Echo słońca

Okładka książki Echo słońca
Waldemar Bawołek Wydawnictwo: Czarne Seria: Poza serią literatura piękna
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
literatura piękna
Seria:
Poza serią
Wydawnictwo:
Czarne
Data wydania:
2017-07-12
Data 1. wyd. pol.:
2017-07-12
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380495395
Tagi:
literatura polska matka mężczyzna powieść obyczajowa relacje międzyludzkie rutyna samotność starość tęsknota życie codzienne
Inne
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki Twórczość nr 7-8 / 2020 Waldemar Bawołek, Paweł Bem, Leszek Bugajski, Janusz Drzewucki, Marian Grześczak, Janusz Głowacki, Józef Hen, Jerzy Kronhold, Bogusława Latawiec, Maciej Libich, Andrzej Mencwel, Krystyna Miłobędzka, Czesław Miłosz, Krzysztof Mrowcewicz, Kazimierz Orłoś, Wacław Oszajca, Redakcja miesięcznika Twórczość, Eustachy Rylski, Ewa Sonnenberg, Paweł Sołtys, Piotr Szarota, Leszek Szaruga, Dominika Słowik, Aneta Wiatr, Marta Wyka, Adam Zagajewski, Elżbieta Zechenter-Spławińska, Andrzej Zieniewicz, Krzysztof Ćwikliński
Ocena 7,0
Twórczość nr 7... Waldemar Bawołek, P...
Okładka książki Nadzieja Joanna Bator, Waldemar Bawołek, Grzegorz Bogdał, Katarzyna Boni, Wojciech Chmielarz, Sylwia Chutnik, Jacek Dehnel, Julia Fiedorczuk, Natalia Fiedorczuk-Cieślak, Joanna Gierak-Onoszko, Mikołaj Grynberg, Magdalena Grzebałkowska, Ignacy Karpowicz, Urszula Kozioł, Hanna Krall, Małgorzata Lebda, Ewa Lipska, Jarosław Mikołajewski, Andrzej Muszyński, Wiesław Myśliwski, Jacek Napiórkowski, Łukasz Orbitowski, Magdalena Parys, Grażyna Plebanek, Małgorzata Rejmer, Paweł Piotr Reszka, Agata Romaniuk, Paweł Sajewicz, Jerzy Sosnowski, Filip Springer, Andrzej Stasiuk, Juliusz Strachota, Ziemowit Szczerek, Mariusz Szczygieł, Dominika Słowik, Olga Tokarczuk, Przemysław Truściński, Grzegorz Uzdański, Krzysztof Varga, Adam Wajrak, Ilona Wiśniewska, Aleksandra Zielińska
Ocena 6,9
Nadzieja Joanna Bator, Walde...

Podobne książki

Reklama

Oficjalne recenzje i

Uciec przed starością


Link do recenzji

1916 14 296

Oceny

Średnia ocen
6,0 / 10
68 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
986
269

Na półkach:

Szary świat, starość i umieranie.
Przygnębiająca lektura.

Szary świat, starość i umieranie.
Przygnębiająca lektura.

Pokaż mimo to

2
avatar
717
348

Na półkach:

O, o polskiej prowincji można napisać inaczej, nie upupiając, ani nie demonizując. Bawołek jest bardzo szczery, postaci synów opiekujących się starzejącymi matkami (a właściwie takimi które wiszą nad trumną) są bardzo realne i bardzo niewidoczne w tzw. prawdziwym życiu. Nie intelektualizuje, choć nie jest głupi.

O, o polskiej prowincji można napisać inaczej, nie upupiając, ani nie demonizując. Bawołek jest bardzo szczery, postaci synów opiekujących się starzejącymi matkami (a właściwie takimi które wiszą nad trumną) są bardzo realne i bardzo niewidoczne w tzw. prawdziwym życiu. Nie intelektualizuje, choć nie jest głupi.

Pokaż mimo to

2
avatar
240
9

Na półkach:

Bardzo dobra powieść. Plastyczne opisy pozwalają odczuć klimat jesieni w małym mieście - zwilgotniałe liście, gołe drzewa, ciężkie powietrze... Opisy ludzi są za to tworzone z pewną czułością i nie ocierają się o banał.
Bawołek czasem dryfuje w tereny znane z "Obcego" Camusa, ale tworzy własną opowieść i z uwagi na zupełnie inny profil psychologiczny głównego bohatera, zamiast umieszczać go w kontekście społecznym, skupia się na swoim podstarzałym, niejednoznacznym protagoniście i jego osobistych rozterkach.
Wątek odejścia od realizmu wykonany świetnie, nić narracyjna po prostu w pewnych momentach wgłębia się w podświadomość i onirycznie łapie się wybranych reliktów świata rzeczywistego, redefiniując je i zabawiając się naszymi wyobrażeniami.

Bardzo dobra powieść. Plastyczne opisy pozwalają odczuć klimat jesieni w małym mieście - zwilgotniałe liście, gołe drzewa, ciężkie powietrze... Opisy ludzi są za to tworzone z pewną czułością i nie ocierają się o banał.
Bawołek czasem dryfuje w tereny znane z "Obcego" Camusa, ale tworzy własną opowieść i z uwagi na zupełnie inny profil psychologiczny głównego bohatera,...

więcej Pokaż mimo to

0
Reklama
avatar
225
67

Na półkach:

Miłe zaskoczenie. Polska prowincja bez żenady. Trochę jakby Nahacz się zestarzał. Podobna "czułość" w pisaniu o świecie, do którego polscy pisarze nie mają cierpliwości.
Korowód postaci i dialogów, które zna każdy małomiasteczkowy czy wiejski człowiek. Dodatkowo gderająca i starzejąca się matka i podstarzały syn, który zdaje się, że ma wszystko w dupie. Ciekawe wycieczki pisarskie w stronę wspomnień, fantazji, momentami go ponosi, ale i tak trzyma poziom.
I takie zdanie: im więcej człowiek zna nowych słów, tym bardziej niefajny się staje.

Miłe zaskoczenie. Polska prowincja bez żenady. Trochę jakby Nahacz się zestarzał. Podobna "czułość" w pisaniu o świecie, do którego polscy pisarze nie mają cierpliwości.
Korowód postaci i dialogów, które zna każdy małomiasteczkowy czy wiejski człowiek. Dodatkowo gderająca i starzejąca się matka i podstarzały syn, który zdaje się, że ma wszystko w dupie. Ciekawe wycieczki...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
1382
605

Na półkach: ,

Czuję dużą, emocjonalną więź z autorami, którzy mieszkają w moich okolicach, albo o nich piszą. Waldemar Bawołek mieszka i tworzy w Ciężkowicach, a na kartach „Echa słońca” zawędrował na chwilę do Tarnowa.

Proza Waldemara Bawołka zaskoczyła mnie, ale nie od samego początku. Początek powieści jest cudnie … zwyczajny. Poznajemy głównego bohatera mieszkającego z matką, którą dogląda, robi jej zakupy, egzystują razem, trochę jak przysłowiowy pies z kotem. Zawsze coś jej nie pasuje w poczynaniach syna. A to kupi owoce niewłaściwej wielkości, a innym razem kupi ich za dużo. Ciężko im się dogadać i żyć pod jednym dachem, ale tak naprawdę są na siebie skazani. Mężczyzna ma więcej kolegów, w identycznej jak on sytuacji. Spotykają się, piją, palą, prowadzą dysputy i wspominają, który kumpel własnie umarł i na co. Może się wydawać, że chodzenie na pogrzeby, to teraz ich najciekawsza rozrywka.

"A ja chciałbym się stąd wyrwać, dosyć mam tego wszystkiego, tej biedy, tej starości, tej kurewskiej nędzy, tylko jak tu matkę samą zostawić na pastwę losu, starego drzewa nie przesadzisz".


Bardzo spodobał mi się małomiasteczkowy klimat powieści Waldemara Bawołka, z jego naturalistycznym stylem wyrażania emocji oraz kreacji miejsca i postaci. Jednak co warto podkreślić, autor w „Echu słońca” poszedł dalej. Zupełnie niepozornie, wplótł w fabułę filozoficzne spojrzenie, przeskakując – bardzo zgrabnie – z tematu, na temat. W tych momentach mamy poczucie wolności, oderwania się od rzeczywistości i meandrowania po rożnych obszarach ludzkiego życia, by po chwili znów być w domu, z zrzędzącą matką, kumplami palącymi tanie papierosy i pijącymi tani alkohol.


Uniwersum powieści jest nasz bohater, który cały czas rozmyśla, wspomina stare dzieje, przepracowuje w swojej głowie to wszystko, co spotkało go, albo i nie, w życiu. Świetnie autor nakreślił codzienność, wyłuskując z rzeczywistości wiele detali. Wydawałoby się, że na prowincji nic się nie dzieje, że tam nie ma miejsca na bogate i treściwe przemyślenia. A jest wprost przeciwnie.


Moje pierwsze spotkanie z prozą Waldemara Bawołka uważam za bardzo udane. Cieszę się, że odkryłam Skrytka (główny bohater) i jego życie wewnętrzne, do którego ucieka, aby choć na chwilę pozbyć się frustracji z powodu źle przeżytego życia i obecnej sytuacji w jakiej się znajduje. „Echo słońca” ma zwyczajna fabułę, ale za to wyjątkowe wykonanie.

"Boże, daj mi cierpliwość, żebym zniósł to, czego nie jestem w stanie zmienić. Siłę, żebym zmienił to, co zmienić mogę, i mądrość, żebym mógł odróżnić jedno od drugiego".

Czuję dużą, emocjonalną więź z autorami, którzy mieszkają w moich okolicach, albo o nich piszą. Waldemar Bawołek mieszka i tworzy w Ciężkowicach, a na kartach „Echa słońca” zawędrował na chwilę do Tarnowa.

Proza Waldemara Bawołka zaskoczyła mnie, ale nie od samego początku. Początek powieści jest cudnie … zwyczajny. Poznajemy głównego bohatera mieszkającego z matką, którą...

więcej Pokaż mimo to

8
avatar
278
227

Na półkach: ,

Ciężka lektura, okazała się być zupełnie nie w moim guście. I dodatkowo w zasadzie o niczym. Bo co można powiedzieć o 50 letnim samotnym mężczyźnie, którego codziennością są tanie papierosy i alkohol? Przebłyski z życia codziennego, niektóre spostrzeżenia całkiem trafne, ale otoczka w jaką została ubrana ta historia, pozbawiona sensu. Może miało być refleksyjnie? Nie wiem. Ciągłe rozstrząnie przeszłości przez głównego bohatera, momentami niezrozumiałe przemyślenia, jawa pomieszana z rzeczywistością, denerwujące przeskoki fabularne - dla czytelnika będą raczej nużące niż inspirujące.
Mimo to, podobał mi się wątek syna opiekującego się matką. Dość dobrze opisana relacja zależnych od siebie ludzi. Niektóre dialogi wręcz wyjęte z życia.
Doceniam także język. Niekiedy bardzo poetycki, dopracowany, dobrze oddający emocje oraz uczucia postaci.

Ciężka lektura, okazała się być zupełnie nie w moim guście. I dodatkowo w zasadzie o niczym. Bo co można powiedzieć o 50 letnim samotnym mężczyźnie, którego codziennością są tanie papierosy i alkohol? Przebłyski z życia codziennego, niektóre spostrzeżenia całkiem trafne, ale otoczka w jaką została ubrana ta historia, pozbawiona sensu. Może miało być refleksyjnie? Nie wiem....

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
390
159

Na półkach:

Warto czytać Bawołka.

Warto czytać Bawołka.

Pokaż mimo to

0
avatar
1038
293

Na półkach:

W jednym z wywiadów Waldemar Bawołek przyznał, że całe jego życie to Ciężkowice, gdzie mieszka, a całe pisanie to autobiografia, w której "mieli" rzeczywistość.
Bawołkowe młyny mielą jednak gorzką mąkę. Relacje pomiędzy starzejącym się, 50-letnim synem, a starą matką, którą się opiekuje to opowieść o rozczarowaniu. Ich rozmowy (spisywane jak sceniczne dialogi) są wiwisekcją wspólnego życia tej dwójki. Wszystkie są osadzone w codzienności i tylko bieżących spraw dotyczą, ale są pełne zjadliwych pretensji. [...]
Śmierć jest wszechobecna, ale zaprząta jedynie myśli mężczyzn. Jest zawsze przyczajona, niechciana i oczekiwana równocześnie. [...]

Drugi tor tej opowieści to surrealistyczne monologi, echa życia, które być mogło, ale nie zaistniało. Jednak przejścia od codzienności do tego surrealizmu są zbyt nagłe i niczym nie zapowiadane. Gwałtownie zmienia się temat i język [...] To nie jedyne wady książki. Zbyt wiele w niej ogólników o współczesnym świecie, jego pędzie i pogoni za dobrami. Przy tym jest jakby niedokończona. Historia zawiesza się, urywa w pół, brakuje jej puenty. Warto ją jednak przeczytać, nie tylko ze względu na zaskakujący obraz prowincji i rzadko poruszany temat mężczyzn opiekujących się starymi matkami. Doskonałe są partie dramatycznych dialogów matki i syna i większość wizji na granicy jawy i snu ze swoim szaleńczym wręcz bogactwem języka. Zapada w pamięć.

Cała opinia tu: https://annadlugosz.blogspot.com/2019/07/echo-sonca-waldemar-bawoek.html

W jednym z wywiadów Waldemar Bawołek przyznał, że całe jego życie to Ciężkowice, gdzie mieszka, a całe pisanie to autobiografia, w której "mieli" rzeczywistość.
Bawołkowe młyny mielą jednak gorzką mąkę. Relacje pomiędzy starzejącym się, 50-letnim synem, a starą matką, którą się opiekuje to opowieść o rozczarowaniu. Ich rozmowy (spisywane jak sceniczne dialogi) są...

więcej Pokaż mimo to

85
avatar
361
124

Na półkach: ,

Galicyjski outseider, nazwisko nieliterackie - jak by kto obuchem w łeb przyłożył, do tego żywot niepoczciwy, z pięćsetką za opiekę nad matką i bez powszechnie uznawanych za jedynie słuszne atrybutów męskiego sukcesu. Pisarz osobny, znakomity. Może za następną powieść, której jeszcze nie przeczytałam, ale już zamówiłam, dadzą mu NIKE w 2020? Będzie miał tych pięćsetek trochę więcej. Należy się jak mało któremu współczesnemu pisarzowi!

Galicyjski outseider, nazwisko nieliterackie - jak by kto obuchem w łeb przyłożył, do tego żywot niepoczciwy, z pięćsetką za opiekę nad matką i bez powszechnie uznawanych za jedynie słuszne atrybutów męskiego sukcesu. Pisarz osobny, znakomity. Może za następną powieść, której jeszcze nie przeczytałam, ale już zamówiłam, dadzą mu NIKE w 2020? Będzie miał tych pięćsetek...

więcej Pokaż mimo to

5
avatar
438
282

Na półkach: , ,

MISTRZA BAWOŁKA DIALOGI ZE ŚMIERCIĄ

Nic lepszego nie mogło mi się zdarzyć, jak zaraz po zakończeniu lektury przejmującej książki Tadeusza Różewicza „Matka odchodzi” trafić właśnie na „Echo słońca”. Bo tematyka tego utworu jest podobna, ale przy jakże odmiennej tonacji! Jak to możliwe, że nigdy nie słyszałem ani o tej książce, ani o jej autorze, Waldemarze Bawołku? Przecież to autor z niezłym już dorobkiem – omawiana powieść jest jego piątą, ale chyba pierwszą, która odbiła się tak szerokim – nomen omen – echem. Główny bohater powieści, pięćdziesięciojednoletni Skrytek, „niepełnosprawny w stopniu umiarkowanym” opiekuje się swoją matką, która ma siedemdziesiąt trzy lata i jest trwale niezdolna do samodzielnej egzystencji. Całe istnienie bohatera sprowadza się do bycia chłopcem na posyłki i znoszenia kąśliwych uwag matki, picia alkoholu przed sklepem, palenia papierosów i roztrząsania własnej przeszłości. A właściwie – do bezradnych prób ukształtowania przeszłości na nowo. Między jednym a drugim pogrzebem, jednym a drugim samobójstwem, Skrytek żyje bowiem głównie zdarzeniami minionymi – w jakimś potwornie przygnębiającym cieniu, który zachował w sobie wspomnienie młodzieńczego światła – tytułowego echa słońca. Powieść ta jest dla Waldemara Bawołka (ur. 1962) pretekstem do sportretowania bardzo ciekawego społecznego fenomenu, niezwykle rzadko (jeśli w ogóle) obecnego w dziełach literackich – mianowicie ludzi w średnim wieku, opiekujących się starymi rodzicami i starzejących się razem z nimi. „Mamy po pięćdziesiąt lat, my, opiekunowie swych matek, na sobie ciuchy z nie wiadomo której ręki, w duszy zaś strach, szał i gniew”. Już sama okładka powieści uderzyła mnie z wielką siłą – to nie są zwykłe liście. W grafice zaprojektowanej przez Agnieszkę Pasierską widzę dziesiątki istnień, równoległych samotności, jakby anty-plemników zmierzających w kierunku anty-życia. A wśród tych istnień jedno o nieznacznie jaśniejszej barwie – to właśnie jest ten liść, to jesteś Ty, to jestem ja – zawsze samotny w obliczu śmierci.

Jest niewątpliwie w „Echu słońca” coś z dramatu, czy też z tragikomedii. Te fragmenty powieści, które są zapisem dialogów Skrytka z matką zostały pozbawione jakiejkolwiek ingerencji narratora – funkcjonują w formie parateatralnej. Wielokrotnie podczas lektury, przypominał mi się „Dzień Świra” Marka Koterskiego. Skrytek, jako jedyna osoba, z którą jego matka ma kontakt, staje się też jedynym obiektem, na którym może wylać swoje frustracje. I rzeczywiście, niektóre sceny są jak żywcem wyjęte z filmów Koterskiego – choćby pozorna ucieczka bohatera na nieodległą wyspę, przypomina słynną podróż Adasia Miauczyńskiego nad morze, gdzie przyszło mu mierzyć się z własnymi demonami. Matka Skrytka jest jak duże dziecko: „Gdy wracam z zakupami do domu, natychmiast sprawdza, co kupiłem, zagląda do siatki i szuka jakichś smakołyków, cieszy się jak dziecko, gdy znajdzie loda na patyku albo coś niespodziewanego”. Tak naprawdę Skrytek wcale nie kłóci się z matką, tylko ze śmiercią, której ona stała się w jego oczach uosobieniem, nie opiekuje się matką, tylko śmiercią właśnie. Ale Bawołek nie czyni ze swojego bohatera herosa, czy męczennika – jego spojrzenie na śmierć jest wręcz momentami dalekie od humanizmu, gdy myśli o niej w kategoriach ulgi. Symbolem tego staje się powalona przez piorun akacja, stojąca przed domem bohatera – początkowy żal po utracie ulubionego drzewa zastępuje zadowolenie z powodu większej ilości miejsca na podwórku i drewna na opał.

Waldemar Bawołek umieścił akcję swojej powieści na głębokiej prowincji. To już nie Polska B, czy C, ale Polska Z, ultima thule środkowoeuropejskiego losu. Miejsce, gdzie istotą egzystencji jest podziwianie świata w bezruchu, gdzie człowiek ma ewentualnie prawo usiąść na werandzie i rzucać cień. Owa weranda jest u Bawołka Polską w skali mikro: „(…) powinna tchnąć wesołością, przecież towarzystwo sporo już wypiło. Tylko, że jedni się kłócą, drudzy nie mogą się porozumieć, jeszcze inni zrywają więź, ogólny chaos. A najgorsze jest to, że nikt nikogo nie słucha”. Autor zabiera czytelnika w niełatwą podróż po swoim Pogórzu Ciężkowickim, gdzie mieszka od urodzenia. Ponieważ moja wiedza na temat Waldemara Bawołka była dotąd znikoma, ostrożnie podchodziłem do hipotezy stawiania znaku równości między nim a głównym bohaterem „Echa słońca”. Wszystko jednak wyjaśniła mi wypowiedź autora w jednym z wywiadów prasowych: „Cała moja literatura to Ciężkowice i ja. Piszę autobiograficznie. Wszystko mielę. Wszystko. Każde zdarzenie.”. I jeszcze: „Przecież ja żyję w Ciężkowicach od urodzenia. Wszyscy mnie znają. Jestem dla nich lumpem, co się z pijaczkami zadaje, i bumelantem, co pozwala sobie, żeby wokół domu nie było, jak trzeba. Wszyscy dbają, a Bawołek olewa, no bo on jest pisarzem”.

Obdarzona pierwiastkiem autobiografizmu, proza ta nabiera niezwykłej siły oddziaływania. Skrytek żyje głównie życiem wewnętrznym (jeszcze jedno nawiązanie do Koterskiego?), zajmując się poprawianiem własnej przeszłości – zwłaszcza nieudanego życia erotycznego – to właśnie wtedy, gdy Skrytek wyobraża sobie „co by było, gdyby” narracja zyskuje najwięcej tragizmu i nieuchronnie przechyla się w stronę scenariusza filmu pornograficznego, z drugiej strony to właśnie wtedy staje się najbardziej intymna. Skrytek, czyli jak można mniemać również Waldemar Bawołek, dochodzi do obserwacji zaskakująco podobnej z moimi osobistymi doświadczeniami: jako swój przyjmuje język rozmówcy: „Żeby być zrozumiałym, zmuszony jestem przyjmować czyjś język w rozmowie. Z chłopami rozmawiam jak wieśniak, z mieszczanami jak mieszkaniec miasta”. Cała proza Bawołka zdaje się wyrastać z jego głęboko zakodowanej eskapistycznej postawy, którą tak skomentował w wywiadzie z Dorotą Wodecką dla „Wysokich Obcasów”: „Kiedyś, gdy zaczynałem w towarzystwie mówić, to nikt mnie nie słuchał. Zmieniano temat albo zapadało milczenie. Jakbym budował zdania zamknięte, do których się już nie można w ogóle odnieść. Pomyślałem, że skoro mnie nie słuchają, to zacznę pisać. I wtedy nikt mi nie będzie przeszkadzał w wypowiedzeniu siebie”.

Niewiele mam powieści Bawołka do zarzucenia. Z pewnością brak wyrównanego prawego marginesu. Ale może tak właśnie miało być – co czyniłoby z „Echa słońca” rodzaj poematu prozą, a z jej bohatera współczesnego don Kichota skazanego na nierówną walkę z wiatrakiem śmierci. Irytowały mnie również nagłe i niezapowiadane przejścia od narracji pierwszo do trzecioosobowej. Ale może i to było zamierzone – tak, jakby Skrytek raz na jakiś czas musiał się zdepersonalizować, wyjść z siebie i stać się świadkiem własnych poczynań, aby wytrzymać wszystko to, co stało się jego udziałem.

„Echo słońca” rzuca wyzwanie wszystkim tym, którzy utyskują na nieważkość polskich nagród literackich – pewnie nigdy nie byłoby mi dane dowiedzieć się o tej książce, gdyby nie została ona nominowana do tegorocznej edycji Nagrody Literackiej Gdynia. Bardzo dobra jest najnowsza powieść Waldemara Bawołka – choć nie do końca jestem pewien, czy rzeczywiście jest to powieść. Opisuje bardzo smutne życie – choć nie mam pewności, czy to naprawdę jest życie, czy raczej jakiś stan pośredni, w pół drogi między życiem a śmiercią, w przedsionku egzystencji. Podobno kiedyś Andrzej Stasiuk w rozmowie z autorem „Echa słońca” powiedział: „Bawołek, ty to byś chciał, żeby cały świat się od ciebie odpierdolił”. „No, chciałbym” – odpowiedział Bawołek. Dajmy zatem Waldemarowi Bawołkowi święty spokój – i po prostu czytajmy jego książki, bo to bardzo dobry pisarz, który zasługuje na docenienie.

MISTRZA BAWOŁKA DIALOGI ZE ŚMIERCIĄ

Nic lepszego nie mogło mi się zdarzyć, jak zaraz po zakończeniu lektury przejmującej książki Tadeusza Różewicza „Matka odchodzi” trafić właśnie na „Echo słońca”. Bo tematyka tego utworu jest podobna, ale przy jakże odmiennej tonacji! Jak to możliwe, że nigdy nie słyszałem ani o tej książce, ani o jej autorze, Waldemarze Bawołku? ...

więcej Pokaż mimo to

57

Cytaty

Więcej
Waldemar Bawołek Echo słońca Zobacz więcej
Reklama
Więcej
Reklama
zgłoś błąd