Pusta przestrzeń

Okładka książki Pusta przestrzeń
Michael John Harrison Wydawnictwo: Mag Cykl: Trakt Kefahuchiego (tom 3) Seria: Uczta Wyobraźni fantasy, science fiction
302 str. 5 godz. 2 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Cykl:
Trakt Kefahuchiego (tom 3)
Seria:
Uczta Wyobraźni
Tytuł oryginału:
Empty Space
Wydawnictwo:
Mag
Data wydania:
2013-01-23
Data 1. wyd. pol.:
2013-01-23
Data 1. wydania:
2012-07-19
Liczba stron:
302
Czas czytania
5 godz. 2 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374802871
Tłumacz:
Michał Jakuszewski
Inne
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,3 / 10
89 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
213
52

Na półkach: ,

Gratuluję tym czytelnikom, którzy wiedzą, o co w tej książce chodzi. Przeczytałam do końca, ale mało co z tego zrozumiałam, wyobraźnia też miała problem z pokazaniem mi, co też autor miał na myśli. Do tej lektury chyba trzeba się nieźle czymś najarać, żeby wpaść w odpowiedni klimat.

Gratuluję tym czytelnikom, którzy wiedzą, o co w tej książce chodzi. Przeczytałam do końca, ale mało co z tego zrozumiałam, wyobraźnia też miała problem z pokazaniem mi, co też autor miał na myśli. Do tej lektury chyba trzeba się nieźle czymś najarać, żeby wpaść w odpowiedni klimat.

Pokaż mimo to

0
avatar
803
735

Na półkach:

Nie wiem, jak ocenić tę książkę. Nie dobrnąłem do końca, nie dałem rady. To po prostu zbyt fantastyczna fantastyka. Jakaś kobieta Schrödingera, jakaś materia zmieniająca się w czystą matematykę, nieludzkie modyfikacje ludzi, a wreszcie – o co tu w ogóle chodzi? Może to i dobra powieść, ale przekracza moje możliwości.

Nie wiem, jak ocenić tę książkę. Nie dobrnąłem do końca, nie dałem rady. To po prostu zbyt fantastyczna fantastyka. Jakaś kobieta Schrödingera, jakaś materia zmieniająca się w czystą matematykę, nieludzkie modyfikacje ludzi, a wreszcie – o co tu w ogóle chodzi? Może to i dobra powieść, ale przekracza moje możliwości.

Pokaż mimo to

22
avatar
98
97

Na półkach:

Zwieńczenie cyklu Trakt Kefachuchiego. Wyjaśniają się pewne tajemnice z poprzednich dwóch części, wątki się zamykają.
Generalnie lektura trudna w odbiorze ale dająca satysfakcję z czytania.
Świat i bohaterowie bardzo obrazowo scharakteryzowani wraz z dylematami moralnymi ich dręczącymi.
Po tej lekturze muszę jednak odetchnąć i przeczytać coś lżejszego.

Zwieńczenie cyklu Trakt Kefachuchiego. Wyjaśniają się pewne tajemnice z poprzednich dwóch części, wątki się zamykają.
Generalnie lektura trudna w odbiorze ale dająca satysfakcję z czytania.
Świat i bohaterowie bardzo obrazowo scharakteryzowani wraz z dylematami moralnymi ich dręczącymi.
Po tej lekturze muszę jednak odetchnąć i przeczytać coś lżejszego.

Pokaż mimo to

2
Reklama
avatar
285
112

Na półkach: ,

"Pusta przestrzeń" to książka, z którą spotkałem się podczas poszukiwania perełek z gatunku antyutopii. Zachęcony tytułem jak i dobrą opinią postanowiłem zakupić książkę. Sama książka bogata jest w wyjątkowy styl pisarski, a dodatkowym atutem są znakomite opisy samych postaci, co oddaje niesamowity klimat czytanemu dziełu. Trzeba jednak dodać, iż jest to ciężka w odbiorze książka, która została napisana w doskonałym stylu, co jest dowodem na to, że mamy do czynienia ze znakomitym pisarzem. W zasadzie nie wiem czego oczekiwałem od tej książki, ale myślę, że był to ślepy traf.

"Pusta przestrzeń" to książka, z którą spotkałem się podczas poszukiwania perełek z gatunku antyutopii. Zachęcony tytułem jak i dobrą opinią postanowiłem zakupić książkę. Sama książka bogata jest w wyjątkowy styl pisarski, a dodatkowym atutem są znakomite opisy samych postaci, co oddaje niesamowity klimat czytanemu dziełu. Trzeba jednak dodać, iż jest to ciężka w odbiorze...

więcej Pokaż mimo to

49
avatar
527
257

Na półkach: ,

Książka specyficzna jak wszystkie tego autora. Poprzednim tomom trylogii dawałem po 7/10, Pustej Przestrzeni daję 6/10. Nie jest jakoś zauważalnie gorsza, ale jak dla mnie wszystkie minione wątki zostały "połapane" zbyt pobieżnie.

Książka specyficzna jak wszystkie tego autora. Poprzednim tomom trylogii dawałem po 7/10, Pustej Przestrzeni daję 6/10. Nie jest jakoś zauważalnie gorsza, ale jak dla mnie wszystkie minione wątki zostały "połapane" zbyt pobieżnie.

Pokaż mimo to

2
avatar
599
46

Na półkach: , , ,

Bardzo dobra. Bardzo abstrakcyjna, momentami absurdalna. Ciężka i ambitna. Wymaga skupienia, bardzo bujnej wyobraźni i otwartego umysłu, bo niektóre koncepcje są tu bardzo abstrakcyjne. Książka wyzwanie.

Bardzo dobra. Bardzo abstrakcyjna, momentami absurdalna. Ciężka i ambitna. Wymaga skupienia, bardzo bujnej wyobraźni i otwartego umysłu, bo niektóre koncepcje są tu bardzo abstrakcyjne. Książka wyzwanie.

Pokaż mimo to

0
avatar
787
31

Na półkach: ,

Akcja trylogii dzieje się na dwóch płaszczyznach czasowych: w teraźniejszości (poczynając od końca roku 1999 do niedalekiej przyszłości, mniej więcej 2050-2060) i odległej przyszłości (w XXV wieku i na początku XXVI). Ogólnie rzecz biorąc, pomiędzy pierwszym, a trzecim tomem mija około 50 lat. Opisując uniwersum, skupię się jednak na świecie futurystycznym, ponieważ współczesny nie wymaga komentarza - nawet w częściach osadzonych w latach pięćdziesiątych XXI wieku, świat przedstawiony nie różni się od rzeczywistego.

Nocne niebo rozświetla blask Traktu Kefahuchiego - widocznego z każdego punktu, w którym autor umiejscowił akcję wątku futurystycznego. Nazywany również K-Traktem (szczególnie w "Pustej przestrzeni"), jest definiowany jako widoczna gołym okiem osobliwość bez horyzontu zdarzeń. Niezbadany przez żadną z międzygwiezdnych cywilizacji, pozostaje, wydawałoby się, ostatnią tajemnicą stojącą na drodze do poznania sensu wszechświata. Mimo sąsiedztwa Wielkiej Niewiadomej, ludzkość bardzo dobrze prosperuje. Utrzymuje kontakty z obcymi, korzysta z nowych technologii i, wręcz doskonale, asymiluje się do życia na różnych planetach. Bohaterowie ani razu nie odwiedzają Ziemi, a gdy w ogóle o niej wspominają, używają określenia "Stara Ziemia". Można by z tego wywnioskować, że błękitna planeta dawno już straciła swoje znaczenie dla cywilizacji ludzkiej. Sam świat robi wielkie wrażenie. Pisarzowi science fiction, tak naprawdę, trudno jest być oryginalnym. W gatunku powstało już tyle zwariowanych i genialnych pomysłów na społeczeństwo przyszłości, że stworzenie czegoś zupełnie nowego i odkrywczego graniczy z cudem. Harrisonowi się udało. Każdemu, kto zdecyduje się w przyszłości przeczytać tę trylogię, polecam zwrócić szczególną uwagę na K-statki oraz postacie K-kapitanów i ich motywacje. Jak na fikcyjną technologię, wyjątkowo mocno pobudzają do myślenia, wzbudzają stanowczo zbyt silne i sprzeczne emocje, by je zignorować.

Czytelnik poznaje uniwersum z punktu widzenia dziesięciu kluczowych postaci (dwóch z wątku współczesnego, ośmiu z futurystycznego). Mamy tutaj genialnego, acz zwyrodniałego fizyka - seryjnego mordercę (Michael Kearney), jego byłą żonę - anorektyczkę i socjopatkę (Anna Waterman), K-Kapitan zmagającą się z traumami z przeszłości (Seria Mau), byłego kapitana statków kosmicznych, obecnie twinka (ichniejszy odpowiednik narkomana), niewiedzącego co dokładnie ze sobą zrobić (Ed Chianese), przewodnika po Strefie Zdarzenia Saudade (Vic Serotonin), detektywa i głównego antagonistę tego ostatniego (Lens Aschemann) i jego asystentkę (prawie do końca trylogii nieumiejącą zdecydować się jak ma na imię), załogę statku Nova Swing, a jednocześnie stałych bywalców barów na Saudade, niebezpośrednich uczestników konfliktu poprzednio wymienionych (Liv Hula, Gruby Antoyne, Irene). W skrócie: dość spore grono ekscentrycznych osobowości. Tworząc różnorodnych bohaterów, wypadałoby przypisać każdemu z nich odpowiednio charakterystyczny idiolekt. Niestety, Harrison nie podjął się tego zadania - wszyscy bohaterowie, może oprócz Serii Mau, wypowiadają się niemalże w ten sam sposób i to w dodatku dość ordynarny. Niepotrzebne nagromadzenie wulgaryzmów i motywów skatologicznych do pewnego stopnia szokuje, potem jednak zaczyna żenować. Warsztat natomiast jest bardzo nierówny - zdarzają się sceny napisane przepięknie oraz (często nawet poprzedzając te pierwsze) niemalże grafomańskie.

ŚWIATŁO

Pierwsza część trylogii składa się z trzech wątków (Michael Kearney, drugoplanowo Anna Waterman, wówczas jeszcze Kearney, Seria Mau, Ed Chianese), powiązanych ze sobą poprzez postać tajemniczego Shrandera oraz następujące motywy: wyparcia, ucieczki, strachu i wewnętrznej przemiany. Bardzo zachęcający początek cyklu, dobrze wprowadza w świat, prezentując najciekawsze jego aspekty, takie jak wcześniej wspominane K-statki, manewrujące w wielowymiarowej hiperprzestrzeni, krawcy genetyczni i ich pakiety modyfikacji oraz twink-tanki, dzięki którym można sobie wykupić możliwość czasowego stania się kimś innym (nieco przywodzące na myśl zderzenie rzeczywistości z powieści Dicka). Wszystkie te wynalazki stwarzają doskonałą okazję, by uciec od samego siebie. I tak, Michael koczuje z miejsca na miejsce, zabijając niewinnych, by oddalić się od przerażającego widma Shrandera, Seria Mau rezygnuje z człowieczeństwa na rzecz K-statków, a Ed Chianese uzależnia się od twinkowania. Przeszłość jednak nie daje o sobie zapomnieć, w rezultacie czego, bohaterowie będą musieli stanąć twarzą w twarz ze swoimi demonami i przedstawicielem pradawnej cywilizacji, który rozumie ludzkość lepiej niż sami ludzie.

"Światło" wypada znacznie lepiej niż "Nova Swing" i "Pusta przestrzeń" głównie przez dwie postacie: Serię Mau i Shrandera. O tej pierwszej już wspominałam w kontekście K-statków i idiolektów. Jest to zdecydowanie najlepiej przedstawiona postać w całej trylogii - prawdę mówiąc, gdyby nie ona, całkowicie zwątpiłabym w umiejętności autora w dziedzinie tworzenia przekonujących bohaterów. Shrander natomiast, sam w sobie, stanowi tajemnicę, przydającą powieści klimatu nietypowego dla science fiction. W moim odczuciu, to jedyna część Traktu Kefahuchiego, którą warto przeczytać.

NOVA SWING

Kryminał w stylu noir, umiejscowiony na planecie Saudade, w której doszło do osobliwego wydarzenia - kawałki Traktu Kefahuchiego zaczęły spadać na ziemię, tworząc Strefę Zdarzenia - miejsce niepodlegające prawom fizyki. Cały pomysł przywodzi na myśl "Stalkera" Tarkowskiego (każdemu, kto jeszcze tego filmu nie widział, polecam obejrzeć przed lekturą). Jedyna część trylogii o jednolitej płaszczyźnie czasowej - cała akcja dzieje się w przyszłości, w dodatku na jednej planecie. Wszystkie postaci są w jakiś sposób uwikłane w główną intrygę. Co prawda, miejsce akcji jest całkiem sporym miastem, ale, w zestawieniu z pozostałymi tomami, wydaje się niemalże klaustrofobiczne. Główni bohaterowie - z jednej strony Vic Serotonin, Liv Hula, Gruby Antoyne, Irene, z drugiej - Lens Aschemann i jego bezimienna asystentka, toczą spór. Vic, centralna postać powieści nielegalnie oprowadza po Strefie spragnionych surrealistycznych wrażeń śmiałków. Niezależnie od tego, coś dziwnego dzieje się z Traktem Kefahuchiego i z tajemniczego obszaru zaczynają się wyłaniać nierzeczywiści ludzie, próbujący nauczyć się żyć. Pojawiają się również przypadki dziwacznych śmierci - zwłoki unoszą się w powietrzu i, orbitując wokół jakiegoś niewidzialnego punktu, stopniowo znikają.

Nie jestem miłośniczką wątków kryminalnych, a już w szczególności w stylu noir. Mimo to "Nova Swing" wydaje mi się znośna. Nie jest to jednak powód, dla którego uważam, że z całej trylogii godnym polecenia jest jedynie "Światło" - istnieją nawet kryminały, którym dałam maksymalną ocenę (dla zainteresowanych - polecam Natsuo Kirino, wszystkie jej przetłumaczone na język polski powieści, z wyjątkiem (i tak wspaniałej) "Wyspy Tokio", zawierają wątek kryminalny, a naprawdę je uwielbiam) - problemem jest, wciąż uwierający styl Harrisona, sprawiający, że jedna część naprawdę wystarczy. Powtórka z rozrywki - wszechobecne ekskrementy, wymioty i "pieprzenie" (w ten sposób każda postać, bez względu na charakter wyraża się o seksie - dotyczy to wszystkich trzech tomów Traktu Kefahuchiego). Z "Novy Swing" pochodzi również część tytułu tego posta - "Kosmos w klimacie noir" - tak nazywa się jeden z rozdziałów, świetne podsumowanie atmosfery powieści. Jeśli już komuś miałabym to polecić, to wielbicielom tej właśnie konwencji, jako ciekawostkę.

PUSTA PRZESTRZEŃ

W ostatnim tomie, autor powraca do wątków z dwóch poprzednich - zarówno współczesnego, jak i futurystycznego - czytelnik spotyka ponownie wszystkich pozostałych przy życiu głównych bohaterów oraz paru nowych, choć mniej znaczących dla całości fabuły. Wyjaśnia wiele spraw, niektóre dosłownie, inne między wierszami (odczytywanie ukrytych znaczeń to główny powód, dla którego, przy dość negatywnym nastawieniu do trylogii, oceniłam ją względnie wysoko - w tym względzie, Harrison dostarcza okazji do inteligentnej rozrywki - choć zapewne wszystkich znaczeń nie odczytałam), dzięki czemu można się w Trakcie Kefahuchiego doszukać rozważań autora nad sposobami radzenia sobie z traumą, zagubieniem w świecie i odnalezienia, wydawałoby się straconegoj czasu tożsamości. Potwierdza również parę przypuszczeń, powstałych podczas lektury "Światła" i "Novy Swing". I, niestety, utwierdza w przekonaniu, że recenzowana seria stanowi, pod względem warsztatu, kolosalne nieporozumienie. To, co dało się wybaczyć poprzednim częściom, poprzez eksperymentowanie z uniwersum czy też klimatem, w "Pustej przestrzeni" staje się wtórne, a więc w żadnym razie niewytłumaczalne przez oryginalność. Niemniej, fabularnie, trzeci tom wypada nieco lepiej niż drugi, co plasuje go na bardzo podobnym poziomie.

Generalnie, uważam, że jeśli ktoś nie poprzestał na "Świetle" i zafundował sobie "Novę Swing", powinien przeczytać również "Pustą przestrzeń" - na podobnej zasadzie, co opisywana parę postów wcześniej, według której zdecydowałam się przeczytać "W pogoni za dalekim głosem" Yamady tylko dlatego, że przeczytałam już wszystko poza tą konkretną pozycją. Po dwóch tomach, można się przyzwyczaić nawet do żenującego warsztatu, choćby ze względu na nieżenującą treść.

PODSUMOWANIE

Trakt Kefahuchiego zawodzi i dzieli czytelników Uczty Wyobraźni (a więc ludzi przyzwyczajonych do sporych dziwactw) - niektórzy go kochają, inni uważają, że trylogia jest zdecydowanie za słaba na tę serię. Należę do tej drugiej grupy, trudno mi pojąć, dlaczego w ogóle się w niej znalazła. Nie tylko ona zresztą - również i reszta twórczości Harrisona (nawet pomimo sympatii dla "Viriconium"). Można się tu doszukać intrygujących interpretacji (jedną z nich nawet miałam okazję przeczytać - przedstawiała wątek futurystyczny jako projekcję wyobraźni bohaterów współczesnych), ale sposób przedstawienia opowieści pozostawia zdecydowanie zbyt wiele do życzenia. Metafora nie wystarczy, by uczynić coś ambitnym - o czym, niestety, wielu zdaje się zapominać. Nie twierdzę przy tym, że autentyczni fani trylogii powinni się wstydzić - daleko mi do tego. Chcę jedynie zaznaczyć, że ukryty sens nie zmienia automatycznie szmiry w wybitne dzieło - a z taką opinią spotykam się, ostatnimi czasy, zdecydowanie za często. Fantastyka, w zasadzie, bez względu na podgatunek, opiera się na metaforach. Wyobraźnia ma swoje źródło w obserwacji i przetwarzaniu rzeczywistości. Dlatego, nawet jeśli wątek fantastyczny powstaje jedynie, by przedstawić świat inny niż rzeczywisty, pomysł na odmienną cechę jest w jakiś sposób powiązany z autentyczną, a dekodowanie ukrytych znaczeń przypomina nieco psychoanalizę. Nawet jeśli autor wprowadza je świadomie, dlaczego granica między wybitnym, a przeciętnym miałaby zależeć jedynie od stopnia świadomości autora? W końcu, sama metafora nie przedstawia automatycznie żadnej idei - stwarza jedynie okazję do prowadzenia z czytelnikiem gry, zagadkę, mającą go zmusić do myślenia. Oczywiście, dobrze, gdy człowiek myśli, ale zadania z matematyki w szkole spełniają tę samą funkcję - czy to oznacza, że każdy, kto stworzy w miarę skomplikowane zadanie matematyczne, jest geniuszem? Nie dajmy się zwariować! Udana metafora może znacznie podnieść wartość i wzmocnić przesłanie całości, ale jest ona jedynie środkiem stylistycznym i sama w sobie, niepoparta żadną odkrywczą ideą, w prozie niewiele znaczy. Piszę to, by uczulić ewentualnych wielbicieli, którzy, w zetknięciu z krytyką ich ulubionych dzieł, wyzywają jej autora od głupców, nierozumiejących przekazu autora. Pozwolę sobie powiedzieć, że rozumiem wystarczająco wiele, by stwierdzić, że mi to nie wystarcza i nie widzę sensu rozciągania fabuły na całą trylogię. "Światło" wystarczy.

Opublikowano także na blogu: esothsphere.blogspot.com

Akcja trylogii dzieje się na dwóch płaszczyznach czasowych: w teraźniejszości (poczynając od końca roku 1999 do niedalekiej przyszłości, mniej więcej 2050-2060) i odległej przyszłości (w XXV wieku i na początku XXVI). Ogólnie rzecz biorąc, pomiędzy pierwszym, a trzecim tomem mija około 50 lat. Opisując uniwersum, skupię się jednak na świecie futurystycznym, ponieważ...

więcej Pokaż mimo to

6
avatar
1532
453

Na półkach: , , ,

Kończy się moja przygoda z trylogią Harrisona. Aż się prosi napisać o zakończeniu, jednak nie chcę nikomu niczego zdradzać. Po słabszym drugim tomie, Harrison wraca do sprawdzonej formy, czyli przeplatania teraźniejszości z przyszłością. Tym razem Autor skupia się na Annie, żonie Michael'a Kearney'a.

Ale po co streszczać fabułę? Przecież nie o to chodzi w recenzji.

Harrison jest niesamowicie dowcipnym facetem. Tak, wnioskuję po tych trzech tomach. Przeplata mnóstwo tzw. "smaczków", które zdradzają, po przeczytaniu zakończenia, z czym tak naprawdę obcowaliśmy. Tempo jak tempo. To, co dzieje się przed zakończeniem, to bardziej gra z Czytelnikiem. Ciągłe intrygowanie poprzez zanudzenie. Harrison w ogóle jest pełen sprzeczności. Chce się o nim napisać wszystko i nic. I chyba to jest najlepsze - to, jak Czytelnicy reagują po lekturze. Są peany, są żale. Cała gama emocji. Tylko najwięksi potrafią coś takiego.

Kończy się moja przygoda z trylogią Harrisona. Aż się prosi napisać o zakończeniu, jednak nie chcę nikomu niczego zdradzać. Po słabszym drugim tomie, Harrison wraca do sprawdzonej formy, czyli przeplatania teraźniejszości z przyszłością. Tym razem Autor skupia się na Annie, żonie Michael'a Kearney'a.

Ale po co streszczać fabułę? Przecież nie o to chodzi w...

więcej Pokaż mimo to

5
avatar
0
0

Na półkach:

Tak jak cały cykl "Światło", genialna a jednocześnie bardzo, ale to bardzo wymagająca książka. Doskonały sprawdzian dla wyobraźni i skupienia czytelnika.

Tak jak cały cykl "Światło", genialna a jednocześnie bardzo, ale to bardzo wymagająca książka. Doskonały sprawdzian dla wyobraźni i skupienia czytelnika.

Pokaż mimo to

3
avatar
1033
289

Na półkach: , ,

Gdybym miał teraz krótko powiedzieć o czym jest cała trylogia Harrisona to stwierdziłbym, że o szukaniu sposobu na radzenie sobie ze swoją przeszłością. O tym jak definiowana jest nasza przyszłość: jak mocno przez różne traumy, lęki, bagaże doświadczeń z przeszłości a jak słabo przez potencjalne możliwości jakie oferuje rzeczywistość i życie samo w sobie.

Mam teorię wedle której jedynymi bohaterami (w przynajmniej jedynymi z naszej "normalnej" rzeczywistości) są osoby występujące w wątku Michaela Kearneya z "Światła" i Anny Waterman z "Pustej Przestrzeni". Reszta bohaterów i rzeczywistość w której funkcjonują to nie jest wcale XXV wiek w naszej linii świata - to raczej projekcje pragnień, obsesji, dążeń, obaw i patologii dwójki głównych bohaterów.
Do dyskusji pozostaje to, czy owe projekcje to tylko symbol i jedna wielka przenośnia czy może jednak jakaś prawdziwa rzeczywistość ontologicznie ukonstytuowana przez kod zapisany na twardym dysku, który Kearney zostawia żonie. Osobiście bliżej mi do drugiego rozwiązania.

Jest wiele tropów w trylogii, które spowodowały, że interpretuję świat przedstawiony właśnie tak (nie będę ich teraz wyjaśniał, tylko zaznaczę - jak kto ciekaw to możemy pogadać):
- koty
- tatuaż na ręce Sprake'a
- tekst napisany pisakiem na ciele pierwszej ofiary Kearneya i Sprake’a
- Sprake (rudy chudzielec) i Nowi Ludzie (rudzi chudzielce)
- dość wulgarne i dosadne podejście do tematów seksu - owe "rżnięcia" i masturbacje które tak mocno zostały zauważone przez wielu internautów ale nie zostały wzięte pod uwagę jako jeden z kluczy do fabuły. A jeśli Harrison używa tak często pewnych motywów to na bank nie robi tego przypadkowo.
- czaszkowe radio
- istnienie w "XXV wieku" takich tworów jak riksze, samochody cadillaki rocznik 1952, osoby spod krawieckiej igły o fenotypie Einsteina lub Monroe.
- świat ze wspomnień/snów Serii Mau
- kwestionowanie rzeczywistości przez bohaterów (np. Aschemann, Bonaventure)
- i kilka jeszcze innych



Takie podejście do ontologii w trylogii Harrisona prowadzi do następującej konkluzji:

Michael Kearney toczy batalię o własną przyszłość, toczy ją z demonami przeszłości, z samoizolacją spowodowaną przerażeniem własną przypadłością (widzenie prawdziwej natury świata jako deterministycznego algorytmu). Fatalizm nie do przejścia, tarot i kości Shrandera, które miały za zadanie wprowadzić odrobinę losowości w jego życie nie działają jak powinny, są bezużyteczne. Nieuchronność własnej przyszłości przeraża przez całe życie - dopiero coś w rodzaju objawienia na plaży pod koniec Światła pozwala mu pójść dalej i uciec z "Cierniowa" - z własnego wewnętrznego więzienia. Kearney ostatecznie zrozumiał, że był w błędzie - że powinien przestać się panicznie bać i może wziąć swoje życie we własne ręce. I ważne jest tutaj dopełnienie historii Kearneya w ostatnich rozdziałach przez postacie Serii Mau (biały kot, symbol przeszłości, która jest już nie do zmiany, z którą powinniśmy się pogodzić) oraz Eda Chianese (czarny kot, symbol przyszłości, której nie powinniśmy planować całkiem rozumowo lecz raczej powinniśmy dać się porwać nieskończonej liczbie możliwości - jak Ed dał się porwać Traktowi).

Historia Anny to trochę inne podejście. Anna Waterman to również osoba dręczona przeszłością podobnie jak jej były mąż. Dręczona wspomnieniami o nim, którego już z niewyjaśnionych powodów słabo pamięta. Podtytuł "Pustej Przestrzeni" to "The Haunting". W interpretacji "na gorąco, zaraz po zamknięciu książki" - chodzi tu o nawiedzanie Anny przez samą siebie (i o nawiedzanie asystentki - alter ego Anny - również przez samą siebie) podczas jej superpozycji w Alefie. Ale może właśnie chodzi również o nawiedzanie nas przez naszą przeszłość, wybory, które podjęliśmy? Może można odrzucić przeszłość, wymazać ją i ruszyć do przodu? A może można mimo, wszystko kreować swoją przyszłość w oderwaniu od tego co było? Niekoniecznie jak się okazuje. Zarówno Anna jak i Asystentka (wersja Anny w której pozbawiona jest ona bagażu przeszłości) nie mogą w żaden sposób wpłynąć na wydarzenia, które już nastąpiły. Pamięć o przeszłość i kreowanie przyszłości muszą zawsze współistnieć w harmonii jak yin i yang (czarne i białe koty).

Oczywiście mam mnóstwo wątpliwości i innych wariackich przypuszczeń (czy Tate w ogóle istniał? co dokładnie stało się z Kearneyem? co oznacza trzykrotnie widziana przez różne osoby wizja waginy wyłaniająca się ze ściany? co oznacza jedna z najbardziej rypiących mózg scen w trylogii, czyli zbiorowa masturbacja w domu Tate'a przy "czaszkowym radiu", którą podgląda Anna z twardym dyskiem w ręku?)

Kończę spojlerowanie.

To co napisałem to tylko wierzchołek góry lodowej i tak naprawdę moja interpretacja po jednokrotonym czytaniu po kilkuletniej przerwie. Do Harrisona będę wracał na pewno nie raz i zapewne nastepnym razem jeszcze inne rzeczy mi się pokażą (tak samo mam np. z Wolfem). Bo może jeszcze udało by się bardziej nawiązać do "Drogi Serca" - mam też parę wniosków ale już nie będę się rozpisywał (Pam/Lucas/Karzeł vs. Anna/Michael/Shrander). A może ledwie musnąłem istotę rzeczy, może tylko się ślizgam po powierzchni, a może jednak nie zrozumiałem, a może warstw interpretacyjnych jest o wiele więcej w coraz drobniejszej skali, jak we fraktalnej strukturze rzeczywistości, którą widzi Kearney.
Czytajcie Harrisona :) Jego twórczość to jest naprawdę o wiele, wiele więcej niż się wydaje z wierzchu. - tylko trzeba mieć na nią naprawdę sporo czasu i wypoczęty umysł co akurat ostanio posiadałem.

Gdybym miał teraz krótko powiedzieć o czym jest cała trylogia Harrisona to stwierdziłbym, że o szukaniu sposobu na radzenie sobie ze swoją przeszłością. O tym jak definiowana jest nasza przyszłość: jak mocno przez różne traumy, lęki, bagaże doświadczeń z przeszłości a jak słabo przez potencjalne możliwości jakie oferuje rzeczywistość i życie samo w sobie.

Mam teorię wedle...

więcej Pokaż mimo to

9

Cytaty

Więcej
Michael John Harrison Pusta przestrzeń Zobacz więcej
Michael John Harrison Pusta przestrzeń Zobacz więcej
Reklama
Więcej
Reklama
zgłoś błąd