Wyścig do Newport

Okładka książki Wyścig do Newport
Krzysztof Tadeusz Baranowski Wydawnictwo: Fundacja Szkoła pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego literatura podróżnicza
182 str. 3 godz. 2 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Wydawnictwo:
Fundacja Szkoła pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego
Data wydania:
2013-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1976-01-01
Liczba stron:
182
Czas czytania
3 godz. 2 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362039081
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
5,9 / 10
8 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
305
208

Na półkach: ,

Dla mnie chyba zbyt insiderska. Dla osoby, która przez 30 lat życia ani razu nie żeglowała, a i pływać nie potrafi, natłok terminów żeglarskich był przytłaczający i wybijający z rytmu. Tak, wiem, że w tej książce było to konieczne.
Samo wydarzenie - regaty - bardzo ciekawe, zwłaszcza w czasach, gdy łódki nie były przepełnione technologią. Stąd najciekawsze wydały mi się wspominki o żeglarzach, którzy zniknęli z radarów, cała ta "dzika" otoczka wokół regat.
Narracja dość dynamiczna, tylko momentami popadająca w niepotrzebny patos. Historia, której osoby nie interesujące się żaglami nie znają, a która wówczas mogła być tym, czym kilka lat później stały się polskie wyprawy w góry wysokie - powodem do narodowej dumy.

Dla mnie chyba zbyt insiderska. Dla osoby, która przez 30 lat życia ani razu nie żeglowała, a i pływać nie potrafi, natłok terminów żeglarskich był przytłaczający i wybijający z rytmu. Tak, wiem, że w tej książce było to konieczne.
Samo wydarzenie - regaty - bardzo ciekawe, zwłaszcza w czasach, gdy łódki nie były przepełnione technologią. Stąd najciekawsze wydały mi się...

więcej Pokaż mimo to

avatar
694
400

Na półkach: , , , ,

Ten wyścig to było coś. Początek jego historii sięga roku 1960, kiedy w transatlantyckich regatach wystartowało pięciu żeglarzy. Ci śmiałkowie zobowiązują się, że przepłyną trasę z Europy do Ameryki Północnej samotnie. Udaje im się i idea samotnych wyścigów po oceanie przyjmuje się, a impreza zaczyna się odbywać regularnie, co cztery lata. W 1969 roku Baranowski proponuje Polskiemu Związkowi Żeglarskiemu udział kapitana z Polski. I tu się zaczyna historia moim zdaniem niesamowitego wyczynu Baranowskiego, nie tylko pod kątem żeglarskim (kończy na 12 miejscu z 40, którzy w ogóle ukończyli), ale także pod kątem tego, ile musiał się nazałatwiać w rzeczywistości komunistycznej Polski, żeby to w ogóle doszło do skutku.

Nawiasem mówiąc, to nie jest pierwszy raz, kiedy spotykam się z opowieściami o tych regatach. Mniej lub bardziej skrótowe opisy przeżyć znajdują się także w jego innych książkach o wyprawie na Polonezie, ale ta jest jej poświęcona w całości i dostarcza najwięcej informacji. Ale właściwie, to chciałam napisać – bo ja to bardzo szanuję – że Baranowski w żadnym swoim tekście się prawie nie powtarza. Niektóre są o tych samych wydarzeniach, na przykład w kilku miejscach pisze o poważnej usterce masztu, którą naprawiał, ale w każdej książce są inne anegdoty z tym związane.

Tak wiele wysiłku

W Wyścigu do Newport Baranowski opisuje przygotowania do tego rejsu i naukę samotnej żeglugi. Wiele porażek, wylanego potu, a zapewne i krwi go to kosztowało. Jest też tekst o budowie nowego statku, specjalnie dopasowanego do samotnego żeglarstwa, czyli Poloneza. Tu z kolei Baranowski wykazał się wiarą (oraz darem przekonywania), że polska stocznia ukończy budowę na czas. Wszyscy inni wątpili. Ale z tego co pisze, sam autor włożył też dużo pracy w to, żeby odpowiednio zmotywować stoczniowców do pracy i nie zawsze bywało miło. Spomiędzy słów można wyczytać spore emocje. A po drodze pojawiały się także inne problemy, na przykład chciano budującego się Poloneza zwędzić do innych celów, a pierwsze próby samotnych rejsów wykazały, że pierwotne założenia się nie sprawdzają i trzeba sporo w nim zmienić, np. rodzaj ożaglowania.

Tekst o tym, jak autor przygotowywał spis potrzebnej na rejs żywności, a później prosił producentów o wsparcie w postaci produktów, jest genialnie obrazowy. Baranowski pisze jak wysyłał “poezję z pieczątką”, czyli wymyślnie formułowane podania o przekazanie niedostępnej normalnie żywności. Niektóre z nich są perełkami stylu pism formalnych w czasach PRL. Nawiasem mówiąc, jak szybko zapominamy, że kiedyś nie dało się iść do sklepów i zwyczajnie kupić…

Ciekawe były też eliminacje, które musiał przejść, żeby wystartować w tych regatach. Były wymagające, a dotyczyły zarówno sprawności fizycznej, zdrowia, jak i wygrania wyścigu kwalifikacyjnego. Jestem zdziwiona, jak profesjonalnie to wyglądało.

Jest w tej książce o wiele więcej smaczków o życiu w polskim komunizmie oraz o samych regatach, ludziach, żeglarzach i różnych okolicznościach. Wyścig do Newport przedstawia rzeczywistość PRL znacznie szerszą niż światek żeglarski. Nieodmiennie podoba mi się też sposób pisania Baranowskiego. Żeglarz pisze o całym spektrum emocji i stanów: złości, zmęczeniu, strachu, gniewie, wewnętrznych ambicjach, które pchały go do przodu, czy o poczuciu zawodu, który spotkał go na mecie regat. Lubię to, że autor nie boi się okazywać emocji oraz to, że nie leje wody. Jak zawsze przygody Kapitana Baranowskiego wciągają w świat żeglarstwa tak, że trudno się oderwać od lektury.

Ten wyścig to było coś. Początek jego historii sięga roku 1960, kiedy w transatlantyckich regatach wystartowało pięciu żeglarzy. Ci śmiałkowie zobowiązują się, że przepłyną trasę z Europy do Ameryki Północnej samotnie. Udaje im się i idea samotnych wyścigów po oceanie przyjmuje się, a impreza zaczyna się odbywać regularnie, co cztery lata. W 1969 roku Baranowski proponuje...

więcej Pokaż mimo to

Reklama

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wyścig do Newport


Reklama
zgłoś błąd