Kaszubskie brzozy. Błędne ogniki Zachodu

Okładka książki Kaszubskie brzozy. Błędne ogniki Zachodu
Eryka Blaszczyk Wydawnictwo: Instytut Kaszubski Seria: Stegnami pomorskiego pogranicza biografia, autobiografia, pamiętnik
400 str. 6 godz. 40 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Seria:
Stegnami pomorskiego pogranicza
Tytuł oryginału:
Kaschubische Birken
Wydawnictwo:
Instytut Kaszubski
Data wydania:
2011-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2011-01-01
Liczba stron:
400
Czas czytania
6 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788389079855
Tłumacz:
Magdalena Sacha
Tagi:
Stegnami pomorskiego pogranicza wspomnienia Kaszuby Gdańsk pogranicze przesiedlenie wieś wojna
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
7,0 / 10
2 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1795
189

Na półkach: ,

Przypadkiem trafiłam na tę książkę w bibliotece, a że niedawno doszłam do wniosku, że w sumie chętnie poczytałabym coś o Kaszubach, zabrałam ją ze sobą.
Autorka książki pochodzi z Kaszub, lecz w 1957 wyjechała do Niemiec, gdzie żyje do tej pory. Ze względu na bombardowania w Gdańsku rodzice oddali w 1942 roku sześcioletnią Erikę na wychowanie dziadkom w Skrzeszewie. Wkrótce wyprowadzili się z pozostałą dwójką dzieci do Niemiec. Przez lata nie interesowali się najmłodszym dzieckiem, o które troszczyła się kaszubska rodzina złożona z dziadków, wujów i ciotek. Autorka żyła we wsi Skrzeszewo, chodziła do szkoły, do kościoła. Były to czasy wojny i lata powojenne, miała ona więc okazję przeżyć "uwolnienie" przez Rosjan, wielu mieszkańców Kaszub było wypędzanych lub wysiedlanych.

Z przyjemnością czytałam wspomnienia starszej pani (jest ona w wieku mojej babci), która relacjonuje swoje życie w miarę szczegółowo. Książka składa się z dwóch części. Pierwsza, "Kaszubskie brzozy", jest tłumaczeniem po niemiecku wydanej książki; natomiast druga, "Błędne ogniki Zachodu", jest spisanymi dalszymi losami młodej Eriki. Kaszubską część opowieści czytało się bardzo przyjemnie, autorka też, mimo wielu trudów miała szczęśliwe życie. Z miłością opisuje ona kaszubskie krajobrazy (bardzo kocha przyrodę i interesuje się botaniką), swoją rodzinę, warunki życia na wsi w latach czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego wieku. W drugiej części, niemieckiej, jej życie już się tak nie układa. Dała się po wielu listach od rodziców namówić na wizytę w Niemczech. Miały to być tylko wakacje, tymczasem rodzina starała się ją zachęcić do zostania tam na stałe, co im się, niestety, udało. Później już nastały czasy zimnej wojny i PRL nie chciała jej wpuścić z powrotem do kraju, a gdy stało się to już możliwe, na tyle zapuściła korzenie w Niemczech, że już tam została. Nie było jednak łatwo, dużo przecierpiała (niewierny, szastający pieniędzmi mąż, śmierć córeczki i potem synka, ostatecznie bezdzietność - akurat ona kochała dzieci, od własnego dzieciństwa opiekowała się młodszymi kuzynkami, potem troskliwie dbała o własne dzieci, których jednak ówczesna medycyna nie była w stanie uratować). A do tego wszyscy, którzy zostali w Polsce, wierzyli, że znalazła w Zachodnich Niemczech raj na ziemi. To prawda, półki były pełne, ale jeszcze trzeba było mieć na pieniądze na zakupy...

Starsza pani jest sympatyczna, kochająca, polubiłam ją i cieszę się, że po wielu trudnych i smutnych latach w Niemczech udało się jej zebrać owoce swojej ciężkiej pracy. Narracja jest gładko prowadzona, pod tym względem książkę czyta się dobrze. Czasem irytowały mnie powtórzenia - nie mam nic przeciwko leniwie toczącej się akcji, nie rażą mnie zachwyty nad przyrodą i krajobrazami, chętnie sama się pozachwycam, jednak wielokrotne przypomnienia o niektórych rzeczach uważam za zbędne. Napisane raz również dotarłoby do czytelnika. I tak dowiadujemy się kilkakrotnie, że praca w polu za młodu była ciężka, że autorka chętnie opiekowała się dziećmi, że to, że tamto. Nieco denerwujące było też, że autorka lubiła porównywać minione realia do obecnych. Nie ma wprawdzie w tym nic złego, jednak wstawki, że młodsi czytelnicy mogą nie wiedzieć, o co chodzi lub, że kiedyś wyglądało to inaczej były niepotrzebne. Czytelnik z pewnością potrafi samodzielnie wyciągnąć takie wnioski, gdy np. czyta, co trzeba było zrobić, by wyjechać do Niemiec na wakacje.

Chciałabym jednak przejść też do innych aspektów. Pod względem graficznym książka jest starannie dopracowana, z dbałością o szczegóły. Poszczególne rozdziały kończą ryciny roślin, najczęściej przedstawiające gałązki brzóz.
We wstępie redakcja przeprasza za ewentualne niedociągnięcia, słusznie. Gdyż, niestety, znajdują się tam pewne braki i zgrzyty. Zdarzało się mi czytać kilkadziesiąt stron o kuzynce Urszuli, by na następnej stronie otrzymać wzmiankę o Ursel. Lub Weronika zamieniała się nagle w Veronikę, a potem stawała się na powrót Weroniką. To drobiazg i można było dopilnować, by imiona pojawiały się w jednej wersji, ich zmiana nie pełni żadnej funkcji (byłoby to zrozumiałe,, choć raczej nieco mylące, gdyby np. w kaszubskiej części wszyscy nosili kaszubsko czy też polsko brzmiące imiona, a w niemieckiej byłyby one niemieckie). W tym wypadku to jednak zdecydowane niedopatrzenie.
Tłumaczka skończyła filologię germańską i polską. Niektóre zdania miały taki szyk lub dobór słownictwa, że byłam w stanie odtworzyć oryginalne zdanie. Na szczęście przeważnie książka jest przetłumaczona piękną polszczyzną. Do pięknej polszczyzny, niestety, nie należy fraza "w każdym bądź razie", która rzuciła mi się w oczy dwukrotnie. "W każdym razie" lub "bądź co bądź", obie frazy mają to samo znaczenie, ich łączenie jest jednak błędem, i to podstawowym. Na szczęście jest to jedynie jeden z nie tak bardzo licznych kwiatków. Przyznaję się, irytują mnie niedociągnięcia w książce.
Jednego zdania jeszcze nie mogę przeżyć. Pojawia się ono w książce w obu częściach. Autorka bardzo lubiła czereśnie i za młodu wchodziła na czereśniowe drzewa najwyżej, jak się dało, a jej dziadek mawiał wówczas: "A cóż to za ptaszek siedzi tam w górze, że na dół tylko kamienie spadają." Przynajmniej w polskim tłumaczeniu. Bodajże pierwszy raz ujrzałam to zdanie na stronie 110, następnie pojawiło się jeszcze raz czy dwa (na pewno pod koniec drugiej części). Nie wydaje mi się, aby dziadek istotnie miał na myśli kamienie, jeśli tak, to pestki czereśni mogą przypominać najwyżej żwir. Obawiam się jednak, że to po prostu błąd i chodziło o pestki. Co może spadać na ziemię z drzew owocowych, gdy np. szpaki się na nich pożywiają? No właśnie. Nieprzekonanych informuję, że po niemiecku kamień i pestka to "Stein". Czasem można doprecyzować, jakiego rodzaju to pestka i wówczas (miejmy nadzieję) żaden tłumacz nie przetłumaczy, że na ziemi leżały np. wiśniowe / gruszkowe / śliwkowe kamienie.
Jednak, jak wspomniałam, język tłumaczenia jest przeważnie piękny i bogaty, co pozwala się domyślać równie pięknego i bogatego języka oryginału. Mimo wszystko polecam tę książkę: wszystkim tym, którzy lubią czytać pamiętniki, wspomnienia i autobiografie, wszystkim tym, którzy chętnie sięgają po książki relacjonujące życie lat minionych. A także tym, którzy, jak ja, chcieliby się czegoś dowiedzieć o Kaszubach. Może z tej książki nie dowie się wiele, jest to jednak całkiem sympatyczny zbiór ówczesnych realiów (warunki życia, tradycje, obrzędy).

Przypadkiem trafiłam na tę książkę w bibliotece, a że niedawno doszłam do wniosku, że w sumie chętnie poczytałabym coś o Kaszubach, zabrałam ją ze sobą.
Autorka książki pochodzi z Kaszub, lecz w 1957 wyjechała do Niemiec, gdzie żyje do tej pory. Ze względu na bombardowania w Gdańsku rodzice oddali w 1942 roku sześcioletnią Erikę na wychowanie dziadkom w Skrzeszewie....

więcej Pokaż mimo to

Reklama

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Kaszubskie brzozy. Błędne ogniki Zachodu


Reklama
zgłoś błąd