Komiksy
    2
  • DC Rebirth
    1

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Liga Sprawiedliwości: Maszyny zagłady


Podobne książki

Przeczytaj także