Na imię jej Rose

Okładka książki Na imię jej Rose
Christine Breen Wydawnictwo: Świat Książki Seria: Leniwa Niedziela literatura obyczajowa, romans
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura obyczajowa, romans
Seria:
Leniwa Niedziela
Tytuł oryginału:
Her Name Is Rose
Wydawnictwo:
Świat Książki
Data wydania:
2016-01-20
Data 1. wyd. pol.:
2016-01-20
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379438556
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,2 / 10
39 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
926
163

Na półkach:

Autorka operuje niespiesznym i zarazem swobodnym stylem, unikając patosu czy przesadnej cukierkowatości. W zamian postawiła na proste środki i emocje, co okazało się dobrym posunięciem. To bowiem wystarczyło, by wzruszyć odbiorców, gdy zajdzie taka potrzeba. „Na imię jej Rose” cechuje się niewymuszonym ciepłem, które swój kulminacyjny punkt osiąga w satysfakcjonującym zwieńczeniu, splatającym losy najistotniejszych bohaterów. Wprawdzie kształt finału wynika w pewnym stopniu z nadto sprzyjających zbiegów okoliczności, lecz ich obecność nie wpływa ujemnie na wiarygodność przedstawionych wydarzeń. Jeżeli więc lubicie w ramach odpoczynku poczytać coś o zwykłym, choć oferującym niespodzianki życiu, tytuł spod pióra Christine Breen powinien Was zadowolić.

Opinia jest fragmentem recenzji, którą w całości można przeczytać na moim blogu:
http://crouschynca.blogspot.com/2017/06/na-imie-jej-rose-recenzja.html

Autorka operuje niespiesznym i zarazem swobodnym stylem, unikając patosu czy przesadnej cukierkowatości. W zamian postawiła na proste środki i emocje, co okazało się dobrym posunięciem. To bowiem wystarczyło, by wzruszyć odbiorców, gdy zajdzie taka potrzeba. „Na imię jej Rose” cechuje się niewymuszonym ciepłem, które swój kulminacyjny punkt osiąga w satysfakcjonującym...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1494
204

Na półkach: , , ,

„Ani wiatr, ani deszcz, ani słońce ani szare chmury nie przemienia jednej pory roku w następną. Ani zmian dokonujących się w nas samych”. [cyt]

Christine Breen w swojej debiutanckiej powieści „ Na imie jej Rose” ukazuje nam problem rodziny i adaptowanego dziecka. Rodziny, a właściwie matki , która po śmierci męża oraz w obliczu pogarszającego się stanu zdrowia podejmuje decyzję odnalezienia matki naturalnej swej córki Rose.
Obietnicę odnalezienia kobiety złożyła mężowi przed śmiercią . Podróż w jaką wybierze się Iris będzie długa , uciążliwa i trudna. Spotyka jednak na swojej drodze ludzi, którzy pomogą jej w poszukiwaniach. Choć znajdzie odpowiedzi na swoje pytania, tej osoby, która szukała nie znajdzie wśród żywych. Nieoczekiwany splot wydarzeń wiele zmieni w życiu Iris i Rose.
Książkę czytałam z dużym zainteresowaniem, fabuła wzrusza i wciąga a pomysł na książkę zasługuje na uznanie.
Polecam !!!
[TWK 21]

„Ani wiatr, ani deszcz, ani słońce ani szare chmury nie przemienia jednej pory roku w następną. Ani zmian dokonujących się w nas samych”. [cyt]

Christine Breen w swojej debiutanckiej powieści „ Na imie jej Rose” ukazuje nam problem rodziny i adaptowanego dziecka. Rodziny, a właściwie matki , która po śmierci męża oraz w obliczu pogarszającego się stanu zdrowia...

więcej Pokaż mimo to

avatar
557
337

Na półkach:

Kolejna powieść z serii Leniwa Niedziela, jaka trafiła w moje ręce okazała się bardzo wzruszająca i ciepła. Oto wdowa i matka, która w trosce o szczęście swojej adoptowanej córki wyrusza na poszukiwania kobiety, która przed laty oddała dziecko do adopcji. Tylko to ją absorbuje, nie myśli w tej chwili nawet o własnym zdrowiu, liczy się tylko to, aby znaleźć tamtą kobietę i sprawić, by w życiu Rose pojawił się ktoś jeszcze. Aby nie była sama, jeśli jej adoptowanej mamie coś się stanie... Podróż, jaką śladami biologicznej matki Rose odbywa Iris, przyniesie wiele zaskakujących zdarzeń i wiele zmieni, także w jej życiu

Na imię jej Rose to debiutancka powieść Christine Breen i pod względem warsztatu uznaję ten debiut za bardzo udany. Autorka posługuje się ładnym językiem, opowieść buduje swobodnym stylem, sprawnie zamyka wszystkie wątki. A jednak w czasie lektury towarzyszyło mi uczucie, że czegoś brakuje. Czego? Czytało się miło, lekko i przyjemnie. Być może właśnie zbyt lekko, zbyt przyjemnie. Historia adopcyjnej matki poszukującej kobiety, która przed laty ofiarowała jej swoje dziecko, miała wielki potencjał. W wydaniu Christine Breen wypadła niestety dość blado. Być wina tkwi w nieco sennym sposobie narracji, jaki obrała pisarka? Było ciepło i sympatycznie, nie zabrakło łezki wzruszenia, ale zabrakło emocji i oczekiwania z zapartym tchem, jak historia Rose i Iris się zakończy. Przez to książkę oceniam dobrze, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że mogło być dużo dużo lepiej!

Kolejna powieść z serii Leniwa Niedziela, jaka trafiła w moje ręce okazała się bardzo wzruszająca i ciepła. Oto wdowa i matka, która w trosce o szczęście swojej adoptowanej córki wyrusza na poszukiwania kobiety, która przed laty oddała dziecko do adopcji. Tylko to ją absorbuje, nie myśli w tej chwili nawet o własnym zdrowiu, liczy się tylko to, aby znaleźć tamtą kobietę i...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
1116
685

Na półkach: ,

Wzruszająca powieść o sile rodzinnych uczuć, dotrzymywaniu składanych obietnic i pasji ogrodnictwa jako ucieczce przed załamaniem się w obliczu śmiertelnej choroby.
Niepokojące wyniki badań zdrowia zmuszają Iris Bowen do przewartościowania swojego życia. Priorytetem staje się dotrzymanie obietnicy złożonej mężowi przed jego śmiercią. Aby ją spełnić Iris musi wyjechać do Bostonu , odbyć podróż śladami przeszłości.
" Niezwykle ciepła i wzruszająca" - jak głosi opis z okładki, ale nie nudna treść często zaskakuje zwrotami akcji, burzy schemat przewidywalności .Wkradło się jednak zbyt dużo zbiegów okoliczności, co czyni książkę nieco naiwną.
W tle akcji powieści spodobały mi się opisy zachodniej Irlandii , pasji ogrodnictwa, blogowania i porad uprawy roślin ozdobnych.

Wzruszająca powieść o sile rodzinnych uczuć, dotrzymywaniu składanych obietnic i pasji ogrodnictwa jako ucieczce przed załamaniem się w obliczu śmiertelnej choroby.
Niepokojące wyniki badań zdrowia zmuszają Iris Bowen do przewartościowania swojego życia. Priorytetem staje się dotrzymanie obietnicy złożonej mężowi przed jego śmiercią. Aby ją spełnić Iris musi wyjechać...

więcej Pokaż mimo to

avatar
335
310

Na półkach:

Powieść "Na imię jej Rose" to ciepła, wzruszająca powieść o losach matki i córki oraz o łączących je więziach. Z każdą stroną powieść przenosi czytelnika do nowych miejsc, pozwala poznać nowe postaci.Lektura lekka i przyjemna, która może umilić niejeden wieczór.

Powieść "Na imię jej Rose" to ciepła, wzruszająca powieść o losach matki i córki oraz o łączących je więziach. Z każdą stroną powieść przenosi czytelnika do nowych miejsc, pozwala poznać nowe postaci.Lektura lekka i przyjemna, która może umilić niejeden wieczór.

Pokaż mimo to

avatar
280
269

Na półkach:

Po śmierci swojego męża Iris, zajmująca się ogrodnictwem, nadal próbuje się pozbierać. Cały czas pamięta o tym, że nie dotrzymała złożonej mu obietnicy. Przyrzekła mężowi przed śmiercią, że odnajdzie biologiczną matkę ich adoptowanej córeczki.Po niepokojących informacjach od jej lekarki Iris zdecydowała się wywiązać z umowy. Opuściła dom, znajdujący się w zachodniej części Irlandii, i wyruszyła na poszukiwania rodziny Rose. Podążając jedynym tropem, jaki posiadała, zawędrowała aż do Bostonu...
Dziewiętnastoletnia Rose, studiująca w Londynie, również przeżywała bardzo trudne chwile. Nie umiała sobie z nimi poradzić. Rozmyślała nad porzuceniem studiów, mimo swojej wielkiej miłości do gry na skrzypcach.

"Maki eksplodują niczym korki z butelek szampana, a widok ich jedwabiście czerwonych wnętrz zapiera ogrodnikowi dech w piersiach. Na twoich oczach w godzinę pąki rozwijają się w duże kielichy i tak dotrwają aż do rana."

Książka ukazuje wiele problemów, z jakimi musi radzić sobie na co dzień prawie każdy z nas. Śmierć kogoś bliskiego, nagłe pogorszenie zdrowia i wiele trudnych decyzji do podjęcia. ,,Na imię jej Rose” jest książką bardzo ciekawą, emocjonującą, wzruszającą i strasznie trudno się od niej oderwać. Fabuła była mocno wciągająca. Polecam.

Mąka

Recenzja dostępna na naszym blogu: http://library1gim.blogspot.com/

Po śmierci swojego męża Iris, zajmująca się ogrodnictwem, nadal próbuje się pozbierać. Cały czas pamięta o tym, że nie dotrzymała złożonej mu obietnicy. Przyrzekła mężowi przed śmiercią, że odnajdzie biologiczną matkę ich adoptowanej córeczki.Po niepokojących informacjach od jej lekarki Iris zdecydowała się wywiązać z umowy. Opuściła dom, znajdujący się w zachodniej części...

więcej Pokaż mimo to

avatar
770
424

Na półkach:

Na imię jej Rose to debiutancka powieść Christine Breen. Książka trafiła do mnie troszkę przypadkowo, ale nie ukrywam, że byłam jej ogromnie ciekawa – piękna oprawa oraz intrygujący opis obiecywały dobrą opowieść. Poza tym dotychczas wszystkie książki z serii Leniwa Niedziela mi się spodobały, więc podeszłam do lektury kolejnej publikacji bardzo optymistycznie.

Iris podejrzewa, że może być poważnie chora. Świadomość, że mogłaby zostawić swoją adoptowaną córkę samą na świecie, nie daje jej spokoju. Podobnie jak obietnica, którą wymusił na niej jej umierający mąż – że Iris odnajdzie biologiczną matkę Rose, aby dziewczyna miała kogoś bliskiego. Iris, pomimo niechęci do tego pomysłu, postanawia odnaleźć rodzinę córki. Niestety jedyny trop stanowi koperta z adresem sprzed dwudziestu lat...

Przyznaję otwarcie – na początku historia Iris bardzo mnie wzruszyła i od razu polubiłam tę bohaterkę. Jej przeżycia, historia jej małżeństwa, relacja z córką – wszystko to sprawiło, że bohaterka stała się dla mnie nie tylko bliska, ale przede wszystkim była prawdziwa. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że siła zawarta w tej postaci, jak i jej opowieść, zostały zmarnowane przez niezbyt porywające wykonanie. Styl Christine Breen jest przyjemny i dopracowany, niemniej w jej narrację często wkrada się nuda. Być może winni temu są inni bohaterowie opowieści – nie do końca przyciągający uwagę, odrobinę bladzi, trochę zwyczajni.

Na imię jej Rose, pomimo nużących momentów, to w gruncie rzeczy udany debiut – historia przedstawiona przez Christine Breen opowiada o miłości rodzicielskiej, o poszukiwaniu swojego miejsca i swojej drogi w życiu. Jest trochę o stracie, trochę o miłości, sporo o rodzinie i przyjaźni, o spełnianiu swoich marzeń. To jedna z tych książek, przy których można się wzruszyć i odprężyć. Jest to jednak bardzo… leniwa historia. I nie zachwyciła mnie na tyle, by polecać ją każdemu. Zatem Na imię jej Rose proponowałabym przede wszystkim sympatykom serii Leniwa Niedziela oraz tym osobom, które lubią niezobowiązujące książki, idealne na samotne popołudnie przy dobrej kawie.

Na imię jej Rose to debiutancka powieść Christine Breen. Książka trafiła do mnie troszkę przypadkowo, ale nie ukrywam, że byłam jej ogromnie ciekawa – piękna oprawa oraz intrygujący opis obiecywały dobrą opowieść. Poza tym dotychczas wszystkie książki z serii Leniwa Niedziela mi się spodobały, więc podeszłam do lektury kolejnej publikacji bardzo optymistycznie.

Iris...

więcej Pokaż mimo to

avatar
232
217

Na półkach:

Wciągająca historia, o poszukiwaniu prawdy. Czytając wyobrażałam sobie siebie na miejscu głównej bohaterki. Czy moje poszukiwania byłyby owocne? Czy w ogóle odważyłabym się na taki krok?

Wciągająca historia, o poszukiwaniu prawdy. Czytając wyobrażałam sobie siebie na miejscu głównej bohaterki. Czy moje poszukiwania byłyby owocne? Czy w ogóle odważyłabym się na taki krok?

Pokaż mimo to

avatar
897
123

Na półkach:

Kolejny raz nie zawiodłam się na książce z serii "Leniwa Niedziela". Polecam

Kolejny raz nie zawiodłam się na książce z serii "Leniwa Niedziela". Polecam

Pokaż mimo to

avatar
136
120

Na półkach:



Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Na imię jej Rose


Reklama
zgłoś błąd