Bunt. O potrzebie rewolucji seksualnej na Bliskim Wschodzie

Okładka książki Bunt. O potrzebie rewolucji seksualnej na Bliskim Wschodzie
Mona Eltahawy Wydawnictwo: Prószyński i S-ka reportaż
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
reportaż
Tytuł oryginału:
Headscarves and Hymens: Why the Middle East Needs a Sexual Revolution
Wydawnictwo:
Prószyński i S-ka
Data wydania:
2016-08-11
Data 1. wyd. pol.:
2016-08-11
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380692275
Tłumacz:
Michał Juszkiewicz
Tagi:
Michał Juszkiewicz
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Podobne książki

Reklama

Oficjalne recenzje i

Za zasłoną mizoginii



78 21 46

Oceny

Średnia ocen
7,3 / 10
38 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
101
89

Na półkach:

Mocna lektura. Autorka bardzo dokładnie opisuje hipokryzję radykalnych wyznawców Islamu. Prezentuje również inny punkt widzenia na Koran. Pokazuje jak ideologia zmieniała się przez lata, jak zapisy Koranu interpretowane są w taki sposób aby mieć całkowitą kontrolę nad kobietą. Autorka ukazuje również hipokryzję głów państw islamskich, w których z jednej strony przyznają nowe prawa kobietom a z drugiej w dalszym ciągu karają je za to, że padły ofiarą gwałtu lub sami "stróże prawa" dopuszczają się molestowania. Zdecydowanie dla czytelników o mocnych nerwach.... ale warto.

Mocna lektura. Autorka bardzo dokładnie opisuje hipokryzję radykalnych wyznawców Islamu. Prezentuje również inny punkt widzenia na Koran. Pokazuje jak ideologia zmieniała się przez lata, jak zapisy Koranu interpretowane są w taki sposób aby mieć całkowitą kontrolę nad kobietą. Autorka ukazuje również hipokryzję głów państw islamskich, w których z jednej strony przyznają...

więcej Pokaż mimo to

avatar
709
702

Na półkach: , ,

W dzisiejszych czasach powstaje dużo takich książek. Każda jedna jest potrzebna- pokazuje, że ludziom otwierają się oczy i że widzą oni potrzebę zmian. Widać też, że niektórzy nie są bierni, działają.
Autorka pisząc książkę mocno się naraża. Tak samo swoim postępowaniem. Bardzo długo zajęło jej odważenie się by zdjąć nikab. Dla nas to nic, maleńki, mało znaczący krok. Dla niej- wiele to znaczy. W świecie gdzie za najmniejsze przewinienie można ponieść wielkie konsekwencje (łącznie ze śmiercią), gdzie zdanie kobiet nie jest ważne, gdzie nie mogą prowadzić samochodu, a każda część ich ciała ma być zakryta to akt odwagi.
Autorka porusza bardzo dużo ważnych tematów. Jest co nieco o obecnym w krajach arabskich molestowaniu seksualnym i o tym jak z ofiary robi się winnego. O stosunku rodziny do kobiet też jest.
To bardzo poruszająca lektura. taka, która ściska w sercu. Czy doczekamy takich czasów gdy będzie się szanować każdego? Takich, w których nie ma dyskryminacji?
Polecam. Książka godna uwagi.

W dzisiejszych czasach powstaje dużo takich książek. Każda jedna jest potrzebna- pokazuje, że ludziom otwierają się oczy i że widzą oni potrzebę zmian. Widać też, że niektórzy nie są bierni, działają.
Autorka pisząc książkę mocno się naraża. Tak samo swoim postępowaniem. Bardzo długo zajęło jej odważenie się by zdjąć nikab. Dla nas to nic, maleńki, mało znaczący krok. Dla...

więcej Pokaż mimo to

avatar
522
323

Na półkach: , , ,

Jedna z tych książek, które podczas czytania stawiały silny opór. Wiele razy ją odkładałam, a jednak chciałam doczytać do końca. Napisana przez osobę - na własny użytek tak to nazywam - uwikłaną w temat. Pisze o pułapce z której, mam wrażenie, nie znalazła jeszcze wyjścia. Pełna furii, owszem zasadnej, ale absolutnie ślepej. (Ok, mocno niedowidzącej)
Nudzi mnie w tej książce wszechobecne, zero-jedynkowe wyjaśnienie wszystkich opisywanych problemów: źli, bojący się kobiet i nienawidzący ich, duchowni (mizoginiczni mężczyźni) chcą trzymać je w całkowitej zależności i upodleniu. Pewnie jakaś prawda w tym jest, ale raczej to tylko wycinek wyjaśnień złożonych problemów. O pozostałych wyjaśnieniach w książce słów jest niewiele. Drażni mnie też perspektywa osobista autorki - wychowana w Europie, w trudnym wieku lat 15 trafia do Arabii Saudyjskiej (skrajność islamska), a potem do Egiptu (gdzie jest powszechne obrzezanie kobiet i molestowanie w miejscach publicznych) i z tej perspektywy wyciąga wnioski czym islam jest - w jej przekonaniu samym złem i przyczyną wszystkich jej problemów, więc w poczuciu całkowitej słuszności okłada go kijem. Nie ufam tak prostym wyjaśnieniom.
Warto jednak tę książkę doczytać do końca, bo jest zbiorem bardzo ważnych i trudnych tematów w kwestii kobiet w islamie. Kiedy zdejmie się warstwę interpretacji autorki, zostają fakty, dużo danych i przepisów prawa. Polecam zatkać nos, zasłonić uszy, oczu nie zamykać, przetrwać i przeczytać.

Jedna z tych książek, które podczas czytania stawiały silny opór. Wiele razy ją odkładałam, a jednak chciałam doczytać do końca. Napisana przez osobę - na własny użytek tak to nazywam - uwikłaną w temat. Pisze o pułapce z której, mam wrażenie, nie znalazła jeszcze wyjścia. Pełna furii, owszem zasadnej, ale absolutnie ślepej. (Ok, mocno niedowidzącej)
Nudzi mnie w tej...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar

Bliski Wschód to aktualnie region który nie schodzi z języków ludzi na całym świecie. Imigranci, zbrojenia Państw, ataki terrorystyczne – wszystko kręci się wokół tego miejsca. Jednak poza ISIS, ortodyksyjnymi muzułmanami i fanatykami, te kraje czeka jeszcze jedna rewolucja. Rewolucja kobiet.

Temat niesamowicie aktualny, szczególnie w kontekście protestów w Polsce o fundamentalne prawa kobiet #CzarnyProtest. Choć nasze kultury są tak drastycznie różne, to walka wydaje się podobna. Tylko na drodze rewolucji jesteśmy w stanie zdobyć szacunek i uznanie kobiecych praw w oczach rządzących. A o co walczą kobiety Bliskiego Wschodu?

O wolność. O wolność nie tylko słowa, ale też obyczajów. O wolność noszenia normalnego, zachodniego stroju, a nie burki. O wolność do edukacji. O niezależność od mężczyzn. O koniec obrzezania swoich córek, młodszych sióstr. Ich heroiczna walka zaczyna przeradzać się w rewolucję, której wybuch może wstrząsać całym islamskim światem.

Autorka jest doskonale znana ze swoich mocnych wypowiedzi i zdecydowanych działań. Od kilku lat mieszkająca w Stanach Zjednoczonych, często odwiedza swoje rodzinne strony i nawołuje do zmian. Inteligentna, wykształcona do sporo do powiedzenia. Wraz z nią stoją inne kobiety, które nawet pomimo drakońskich kar są zdecydowane do walki o nowy ład. A to do prostych nie należy.

Głęboko zakorzenione tradycje i zwyczaje biorą niejednokrotnie górę nad ciekawością i liberalnymi poglądami młodych. Dodatkowo, musimy pamiętać, że są to kraje, gdzie kobiety są całkowicie podporządkowane mężczyznom. Nie mają prawa głosu, a już tym bardziej decydowania o sobie. To wciąż powstrzymuje wiele kobiet przed uwolnieniem się ze starego porządku.

Fanatyzm, szczególnie na tle religijnym, ogromna niesprawiedliwość społeczna, a to wszystko schowane pod dywanem, tak, aby Zachód wciąż patrzył na te kraje przychylnym okiem, co sprzyja nawiązywaniu wielomiliardowych kontraktów. Nie ma co się oszukiwać – kobiety nie są tam priorytetem.

Patrząc na wielką odwagę i determinację tych kobiet, jestem pełna podziwu. Urodziłam się w wolnym kraju, więc moje doświadczenia są zupełnie inne. Nie będę mówić, że potrafię sobie wyobrazić co muszą przechodzić, bo nie, nie umiem. Ich realia są dla mnie czymś jak z poprzedniego stulecia. Chwilami ciężko uwierzyć, że w XXI wieku, kobiety muszą walczyć o takie podstawowe prawo jak wyjście samej na ulicy z odkrytą twarzą. To dla mnie nie do pomyślenia.

Ta książka inspiruje. Pokazuje, że nie ma takiej siły, która może złamać kobiety w drodze do celu. W kontekście walki Polek to niezwykle budujące. I najważniejsze. My, kobiety, nie zdajemy sobie sprawy z naszej władzy. Rewolucja, którą może wzbudzić, może spowodować, że świat będzie musiał się zatrzymać i spojrzeć na to, co mamy do powiedzenia. Bez względu na to, czy będziemy mówiły o aborcji, wolności słowa czy ściągnięciu burki. Nasze słowa mają moc. I nikt nam nie wmówi, że jest inaczej.

Bliski Wschód to aktualnie region który nie schodzi z języków ludzi na całym świecie. Imigranci, zbrojenia Państw, ataki terrorystyczne – wszystko kręci się wokół tego miejsca. Jednak poza ISIS, ortodyksyjnymi muzułmanami i fanatykami, te kraje czeka jeszcze jedna rewolucja. Rewolucja kobiet.

Temat niesamowicie aktualny, szczególnie w kontekście protestów w Polsce o...

więcej Pokaż mimo to

avatar
324
62

Na półkach: ,

Im bliżej jesteś Boga, tym mniej cię widać. Ale czy w noszeniu hidżabu, nikabu czy burki chodzi tylko o wiarę? Mona Eltahawy, egipska dziennikarka zaangażowana w działania na rzecz emancypacji kobiet na Bliskim Wschodzie, w swojej książce rozprawia się z przekonaniem o ścisłym związku pozycji kobiet we współczesnych krajach islamskich z dyktatem Koranu.

"Lata wojującego feminizmu mamy za sobą i nawet jeżeli rzeczona nienawiść [mężczyzn do kobiet] jest tylko figurą retoryczną, może zniechęcać już na wstępie" - napisałam w recenzji książki dla serwisu NaEkranie.pl (link: http://naekranie.pl/recenzje/bunt-o-potrzebie-rewolucji-seksualnej-na-bliskim-wschodzie-recenzja-ksiazki). Ale Bunt czytałam (i recenzję napisałam) jeszcze przed Czarnym Protestem. Dzisiaj moja opinia byłaby nieco inna.

Wydarzenia związane z Czarnym Protestem oraz dyskusje, jakie wywołały w mediach i internecie, pokazały, że mizoginizm i chęć ustawiania kobiet w określonych rolach społecznych wciąż żyje i ma się dobrze - nie tylko na Bliskim Wschodzie. Jad, jakim opluto uczestniczki i uczestników protestów w Polsce, jest doskonale znany Monie Eltahawy. Okazało się, że prawo kobiet do decydowania o swoim życiu i zdrowiu można zakwestionować. Tak, jak to się robi w Egipcie, w Arabii Saudyjskiej i innych opresyjnych wobec kobiet społeczeństwach.

Zachęcam do przeczytania Buntu, by sobie przypomnieć, jak długą drogę w dążeniu do równouprawnienia mamy za sobą. Ale nie dajmy się zwieść przekonaniu, że walka o prawa kobiet nas już nie dotyczy.

Im bliżej jesteś Boga, tym mniej cię widać. Ale czy w noszeniu hidżabu, nikabu czy burki chodzi tylko o wiarę? Mona Eltahawy, egipska dziennikarka zaangażowana w działania na rzecz emancypacji kobiet na Bliskim Wschodzie, w swojej książce rozprawia się z przekonaniem o ścisłym związku pozycji kobiet we współczesnych krajach islamskich z dyktatem Koranu.

"Lata wojującego...

więcej Pokaż mimo to

avatar
668
94

Na półkach: ,

Nie zdołam zliczyć, ile razy słyszałam, że temat równouprawnienia kobiet to tylko woda na młyn dla feministek, które nigdy nie będą zadowolone z tego, co mają. Że powinnyśmy cieszyć się, że nie żyjemy na Bliskim Wschodzie, gdzie kobieta musi znać swoje miejsce, gdzie nic jej nie wolno. Oczywiście takie głosy nie są jedynie domeną mężczyzn. Kobiety niejednokrotnie zdobywają się na całkowity brak zrozumienia dla tych, które postanowiły walczyć o swoje prawa. Czytając manifest Mony Eltahawy, jej oburzenie na bierność rządów, fanatyzm religijny i wpajaną z pokolenia na pokolenie mizoginię, myślałam o tych mądralach, którzy wysyłają nas do Egiptu czy Iraku, byśmy przekonały się, jak mamy tu dobrze. Oni też pogardzają, też nienawidzą – na małą lub większą skalę. I nie wykorzystują swojej wolności, by krzyczeć o niesprawiedliwości tam, gdzie prawo kobiet nie istnieje. Wolą pokazywać te kraje jako przestrogę dla nas, bo może tak szybciej nauczymy się moresu. A o Tunezyjkach czy Egipcjankach zapominają. Bo to przecież nie nasz problem.

"Dlaczego ci mężczyźni nas nienawidzą? Ponieważ nas potrzebują, ponieważ się nas boją, ponieważ wiedzą, jak bardzo muszą się wysilić, aby utrzymać nas w ryzach, żeby każda z nas była grzeczną dziewczynką i strzegła swojej błony dziewiczej, dopóki nie przyjdzie pora, żeby ją wydymać i zrobić z niej matkę, która wychowa kolejne pokolenia mizoginów, aby patriarchat mógł trwać wiecznie."

To nie będzie recenzja. Nie mam zamiaru oceniać krzyku rozpaczy i gniewu, który ma skłonić kobiety do działania. Nie chcę rozpatrywać tej książki pod kątem literackim, bo przecież ten manifest napisany został z potrzeby wprowadzenia zmian w mentalności ludzkiej, nie zaś po to, by zachwycać czytelników i krytyków formą. To książka, którą musimy się przejąć, którą musimy zrozumieć, by pojąć ogrom okrucieństwa, głupoty i zacietrzewienia. Byśmy nie myśleli, że nas to nie dotyczy.

"Taki pożar mógł wybuchnąć wszędzie: w płonącej szkole stratowano na śmierć piętnaście dziewczyn w wieku od trzynastu do siedemnastu lat, a pięćdziesiąt dwie odniosły obrażenia. (…) Budynek nie miał wyjść ewakuacyjnych, alarmów przeciwpożarowych, ani nawet gaśnic. (…) Strażacy powiedzieli saudyjskiej prasie, że funkcjonariusze policji moralności zmusili uczennice, aby zostały w płonącym budynku, ponieważ nie miały na sobie chust i abai, czyli strojów, które w tym królestwie kobiety muszą nosić w miejscach publicznych. Jedna z lokalnych gazet napisała, że policjanci moralności zatrzymali mężczyzn (w tym strażaków) usiłujących pomóc dziewczętom wydostać się z budynku. „To grzech zbliżać się do nich”, powiedzieli. (…)

Twoja chusta to ty. Jest warta więcej od ciebie."

Czy taką niesprawiedliwość można skomentować inaczej, niż wrzaskiem wściekłości? Autorka ukazuje tych sytuacji znacznie więcej – od macanek podczas pielgrzymki do Mekki, przez przymusowe badania dziewictwa, będące tak naprawdę zakamuflowanym gwałtem, aż po usankcjonowane śluby z nieletnimi dziewczynkami, które w swoją noc poślubną niejednokrotnie skazane są na śmierć z powodu krwotoku wewnętrznego. Jednak Mona Elathawy, prócz słów wsparcia i oburzenia, słyszy także, że krytykuje swoją wiarę i demonizuje mężczyzn, że oczernia rodaków, którzy i tak są stygmatyzowani na Zachodzie, a ona, bezbożnica, dała omamić się amerykańskiemu porządkowi świata. Autorka tkwi między młotem a kowadłem, próbując skłonić kobiety do wywołania rewolucji seksualnej, jednocześnie nie dając rasistom całego świata pretekstu do piętnowania i nienawidzenia muzułmanów. Mówi więc nie tylko o niskim statusie kobiet w krajach bliskowschodnich, ale także o tym, że jej religia tego nie nakazuje, a wręcz przeciwnie – wzbrania się przed tym. Prorok nie uderzył przecież żadnej ze swoich żon, a osłaniał je tylko po to, by dać im odrobinę prywatności, nie zaś, by zakryć ich grzeszne ciała przed światem. Jednak to tylko interpretacje, które, według oświeconych islamistów, są błędne – "Proszę nie słuchać tych, którzy próbują twierdzić, że hidżab nie jest obowiązkowy. Nie ma odmiennych interpretacji. Jest tylko jedna interpretacja i zgodnie z tą interpretacją jest pani naga" – te słowa autorka słyszy od Najwyższego Przewodnika Braci Muzułmanów. Fanatyzm jest okropny w każdym wydaniu, nieistotne czy mowa o muzułmanach czy katolikach.

Dosłownie kilka dni temu rozmawiałam na temat muzułmanek z pewną panią, oczytaną i interesującą się innymi kulturami – początkowo dyskusja dotyczyła tylko literatury, jednak szybko usłyszałam, że przecież te kobiety cieszą się, że ojciec wybiera im mężów, że nie muszą pracować i mają dach nad głową. Zatkało mnie. Spodziewałam się zrozumienia, a okazało się, że niektórzy myślą o tych walczących kobietach, próbujących wygryźć sobie podstawowe prawa, jak prawo do wyjścia z domu bez opieki czy prowadzenia samochodu, jak o szkolonych pieskach, usłużnych i głupiutkich. Czym one różnią się od nas? Żyją w opresyjnym świecie, ale przecież coraz więcej z nich protestuje, coraz więcej ucieka z domu, łamie zakazy rodziców i skazuje się na ostracyzm. A my, wygodniccy i wszystkowiedzący sądzimy, że cieszy je bycie domowymi zwierzątkami czekającymi na odrobinę uwagi swojego pana? Zostawiam to do Waszej rozwagi. A do lektury odsyłam - nie tylko Panie.

Nie zdołam zliczyć, ile razy słyszałam, że temat równouprawnienia kobiet to tylko woda na młyn dla feministek, które nigdy nie będą zadowolone z tego, co mają. Że powinnyśmy cieszyć się, że nie żyjemy na Bliskim Wschodzie, gdzie kobieta musi znać swoje miejsce, gdzie nic jej nie wolno. Oczywiście takie głosy nie są jedynie domeną mężczyzn. Kobiety niejednokrotnie zdobywają...

więcej Pokaż mimo to

avatar
437
435

Na półkach:

Bunt. O potrzebie rewolucji seksualnej na Bliskim Wschodzie to książka mocna. Pokazuje realia życia codziennego mieszkanek takich krajów jak Jemen, Arabia Saudyjska i Sudan, które uważane są za bardzo konserwatywne. Autorka mówi również o Tunezji, Libanie oraz swoim rodzinnym Egipcie. Mona Eltahawy mówi między innymi o osłanianiu kobiecego ciała, a także o interpretacji zapisów w pismach religijnych dotyczących tej kwestii. Wskazuje również, jak surowe kary czekają na kobiety, które nie będą odpowiednio odziane. Dla przykładu w Sudanie za pokazanie się z odsłoniętą głową grozi między innymi 40 batów. Kara wymierzana jest również kobietom wyznającym inne religie niż islam. W Arabii Saudyjskiej kobiety nie mogą samodzielnie się poruszać samochodami. Każde wyjście z domu i załatwienie spraw osobistych wymaga zgody męskiego opiekuna kobiety. Dochodzi często do takich paradoksów, że małoletni syn kobiety musi wydać zgodę na jej ponowny ślub, albo katowana przez męża kobieta nie może zgłosić tego na policji… Do tego większość kobiet, każdego dnia, jest narażona na molestowanie seksualne, napastowanie i szykanowanie na wiele innych sposobów. Mona Elthawy wspomina, że również w czasie swojej pielgrzymki do Mekki była narażona na napastowanie ze strony mężczyzn…

Kobieta często traktowana jest jako człowiek drugiej kategorii. Widać to zarówno w obyczajowości, jak i ustawodawstwie krajów Bliskiego Wschodu, które w głównej mierze opiera się na pismach religijnych. W wielu państwach dopuszczalne jest np. bicie kobiet, jeżeli nie zostawia ono żadnych śladów lub ma na celu przywołanie kobiety do porządku…

Wzrost mizoginizmu oraz ograniczeń dla kobiet mieszkających w krajach arabskich dziwi, tym bardziej że wiele mieszkanek tych państw uczestniczyło czynnie w wydarzeniach związanych z tak zwaną arabską wiosną.

W czasie czytania często odczuć można prawdziwą mieszankę emocji, od złości poprzez żal i smutek, aż po prawdziwą bezsilność. Mimo że sami nie możemy zbyt dużo zrobić, warto o tym mówić, by pokazać, że czas najwyższy na zmiany. Widać to szczególnie w pismach i działaniach kobiet, które wychowały się w kulturze arabskiej i które starają się zmienić to, jak jest postrzegana kobieta w kulturze arabskiej.

http://www.czytajac.pl/2016/08/bunt-o-potrzebie-rewolucji-seksualnej-bliskim-wschodzie/

Bunt. O potrzebie rewolucji seksualnej na Bliskim Wschodzie to książka mocna. Pokazuje realia życia codziennego mieszkanek takich krajów jak Jemen, Arabia Saudyjska i Sudan, które uważane są za bardzo konserwatywne. Autorka mówi również o Tunezji, Libanie oraz swoim rodzinnym Egipcie. Mona Eltahawy mówi między innymi o osłanianiu kobiecego ciała, a także o interpretacji...

więcej Pokaż mimo to

avatar
550
35

Na półkach:

Książka porusza ważny temat. Jedyny minus to nieco histeryczny sposób narracji- i choć w pełni to rozumiem- to trochę mnie zmęczył. Kwestia gustu.

Książka porusza ważny temat. Jedyny minus to nieco histeryczny sposób narracji- i choć w pełni to rozumiem- to trochę mnie zmęczył. Kwestia gustu.

Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Bunt. O potrzebie rewolucji seksualnej na Bliskim Wschodzie


Reklama
zgłoś błąd