Schyłek szatrangu

Okładka książki Schyłek szatrangu
Marek Szalsza Wydawnictwo: Wydawnictwo w Podwórku literatura piękna
584 str. 9 godz. 44 min.
Kategoria:
literatura piękna
Wydawnictwo:
Wydawnictwo w Podwórku
Data wydania:
2015-10-05
Data 1. wyd. pol.:
2015-10-05
Liczba stron:
584
Czas czytania
9 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364134081
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
8,4 8,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki Szortal na wynos - wydanie specjalne Zima 2015 Rafał Dębski, Bartłomiej Dzik, Artur Grzelak, Marta Kładź-Kocot, Andrzej Miszczak, Karol Mitka, Jewgienij T. Olejniczak, Andrzej W. Sawicki, Marek Szalsza, Redakcja Szortal.com, Marianna Szygoń, Sebastian Uznański, Istvan Vizvary, Deborah Walker
Ocena 0,0
Szortal na wyn... Rafał Dębski, Bartł...

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
8,4 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
379
169

Na półkach: ,

Książka, której nie rozumiem. Ciężko było określić ilość gwiazdek. Na pewno nie jest słaba, ani przeciętna. Jest jedyna w swoim rodzaju. Kompletnie nie umiałam się zaangażować w treść. Składałam z literek wyrazy,z wyrazów zdania, mogę odpowiedzieć po kolei wydarzenia. I nic ponadto. Czuję, że poeta miał coś na myśli, ale mówi innym niż ja językiem. Czuję się blondynką, ale jestem na nie.
Książka trudna, wymagająca ale nie dająca mi nic w zamian.

Książka, której nie rozumiem. Ciężko było określić ilość gwiazdek. Na pewno nie jest słaba, ani przeciętna. Jest jedyna w swoim rodzaju. Kompletnie nie umiałam się zaangażować w treść. Składałam z literek wyrazy,z wyrazów zdania, mogę odpowiedzieć po kolei wydarzenia. I nic ponadto. Czuję, że poeta miał coś na myśli, ale mówi innym niż ja językiem. Czuję się blondynką, ale...

więcej Pokaż mimo to

avatar
2
1

Na półkach:

"Schyłek szatrangu" to powieść, po zakończeniu której przyszło mi zadać sobie tylko jedno pytanie, a mianowicie jak to możliwe, że tak dobra książka przeszła przez nasz rodzimy rynek niemal niezauważona. Niemal, bo co prawda w 2014 r. autor zdobył za nią nagrodę w Konkursie Literackim Miasta Gdańska im. Bolesława Faca a w 2016 r. nominację do Nagrody Angelus, ale nie przełożyło się to niestety na zainteresowanie czytelników. Wielka szkoda, bo wspomniana powieść to prawdziwa perełka wśród książek, pod ciężarem których w ostatnich latach wręcz uginają się księgarniane półki.

"Schyłek sztrangu" jest powieścią satyryczno-obyczajową, w której autor w iście mistrzowski sposób opisał wady i przywary współczesnego człowieka. Mistrzowski, bo pozbawiony sztucznego patosu, moralizatorskiego wydźwięku i tak modnych ostatnimi czasy truizmów. Pełen za to bardzo wyrazistych postaci, których perypetie poznajemy delektując się piękną, plastyczną polszczyzną, wyważonym i zarazem bardzo błyskotliwym humorem oraz - ukrytymi pod płaszczykiem z pozoru tylko prostych dialogów i sytuacji - satyrą i ironią.
Głównymi bohaterami książki są mieszkańcy domu przy ulicy Akacjowej 44 w jednym z miast w Południowej Polsce: niespełniony zawodowo rekin biznesu Majer, pozbawiony pracy i żony a tym samym i chęci do życia Pan Bródka, żyjący z zasiłku i drobnych przestępstw Pakuś, niedoszły magister socjologii o wdzięcznej ksywie Niedojebus (historii powstania której to ksywy nie zdradzę, nie chcąc psuć czytelnikom dobrej zabawy ;-) ), mająca alkoholowe ciągoty i będąca od ponad dziesięciu lat w tym samym wieku Wróżka oraz pochłonięta pragnieniem popularności i dobrego wydania się za mąż Kwidzińska.
Całą szóstkę - poza wspólnym adresem zamieszkania - łączy coś jeszcze. Coś znacznie ważniejszego. Coś, co pozwala im bowiem leniwie tkwić w świecie wyhodowanych na telewizyjnym przekazie wyobrażeń o otaczającej ich rzeczywistości i usprawiedliwiać brak jakichkolwiek prób zmiany własnej egzystencji. Tym czymś jest głębokie przeświadczenie lokatorów ul. Akacjowej 44, że za wszystkie ich niepowodzenia, zarówno te na gruncie prywatnym, jak i zawodowym opowiadają bliżej nieokreślone, ale za to działające z wielkim rozmachem i niszczące wszystko dookoła wrogie siły. Pewni prawdziwości swoich przekonań zawiązują sojusz, którego celem ma być obrona przed wspomnianym wrogiem.
Przywódcą sojuszu zostaje najmłodszy stażem lokator wspomnianego domu - Izydor Spengler. Jest on byłym wieloletnim pensjonariuszem szpitala psychiatrycznego, który "już jako małe dziecko czynnie opowiadał się po stronie dobra, a tym samym przeciwko złu". Pragnie on przywrócić właściwy w jego mniemaniu porządek rzeczy - mocno zachwiany i systematycznie niszczony poprzez działania Klebera - czarnego charakteru, który dzięki swoim współpracownikom opanował wszystkie aspekty życia publicznego, w ty. m.in. media, służbę zdrowia, wojsko i urzędy.
Zanim jednak nasi bohaterowie rozpoczną walkę z wrogiem oraz działania mające na celu wyzwolenie społeczeństwa z jego rąk, przychodzi im się zmierzyć się z czymś równie złym, o ile nie gorszym. Pewnego dnia docierają do nich przerażające wieści.
"(...)w tym samym momencie drzwi kamienicy rozwarły się z trzaskiem i do środka wpadła Kwidzińska (...)
- Panowie, katastrofa! - zawołała Kwidzińska, nie zważając na ich szpiegowskie subtelności. - Właśnie się dowiedziałam...ależ jestem zziajana, muszę gdzieś usiąść (...)
- Czego się pani dowiedziała? - spytał Majer.
- Szykują nalot na nasz dom - wykrztusiła Kwidzińska. - Inspektorzy. Jezu, jak pędziłam. Oddałabym wszystko za szklankę wody.
- Zapraszam - rzekła Wróżka, wycofując się w głąb mieszkania.
Kwidzińska weszła do środka, czterej spiskowcy za nią. Byli przerażeni, choć pod pojęciem "inspektorów" każdy rozumiał coś innego.
"Gliny. Muszę schować sprzęt" - pomyślał Pakuś.
"Kontrolerzy skarbowi. Zaległy VAT" - pomyślał Majer.
"Tajna policja. Skonfiskują moje dzieło" - pomyślał Pan Bródka
"Nadzór budowlany. Wywalą mnie ze strychu" - pomyślał Niedojebus
- Ile mamy czasu? - spytał Majer. - Przyjdą dziś?
- Najpierw będzie ulotka. - powiedziała Kwidzińska
- Jaka ulotka?
- Nie wiem dokładnie. Chyba ostrzeżenie, że przyjdą
- Ostrzegają o swoim przyjściu? zdumiał się Pan Bródka.
- Tak. Chcą, żeby ludzie się nastraszyli i sami z siebie zaczęli płacić.
- Zaraz, zaraz - wtrącił Majer. - Co to właściwie za inspektorzy?
- No, mówię przecież: z telewizji, od abonamentu.
Dopiero teraz wszyscy pojęli grozę sytuacji
(...) Blady strach padł na szóstkę lokatorów. Wszyscy mieli telewizory, nikt nie płacił abonamentu. Niepłacenie abonamentu za telewizję stanowiło rodzaj narodowej tradycji, do której byli szczególnie mocno przywiązani. I niestety, jak teraz zrozumieli, znajdowali się w grupie podwyższonego ryzyka, ponieważ dwa mieszkania- Kwidzińska oraz Izydor - miały wykupiony pakiet telewizji kablowej. (...)
Sprawa wyglądała groźnie. O przekupieniu inspektorów nie było mowy, żadne z nich nie dysponowało odpowiednimi środkami. Nie zamierzali też wyrzucać ani zakopywać w ogrodzie swoich telewizorów. Stanowiłoby to akt skrajnej desperacji, a oni utworzyli przecież organizację bojową , która właśnie stanęła w obliczu pierwszego poważnego wyzwania. Należy oddać im honor, że asekurancka myśl o zarejestrowaniu odbiorników i opłaceniu abonamentu nikomu z nich nawet nie przyszła do głowy."

Wypowiadając wojnę inspektorom telewizji kablowej a później wspomnianemu Kleberowi i jego poplecznikom, cała siódemka coraz bardziej utrwala w sobie przekonanie o własnej nieomylności i zaczyna żyć w świecie, mającym niewiele wspólnego z rzeczywistością, pełnego za to coraz większych urojeń i obsesji.

Marek Szalsza celowo przejaskrawił w swojej powieści pewne ludzkie zachowania i zjawiska społeczne. W moim odczuciu zrobił to wyśmienicie. Obnażył bowiem w ten sposób wszystko to, co stanowi element naszej codzienności. Autor nie pozostał suchej nitki na małostkowej ludzkiej naturze, która przejawia się m.in. w dbaniu tylko i wyłącznie o własne interesy, skłonności do obarczania innych winą za własne niepowodzenia i przypisywaniu innym złych intencji. Mocno obrywa się w tej książce jednak nie tylko nam jako jednostkom społecznym, ale także całej sferze życia publicznego ze szczególnym naciskiem na współpracę międzynarodową, funkcjonowanie urzędów i roztrwanianie pieniędzy podatników.
"Budynek Zakładu Ubezpieczeń Zdrowotnych stał przy najbardziej reprezentacyjnej ulicy w centrum i już z daleka sprawiał wrażenie pałacu. (...) Marmurowe schody, buraczkowe chodniki, złocone poręcze, pseudorenesansowe freski na ścianach - wszystko to biło w oczy, stanowiąc namacalny dowód estetycznego wysmakowania dyrekcji. Petenci, skrępowani majestatem miejsca, poruszali się cicho, niemal na palcach, mówiąc szeptem lub przyciszonym półgłosem. Gdyby w poczekalni zamiast krzeseł ustawiono klęczniki, przypuszczalnie używaliby ich bez sprzeciwu."

Gorąco polecam "Schyłek szatrangu" tym wszystkim, którzy cenią sobie wymagającą, bo angażującą czytelnika intelektualnie, skłaniającą do przemyśleń a do tego napisaną świetną polszczyzną prozę.

"Schyłek szatrangu" to powieść, po zakończeniu której przyszło mi zadać sobie tylko jedno pytanie, a mianowicie jak to możliwe, że tak dobra książka przeszła przez nasz rodzimy rynek niemal niezauważona. Niemal, bo co prawda w 2014 r. autor zdobył za nią nagrodę w Konkursie Literackim Miasta Gdańska im. Bolesława Faca a w 2016 r. nominację do Nagrody Angelus, ale nie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
404
282

Na półkach: , , ,

Dziś w nocy zakończyłem ponadtygodniowy seans ze „Schyłkiem szatrangu”. Przez te dni żyłem immersyjnie zanurzony w niezwykle sugestywnie odmalowanym przez autora świecie. Rzadko się zdarzają, zwłaszcza ostatnio, książki tak bardzo angażujące czytelnika.

Choć z początku nic na to nie wskazywało. Jak wiadomo z debiutanckimi powieściami różnie to bywa, zwłaszcza w przypadku późnych debiutantów, a do tych z pewnością zalicza się Marek Szalsza (ur. 1967). Co więcej książkę kupiłem na chybił-trafił na stronie Wydawnictwa w Podwórku w ramach promocji *.

„Schyłek szatrangu to dla mnie przede wszystkim książka opowiadająca o tym, jak często wielkie, rządzące umysłami ludzi idee są oparte na urojeniach (już nawet nie na kłamstwie, bo kłamstwo jako tako jest możliwe do zdemaskowania, a zawsze znajdzie się grupa ludzi, dla których urojenia „przywódcy” staną się wyznacznikiem czynów). W ogóle, aż dziw bierze, że główny bohater stał się zaledwie przywódcą oddolnego ruchu, a nie pomyślał o założeniu partii politycznej.
Marek Szalsza stworzył w swojej niezwykle sugestywny świat, przedstawiający swoistą galerię różnej maści świrów i wykolejeńców (aczkolwiek bardzo sympatycznych), co świadczy o doskonałej wyobraźni i dobrym warsztacie autora. Jednak, czy na pewno tylko wyobraźni? Postaci w „Schyłku szatrangu” są oczywiście przejaskrawione, miejscami wręcz karykaturalne, ale w tej swojej karykaturalności tak przecież nieodległe rzeczywistemu życiu i poglądom niektórych z naszych rodaków. Czyli – śmieszne to wszystko, owszem, ale z czego tak naprawdę śmiejemy? Z samych siebie się śmiejemy, że pozwolę sobie ukraść Gogolowi jego nieśmiertelną kwestię.

Marek Szalsza otrzymał za „Schyłek szatrangu” główną nagrodę w Konkursie Literackim Miasta Gdańska im. Bolesława Faca za rok 2014 (trzeba przyznać, że takim debiutem autor niezwykle wysoko zawiesił sobie poprzeczkę w kontekście swojej dalszej twórczości), mimo to książka nie zdobyła zbyt szerokiej popularności. A szkoda, bo to naprawdę kawałek literatury najwyższej próby. Czy to przypadkiem nie dowód na to, że rynek wydawniczy w Polsce także jest pod kontrolą Marsjan (wg terminologii Pana Bródki), a za wszystkie sznurki pociąga wszechmocny Super Kleber?


* Dziś podano informację, że miłościwie nam panujący Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, niedoszły „premier z tabletu”, chce zakazać takich promocji, bo „książka to nie kiełbasa, żeby sprzedawać ją w promocjach” – pozostawiam to bez komentarza.

Dziś w nocy zakończyłem ponadtygodniowy seans ze „Schyłkiem szatrangu”. Przez te dni żyłem immersyjnie zanurzony w niezwykle sugestywnie odmalowanym przez autora świecie. Rzadko się zdarzają, zwłaszcza ostatnio, książki tak bardzo angażujące czytelnika.

Choć z początku nic na to nie wskazywało. Jak wiadomo z debiutanckimi powieściami różnie to bywa, zwłaszcza w przypadku...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
5
1

Na półkach:

Czytając Słychek szatrangu zastanawiałem się z niepokojem, los którego z bohaterów tej książki przypadnie mi w udziale. Natychmiast zidentyfikowałem się bowiem z dwiema powieściowymi postaciami: sfrustrowanym Niedojebusem, oraz paranoicznym panem Bródką, który uważa, iż wrogie siły planują zniszczyć świat. Przed sięgnięciem po Szatrang miałem ponure przeświadczenie, że niebawem osunę się w mentalną deformację, stając się świętym Antonim, czyli starym satyrem, któremu wszyscy wokół pragną tylko szkodzić. Na szczęście lektura tej książki jest jak pobyt w dobrym szpitalu psychiatrycznym. Po pierwsze, czytelnikowi dopisuje liczne towarzystwo owładniętych rozmaitymi obsesjami indywiduów, więc od razu można poczuć się raźniej. Po drugie - przechodzi się skuteczną terapię. Opowiedziana przez autora historia pomaga zrozumieć, jak zadziwiająco dużo złej woli człowiek potrafi przypisać otaczającemu światu. To przez ciebie! - książka ukazuje komiczne formy egocentryzmu, w jakie może wyewoluować to infantylne oskarżenie. Po przeczytaniu owej inspirującej powieści stwierdziłem, że muszę zrobić wszystko, co się da, aby nie dołączyć do armii fałszywych proroków. Ani też, broń Boże, do grona obleśnych wujaszków. Więc co mnie czeka? Jak mam teraz rozegrać tę nieuchronną partię szachów samego ze sobą? Chyba wiem: moim mistrzem jest krokodyl Giena z ruskiej bajki sprzed lat - grał w szachy bez partnerów, nie wychodząc z własnego mózgu, tym niemniej był to bardzo w porządku gość.

Czytając Słychek szatrangu zastanawiałem się z niepokojem, los którego z bohaterów tej książki przypadnie mi w udziale. Natychmiast zidentyfikowałem się bowiem z dwiema powieściowymi postaciami: sfrustrowanym Niedojebusem, oraz paranoicznym panem Bródką, który uważa, iż wrogie siły planują zniszczyć świat. Przed sięgnięciem po Szatrang miałem ponure przeświadczenie, że...

więcej Pokaż mimo to

avatar
7
6

Na półkach:

Bardzo dobra książka! Czyta się znakomicie, jak powieść sensacyjną najlepszych popularnych autorów. Akcja powieści wciąga do tego stopnia, że czytałem książkę do późnej nocy, chociaż musiałem wcześnie rano wstawać do pracy. Miałem na tyle rozsądku, że zwalczyłem z trudem pragnienie przeczytania całości za jednym razem (a jest co czytać, to ponad 550 stron), żeby następnego dnia w pracy jakoś funkcjonować :-)
Powieść zawiera wiele bardzo komicznych momentów, które wywoływały u mnie ataki głośnego śmiechu. Są też wątki sensacyjne, które nie pozwalały mi oderwać się od lektury. Reasumując – gorąco polecam!

Bardzo dobra książka! Czyta się znakomicie, jak powieść sensacyjną najlepszych popularnych autorów. Akcja powieści wciąga do tego stopnia, że czytałem książkę do późnej nocy, chociaż musiałem wcześnie rano wstawać do pracy. Miałem na tyle rozsądku, że zwalczyłem z trudem pragnienie przeczytania całości za jednym razem (a jest co czytać, to ponad 550 stron), żeby...

więcej Pokaż mimo to

avatar
7
4

Na półkach:

Wyobraźmy sobie świat w którym ludzka zawiść, ignorancja i głupota zostają zhiperbolizowane do tego stopnia, że po osiągnięciu masy krytycznej odłączają się od swych podmiotów i zaczynają żyć własnym życiem. Nasze lęki, obsesje i uprzedzenia stają się niejako autonomicznym bytem, konstytuującym zewnętrzną rzeczywistość, w której funkcjonujemy.


Z tym właśnie światem przyjdzie się zetknąć czytelnikowi debiutanckiej powieści Szalszy. Jest to ironiczna opowieść o ludziach, którzy, nie będąc w stanie zmierzyć się z frustracją i niepowodzeniami, w swej absolutnej bezrefleksyjności stwarzają na własny użytek obraz rzeczywistości oparty na urojonych mniemaniach i maniackich fobiach.


Mamy więc bezrobotnego, obarczającego innych winą za swe problemy Pana Bródkę, alkoholiczkę Wróżkę, wychowanego w paradygmacie przemocy Pakusia, nieudolnego przedsiębiorcę Majera, niewyżytego seksualnie Niedojebusa oraz matkę trójki dzieci, żądną pieniędzy i splendoru Kwidzińską. Dwa zasadnicze czynniki które ich łączą to samotność oraz fakt, że wszyscy oni zamieszkują jedną kamienicę.


Sąsiadów poznajemy w momencie wprowadzenia się do domu nowego lokatora – Izydora. Główny bohater powieści to wieloletni pensjonariusz szpitala psychiatrycznego, owładnięty potrzebą walki ze złem. Cierpiąc na paranoję, prześladowany jest przez wyimaginowanego wroga – superzbira, potrafiącego przybrać dowolną postać – a także armię jego popleczników.


Nie trzeba dodawać że szaleniec pełną gębą wraz z gromadką ludzi trochę obłąkanych tworzą wybuchową mieszankę, której wynikiem jest poplątana, absurdalna akcja, pełna nieoczekiwanych zwrotów i groteskowych koincydencji. W warstwie fabularnej powieść jest bardzo przystępna – mimo objętości (ponad 500 stron) czyta się ją jednym tchem i aż ciężko się od niej oderwać.


Choć można by się tego obawiać, zważywszy na satyryczny charakter powieści, daleko jej od taniego moralizatorstwa. Szalsza pozwala bohaterom mówić własnym językiem, powstrzymując się od autorskiego komentarza. To z kolei umożliwia czytelnikowi dokonanie samodzielnej oceny sytuacji i postępowania postaci. Pisarz, zamiast więc oburzać się głupotą swoich bohaterów, stara się raczej ukazać w jak najprawdziwszym świetle jej naturę i konsekwencje.


Powieść jest interesująca również od strony językowej – wewnętrzne monologi Kwidzińskiej czy wykłady Majera dla niewidzialnych pracowników jego koncernu to prawdziwe perełki. Język, jak już wspomniałem, jest jednym z istotnych elementów definiujących tożsamość bohaterów, z drugiej zaś strony, jako źródło nieporozumień, stanowi siłę napędową dla fabuły.


„Schyłek Szatrangu” to zaskakująco dobra książka, zwłaszcza jak na debiutującego autora. Powieść broni się na różnych płaszczyznach – pełnej rozmachu groteski, ciętej satyry społecznej, a nawet wnikliwego studium totalitaryzmu. Nasuwa mi się myśl że powieść byłaby przerażająca, gdyby nie była tak śmieszna. Jednak pomimo niewątpliwej przyjemności z lektury, jest to pozycja wymagająca i intelektualnie angażująca, o szerokich możliwościach interpretacji i wywołująca cały wachlarz interesujących przemyśleń. Polecam i czekam na dalszą prozę Szalszy.

Wyobraźmy sobie świat w którym ludzka zawiść, ignorancja i głupota zostają zhiperbolizowane do tego stopnia, że po osiągnięciu masy krytycznej odłączają się od swych podmiotów i zaczynają żyć własnym życiem. Nasze lęki, obsesje i uprzedzenia stają się niejako autonomicznym bytem, konstytuującym zewnętrzną rzeczywistość, w której funkcjonujemy.


Z tym właśnie światem...

więcej Pokaż mimo to

avatar
4
4

Na półkach:

Potężna pozycja, ale tych kilkaset stron połyka się szybko, tak jak szybko dzieją się opisane na tych stronach wydarzenia. Polecam!

Potężna pozycja, ale tych kilkaset stron połyka się szybko, tak jak szybko dzieją się opisane na tych stronach wydarzenia. Polecam!

Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Schyłek szatrangu


Reklama
zgłoś błąd