Władimir Putin. Wywiad, którego nie było

Okładka książki Władimir Putin. Wywiad, którego nie było
Arleta Bojke Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN literatura piękna
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura piękna
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Naukowe PWN
Data wydania:
2017-02-17
Data 1. wyd. pol.:
2017-02-17
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788301191634
Tagi:
putin
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen

                6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki PARTYZANCI Dziennikarze na celowniku Łukaszenki Arleta Bojke, Michał Potocki
Ocena 7,7
PARTYZANCI Dzi... Arleta Bojke, Micha...

Podobne książki

Reklama
Tania Książka
bestsellery TaniaKsiazka.pl

Oceny

Średnia ocen
6,8 / 10
32 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1609
1608

Na półkach:

Arleta Bojke!
To imię, nazwisko i twarz zna każdy, kto śledzi programy informacyjne. Szybkie, rzeczowe, logiczne i spójne komentarze z Rosji, tłumaczące rzeczywistość i mentalność naszych wschodnich sąsiadów, to jej specjalność i wizytówka. Klasę dobrego dziennikarza pokazała na Krymie i w Donbasie, gdzie w kamizelce i hełmie, jak po starszym bracie, szła do żołnierzy ukraińskich i separatystów po informacje, nie zważając na ostrzał i wymierzone w nią lufy karabinów.
Krucha dziewczyna z sercem pitbulla do walki o informację.
Po to, abym mogła wieczorem, włączając telewizyjną dawkę informacji, zobaczyć prosto z wozu transmisyjnego jej wejście na żywo i posłuchać, co dzieje się za wschodnią granicą.
Dziennikarce tej formy przekazu było mało.
Jak sama napisała – „W przypadku dziennikarza telewizyjnego wiele rzeczy zostaje poza kadrem.” Zwłaszcza wypowiedzi osób komentujących relacjonowane wydarzenia. To jeden z dwóch powodów powstania tego zbioru reportaży. Faktycznie jest w nim mnóstwo kontekstów i wątków poszerzających oglądany dotychczas wąski kadr okienka telewizyjnego. Komentarzy oddających nastrój ludzi z każdej strony konfliktu. Obiektywnego obrazu ukazującego nastawienie ludzi do aktualnych problemów Rosji i Ukrainy, walk na Krymie i w Donbasie, które z jednej strony wiele mi wyjaśniły, a z drugiej doprowadziły mnie do jednego wniosku – to, co dzieje się na Krymie, to bardzo skomplikowany problem, w który włączona jest Moskwa, duchowni prawosławni, Czeczeni, Tatarzy krymscy, Rosjanie, Ukraińcy oraz trudna historia tych ziem. Autorka, chcąc dobrze pokazać złożoność tego problemu, przyjęła formę reportaży, będącymi jednocześnie odpowiedziami na zadawane pytanie w formie podtytułów, Władimirowi Putinowi. Dołączyła do nich również kilkanaście stron zdjęć z opisywanych miejsc.
Razem tworzyły quasi-wywiad.
Jak precyzuje podtytuł książki – wywiad, którego nie było. I prawdopodobnie długo jeszcze może nie być z jakimkolwiek polskim dziennikarzem. Udało to się tylko raz Adamowi Michnikowi z „Gazety Wyborczej” w 2002 roku. Dlaczego tak jest, odpowiada autorka we wstępie – „Do rosyjskiego prezydenta zwracałam się z prośbą o wywiad wiele razy. Większość z tych próśb pozostała bez odpowiedzi. Na niektóre pisma służba prasowa Kremla zareagowała, ale informacja zawsze była taka sama: prezydent nie znajdzie czasu. Nie czekając więc ani na to, aż doradcy rosyjskiego prezydenta uznają, że warto Polsce poświecić czas, ani na oficjalną wizytę Władimira Putina w naszym kraju (...) postanowiłam hipotetyczne pytania do rosyjskiego przywódcy potraktować jako pretekst do analizy zarówno celów, które być może zamierza osiągnąć, jak i sytuacji, którą stworzył na Ukrainie i w Syrii, jego postrzegania w świecie oraz tego, co może się jeszcze wydarzyć.”
Brak nadziei na taki wywiad to drugi powód powstania tej książki.
Dziesięć złożonych pytań, jakie autorka zadała, nie do końca jednak pozostały bez odpowiedzi ze strony Władimira Putina. Na część z nich odpowiedział pośrednio podczas konferencji prasowych z dziennikarzami. Głównie zagranicznymi. Często bez polskiego udziału. Reportaże były tak ułożone, abym mogła najpierw zobaczyć problem aneksji Krymu, jego podłoże polityczno-historyczne, racje każdej ze stron konfliktu, przeanalizować przyczyny i skutki, stanowisko Zachodu, ale przede wszystkim dostrzec polityczne mistrzostwo świata Władimira Putina, którego osobie poświęciła jeden reportaż - „Car”. To po nim mogłam sobie odpowiedzieć na pytanie o fenomen popularności
przywódcy Rosji wśród jego obywateli. Zwłaszcza na prowincji. Chociaż, sądząc po ostatnich doniesieniach o zamieszkach w Moskwie, zaczynającym lekko słabnąć. Przynajmniej w stolicy.
Jest jednak w tych reportażach coś, co bardzo mnie ujęło.
Coś, z czym borykałam się w czasach komuny, kiedy nie wolno było lubić Rosjan, a ja byłam rusofilką. Autorka rozgrzeszyła mnie z tej niepoprawności politycznej. Ukazała Rosję złożoną. Tę polityczną i tę, która fascynuje (myślę, że nie tylko mnie) od zawsze – zwykłych ludzi. Jestem jej wdzięczna za przedostatni reportaż „Moja Rosja”, w którym nie było wojny, polityki i nienawiści, a była „ta Rosja, która da się lubić, a nawet ta, której nie da się nie lubić”. Rosja przyzwoitych, zwykłych ludzi i ludzi ze stowarzyszenia „Memoriał”, którzy szukają prawdy o zbrodniach Stalina wbrew oficjalnej polityce Kremla, dlatego, że wierzą, tak po ludzku, iż trzeba je rozliczyć. Nie tylko dla Polaków, ale przede wszystkim dla Rosjan. I jeszcze wolontariuszy ze stowarzyszeń poszukujących ciał żołnierzy radzieckich pogrzebanych w całej Rosji, a zapomnianych przez kolejnych rządzących tak, jak i głośne niegdyś hasło – „nikt nie jest zapomniany, nic nie jest zapomniane”, po to, by odkopać i godnie pochować. O tym problemie czytałam również w publikacji „Gogol w czasach Google’a” Wacława Radziwinowicza. Takich przykładów innej, ludzkiej Rosji spoza politycznych doniesień informacyjnych, pokazuje więcej, a i tak, jak sama pisze – „To tylko kilka przykładów „mojej” Rosji, Rosji, która nie musi kojarzyć się z Władimirem Putinem, imperialistycznymi zapędami i zachowaniem Rosjan spotykanych na wakacjach w Europie. To ta Rosja, którą można polubić, a przynajmniej warto pamiętać o tym, że ona też istnieje, nawet jeśli schowana za agresywną geopolityką”.
Polecam tę pozycję również adeptom dziennikarstwa.
Między wierszami mogłam obserwować styl pracy autorki, cechy niezbędne do uprawiania tego zawodu, jego plusy i minusy, problemy, które trzeba umieć rozwiązać lub stawić im czoło. Emocje, które trzeba umieć opanować, pomimo że jest się mokrym od stresu. Wysnuć wniosek, że to bardzo wymagający i niebezpieczny zawód dla ludzi wyłącznie z pasją.
Tę pasję czułam w każdym zdaniu tych reportaży.
http://naostrzuksiazki.pl/

Arleta Bojke!
To imię, nazwisko i twarz zna każdy, kto śledzi programy informacyjne. Szybkie, rzeczowe, logiczne i spójne komentarze z Rosji, tłumaczące rzeczywistość i mentalność naszych wschodnich sąsiadów, to jej specjalność i wizytówka. Klasę dobrego dziennikarza pokazała na Krymie i w Donbasie, gdzie w kamizelce i hełmie, jak po starszym bracie, szła do żołnierzy...

więcej Pokaż mimo to

avatar
339
338

Na półkach:

Merytorycznie książka jest dobra, sensowna, jednak nie sięga głęboko i nie mówi nic nowego – nic czego już nie powiedziano – można by się pokusić o stwierdzenie że jest to tekst nieco spóźniony. Nie sposób zarzucić mu popularyzacji światopoglądowych skrzywień czy forsowania jakichś politycznych tez (a patronat TVP mógłby coś takiego sugerować*), jest neutralny. Sama koncepcja książki stwarza wiele możliwości, ale wykonanie jakie otrzymujemy nie jest satysfakcjonujące.

Autorka uważa, że osoba Władimira Putina jest wspólnym mianownikiem dla wszystkich poruszanych tu kwestii, poza tym nigdy nie udało się jej zamienić z nim choćby kilku słów – stąd tytuł. Władza jaką posiada były funkcjonariusz KGB, niekoronowany car (zarówno ta wynikająca z litery prawa, sprawowanego przezeń urzędu, jak i ta niejawna) daje mu możliwość kontrolowania mediów i polityków, kształtowania gospodarki państwowej i słabych państw ościennych. Wpływania na nastroje społeczne, poczynania ludzi i światowe rynki. Dziesięć rozdziałów składających się na debiut Arlety Bojke rozpoczyna się od pytań które chciałaby zadać prezydentowi Rosyjskiej Federacji:

1. O „zielone ludziki”.
2. Czy w Donbasie broją ruskie sołdaty?
3. Czy FR koordynowała działania donbaskich separatystów?
4. O reaktywowane Kozactwo.
5. O destabilizację sytuacji polityczno-gospodarczej w Donbasie.
6. Czy FR rozliczyła się z grzechami CCCP?
7. Czemu Rosja nie mówi otwarcie o swoich mocarstwowych aspiracjach? (Dobry gracz nie zdradza swoich kart... tylko schwarzcharaktery w marnych narracjach robią takie rzeczy, i tylko w finale).
8. „Potrafi pan sobie wyobrazić rosyjską politykę bez Władimira Putina?”
9. Czy PL/Zachód mają za co lubić Rosję? (Tutaj autorka wylicza miłe wspomnienia związane z realizacją różnych reportaży, niestety to za mało; a można by sypać jak z rękawa).
10. Czego brakuje by zamknąć śledztwo w sprawie katastrofy prezydenckiego tupolewa? (Stało się. Czy to był błąd wyłącznie polskiej załogi, usterka, czy też zawiniła pogoda i kiepskie warunki ruskiej infrastruktury... a może wszystko po trosze... ustalenia dotyczące tej sprawy nie mają już większego znaczenia).

Cytując to co Putin powiedział, pani Bojke stara się czytać między wierszami i sklecić jakieś odpowiedzi. Nie wgryza się jednak w te sprawy dość głęboko, nie decyduje na obszerne studium pokazujące w detalu to co znamy z mediów. Czcionka jest duża a grzbiet książki cieniutki... nie ma nawet trzystu stron. Reportaż miejscami ma charakter wspomnieniowy, może niekiedy obnaża to pewne mechanizmy, ale ciężko oddalić wrażenie że przedkładane historie mają charakter bardzo epizodyczny, że lepiej sprawdzałby się pośród wielu, w książce powstałej w późniejszym etapie życia.

„Władimir Putin. Wywiad którego nie było” – taki tytuł byłby dobry dla 500-stronnicowej „cegły” traktującej o całości drogi politycznej i przemilczanych wątkach z życiorysu Władimira Władmirowicza. Biorąc pod uwagę zawartość książki, jej niewielką objętość i charakter – przydałoby się dopasować doń coś innego. (W ogóle sam podtytuł brzmi o wiele lepiej, budzi większe zainteresowanie).

Seria wywiadów z prezydentem Rosji, przeprowadzona przez Olivera Stone’a i upublicznionych w 2017 („The Putin Interviews”), wypada dość żałośnie – amerykański reżyser stara się nie drażnić lwa, unika kontrowersyjnych tematów, nie drąży ważnych kwestii. Zdaje się być zauroczony Putinem. W książce wspomniane są podobne inicjatywy. Gdyby za tytułem książki Arlety Bojke kryła przeciwwaga dla tego typu działań, coś w rodzaju dziennikarstwa praktykowanego przez Krystynę Kurczab-Redlich (np. „Głową o mur Kremla”), wszystko byłoby OK, ale to po prostu kolejna polska publikacja nt.
bieżących spraw Ukrainy z wielkim sąsiadem w tle. Wydane już jakiś czas temu „Pozdrowienia z Noworosji” budują w odbiorcy o wiele lepsze emocje, reprezentują jednak nieco inny styl i mają inną perspektywę czasową.

Nadmiar przecinków w pierwszej połowie „Wywiadu” może nieco drażnić. Styl autorki nie jest zły, ale wymaga doszlifowania – w tekście znalazło się trochę niezręcznych sformułowań** i kilka błędów. Opisy osobistych przeżyć w ramach pracy korespondenta mogą być ciekawe, ale tu wypadły tak sobie. AB niekiedy tłumaczy ludzkie zachowania i niuanse kulturowe tak, jakby kierowała swe słowa do młodzieży. Przykładowo pyskówka z motłochem... Dziennikarka rozwodzi się nad tym co oczywiste. W jakim celu? Oni nie będą mieli racjonalnych argumentów, tłumowi nie zależy na dialogu, a jedyna racja jaką uznaje – to jego racja. Tłum chce krzyczeć! Wyrażać emocje. Bzdury plecione przez niedouczonych potomków homo-sovieticus i żywe relikty z epoki, są warte odnotowania jedynie wtedy, kiedy jest w nich choć odrobina humoru. Inaczej po prostu szkoda tuszu. Od szóstego rozdziału ta praktyka zanika, co idzie w parze z oddaleniem się od spraw ukraińskich.

Lepiej byłoby to publikować w prasie, jako cykl artykułów.


* Jeśli jednego dnia obejrzy się wieczorne programy informacyjne TVN i Polsatu, które są w zasadzie względem siebie konkurencją ale mówią na ogół to samo, a potem włączy na kontrolowane przez PiS Wiadomości w TVP1 – człowiek może się zadziwić. Praktyki rodem PRL-owskiego Dziennika Telewizyjnego czy Russia Today to dla podwładnych Kurskiego norma. Nowy prezes szaleje na całego. Telewizyjny Kurier Warszawski także stał się tubą propagandową rządzącej partii, to samo z programami publicystycznymi TVP INFO.

** Fragementy do poprawienia: str. 68 – wiedzeili (wiedzieli); str. 76 – tutaj znajduje się wyjaśnienie że polskie TVP będzie przeczytane przez człowieka ruskojęzycznego jako TVR, to rzecz w zasadzie oczywista, można to było dać w przypisie (tego typu uwagi sprawiają że książka wydaje się być skierowana do młodego odbiorcy); str. 77 – w tekście mamy rok 2013, tymczasem idzie o 2014 (w 2013 w Mariupolu był spokój); str. 86 – Ukrainskie (Ukraińskie); str. 98, 3 linijka od końca – JAKO do skasowania; str. 99 – natychmiast-natychmiast (stylistyka); str. 119, 8 linijka – warto by dodać MIAST, i po co to JEDNAK skoro zdanie wcześniej mówi wyraźnie że ta myśl jest kontynuacją, nie kontrą; str. 131, 5 i 6 linijka od końca – składnia (tryb Master Yoda), „telefonów do nich” (do nich telefonów); str. 159 – zamiast „ale” powinno być „a”; str. 165 – „natychmiastowa-natychmiast” (stylistyka); str. 168 – pada „przysłowiowego człowieka z ulicy” – w jakim polskim przysłowiu pojawia się CZŁOWIEK Z ULICY(?!); str. 177, 11 linijka pierwszego akapitu – zbędne „w”; str. 185 – pierwsze zdanie drugiego akapitu (zdanie koszmarek); str. 203 – ostatnie zdanie pierwszego akapitu, napisane we wspomnianym wyżej „trybie Master Yoda”; str. 204, 7 linijka – do skasowania „aż”; str. 206 – wedle tego co pokazuje w „Szerokich torach” Barbara Włodarczyk – nie same kobiety; str. 219 – „powinniśmy mieć” (mamy); str. 226/227 – raz mowa o dziadku, raz o chłopcu... to w jakim wieku był w końcu ten człowiek?!; str. 238 – jeszcze-jeszcze (stylistyka); str. 239, 6 i 7 linijka od końca – b. kiepskie zdanie; str. 254 – postawiałam (postawiłam).

.

DO ODSŁUCHANIA – omówienie książki:
https://www.paranormalium.pl/2137,sluchaj
Wiktor Żwikiewicz i Marek Żelkowski mówią o debiucie Arlety Bojke bardzo pochlebnie. Nie jest to bezzasadne, ale będę się trzymać tego co napisałem wyżej. W audycji odczytywane są fragmenty książki.

Merytorycznie książka jest dobra, sensowna, jednak nie sięga głęboko i nie mówi nic nowego – nic czego już nie powiedziano – można by się pokusić o stwierdzenie że jest to tekst nieco spóźniony. Nie sposób zarzucić mu popularyzacji światopoglądowych skrzywień czy forsowania jakichś politycznych tez (a patronat TVP mógłby coś takiego sugerować*), jest neutralny. Sama...

więcej Pokaż mimo to

avatar
130
121

Na półkach: , , ,

O Rosji i b. ZSRR czytam dużo, dlatego kolejne pozycja wybieram wyjątkowo uważnie. Przeczytana jakiś czas temu napisana przez korespondenta polskiego radia książka o Rosji okazała się dość sporym rozczarowaniem, postanowiłem więc sprawdzić, czy Pani Arleta wywiązała się z zadania lepiej.

Jest dobrze, nawet bardzo dobrze. Tak naprawdę to kawał dobrego reportażu, popartego mnóstwem rozmów z ludźmi i sporym wyczuciem klimatu i tego, co ludziom "w duszy gra". Brakuje tutaj głębokich analiz i bardziej wciągających historii, ale sama autorka mówi, że będąc reporterem TV nie ma czasu na wchodzenie w niuanse. Za to nadrabia swoją umiejętnością rozmowy z ludźmi i oddania ich nastrojów.

Niezwykle mylący jest moim zdaniem tytuł książki. Tak naprawdę reportaże traktują w dużej mierze o wojnie na Ukrainie. Natomiast domniemany wywiad polega na tym, że początek każdego rozdziału to pytanie do Putina, jakie autorka chciałaby mu zadać. Pytania są bardzo długie i rozwlekłe, a treść rozdziału wiąże się z nimi w bardzo luźny sposób. Naprawdę nie widzę sensu takiego rozwiązania, chyba że z takim tytułem książka się lepiej sprzeda.

Podsumowując - dla mnie pozycja ciekawa, ponieważ poznałem nastroje społeczne w czasie najnowszej wojny na Ukrainie, kilka smaczków dot. pracy w TV oraz pracy przy jednym z najpotężniejszych ludzi na świecie - prezydencie Rosji. Ci, którzy oczekują dogłębnych analiz ala Jagielski, zawiodą się mocno.

O Rosji i b. ZSRR czytam dużo, dlatego kolejne pozycja wybieram wyjątkowo uważnie. Przeczytana jakiś czas temu napisana przez korespondenta polskiego radia książka o Rosji okazała się dość sporym rozczarowaniem, postanowiłem więc sprawdzić, czy Pani Arleta wywiązała się z zadania lepiej.

Jest dobrze, nawet bardzo dobrze. Tak naprawdę to kawał dobrego reportażu, popartego...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
347
344

Na półkach: ,

Dziennikarka TVP podzieliła się swoimi doświadczeniami z okresu pracy w Federacji Rosyjskiej. Jako korespondentka, Arleta Bojke spędziła w tym kraju kilka lat i nigdy nie dostąpiła zaszczytu spotkania z prezydentem, premierem i ponownie prezydentem Rosji Władimirem Władimirowiczem Putinem. Stąd właśnie zrodził się pomysł napisania książki zawierającej pytania, które chciałby zadać prezydentowi.

Arleta Bojke stara się znaleźć na nie odpowiedzi, cytując wypowiedzi Władimira Władimirowicza w których odpowiadał na podobne pytania zadane przez dziennikarzy z krajów traktowanych poważniej niż Polska, bowiem nadal dla części establishmentu rosyjskiego „Polska to taki mały piesek. Denerwujący, ale krzywdy nie zrobi”.
To srogi policzek wobec nacji, w której pamięć o przeszłych przewagach nad Moskalem jest wiecznie żywa. Jednak od czasów sprzed 7 listopada 1612 czyli wypędzenia polskiej załogi z Kremla (fakt, że dzień ów jest czczony w Rosji ze względu na święto kościelne 4 listopada jako Dzień Jedności Narodowej jest pewnie powodem do wielkiej dumy niektórych naszych rodaków) minęło sporo czasu i układ sił pomiędzy Polska i Rosją uległ diametralnej zmianie.

Sam, czego nigdy nie ukrywam, jestem wielkim miłośnikiem Rosji – jej kultury, ludzi i „rosyjskiego stanu umysłu”. Ale jak to bywa w krajach o rozmiarach imperium mnóstwo rzeczy jest na taką właśnie skalę .
Są tam ludzie o sercach imperialnych rozmiarów, jak i iście imperialnych gabarytów sukinsyny.
Ja na swoje szczęście zdecydowanie częściej spotykałem tych pierwszych. Podobne doświadczenie przedstawia Autorka. To ustawiczna walka z rosyjską biurokracją i pewną bezdusznością systemu, ale też spotkania z ludźmi, których bardzo lubi i szanuje.

"Władimir Putin. Wywiad, którego nie było" to bardzo rzetelna opowieść o pracy dziennikarza telewizyjnego, który znalazł się w samym centrum wydarzeń wywołujących ogromne zainteresowanie na świecie. W książce nie zabrakło też informacji, których trudno byłoby się doszukać na paskach „breaking news”.
To zarówno relacja z Krymu, który nawiedzili „uprzejmi ludzie” zwani też „zielonymi ludzikami” jak i z Donbasu, w którym pojawili się oni nieco później. Dzięki relacji Autorki możemy zrozumieć, albo przynajmniej spróbować zrozumieć, dlaczego Krym został inkorporowany do Federacji Rosyjskiej bez jednego wystrzału i dlaczego w przypadku Donbasu stało się inaczej.
Możemy Jej oczyma zobaczyć ciemne strony przygotowań do Olimpiady w Soczi i zwiedzić wioskę w której poparcie w wyborach prezydenckich dla Władimira Władimirowicza wynosiło równe 100%.
Poznajemy także praktycznie niedostępne dla zwykłego turysty obszary Syberii i pierwszego czarnoskórego radnego w Rosji (zwanego w żartach „Afrorosjaninem”).
Wspólnie z Arletą Bojke przeżywamy oblężenie lotniska w Doniecku, gdzie przed „zielonymi ludzikami” oraz separatystami broniła się nieliczna grupka ukraińskich żołnierzy i ochotników, przez przeciwników z szacunkiem nazywanych „cyborgami”. Przeczytamy też relację z zatrzymania ekipy filmowej przez żołnierzy rosyjskich na terenie katastrofy smoleńskiej.
To bardzo dobra, napisana żywym językiem książka, która pomoże w jakimś stopniu zrozumieć Rosję i rosyjską duszę, poznać jej mieszkańców m.in. wnuczkę marszałka Konstantego Rokossowskiego, która jest wielką polonofilką i popularyzatorką Polski wśród Rosjan oraz zajrzeć za kulisy kontaktów z rosyjską biurokracją.

Dziennikarka TVP podzieliła się swoimi doświadczeniami z okresu pracy w Federacji Rosyjskiej. Jako korespondentka, Arleta Bojke spędziła w tym kraju kilka lat i nigdy nie dostąpiła zaszczytu spotkania z prezydentem, premierem i ponownie prezydentem Rosji Władimirem Władimirowiczem Putinem. Stąd właśnie zrodził się pomysł napisania książki zawierającej pytania, które...

więcej Pokaż mimo to

avatar
4462
3237

Na półkach: , , , ,

„Wywiad, którego nie było” to ciekawy pod względem treści i formy zbiór reportaży Arlety Bojke, która przez kilka lat pracowała jako telewizyjna korespondentka w Moskwie. Przy okazji odwiedzała i inne miejsca, nieraz bardzo niebezpieczne, np. opanowany przez separatystów Krym czy Donbas w stanie wojny.

Dziennikarce udało się wiele razy dotrzeć i do decyzyjnych osób, i do zwyczajnych ludzi, najczęściej zagubionych w politycznej sytuacji swego kraju, czego najbardziej dobitnym przykładem są mieszkańcy Ukrainy Wschodniej. Wielu z nich uległo całkowicie putinowskiej propagandzie, inni starają się z nią walczyć, mimo iż mają świadomość, że to walka z wiatrakami. Najbardziej dramatyczne wydają się wypowiedzi ludzi, którzy nie wierzą już nikomu, chcą tylko pokoju i powrotu do normalności. Ich bezradność i zmęczenie działają na czytelnika bardziej porażająco, niż wykrzykiwane głośno slogany i fanatyczne wrzaski tych, którzy opowiadają się jednoznacznie po którejś ze stron.
Teksty z Krymu i Donbasu pokazują, jak łatwo jest manipulować ludźmi za pomocą informacji i dezinformacji, jak potworne skutki może przybierać takie działanie. Tę grozę obrazują przede wszystkim tragedie rodzin, które nie mogą uzyskać żadnych informacji na temat zmobilizowanych bliskich i ofiar militarnych działań. Obraz matki, która otrzymuje ciało syna w zaplombowanej trumnie, której nie wolno jej otworzyć, za długo pozostaje w pamięci.

Arleta Bojke podejmuje też w swojej książce inne tematy. Ich motywem przewodnim jest Putin, gdyż tak naprawdę to on, niczym car XXI wieku, decyduje o wszystkim, co dzieje się w jego kraju, który uwielbia nazywać imperium.
Każdy z rozdziałów otwiera pytanie, jakie autorka chciałaby zadać Putinowi. Tylko chciałaby, bo nigdy nie udało się jej, tak jak wielu innym dziennikarzom, spotkać z rosyjskim przywódcą w cztery oczy. Swoich rozmówców Putin wybiera sam i – jak nietrudno się domyślić – nie są to dziennikarze niepokorni i niewygodni.

Z całości wyłania się obraz Putina jako satrapy łączącego cechy rosyjskiego cara i wciąż uwielbianego przez wielu Rosjan Stalina. W ich oczach prezydent urasta do rangi wszechmocnego władcy, srogiego, ale sprawiedliwego ojca, który corocznie spotyka się na wizji ze swoimi rodakami i wysłuchuje ich problemów. Niektóre rozwiązuje w sposób spektakularny i nagłośniony, zrzucając ze stołków prowincjonalnych kacyków, czym zyskuje sobie wielkie poparcie i dozgonną wdzięczność narodu.
Aż trudno uwierzyć, że w XXI wieku jest to możliwe…

Autorka stara się zrozumieć, jak działa mechanizm niezwykłej popularności Putina. Odwiedza w tym celu różne zakątki Rosji, trafiając do miejsc, w których czci się go nawet jak świętego (i nie jest to przenośnia, gdyż w niektórych wioskach kobiety modlą się do portretów prezydenta).

Obraz Rosji wyłaniający się z książki jest przerażający. To wciąż kraj, w którym człowieka ma się w pogardzie, gdzie depcze się jego podstawowe prawa i to w sposób bezkarny.
Czy jednak Rosję można polubić? Arleta Bojke udowadnia, że tak, gdyż wyraźnie oddziela Rosję jako organizm państwowy od miejsca na mapie, w którym mieszka wielu wartościowych, przyjaznych, gościnnych ludzi. To oni stanowią duszę kraju i sprawiają, że nie kojarzy się on jedynie z restrykcjami. Podobnie rzecz ma się ze sztuką, literaturą, zarówno tą współczesną, opozycyjną, jak i dawną, klasyczną, zwłaszcza dziewiętnastowieczną prozą.

Nie ulega wątpliwości, że Rosja z Putinem na czele to kraj kontrastów, wzbudzających w Europejczykach strach, ale i politowanie, trudno bowiem poważnie traktować takie putinowskie inicjatywy jak szarżowanie na lotni, mające na celu …pomóc ptakom odnaleźć drogę do ciepłych krajów. Brzmi jak kiepski dowcip albo opowiastka z życia Kim Ir Sena, ale w Rosji wciąż wierzy się w takie brednie. Na szczęście nie robią tego wszyscy i w tej mniejszości autorka wciąż pokłada nadzieję na przyszłość.

Całość napisana jest żywiołowo, czasem ma się wrażenie bezpośredniego uczestnictwa w opisywanych wrażeniach. To na pewno zaleta barwnego, dynamicznego stylu i dziennikarskiego doświadczenia autorki.

„Wywiad, którego nie było” to ciekawy pod względem treści i formy zbiór reportaży Arlety Bojke, która przez kilka lat pracowała jako telewizyjna korespondentka w Moskwie. Przy okazji odwiedzała i inne miejsca, nieraz bardzo niebezpieczne, np. opanowany przez separatystów Krym czy Donbas w stanie wojny.

Dziennikarce udało się wiele razy dotrzeć i do decyzyjnych osób, i do...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Władimir Putin. Wywiad, którego nie było


Reklama
zgłoś błąd