Death Bringer

Okładka książki Death Bringer
Adrianna Biełowiec Wydawnictwo: Wydawnictwo Eperons-Ostrogi fantasy, science fiction
384 str. 6 godz. 24 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Tytuł oryginału:
Death Bringer
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Eperons-Ostrogi
Data wydania:
2016-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2016-01-01
Liczba stron:
384
Czas czytania
6 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788394087357
Tagi:
hard sf military sf survival space opera fantasy przyszłość alternatywna człekojaguar ludzie koty nieśmiertelność
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki Własna ścieżka - Antologia Samowydawców. Tom 1 Izabella Agaczewska, Adrianna Biełowiec, Maks Dieter, D. B. Foryś, Kamila Goszczyńska, Agata Kasiak, Paweł Kolarzyk, Janusz Muzyczyszyn, Irena Omegard, Franciszek Piątkowski, Alicja Podgrodzka, Izabela Redesiuk, Mateusz Rogalski, Karolina Salwowska, Michał Wójcik, Kamil Zinczuk
Ocena 8,1
Własna ścieżka... Izabella Agaczewska...
Okładka książki Szczecin z dreszczykiem III Gabriela Adamiak, Adrianna Biełowiec, Agnieszka Bułat, Julia Drozdek, Adam Ignaczak, Maksym Kardas, Sara Krawcewicz, Nikola Kusiak, Kacper Mikuła, Marcel Mroczek, Karolina Osajda, Filip Samborski, Radosław Samsel, Zofia Trusewicz, Hanna Wolska, Emil Zawadzki, Waldemar Ziemięcki
Ocena 0,0
Szczecin z dre... Gabriela Adamiak, A...

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,2 / 10
6 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
567
211

Na półkach: ,

https://wiewiorkawokularach.blogspot.com/2018/10/podrozujac-w-przyszosc-i-poznajac.html

Na początek muszę Wam się do czegoś przyznać. Nie znoszę science-fiction i unikam go jak diabeł wody święconej. Po tym, jak przeczytałam Opowieści o pilocie Pirxie Stanisława Lema, zraziłam się nader skutecznie do tego gatunku. Tym bardziej że jestem osobą kompletnie nietechniczną i mam problem z oswojeniem tego całego żargonu z powieści sci-fi i mnie on przeraża. Stwierdziłam jednak, że czas najwyższy oswoić demony i wyjść ze swojej strefy komfortu, co skończyło się tym, że zgłosiłam się do recenzji książki Death Bringer Adrianny Biełowiec, gdy sama autorka szukała chętnych. Jeśli więc jesteście ciekawi, czy udało mi się obłaskawić chociaż trochę tego demona, to zapraszam do recenzji!
Paczka dzieciaków, Arkadiusz Croft, Beliar Drunkenstein, Anna Sandstorm, Julia Croft oraz Jarret Nelson, bawi się w domu Drunkensteinów i postanawia przekraść się do hangaru, gdzie są schowane pojazdy do poruszania się w kosmosie. Dzieciom udaje się oszukać dorosłych, zakraść do jednego z pojazdów, prototypowego modelu, i wylecieć w kosmos, na planetę zwaną H14, gdzie lądują w środku dżungli. Tam znajdują dziwne ruiny, w które się zakradają, a w ich wnętrzu spotykają swoich największych wrogów – Kiritian. Rodzice dzieciaków walczą przeciwko Kiritianom, którym dowodzi nieśmiertelny Forkis. I to właśnie jego widzi mała Anna, a to, co ujrzy, sprawi, że przez wiele lat będzie walczyła z traumą. Kilkanaście lat później, już dorośli Anna i Beliar walczą w szeregach rebeliantów jako oficerowie wyższego stopnia, a Arkadiusz Croft jest wolnym strzelcem współpracującym z rebeliantami. Julka jest kelnerką w tej samej bazie, a Jarret nie żyje. Ania, Beliar i Arek ruszają na bitwę w kosmosie z Kiritianami, w której trakcie pojazd Ani zostaje zestrzelony, ale wpierw dziewczynie udaje się strącić pojazd walczącego z nią Kiritianina. Oboje rozbijają się na jednej planecie, niezamieszkanej przez ludzi, gdzie okazuje się, że przeciwnikiem Sandstorm był jej największy wróg – Forkis. Co zrobi dziewczyna skazana na towarzystwo nieprzyjaciela i jak potoczą się losy tej dwójki, a także całej rebelii i narodu Kiritian?
Fabuła okazała się naprawdę ciekawa i wciągająca. Trochę nudził mnie początek, bo jednak czytanie o tym, co robią maksymalnie dziesięcioletnie dzieci, było dość nużące. Potem jednak akcja nabiera rozpędu... i znowu zwalnia, gdy Anna z Forkisem ląduje na bezludnej planecie. Trochę się dzieje w wątku niejakiego Aggrotecha, człekojaguara, który chce powstrzymać imperatora przed dalszymi wojnami. Poza tym jednak tempo jest dość powolne i wyrównane, chociaż muszę przyznać, że czyta się to naprawdę dobrze. Pewnym minusem są też schematy – to, jak potoczy się znajomość Anny i Forkisa przewidziałam od samego początku, tak samo, jak całkiem nieźle domyśliłam się zakończenia (no, tak w połowie).
Świat przedstawiony to całkiem inna bajka. Bardzo podobało mi się stworzenie uniwersów planet w kosmosie, które zostały nazwane od poszczególnych znaków zodiaku. Tak samo, jak to, że całość toczyła się w znanej nam Drodze Mlecznej, chociaż wielokrotnie wspominano o eksploracji Galaktyki Andromedy. Kolejną naprawdę ciekawą rzeczą było terraformowanie planet, czyli sprawianie, że stawały się bardziej podobne do Ziemi – sprowadzano na nie nawet znane już ludziom zwierzęta. Jeśli chodzi o istoty zamieszkujące ten świat, to mamy przede wszystkim rebeliantów. Walczą oni z Kiritianami, chcąc obalić ich dyktaturę i terror, jaki według nich wprowadzają najeźdźcy. Kiritianie to „naród” dowodzony przez Forkisa. Są bezwarunkowo oddani swojemu przywódcy, a ponadto są nieśmiertelni – są odporni na choroby, ale można zabić ich bronią. Aczkolwiek uważam, że najciekawszą rasą są człekojaguary – istoty mówiące ludzkim językiem i chodzące na dwóch łapach, ale ich ciało jest dokładnie takie samo jak jaguarów i potrafią zachowywać się tak, jak one. Wyraźnie widać, że przy tworzeniu ich kultury autorka nawiązywała do kultury głównie Azteków i ich Boga-Jaguara. Zresztą – w tekście kilka razy pojawia się stwierdzenie, że budowle przypominają te z epoki Mezoameryki, a także są obecne odwołania do znanej nam z czasów obecnych Ziemi, co jest naprawdę ciekawym elementem.
Przyczepić się mogę tylko do paru rzeczy: bohaterowie. Niestety, ale ewolucja tych postaci, jak dla mnie, pozostawia wiele do życzenia. Anna w trakcie książki z walecznej i odważnej pani porucznik staje się rozmemłaną Mary Sue, którą ciągle z opresji ratuje jej rycerz w zbroi, czyli Forkis. No na litość boską, ile można?! Beliar za to okazuje się skończonym gnojkiem, tak samo, jak Julia, którą za to, co zrobiła, to bym udusiła, a nie wybaczyła i chciała dalej się z nią przyjaźnić, jak planowała Ania. Arek pojawia się raz na jakiś czas, jako taki dodatek do duetu Beliar-Ania, a na Jarreta chyba zabrakło autorce pomysłu, bo go po prostu uśmierciła. Przeszkadzały mi też trochę imiona – w większości były one obce, wzięte w sporej części z angielskiego (oprócz imion człekojaguarów w ich języku), przez co sztucznie i dziwnie brzmiały dla mnie polskie imiona takie, jak Ania i Arek. Przez całą powieść nie mogłam się do tego przyzwyczaić i coś mi w tym momencie zgrzytało. Osobiście też uważam, że język zastosowany przez autorkę był dość niekonsekwentny – czytamy o energizerach, generowaniu tuneli do pokonywania ogromnych przestrzeni w kosmosie, a pośród tego wyskakuje nam nagle ni z gruchy, ni z pietruchy jakaś alkowa albo gospoda czy karczma. Przeszkadzało mi to mniej więcej tak samo, jak ból zęba. I po raz kolejny tak, jak przy Wybrańcu Magdaleny Marków nie popisało się zbytnio wydawnictwo i redakcja – w tekście często zdarzały się literówki oraz błędy ortograficzne, a moim prywatnym hitem stało się sformułowanie pieczący smak. Nie wiem, od czego to było słowotwórstwo, ale, kolokwialnie mówiąc, rozwaliło mnie na łopatki.
Słowem podsumowania – chociaż fabuła jest dość schematyczna i wielu wydarzeń można się było domyślić stosunkowo wcześnie, to jednak powieść jest naprawdę dobra i czyta się ją całkiem szybko. Należy też docenić fakt, że autorka oprócz niezłej akcji daje nam temat do przemyśleń – czy postęp technologiczny to faktycznie taka świetna sprawa? Wszak pozbawieni technologii ludzie stają się bezbronni i zagubieni jak dzieci we mgle. Swoją drogą mam tylko nadzieję, że autorka zrealizuje swój plan i napisze również kolejne dwa tomy trylogii Universum Zodiac.

https://wiewiorkawokularach.blogspot.com/2018/10/podrozujac-w-przyszosc-i-poznajac.html

Na początek muszę Wam się do czegoś przyznać. Nie znoszę science-fiction i unikam go jak diabeł wody święconej. Po tym, jak przeczytałam Opowieści o pilocie Pirxie Stanisława Lema, zraziłam się nader skutecznie do tego gatunku. Tym bardziej że jestem osobą kompletnie nietechniczną i mam...

więcej Pokaż mimo to

avatar
13
6

Na półkach:

Nie jestem fanem powieści sf, gdyż wolę realną literaturę wojenną, nowinki technologiczne i strategię. Po książkę sięgnąłem jako odskocznia, by poczytać coś odmiennego. Zdecydowałem się napisać recenzję, bo niewiele jest o tej książce w sieci, a pozycję uważam za wartą uwagi. Spodobała mi się okładka, która skojarzyła mi się z dawnymi zajęciami informatyki i pierwszymi projektami graficznymi, i zwróciłem uwagę na fakt, że autor pochodzi z mojego miasta (ale to w żadnym stopniu nie wpłynęło na moją ocenę, jedynie pomyślałem "Wow, nasi publikują fantastykę!"). Przyznam, że jestem bardzo mile zaskoczony. Książka wciąga od pierwszych stron i nie można się od niej oderwać aż do końca. Język idealnie dopasowany do współczesnego czytelnika, na miarę naszych czasów, twórca jest więc na bieżąco z zapotrzebowaniem rynkowym, które z pewnością śledzi. Słownictwo bogate w liczne, przemyślane neologizmy - zwłaszcza wynalazki - jak skulak, kapripod czy entraser, niezwykle ubogacające wymyślony świat. A raczej wszechświat, bo mamy tu rozmaite planety starannie i szczegółowo opracowane. Od niezamieszkanego globu z fauną kenozoiku, po sejsmiczną aktywnie planetę, na której cywilizacja czerpie energię geotermalną. Jest to nasz wszechświat w przyszłości odległej prawie o 1000 lat, po upadku globalnego rządu, z retrospekcjami dotyczącymi losów bohaterów. Nauki ścisłe także nie poległy, prawa fizyki i biologii nie zostały nigdzie złamane, jak i zasady astronomiczne - lekcje zostały więc odrobione, co raczej wypadałoby zrobić w przypadku autora mającego dyplom z nauk ścisłych. To wielki plus. Akceleracja rozwoju ludzkości uległa złagodzeniu, natomiast nauka poszła w przemysł kosmiczny i eksplorację, dlatego świat przyszłości nie jest udziwniony, a człowiek współczesny mógłby się w nim odnaleźć. Kolejny plus to bohaterowie, z laveyowskim, dualistycznym (naprawdę świetne zagranie) dyktatorem na czele, którego się jednocześnie nienawidzi, jak i kibicuje się jego poczynaniom. Bardzo przypadł mi do gustu ten bohater, który jest szary, a nie czarny czy biały, jak dostrzegają go strony o egoistycznych, odmiennych poglądach. Ogólnie nikt tu nie jest dobry czy zły. Każda postać jest inna, ma swoisty charakter, upodobania i system filozoficzno-religijny. Z tego mogą wychodzić wyłącznie ciekawe interakcje. Fabuła dotyczy konfliktu między terrorystami pozostałymi po rozbiciu Armii Nowego Porządku, a hegemonami, którzy tę armię rozbili kilka stuleci temu, na czoło wychodzi paru bohaterów z obu stron, także jeden neutralny z rasy obcych. W książce każdy znajdzie coś dla siebie, w moim przypadku chętnie czytałem o bitwach kosmicznych (mogło by ich być trochę więcej, ale to tylko taka moja zachcianka), potyczkach inteligentnych, półautonomicznych myśliwców i walce gladiatorów. Urzekły mnie liczne nawiązania i inspiracje, zwłaszcza do biblii szatana, mitologii Mezopotamii i kultury dawnoamerykańskiej. Pomysł na uzyskanie nieśmiertelności poprzez zarażenie superwirusem, stworzonym z najgroźniejszych patogenów, bombowy. Nieśmiertelność jest więc chorobą, mającą charakter jak krótkoterminowa regresja rozwoju osobniczego u Turritopsis nutricula, na którą może pozwolić sobie jedna osoba na kilkaset, posiadająca odpowiednie predyspozycje, zwłaszcza psychiczne. Bohaterowie mają więc problemy egzystencjalne i rodzinne związane z takim darem, a może i przekleństwem. Chętnie sięgnę po kolejną część, jak tylko wyjdzie i liczę na dalszą przygodę z tak starannie opracowanym wszechświatem. Ode mnie ocena 8.5/10.

Nie jestem fanem powieści sf, gdyż wolę realną literaturę wojenną, nowinki technologiczne i strategię. Po książkę sięgnąłem jako odskocznia, by poczytać coś odmiennego. Zdecydowałem się napisać recenzję, bo niewiele jest o tej książce w sieci, a pozycję uważam za wartą uwagi. Spodobała mi się okładka, która skojarzyła mi się z dawnymi zajęciami informatyki i pierwszymi...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1
1

Na półkach:

Bardzo zła książka. Fatalny język, drewniany styl i infantylna fabuła. Unikać!

Bardzo zła książka. Fatalny język, drewniany styl i infantylna fabuła. Unikać!

Pokaż mimo to

Reklama
avatar
1
1

Na półkach:

Z przyjemnością przeczytałam kolejną powieść, której akcja osadzona została około 400 lat po wydarzeniach w uniwersum opisanym w space operze pt. „Czwarta szansa” tej samej autorki.
Tym razem uzyskałam wiele odpowiedzi na pytania dotyczące tego niezwykłego wszechświata.
Pani Biełowiec odkrywa meandry historycznych wydarzeń, których konsekwencją stały się obecne konflikty, podziały wśród mieszkańców poszczególnych planet układów Galaktyki i dziwne, czy wręcz barbarzyńskie relacje między ludźmi a humanoidami.

Główną bohaterkę poznajemy jako dziecko, któremu przebyte w dzieciństwie traumatyczne doświadczenie determinuje przyszłość i ma spory wpływ na kształtowanie osobowości. Jej postać rozwija sie w miarę upływu czasu w powieści i zgodnie z fabułą. Mam nadzieję, że podobnie jak postać ppor. Ellen Ripley w sadze „Obcy”, Anna w kolejnych tomach uzyska twardość i wartość diamentu.
Ale nic w tym świecie i w zależnościach między bohaterami nie pozostaje czarno-białe. Uniwersum i postaci okrywa gama szarości i nikogo nie można postawić jednoznacznie po jasnej lub ciemnej stronie … no niech będzie 😉 Mocy. Akcja przyspiesza zdecydowanie po pierwszym rozdziale, potraktowanym przeze mnie jako wstęp, i pojawiające się w miarę poznawania fabuły pytania powoli znajdują odpowiedzi.

Pierwszoplanowe postaci są dokładnie opracowane: ciekawe, wyraziste i niezwykłe. Zafascynowały mnie osoby Forkisa i naukowca – samouka Maksimusa Figama. Jego odkrycie potwierdziło sens przysłowia, że wszystko ma swoją cenę. Wszystko. Zainteresowała mnie koncepcja uzyskania nieśmiertelności. Oczywistym jest, że nie wygramy tylko jednej walki – walki ze śmiercią. Wszechświat, począwszy od swojego powstania, nieuchronnie dąży do końca. I żadna z technologii nie jest w stanie zapewnić naszemu gatunkowi nieśmiertelności, ponieważ nieśmiertelność przegrała w wyścigu ewolucyjnym. W toku ewolucji mogły powstać mechanizmy przedłużające życie, ale priorytetem nie było trwanie indywidualnych istot, tylko genów. Dlatego żyjemy tyle czasu, ile potrzeba na wydanie na świat i wychowanie optymalnej liczby potomstwa.
Rozród jest dla organizmu najbardziej energochłonnym procesem. Obejmuje nie tylko wyprodukowanie komórek rozrodczych, ale i wydanie na świat potomstwa. Jeśli wydamy więcej energii na przedłużenie życia, mniej nam zostanie na rozród. Nie jest możliwe ciągłe rozmnażanie się i naprawianie komórek, rozmnażanie się i naprawianie komórek…
Bezpłodność Kiritian została nieco inaczej uzasadniona, mianowicie brakiem zasadności zwiększania liczby ludności. Materiał genetyczny Kiritian jest niezniszczalny, bo poprzednie pokolenia nie tylko nie wymierają, ale są odporne na choroby i nie starzeją się.

Intymne relacje między bohaterami i towarzyszące im emocje zostały znakomicie oddane i opisane. Wspomniane w powieści współżycie kobiet i samców Onkalotów umożliwiła prawdopodobnie konwergencja biologiczna – zjawisko, w którym odmienne biologicznie organizmy żyjące w takim samym środowisku w skutek procesów ewolucyjnych przystosowują swoje ciała do czynników abiotycznych. Poligonem konwergencji jest Australia, gdzie różnorodność fauny jest znaczna, z tym że prawie każdy jej przedstawiciel to torbacz: wilk workowaty, kret workowaty etc.

Pozostaję pod ogromnym wrażeniem wprowadzonego przez autorkę gatunku Onkalotów (Ludzi Jaguarów). Nazwę autorka zaczerpnęła od łacińskiej nazwy jaguara – Panthera onca. W powieści pionierzy, którzy kolonizowali planetę H14, nazwali tak zasiedlający ją gatunek humanoidów. Powierzchowność Onkalotów zainspirowana została sylwetkami z gry Hexen 2 Playthrough – EP5: Disrespecting the dead. Aczkolwiek można było w ich graficznym wyobrażeniu uwzględnić rozrośniętą znacznie puszkę mózgową, a nie jedynie nadawać jaguarom wyprostowaną postawę.
Dopracowane postaci bohaterów tego gatunku i jego historia, najwyraźniej inspirowana kulturą starożytnych cywilizacji Ameryki Środkowej, rozbudowana została o aspekt technologiczny. Idea przedstawienia tej długowiecznej rasy jako wysoce inteligentnej o pacyfistycznym nastawieniu, ale jednocześnie będącej w fazie upadku społecznego i częstokroć zniewolonej przez ludzi, wprowadza element niepokoju, że ludzkość jeszcze długo nie zmieni swojego agresywnie ekspansywnego nastawienia do wszechświata. Filozofii opartej na przekonaniu o własnej supremacji gatunkowej wobec wszystkiego, co ewentualnie mogłoby stanąć na naszej drodze do panowania nad możliwie największym obszarem… czegokolwiek, byle dużego.

Taki mamy wewnętrzny imperatyw: kolonizować bez względu na koszty, straty własne i wyrządzone szkody.

Nie zabrakło w historii elementu, który pozornie nawiązuje do znanej baśni. Nic bardziej mylnego! Złota mysz nie dysponuje niezwykłymi, magicznymi przymiotami. To żywy artefakt Nimja czyli transmiter psioniczny. Kolejny tom powieści udzieli odpowiedzi na temat tej bardzo zaawansowanej technologii:

„W czasach kolonizacji kosmosu przez ludzi ze Starej Strefy, gdy starły się kultury ich i wasza, Onkaloci powiązali ludzką baśń o złotej rybce ze spełniającymi rzekome życzenia artefaktami Nimja. Stąd prawdopodobnie wzięła się liczba trzech życzeń. „

Z każdą kolejną kartką akcja przyspiesza i odpowiada na pytania, które sugeruje początek książki. Dobitny i wyrazisty epilog stanowi klucz do kolejnego tomu zapowiedzianej przez autorkę trylogii.
Powieść została zilustrowana autorskimi, czarno-białymi grafikami pani Adrianny. Są bardzo ciekawe, starannie dopracowane i potwierdzają wypowiedź autorki na temat powstawania książki:

„Inspiracji było wiele, lecz dominująca to kultura i mitologia Mezoameryki (np. rasa „człekojaguarów” mówi językiem quiché, a każde imię tej klasy bohaterów coś znaczy).”

Kilka uwag krytycznych.

Mam pewne zastrzeżenia do opisów technologii i nazw pojazdów czy urządzeń (vide „skulak” jako rodzaj skutera, unoszącego się dzięki poduszce antygrawitacyjnej. Coś jak repulsory w gwiezdnowojennych imperialnych skuterach 74-Z). Należy jednak wziąć pod uwagę, że podczas tworzenia pojazdów, autorka inspirowała się grami science fiction na platformę PC, np skuter „Viper” z Unreal Tournament III [PC].

Ale nieścisłości nie są na tyle rażące, by zepsuć przyjemność czytania.

Niemniej niania-android Agata, przedstawiony we wstępie do powieści, jest postacią trochę z innej bajki, mocno historycznej. Podobnie jak postać znajomej, która para się w wolnym czasie tarotem, wróżbiarstwem i chiromancją. A może jest znakomitym obserwatorem obdarzonym dodatkowo ogromną intuicją i niezłym psychologiem-samoukiem?
I jeszcze coś! „Białka” jako A.I. myśliwca nazwałabym chyba nieco inaczej. Tego rodzaju określenia, w mojej opinii, sugerują całość jako historię napisaną przez kobietę dla kobiet. Eskadra myśliwców zawsze składa się z parzystej liczby maszyn – musi być skrzydłowy (boczny), stąd 15 nie jest najlepszym rozwiązaniem. Chociaż, biorąc pod uwagę stulecia dzielące współczesność od wydarzeń w powieści, pewne obowiązujące dziś zasady mogły ulec zmianie.
Zabawnym elementem jest wykorzystanie określenia „buzia” zamiast „twarz” wobec osób dorosłych, w tym humanoidów.

Ponadto mam uwagi do korektorów i redaktorów wydawnictwa Eperons-Ostrogi. Powieść zawiera niepoprawione błędy gramatyczne („skóra zbledła”), logiczne (po co uruchamiać autopilota, skoro aktywna jest sztuczna inteligencja myśliwca?; głos androida nie jest generowany przez struny głosowe: „głos trzeszczał niczym u androida, którego struny głosowe polano kwasem topiącym metal.”;), nieskorygowane określenia, użyte nieadekwatnie do kontekstu („Tak się składa, że wszyscy Kiritianie to impotenci.” – powinno być, że „wszyscy Kiritianie są bezpłodni”) i ortograficzne („Mówi szczerze czy chce ją po prostu omotać i uwieźć?” – winno być „uwieść”).

Reasumując.

Biorąc pod uwagę, że „Death Bringer” jest pierwszym tomem zapowiedzianej trylogii, zapowiada się bardzo pasjonująca powieść, której strony „pochłania się jak typowy Amerykanin hamburgery”© (CU).

Pani Biełowiec uchyliła rąbka tajemnicy, dotyczącej kolejnych tomów trylogii, w których pojawią się nie tylko bohaterowie znani z powieści „Czwarta szansa”, ale również asasyn Divinus z zapowiedzianej przez wydawnictwo Eperons–Ostrogi „Wilczej księżniczki” tejże autorki. Pozostaje mi gorąco polecić lekturę zarówno omówionej książki, jak i wspomnianej „Czwartej szansy”.

Moja ocena: 8/10
Aśka Uchman

Z przyjemnością przeczytałam kolejną powieść, której akcja osadzona została około 400 lat po wydarzeniach w uniwersum opisanym w space operze pt. „Czwarta szansa” tej samej autorki.
Tym razem uzyskałam wiele odpowiedzi na pytania dotyczące tego niezwykłego wszechświata.
Pani Biełowiec odkrywa meandry historycznych wydarzeń, których konsekwencją stały się obecne konflikty,...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Death Bringer


Reklama
zgłoś błąd