Ostatni wieloryb

Okładka książki Ostatni wieloryb
Ilja Warszawski Wydawnictwo: Solaris Seria: Galaktyka Gutenberga fantasy, science fiction
280 str. 4 godz. 40 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Seria:
Galaktyka Gutenberga
Wydawnictwo:
Solaris
Data wydania:
2015-08-06
Data 1. wyd. pol.:
2015-08-06
Liczba stron:
280
Czas czytania
4 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375902426
Tłumacz:
Paweł Laudański
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki Drugie lądowanie Władlen Bachnow, Dymitr Bilenkin, Ben Bova, Ray Bradbury, Fredric Brown, Kir Bułyczow, Thomas M. Disch, Randall Garrett, Ron Goulart, Harry Harrison, Robert A. Heinlein, Shinichi Hoshi, Langdon Jones, Morio Kita, Cyril M. Kornbluth, Tuli Kupferberg, Raphael A. Lafferty, Keith Laumer, C. C. MacApp, Dean McLaughlin, William F. Nolan, Rick Norwood, Frederik Pohl, Mack Reynolds, Bob Shaw, Robert Sheckley, Henry Slesar, Władimir Szczerbakow, Ilja Warszawski, Jack Williamson
Ocena 7,6
Drugie lądowanie Władlen Bachnow, Dy...
Okładka książki Kroki w nieznane Rakietowej krowy Dagmara Adwentowska, Jacek Banecki, Jarosław Boryś, Leszek Błaszkiewicz, Bartłomiej Dzik, Jacek Inglot, Mirosław Piotr Jabłoński, Ewa Joss-Wichman, Paweł Majka, Andrzej Pilipiuk, Marcin Podlewski, Wojciech Sedeńko, Istvan Vizvary, Ilja Warszawski, Andrzej Zimniak, Marek Żelkowski
Ocena 4,5
Kroki w niezna... Dagmara Adwentowska...
Okładka książki W kosmosie Gleb Anfiłow, Sewer Gansowski, Aleksander Grin, Władimir Sawczenko, Aleksander Szalimow, Albert Walentinow, Ilja Warszawski, Walentyna Żurawlowa
Ocena 6,0
W kosmosie Gleb Anfiłow, Sewer...
Okładka książki Bunt trzydziestu trylionów Walentyn Bierestow, Władimir Grigoriew, Michaił Jemcew, Aleksander Kołpakow, Jeremiej Parnow, Mikołaj Razgaworow, Wiktor Saparin, Ilja Warszawski
Ocena 8,0
Bunt trzydzies... Walentyn Bierestow,...

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,1 / 10
8 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
527
257

Na półkach: ,

Mam ambiwalentny stosunek do tego zbioru. Pomysł był chyba taki, aby stworzyć przekrój przez całą twórczość Warszawskiego, natomiast wyszedł taki trochę misz-masz. Teksty proste i typowe dla tamtego okresu przeplatają się z bardzo dobrymi opowiadaniami. Moim zdaniem największa zaleta większości tekstów, to zabawa autora z konwencją - chociażby Staruszkowie, czy też Fantastyka wkracza... Wrażenie robią też i Karaluchy, w których przedstawiona jest swego rodzaju wizja, cóż by się stało, gdyby komunizm faktycznie doprowadził do obiecywanego dobrobytu.

Mimo pewnych defektów, miejscami zaskakującego doboru - po zbiór warto sięgnąć, zwłaszcza jeśli ktoś wcześniej miał niewielką styczność z twórczością Warszawskiego. Ocena oczywiście w większym stopniu uwzględnia mocne strony książki.

Mam ambiwalentny stosunek do tego zbioru. Pomysł był chyba taki, aby stworzyć przekrój przez całą twórczość Warszawskiego, natomiast wyszedł taki trochę misz-masz. Teksty proste i typowe dla tamtego okresu przeplatają się z bardzo dobrymi opowiadaniami. Moim zdaniem największa zaleta większości tekstów, to zabawa autora z konwencją - chociażby Staruszkowie, czy też...

więcej Pokaż mimo to

7
avatar
12164
107

Na półkach: ,

Jaka nota - tak treść. Warszawskiego ceni się za szereg rzeczy i niekoniecznie akurat za to, co wymieniono w nocie (a już z pewnością nie tylko).

Jestem rozczarowany tym zestawem, a zarazem zdziwiony - jak to, wydawca, który ciągle robi powtórki - po sobie i po innych, wstawiając opowiadania do kilku antologii, a potem jeszcze do zbioru autorskiego, nagle wydaje coś, co ma być (bo nie jest!) zestawem premierowym. I - okazuje się, że - jak na Warszawskiego, który generalnie trzyma poziom i styl - dostajemy niestety zestaw dosyć przecięty, z paroma tekstami niedobrymi. Dlaczego?! Przecież nawet z takim założeniem materiału oryginalnego jest dosyć na coś o wiele lepszego? Nie wiem; wybierał Paweł Laudański, uważany za specjalistę od rosyjskiej fantastyki, ale - dziwnym trafem - jakoś nie bardzo jest to widoczne (z perspektywy materiału po rosyjsku) zarówno w zestawach opowiadań, jak i w dziwacznych listach tekstów kanonicznych (były zamieszczane na końcu rosyjskich antologii w Galaktyce Gutenberga). I generalna uwaga: Iwona Czapla jest słabą tłumaczką, jej wiedzy i oczytania i kultury literackiej jakoś nie widać, są błędy merytoryczne, sporo językowych, stylistycznych i gramatycznych, a także interpunkcyjnych (kilka razy postawiono przecinki między podmiotem i orzeczeniem, do tego tłumaczka nie wie, kiedy stawia się przecinek przed "niż", a kiedy nie), rusycyzmy (poległy zamiast tragicznie zmarły; ten klasyczny błąd mamy też w tytule powieści Strugackich Pod Poległym Alpinistą). Redaktora chyba nie było. A jeśli był, to niedouczony. A ponieważ jest to opinia, a nie recenzja, nie wymieniam szczegółowo wszystkich byków.

1. Jane
Opowiadanie o dręczeniu kotów (co kończy się straszliwą śmiercią kociąt) - gładko napisane i wstrętne, mimo dyskretnie -hm - niby sensownego morału. Znajdziemy tu też „leczniczą trawę”, co jest akurat „zasługą” tłumaczki.

2. Słońce zachodzi w Donomagu
Niezła nowelka o ostatnim człowieku dręczonym przez wszechpotężną maszynę; robi wrażenie mimo upływu lat - pomniejszone jednak przez słaby przekład i potężny błąd merytoryczny (chlor zamiast chlorelli). Było wcześniej (w innym przekładzie) drukowane w prasie przed 1990 rokiem.

3. Coś nowego o Sherlocku Holmesie
Mała nowelka z puentą - błaha, nieoryginalna i dość sympatyczna.

4. Fiołek
Nowelka z cyklu DONOMAG. Miała być wzruszająca przez swoją prostotę i uczynienie bohaterem wrażliwego małego chłopca. Świat Donomagu jest sztuczny i plastikowy - ostatnie rośliny są w rezerwacie. Chłopczyk ma jakby czuje, że kiedyś istniał prawdziwy - przez zniszczeniem środowiska naturalnego. W sam raz do "Płomyczka", bo dla dorosłych, odpornych na "rosyjską wrażliwość i prostoduszność", nowelka jest zbyt banalna i naiwna. Była kiedyś drukowana – w innym przekładzie oczywiście – w tygodniku młodzieżowym „Na przełaj”.

5. Staruszkowie
Wzruszająca historyjka o staruszku zaprzyjaźnionym ze starą maszyną cyfrową – to pomysł typowy dla sf, a jego przewrotność polega na tym, że tutaj praktycznie nie ma sf, co się okazuje dopiero na końcu.

6. Ostatni wieloryb
Pomysł wykorzystywany wielokrotnie - tak jak ludzie badają czy wykorzystują zwierzęta, cechując je znacznikami, tak samo mogą robić z ludźmi wyżej rozwinięci Obcy. Świetny wariant tego pomysłu stworzyli Strugaccy w opowiadaniu „O wędrowcach i podróżnikach”. W wydaniu Warszawskiego to pozornie banalna, kliszowata i pastiszowata nowelka, którą ratuje zarówno puenta, jak i podteksty. Obok drobiazgów wyraźny zgrzyt: „malcu” zamiast „malcze”…

7. Saszka
Banalne i nudne opowiadanko o genialnej dziewczynce, którą trzeba wychować i nauczyć wielu rzeczy. Dodatkowo zepsute przekładem, który nie potrafi oddać specyfiki i nastroju instytutów badawczych i metody odkryć i wynalazków. W zasadzie realistyczny wariant, osadzony w środowisku fanów sf, stworzyła Walentyna Żurawlowa ("Półdiablę").

8. Decyduj, pilocie!
Sympatyczne opowiadanko o doświadczonym i cenionym pilocie kosmicznym, który broni się przed odejściem z zawodu. W przeddzień być może ostatniego lotu jako rezerwowy pilot statku rejsowego na Księżyc ma sen/wizję katastrofy z jutrzejszego dnia. Marginalnie występują Marsjanie, z którymi ludzkość nawiązała przyjazne stosunki. Było wcześniej tłumaczone dla „Widnokręgów”.

9. Sklep Sennych Widziadeł
Pastisz-parodia anglosaskiej pulpowej sf, z akcją osadzoną na Wenus skolonizowanej przez Ziemian, którzy opanowali praktycznie cały Układ Słoneczny. Jak w poprzednim opowiadaniu, które mogłoby się dziać w tej samej rzeczywistości, albo świat kapitalistyczny współpracuje przyjaźnie z socjalistycznym, albo kapitalizm upadł, bo obywatele Zachodu byli spragnieni sowieckiej wersji komunizmu. Fabułka jest śmiesznie absurdalna, ale podteksty ciekawe – mianowicie Wenusjanie pragną zachować swoją kulturową niezależność i wycofują się ze swoich miast na bagna, ponieważ nie chcą przyjmować „dobrodziejstw” technicznych (kino, telewizja, „zmechanizowany transport” etc.), i pewnie innych w domyśle też; Ziemianie-komuniści stosują metody – najwyraźniej mało skuteczne – łagodnej perswazji. Podobnych pastiszy Warszawski napisał kilka i wszystkie są sympatyczne.

10. Karaluchy
Zapewne najlepsze opowiadanie w tym zestawie – też z cyklu DONOMAG. Ukazuje zaawansowane konsumpcyjne społeczeństwo, podzielone na naukowców-geniuszy i konsumentów. Inżynieria genetyczna pozwala na „upliftowanie” goryli. Konsumenci, jako ci gorsi, mają świadomość ślepego zaułka, w którym się znaleźli. Wszystkiego już doświadczyli, wszystko już kupili, wszystkiego spróbowali. Pozostaje im kibicować wyścigom karaluchów - jako aluzji do kapitalistycznego wyścigu szczurów. Podział na geniuszy-naukowców i gorszą resztę społeczeństwa budzi pewne skojarzenia z perspektywami komunizmu w sowieckiej sf, gdzie z założenia każdy człowiek jest „skromnym bohaterem dnia powszedniego, który z "wewnętrznej potrzeby" (którą rzekomo blokuje kapitalizm) poświęca się rozlicznym pasjom – bezinteresowna pomoc, odkrycia, wynalazki, ekspedycje kosmiczne, etc., etc., etc., tyle że… w całkowicie komunistycznym świecie, mimo wyzwań, jakie sobie nieustannie i energicznie stawiają komuniści, bez walki dobra ze złem wszystko – chyba wbrew intencjom autorów! – wygląda jakoś szaro i nudnie (patrz choćby „Lampart ze szczytu Kilimandżaro Olgi Łarionowej czy Dziewczyna nad przepaścią Szefnera).

11. Fantastyka wkracza w kryminał albo Ostatnia sprawa komisarza Debreta
Wyjątkowo głupie, banalne, mało sensowne opowiadanie (70 stron!), intryga kryminalna beznadziejna, postacie papierowe, plus nie wiadomo po co wsadzona postać Rosjanki przysłanej z Leningradu (no w sumie wiadomo – żeby na końcu dodać drobny, absolutnie idiotyczny i kompletnie zbędny element fantastyczny!). Do tego oczywiście błędy w tłumaczeniu, redakcja chyba zerowa, a transkrypcja imion i nazwisk francuskich i rosyjskich skandaliczna, przykładowo Debret zamiast Daibret (bo w opowiadaniu tytułowy komisarz okazuje się pierwowzorem Maigreta) albo – hm – jakiś „Pebef”, jakiś Dukas zamiast Ducasse, etc. A Zoja Nikiticzna Strelkina to chyba żart? Dwie części fonetycznie po polsku, jak z dawien dawna u nas pisano, a nazwisko jest w transkrypcji… angielskiej (sic!) i powinno być zapisane po prostu jako Striełkina. Język polski dużo lepiej oddaje brzmienie rosyjskich imion i nazwisk niż angielski. Owszem, jeśli autor chce być „międzynarodowy”, ma stronę w języku angielskim, ma prawo być wszędzie Dmitrym Glukhovskym (a nie Dmitrijem Głuchowskim w Polsce), gorzej jeśli polski wydawca pół rosyjskiego nazwiska autora zapisuje w jednej transkrypcji, a drugie pół – w innej…

12. Opowieść bez bohatera
W sumie niezgorsza satyra na sowiecką rzeczywistość (naukowcy, karierowicze, działacze, etc.), więc nie tyle przestarzała, co jednak związana z minioną epoką, a więc dziś troszkę powierzchowna, choć, jak pamiętam z czytania poprzedniego przekładu w "Problemach", już wtedy mnie to opowiadanie znudziło, a dziś, czytane na nowo, w swojej pierwszej połowie było niemal niestrawne (postacie z kategorii wyżej wymienionej, które mówią własnym głosem), a dopiero gdy na scenę wkracza nasz bohater „eksperymentu”, narracja jest o niebo bardziej potoczysta. Ale ostatecznie ta zacna satyra w warstwie technicznej (rozważania naukowe i techniczne prowadzące do eksperymentu wyprodukowania kopii wielkiego naukowca, który przedwcześnie zmarł) i ogólnej po prostu nie satysfakcjonuje. Miało być zręcznie, zajmująco i kąśliwie, a wypadło nudno i dosyć banalnie. Transkrypcja imion rosyjskich jak zwykle niekonsekwentna (np. „Semen” to w transkrypcji angielskiej… Siemion, zresztą po rosyjsku pisze się i wymawia go niemal identycznie jak po polsku, z jedną zagwozdką w pisowni, o której tłumaczka nie miała chyba pojęcia – Rosjanie dwie kropki nad „jo” z reguły pomijają, więc pozornie jest to „je”, czyli litera „e” zamiast ë).

13. Drogi, które wybieramy
Na koniec mała perełka w przekładzie autora wyboru. Akcja toczy się w instytucie naukowym w przyszłości, a naukowcy – w końcu to też zwykli ludzie – nurzają się w absurdzie i zdają na losowość z udziałem wirtualnego czarnego kota… (hm, dokładnie tak jak sprzątaczka, no ale w końcu przykład idzie z góry…), nie potrafią wybrać jednej rzeczy z dwóch praktycznie identycznych… tylko czarownicy zabrakło, choć gdzieś tam pewnie polatuje… Przeurocza historyjka, bardzo – wbrew pozorom – naturalna i ludzka, a mnie spodobała się dodatkowo dlatego, że pod powyższym względem ja sam jestem klasyczną Wagą…

PODSUMOWANIE
Pomysł na zbiór opowiadań „premierowych” w Polsce opowiadań Warszawskiego nie został zrealizowany satysfakcjonująco i być może powtórki (teksty rozproszone po antologiach i prasie), gdyby je tylko starannie dobrać, dałyby w rezultacie lepszy wybór, aczkolwiek po rosyjsku nadal jest z czego wybierać (czytywałem Warszawskiego w oryginale, więc wiem, o czym piszę).

Dobrze wspominam np. utwory z kategorii solidnej, klasycznej sf (może jednak są one delikatnymi pastiszami, bo dwa pierwsze jakoś wyraźnie kojarzą się z amerykańską sf sprzed lat): „Niejadki”, „Liliowa planeta”, a nawet „Podróż w nicość” – wszystkie z antologii Zagadka liliowej planety, która w 1966 roku zainaugurowała Iskrowską serię Fantastyka, Przygoda. I jeszcze jedno – polscy wydawcy jakoś nie lubią kompletować cykli – zarówno tych powieściowych, jak i tych składających się z opowiadań. I tak jak dostaliśmy zaledwie parę utworów ze znakomitego cyklu o braciach Miedwiediew Sniegowa, tak nadal nie mamy kompletu utworów z cyklu DONOMAG Warszawskiego. Wydawca twierdzi, że więcej zbiorów Warszawskiego nie planuje. Hm, a co niby przeszkadza wydać po prostu OPOWIADANIA WSZYSTKIE Warszawskiego?!
Ponieważ jednak jest to jedyny autorski zbiór Warszawskiego po polsku, a inne opowiadania są rozproszone – mimo niezbyt dobrego wyboru i mankamentów przekładu Ostatniego wieloryba polecam, bo nawet słabe opowiadania są generalnie gładko i lekko napisane, ich bohaterowie zindywidualizowani (ci sympatyczni i ci mniej sympatyczni), dobrze osadzeni społecznie (ze szczególnym uwzględnieniem grotesek i satyr) i generalnie skłaniają do przemyśleń i skojarzeń, aczkolwiek – moim zdaniem – pastisze kryminalne (tak jak niektóre humoreski) są najbanalniejszą, najmniej ciekawą i najsłabszą artystycznie częścią spuścizny Warszawskiego.

Jaka nota - tak treść. Warszawskiego ceni się za szereg rzeczy i niekoniecznie akurat za to, co wymieniono w nocie (a już z pewnością nie tylko).

Jestem rozczarowany tym zestawem, a zarazem zdziwiony - jak to, wydawca, który ciągle robi powtórki - po sobie i po innych, wstawiając opowiadania do kilku antologii, a potem jeszcze do zbioru autorskiego, nagle wydaje coś, co ma...

więcej Pokaż mimo to

3
Reklama

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ostatni wieloryb


Reklama
zgłoś błąd