Serce Ferrinu. Część 1

Okładka książki Serce Ferrinu. Część 1
Katarzyna Michalak Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie Cykl: Kroniki Ferrinu (tom 3.1) Seria: Książki pełne emocji fantasy, science fiction
292 str. 4 godz. 52 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Cykl:
Kroniki Ferrinu (tom 3.1)
Seria:
Książki pełne emocji
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Literackie
Data wydania:
2014-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2014-01-01
Liczba stron:
292
Czas czytania
4 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308055779
Tagi:
Ferrin Gabriela
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,5 / 10
211 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
604
126

Na półkach:

Córka Anaeli przybywa do ukochanego Ferrinu .
Jest inaczej , lepiej istny raj . Dziewczyna poznaje czym tak naprawdę jest ,, Serce Ferrinu ''. Otaczają ją mężczyźni niebezpieczni , a zarazem Ci co ją kochają . Kto jest jej dopełnieniem ? Kogo powinna wybrać ?

Córka Anaeli przybywa do ukochanego Ferrinu .
Jest inaczej , lepiej istny raj . Dziewczyna poznaje czym tak naprawdę jest ,, Serce Ferrinu ''. Otaczają ją mężczyźni niebezpieczni , a zarazem Ci co ją kochają . Kto jest jej dopełnieniem ? Kogo powinna wybrać ?

Pokaż mimo to

3
avatar
22
2

Na półkach:

Tej części nie doczytałam. Mam wrażenie że autorce zabrakło trochę pomysłu. Wszystkie części kręcą się wokół tego samego o to po prostu zaczyna być nudne:(

Tej części nie doczytałam. Mam wrażenie że autorce zabrakło trochę pomysłu. Wszystkie części kręcą się wokół tego samego o to po prostu zaczyna być nudne:(

Pokaż mimo to

1
avatar
0
0

Na półkach:

Po przeczytaniu 1 tomu (takie wydanie) tej ksiażki byłam ciekawa CO DALEJ??? Po przeczytaniu 2 tomu emocje we mne buzowały. Pani Kasia pisze ciekawie i szczerze przyznam jak poprzednie części "Kronik Ferrinu" mi sie tylko podobały tak teraz je pokochałam. Nie jestem fanka fantastyki ale ta seria jest SUUUUUUPER!!!!

Po przeczytaniu 1 tomu (takie wydanie) tej ksiażki byłam ciekawa CO DALEJ??? Po przeczytaniu 2 tomu emocje we mne buzowały. Pani Kasia pisze ciekawie i szczerze przyznam jak poprzednie części "Kronik Ferrinu" mi sie tylko podobały tak teraz je pokochałam. Nie jestem fanka fantastyki ale ta seria jest SUUUUUUPER!!!!

Pokaż mimo to

5
Reklama
avatar
466
217

Na półkach: , ,

Tak jak druga część mnie wciągnęła, tak trzecia znów odrzuciła. W tej części poznajemy córkę Anaeli, Gabrielę, która wkurza na każdym kroku i odrzuca od czytania. Ta książka mnie męczyła i zniechęciła do dwóch następnych części.

Tak jak druga część mnie wciągnęła, tak trzecia znów odrzuciła. W tej części poznajemy córkę Anaeli, Gabrielę, która wkurza na każdym kroku i odrzuca od czytania. Ta książka mnie męczyła i zniechęciła do dwóch następnych części.

Pokaż mimo to

5
avatar
793
570

Na półkach:

"Serce Ferrinu" to trzeci tom pasjonujących "Kronik Ferrinu", gdzie jak zawsze nic nie jest takie, jakie początkowo wydaje się być, a bohaterowie są jedynie pionkami w rękach znudzonych bóstw? Jak tym razem skończy się ta Gra?

"Serce Ferrinu" to trzeci tom pasjonujących "Kronik Ferrinu", gdzie jak zawsze nic nie jest takie, jakie początkowo wydaje się być, a bohaterowie są jedynie pionkami w rękach znudzonych bóstw? Jak tym razem skończy się ta Gra?

Pokaż mimo to

7
avatar
982
417

Na półkach:

Czy kogoś zdziwi że oceniam kolejny tom serii pozytywnie? Jakże przyjemnie znów znaleźć się w Ferrinie.I w tym tomie jest magia,miłość,przyjaźń,lojalność,...wszystko to co porwało mnie w poprzednich tomach.Gdy czytam tą serie znikają problemy dnia codziennego,a po to czytam.Polecam

Czy kogoś zdziwi że oceniam kolejny tom serii pozytywnie? Jakże przyjemnie znów znaleźć się w Ferrinie.I w tym tomie jest magia,miłość,przyjaźń,lojalność,...wszystko to co porwało mnie w poprzednich tomach.Gdy czytam tą serie znikają problemy dnia codziennego,a po to czytam.Polecam

Pokaż mimo to

4
avatar
464
78

Na półkach:

Po jakże fatalnej drugiej części, nie żałuję sięgnięcia po kolejny tom. Jeśli chodzi natomiast o jego treść to czytając nie wierzyłam nawet do ostatniej strony, że może się on skończyć tak a nie inaczej ;)

Po jakże fatalnej drugiej części, nie żałuję sięgnięcia po kolejny tom. Jeśli chodzi natomiast o jego treść to czytając nie wierzyłam nawet do ostatniej strony, że może się on skończyć tak a nie inaczej ;)

Pokaż mimo to

2
avatar
161
161

Na półkach:

Na samym początku w książce taka myśl, niby motto: by nie szafować miłością.
Naprawdę?
Co to niby ma znaczyć? Że miłość jest tym, co odczuwamy, więc nie obdarzajmy ją byle kogo?
Ale to przecież nie miłość!
Miłość to konkretne uczucie pomiędzy dwojgiem ludzi, to nie szafowanie, to dawanie siebie, co czynią obydwie strony. Bo inaczej to nie miłość, a jakieś nieszczęście. Nazywajmy rzeczy po imieniu.
To, co podaje nam na początku Autorka jest efektowną frazą, a po głębszym wejrzeniu – nonsensem.
Czyli zaczynamy od bzdetu.
Poniżej określenie dla kogo ta książka: dla tych, co pokochali Ferrin, tę krainę, co bohaterów ma papierowych, miasta, wioski i rzeki cokolwiek nieopisane oraz przeznaczenie, co chce nieustannie dokopać głównej bohaterce, bo w gruncie rzeczy ten cały Ferrin, to ona. Gdyby rozpisać to tak, że bohaterowie to szare komórki, akcja to synapsy, wątki zaś to płaty, wtedy otrzymalibyśmy taki obraz, że ten cały Ferrin to jakaś postać.
Nie to jednak przedstawia nam Autorka.

A co?

Na przykład dziwne zachowania bohaterów. Tu będzie trochę przykładów obrazujących konsekwencję Autorki.

Amre, rozgląda się, jak to on, dookoła. To niby ma być jakaś cecha szczególna. Świadcząca o jego czujności, byciu zwiadowcą. W każdym nowym miejscu zerka ukradkiem, łypie spod oka, rzuca ślepiem? (to ostatnie piękne!).
Całkowicie głupi sposób by coś o tym Amrem powiedzieć. Jak i miejsce, w którym, rozgląda się, jak to on, dookoła. Wreszcie jednak coś opisane. Tu narrator podaje oczyma bohatera to, co ten widzi.
Błąd!
Gdyby narrator nie właził w skórę Amrego, a sam podał widok, że taki piękny, zaś dokończył; Amre obojętnie potoczył po tym wzrokiem, to byłoby coś. Nie zostało to zrobione, nie wykorzystana okazja by jakoś zbudować bohatera, zamiast tego mamy jak się rozgląda, jak to on, dookoła.

Inna sytuacja. Potencjalny gwałciciel, władca Lanorii, przed chwilą zimny i opanowany, wchodzi do komnaty, gdzie zamknięta ofiara. Kopnięciem zatrzaskuje drzwi. Dobrze, że nie chwyta za jakiś dzban, by przy okazji rozbić go w dobry mak.
Jak ten kop w drzwi ma wyglądać? Taki z półobrotu? A może nie patrząc, po prostu w tył? A drzwi? Trzeszczą? Zatrzaskują się, czy odskakują? Wszystko jedno, durny widok, zachowanie niezgodne z charakterystyką tego typka, co wcześniej był zimny, za chwilę będzie wrzeszczał ofierze w ucho, by mu opór stawiała. Okropna scena, w której oprawca opisywany jako pajac.

Sellinaris jako sadysta, jak i reszta innych sadystów, opisywany jest jak rozpieszczone dziecko. Zaglądanie w jego przemyślenia, łapanie jego odczuć, to uczestniczenie w takim widowisku, od którego nie sposób nie odwracać się bez żenady, to jak komik, który nikogo rozbawić nie potrafi, w rezultacie miota się po scenie, gębę wykrzywia, robiąc z siebie skończonego głupka.
Spaprany obrazek.
Nie żebym żądał sadystycznych scen, ale skoro już Autorka uparła się, by nimi epatować, to niech ten sadysta nie zachowuje się jak smarkacz, który ze złości swą frustrację wyładowuje, rzucając się na ziemię i plując wokoło. Bo ci straszni sadyści właśnie tak wyglądają. Strasznie niedojrzale.

Cechy bohaterów płynnie przechodzące z jednego do drugiego. Czy to kat, czy zwiadowca, czy jednorożec. Każdy z nich będzie zachowywał się wrzaskliwie, mrukliwie, obrazi się itp. Żadnego zróżnicowania, które czyniłoby ich charakterystycznymi, by pewne zachowania wiązały się tylko z określonymi bohaterami.

Nieistniejący porządek przyczynowo – skutkowy. Wydarzenia da się poprzestawiać, bo to co się zdarzyło, nie wywołuje konsekwencji. Rodzi nieustanne pytania, czemu tak się dzieje? Zastanawiamy się nad prawami rządzącymi światem Ferrinu. Jeśli je odkryjemy, wydarzenia będą sensowne. Tyle że jak pisałem gdzie indziej, Ferrin takich praw nie ma, konstrukcja książki, jeśli miałaby jakikolwiek porządek, to tylko emocjonalny.
Kłopot z tym, że jeśli nie mamy porządku logicznego, czyli konsekwencji ze zdarzeń i ich rozwoju w taki sposób, że jedne wynikają z drugich, to jak się zakotwiczyć emocjonalnie? Toż dostajemy sam chaos!
Z takimi udziwnieniami, że rysy miał ostre, ale łagodziły je czarne włosy. Jak to niby ma działać? Albo Gabriela zmartwychwstaje w ametystowej trumnie, która zostaje rozbita młotem na tysiące kawałków. Czy ostre odłamki zasypują dziewczynę? Ona się przed nimi zasłania? Ranią ją? Gdzie tam!

Próba znalezienia sensu to jak żądanie by po wrzuceniu do wody znaleźć stabilne oparcie. Nie dostaniemy go. Czytelnik wobec tego dzieła okazuje się bezradny, nie może oprzeć się na niczym znanym, będzie unoszony falami chaosu.

Sama Gabriela to osóbka nadmiernie wrzaskliwa (nawet na tle innych wrzaskunów), nadpobudliwa, rzucająca się na wrogów, nie bacząc, że znajduje się w ich mocy. To zachowanie nie tylko nieracjonalne, ale też i nie bardzo wywołujące konsekwencje, bo ci straszni wrogowie nie reagują jakoś adekwatnie. Przyznam, że podobna postawa tych sadystów cokolwiek zdumiewa.
Gabriela w wieku dwudziestu pięciu lat to dziewica, bo na Ziemi czekała na jedynego z Ferrinu. Niech będzie. Jak jednak przebiegało to czekanie? Manipulowała nauczycielami i kolegami, którzy usiłowali jej nieba przychylić, zarazem sama się nie angażowała. Bo czekała. Brzydka manipulacja, a zarazem tak zręczna, że oni jej nieba przychylali, ale nie pokochali.
Boże, toż to wewnętrznie sprzeczne!
Ale niech tam. Otóż idzie o to, że ta mistrzyni manipulacji, bo spójrzcie na te niezwykle umiejętności: skłonić, by spełniali zachcianki, ale się nie zadurzyli, to nie byle jakie osiągnięcie, otóż ona w Ferrinie bez ładu i składu ciska energiami i wrzeszczy jak przekupa. Czemu nie manipuluje? No, czemu, przecież to jej druga natura?
Autorka potrzebuje powiedzieć o Gabrieli coś nietypowego. Dziewczyna ma fobię na punkcie rekinów. W Polsce? Czemu nie hipopotamów, one tak powszechne jak nizinie mazowieckiej jak rekiny w Bałtyku.
Ja ta postać jest tworzona? Rozwodzić się nad całością nie będę. Spójrzmy na początek. Wraca pociągiem z nauk. Wspomina, jak mama ją uczyła strzelania z łuku i szermierki. Aż przydałoby w tym miejscu pogłębienie tych studiów. Czyli Gabriela jest członkinią klubu łuczniczego, uczęszcza na szermierkę, także tą średniowieczną, gdzie przekonuje się, że fechtunek nie polegał na waleniu ostrzem o ostrze, a podstawieniu płaza. Ale to wymagałoby od Autorki zainteresowania się czymś rzeczywistym.
No właśnie.
A ciotka Gabrieli? Dziewczyna w wieku dwudziestu pięciu lat wspomina jak ona ją rachunków uczyła. No nie! Kobieta dwudziestopięcioletnia tyle ma do powiedzenia o swej praktycznej, chodzącej po ziemi opiekunce? Gdzie omawianie kłopotów szkolnych, niezrozumienia kolegów, zazdrości obłudnych psiapsiółek, gdzie życie?!
A ta ciotka? Już mniejsza z tym jak jest niewdzięcznie traktowana przez swą siostrę i siostrzenicę. Ale czemu nie zbudować dramaturgii na jej ofierze? Bo ciotka się poświęca, by Gabriela mogła powrócić do ukochanego Ferrinu. Oddaje życie. Mamy otworzony portal, a dalej nic.

Inne postacie.
Cień uśmiecha się szafirowymi oczyma. Oczy mogą być roziskrzone, ciepłe, może i uśmiechnięte (choć nie wiem jak), w każdym razie takie określenia są przymiotnikami albo określeniami rzeczownika, ale uśmiechanie się to działanie. Jak to ma wyglądać?
No, dość!
Czy Autorka nie pojmuje, że słowa coś znaczą?
Albo jednorożec w innym miejscu wystrzeliwuje róg, po czym dźga tym rogiem. Co to znaczy? Ma dwa rogi? A może one ładują się jak pociski w pistolecie z magazynka? A może nie wystrzeliwuje, a róg pojawia się? Ale te dwa określenia w tym wypadku nie są synonimami. Wprowadzają dodatkowy zamęt, jakby mało było dotychczasowego.

Stół wymuszający dotrzymywanie obietnic. Żadna siła ludzka ni boska wobec niego nie wskóra nic itd., itp., nawet morderca musi słowa dotrzymać. Kiedyś Raskar – smok, przez ten stół został uwięziony, więc obietnicy musiał dotrzymać. Teraz ten Raskar cały świat chce zniszczyć. Na bogów! Co z obietnicą, czemu ten stół go nie niszczy, przecież nawet bogowie itd., itp., no czemu?! I gdyby choć minęła obszerna partia tekstu. Ale nie, nawet nie pół strony. Autorka ma w nosie to, czego dowodziła zdanie wcześniej!

Nadużywanie obrazów okrucieństwa (przesadnego). Nazbyt wielka ich częstotliwość sprawia, że te sceny przestają robić wrażenie, już prędzej odrazy i znużenia. W takim nadmiarze zarzucanie brutalnością sprawia, że ulega ona inflacji. Przestaje robić wrażenie.
Ponadto w wielu przypadkach lepiej zrezygnować z epatowania takimi gwałtownymi scenkami. Prześledźmy to na przykładzie Lanora kopiącego drzwi. Jak uzasadniałem, to niezamierzenie śmieszny obraz furiata. Nie lepiej byłoby tak:
- Nie mogłaś się doczekać, kochanie? – spytał kładąc rękę na sercu i błyskając perłowymi zębami w uśmiechu.
Dopiero teraz poczuła co to strach.
Prawda, że lepiej? Jak już musi pojawić się okrucieństwo, niech będzie, tylko że pamiętajmy o tym, że stonowane, trzymane w ryzach robi większe wrażenie niż furiackie kopanie w drzwi, które ośmiesza bohatera.

By w pełni uwidocznić konsekwencję Autorki, należy przyjrzeć się samej okładce. Katarzyna Michalak przyznaje się do wpływu na nie. Co tam mamy? Postać dziewczyny. Jasne. Włosy niezbyt smocze, nie nazwałbym ich ognistymi. Ale mniejsza, może cierpię na daltonizm albo posiadam niesłuszne wyobrażenie co do koloru ognia. Mniejsza. Chodzi o dłonie dziewczyny.
Elfie mają cztery palce. Gabriela też. Ona półelfia.
Policzyłem te palce.
Kilka razy.
Pięć.

Nieco lepiej czyta się końcowe partie tekstu. Nie samo zakończenie, a te fragmenty, które dotyczą układu zawartego przez Gabrielę ze smokoludźmi. Widoczna mniejsza rola narratora, który oszczędniej zagląda bohaterom do głów, objaśniając nieustannie ich zachowania. Rzadziej to czyni (choć i tak za często i, choć drugie – takie mniej robi wrażenie niemalże surowości, tak reszta przesadna). Tę partię tekstu da się czytać, bez wielkiej przyjemności, a jednak.

Należy wspomnieć o manierze Autorki jaką jest szaleńcze wrzucanie pewnych obrazków. Są to: szaleńczy pęd na koniu (w zasadzie jednorożcu), sceny porwań, gwałtowność reakcji, gwałt, karanie bohaterów (szczególnie Gabrieli) poprzez dręczenie innych. Autorka uważa, że „są już takie słowa, kolory i rytmy, co się śmieją i płaczą jak żywe”*. Są. Ale to nie te. Te raczej świadczą o „parcianej retoryce”* i uwidaczniają „brak dystynkcji w rozumowaniu”*. A sceny nieustających umizgów bohaterów, które widzą wszyscy i nieustannie przymykają oczy, kiedy owi wychylają noski spod kołdry albo „idą na jagody” (za Michalak), świadczą po prostu o niestosowności. Takie obrazki pokazuje się rzadko, o ile w ogóle. Ponadto wyłazi z tego okropny elitaryzm i służalczość. W naszych egalitarnych czasach do szczęścia ma prawo każdy, a maluczcy bynajmniej nie czują się szczęśliwsi, bo mogą podglądać większych. Sami też również chcieliby tego szczęścia zażyć.

Pora na podsumowanie.
Ferrin to obraz wielkiej krzywdy i nieszczęścia. Jak na dłoni mamy uzasadnienie tezy, że zło rodzi zło. To obraz upadku. Krzywdzony bohater nie wzmacnia się duchowo, nie staje się empatyczny, odpłaca innym krzywdą, nie zdaje sobie z tego sprawy – czyni to bezrefleksyjnie. Oddaje, co dostał, nawiązując do myśli wyłożonej na początku książki, tego bzdetu o nieszafowaniu miłością, to nie była miłość, a krzywda. A na ludzkiej krzywdzie zbudować nie da się nic.
Katarzynie Michalak nie dość ubóstwiania Anaeli w świecie Ferrinu, w tym ziemskim jest to podziwiana pisarka, której dzieła są powszechnie cenione i sławne. Nie dość już, że ubóstwienie ma dotyczyć tamtego wymyślonego świata, naszego też. Z braku takiego podziwu, na jakie zasługuje, sama ten podziw usiłuje kreować.
Bardzo współczuję Autorce, ze musi pisać takie dzieła. Nie oznacza to jednak, że uważam je przez to za lepsze. Seria Ferrinu jest zła. Fabuła, bohaterowie, świat, to wszystko chciejstwo, ta kraina sama z siebie nie istnieje. Autorka uczyniłaby lepiej, gdyby temu świata pozwoliła się wypowiedzieć, by on nie upodabniał się do czegoś lub kogoś, by zaistniał sam z siebie. Ale Katarzyna Michalak w taki sposób istnieć mu nie pozwala. Jest takim kreatorem, którego nie obowiązuje żadne ograniczenia. Jest bogiem nieustannie grzebiącym w tym świecie. W gruncie rzeczy jakie wtedy znaczenie mają losy bohaterów, skoro oni nie czynią nic po własnej woli?
Anaela była boginią kreatorką nieustannie wstępującą w ten świat, wykazywała się brakiem empatii, chaotycznymi poczynaniami, wtrącaniem się we wszystko, przy tym dziwnie do tego świata była nieprzywiązana (wbrew gołosłownym deklaracjom) – niczego frapującego w tym świecie nie dostrzegamy jej oczyma. Niby jest niezwykły. My w swoim mamy Giewont, puszczę Białowieską i zacementowanego Bartka. Aha, nasz świat jest konkretny. Frodo miał dąb urodzinowy Bilba, norkę z oknami po jednej stronie, razem z nim wędrujemy po polu Maggota. Autorzy, jeśli nawet nie deklarują, że kochają wykreowany świat, to czują się w obowiązku go opisać. Katarzyna Michalak niby Ferrin kocha, pokazuje w trzecim tomie opis wodospadów – wreszcie jakiś opis, a i tak niezręczny. To niby dowód, że kocha tę krainę. Naprawdę?

Czytając te powieści, zastanawiam się czy one muszą oddawać naturę Autora?

Czy taki Tolkien to Bilbo albo Frodo, Aragorn czy też Turin Turambar? Owszem na swym grobie kazał wyryć napis Beren a obok Luthien, ale po pierwsze on tej historii nie wydał, po drugie, to raczej wyobrażenie miłości, jak ten krzak na grobie Tristana i Izoldy. W każdym razie choć „Władca” i „Hobbit” mówią nam coś o charakterze Anglików (albo o wyobrażeniach Autora co do tego charakteru), to o samym Autorze mało. On opowiada cudze historie.
Ale, ale, toż to Tolkien, geniusz.
Dobrze, to o Sapkowskim.
Cokolwiek by nie mówić o lewackich odchyłach Autora „Wiedźmina”, to jednakże bohaterowie tego świata są opisani i zróżnicowani, a sam świat przedstawiony z jego charakterystycznymi miejscami. Choć dziur w logice powieści znaleźć można mnogość, to Autor przynajmniej stara się je kamuflować, by nie dać się przyłapać na tym, że ten cały świat to bez żadnych reguł i ni chwili mu nie poświęcił.

Świat powieści ma być spójny.
O ile to nie fantasmagorie.
Czemu Katarzyna Michalak świata Ferrinu takim nie czyni? Dlaczego czytelnik odnosi wrażenie, że to co w tym świecie się dzieje, logiki nie ma? Na co ma wkładać trud poznania dzieła, skoro brak w nim reguł? Ta książka wyraźnie odwraca się od odbiorcy. Patrząc na motto, to nie relacja dwustronna. Jak to może być miłość, skoro ta książka chce tylko gadać, nie chce słuchać. Bo czytanie to relacja dwustronna. Książka coś w czytelniku wywołuje, wtedy on coś daje od siebie, własną oryginalną interpretację. Pod warunkiem, że dzieło taką możliwość pozostawia. Czytamy oczywiście po to, by poznać obcego, jednakże poznajemy przy tym siebie. Ferrin takiej możliwości nie daje.
No, ale Autorka ma czytelników.
Jasne, ale tworzy fikcyjne konta, za pomocą których ocenę swych dzieł podnosi.
A może to nie ona, a czytelnicy zakochani w Ferrinie?
Mdła ta miłość. Nie przekonuje. Powinni wykazać się większym zaangażowaniem, co wymusza spryt. Powinni komuś innemu dać dziesięć gwiazdek, nie tylko Kasi Michalak, o takim dziele coś skrobnąć, choćby pięć zdań, za Boga nie wystawiać ocen ciurkiem w sekundowych odstępach, bo na portalu godziny podane i manipulacja łatwo widoczna, a tak nieprzekonująca jak adekwatne działania Gabrieli w „Sercu Ferrinu”. Niech się wysilą, skoro to tak wspaniałe dzieła, bo taką biegunką, szczególnie nie przekonują. Niech obszernie opiszą jakie to wspaniałe utwory, bo na razie to krytycy o wiele bardziej rzetelni.

Kolejna zła książka o Ferrinie.
Też na gwiazdkę:
jedną.
Żywcem zdartą z czoła Anaeli, a może tym razem Gabrieli.





____________________________________
* Z. Herbert, Ornamentatorzy, Potęga smaku.

Na samym początku w książce taka myśl, niby motto: by nie szafować miłością.
Naprawdę?
Co to niby ma znaczyć? Że miłość jest tym, co odczuwamy, więc nie obdarzajmy ją byle kogo?
Ale to przecież nie miłość!
Miłość to konkretne uczucie pomiędzy dwojgiem ludzi, to nie szafowanie, to dawanie siebie, co czynią obydwie strony. Bo inaczej to nie miłość, a jakieś nieszczęście....

więcej Pokaż mimo to

14
avatar
42
9

Na półkach: ,

III tom Kronik Ferrinu. Czekałam z niecierpliwością i niezmierną ciekawością, jakie losy K. Michalak tym razem zgotuje Ferrinowi. Najbardziej liczyłam oczywiście na przygody z Sellinarisem, Anaelą i dokładniejszy opis całych ich ziem (jednej rzeczy, której nigdy nie zrozumiem- dlaczego cykl nie posiada map!?) Przeliczyłam się. Brew naszym oczekiwaniom główną bohaterką zostaje Gabriela. Oczywiście córka Anaeli- o ojca nie pytajcie, szkoda gadać. Mroczny " mężczyzna" może i się pojawia i to w jakim stylu... godnym pożałowania. Uwielbiam Kroniki, mimo to "Serce Ferrinu" zdecydowanie nie sprawiło mi przyjemności czytyania. Najchętniej ominełabym tę część przy ponownym czytaniu, niestety ma znaczenie dla dalszych tomów.

III tom Kronik Ferrinu. Czekałam z niecierpliwością i niezmierną ciekawością, jakie losy K. Michalak tym razem zgotuje Ferrinowi. Najbardziej liczyłam oczywiście na przygody z Sellinarisem, Anaelą i dokładniejszy opis całych ich ziem (jednej rzeczy, której nigdy nie zrozumiem- dlaczego cykl nie posiada map!?) Przeliczyłam się. Brew naszym oczekiwaniom główną bohaterką...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
1449
514

Na półkach: ,

Seria książek o Ferrinie wyjątkowo przypadła mi do gustu. Na początku czytałam wszystko, co wyszło spod pióra autorki, lecz w miarę upływu czasu zaczęłam z nich wyrastać. Jednak Ferrinowi zostałam wierna do końca i cieszę się, że przede mną jeszcze dwa tomy, bo cały czas pozostaje ciekaweść, jak to się wszystko skończy...

Seria książek o Ferrinie wyjątkowo przypadła mi do gustu. Na początku czytałam wszystko, co wyszło spod pióra autorki, lecz w miarę upływu czasu zaczęłam z nich wyrastać. Jednak Ferrinowi zostałam wierna do końca i cieszę się, że przede mną jeszcze dwa tomy, bo cały czas pozostaje ciekaweść, jak to się wszystko skończy...

Pokaż mimo to

1

Cytaty

Więcej
Katarzyna Michalak Serce Ferrinu Zobacz więcej
Katarzyna Michalak Serce Ferrinu Zobacz więcej
Katarzyna Michalak Serce Ferrinu Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd